Strona 1 z 1

ou see, but you do not observe

: ndz cze 14, 2026 12:37 am
autor: Danielis Stones
One.

Syrena policyjna przecięła wieczorną ciszę, gdy jednostka dostała zgłoszenie o poważnie wyglądającym wypadku przy drodze Highway 401. Nikogo nie zaskoczyło kolejne wyzwanie. Wypadki w tym miejscu zdarzały się codziennie, drobne kolizje nawet wielokrotnie w ciągu dnia. Te zdarzenia nie były spowodowane złym zaprojektowaniem drogi, problem tkwił w ilości przejeżdżających nią samochodów. Według statystyk na najbardziej obciążonych odcinkach przejeżdża tędy nawet do pięciuset tysięcy aut. Przy tak dużym ruchu wypadki nie były już żadnym zaskoczeniem — nie dla policji. Świadkowie zgłaszający incydenty byli dużo bardziej przerażeni, bo choć wypadki się zdarzały, tak nikt nie był przygotowany na karambol spowodowany złym manewrem wyprzedzania, czy zbyt dużą prędkością jazdy. Po całym dniu pracy człowiek liczył raczej na spokojny powrót do domu, spotkanie z rodziną i odpoczynek. Niektóre dni były wyjątkowo trudne. Zapewne wielu znużonych kierowców, odliczało czas powrotu. Trzymanie dłoni na kierownicy sprawiało dyskomfort podobny do zakwasów po intensywnych ćwiczeniach, a uczucie ociężałości nie pomagało w utrzymaniu koncentracji na drodze. Danny, zaciągając się do policji, był całkowicie świadomy odpowiedzialności, jakiej niósł za sobą ten zawód. Znał ryzyko podjętej przez siebie decyzji i to ryzyko obejmowało życie, jak i prywatność, która praktycznie nie istniała.
Drzwi policyjnego samochodu zatrzasnęły się z hukiem, gdy mundurowi wysiedli ze środka. Danny i Tobias, który wraz z nim pełnił dzisiaj dyżur, dojechali jako pierwsi. Mężczyzna, starszy od bruneta, zajął się sprawdzaniem rannych (dwie kobiety, trzech mężczyzn, dwójka dzieci). Młodszemu funkcjonariuszowi przypadło zadanie odgrodzenia miejsca wypadku policyjną taśmą i sprowadzenie pogotowia. Ruch na autostradzie został wstrzymany, pas wykluczony z użytku. Świadkowie wysiedli z samochodów, zbierając się dookoła miejsca zdarzenia; niektórzy z nich nagrywali. Policjanci starali się przegonić tłum gapiów, udzielając zdawkowych odpowiedzi na pytania. Danny stał razem z nimi, z grobową, poważną miną, zwracając uwagę zbyt wścibskim ludziom i zbierając zeznania, które następnie notował. Pierwsza karetka przyjechała chwilę po zgłoszeniu.
Jasnowłosa kobieta, która podeszła pewnym krokiem do taśmy, zwróciła szczególną uwagę Stonesa. Odgrodził jej drogę, dając tym samym do zrozumienia, że na miejscu wypadku trwają prace służb policyjnych.
— Zawróć. Procedury są jasne, ż a d n y c h nieproszonych gości na miejscu wypadku — podkreślił, ściągając nieustępliwie ciemne brwi. Zamierzał dopilnować, by nikt nie przeszedł i choćby się waliło, musiał postawić na swoim. Słyszał za sobą męskie, przepełnione emocjami głosy wymieniających się informacjami policjantów i strażaków. Z tego, co zrozumiał, jeden z mężczyzn, kierowca błękitnej skody, był w stanie krytycznym i pogotowie musiało natychmiast przewieźć go do szpitala. Pouczając Audrey na temat procedur, nie wiedział, że w ten sposób tylko opóźniał pomoc dla potrzebujących. Nie miała na sobie służbowych ubrań, co oznaczało, że nie przyjechała tutaj z karetką — mogła po prostu przejeżdżać. — Będziesz tylko przeszkadzać — dodał szorstko.

Audrey LeBlanc

ou see, but you do not observe

: wt cze 16, 2026 11:07 pm
autor: Audrey LeBlanc
Praca w szpitalu totalnie różni się od pracy w plenerze. Tam zajmowałam się głównie przypadkami, które przyjechały na SOR lub zabierałam pacjentów na badania. W ostateczności wysłali mnie na wypełnienie wszystkich papierów, które musiałam uzupełnić po danych dyżurach. Na początku to wydaje się naprawdę przyjemne i dość fajne, ale z czasem siedzenie jest nudne. Zwłaszcza jak widzisz wszystkie omijające ciebie aspekty pracy w plenerze z wyćwiczoną drużyną, gotową do zrobienia dosłownie wszystkiego. Bardzo często tego im zazdrościłam, zwłaszcza jak nie chcieli mnie zabierać ze sobą. Zawsze brakowało mi jakiegoś papierka, który pozwoliłby mi na pomoc w bardziej ryzykownych warunkach. Od momentu, jak dostałam zielone światło, zaczęłam jeszcze bardziej się przygotowywać. Poprawiłam swoją kondycję i zrobiłam dodatkowe szkolenia. Dwie pierwsze akcje były trudne. Głównie dlatego, że nie wiedziałam, jak odpowiednio się zachować. Zwłaszcza jak nie miałam swojej szafki i miejsca w karetce. Teraz to wszystko mam, zwłaszcza swoją ulubioną kurtkę z własnym imieniem. Bardzo mocno naciskałam na imię, ponieważ nie chciałam być kojarzona z matką. Mimo jej dobrej oceny, naprawdę chciałam to osiągnąć sama. Udało mi się to, naprawdę. Bez żadnego dodatkowego oszukiwania. Zdany egzamin, który otworzył mi ścieżkę w dalszej karierze. Być może teraz moja siostra da mi spokój i przestanie mi gadać, że tylko ona robi coś wartościowego.
Wyskoczyłam z karetki, sięgnęłam po swój plecak. Przed dotarciem, dostaliśmy podstawowe informacje. Na początku nie chcieli mnie do niej wziąć, ponieważ jeszcze nie mam zbyt dużego doświadczenia. Dopiero jak inne jednostki musiały pojechać na zupełnie inny teren, zdecydowali się mnie zabrać. Cóż, dobrze wiem, że początek nie będzie przyjemny oraz łatwy. Na początku byłam oto zła, ale z czasem się już dostosowałam. Bo jednego dnia mogę być tu, a drugiego wrócić do okropnych papierków.
Zmarszczyłam czoło na widok policjanta, który nie chce mnie wpuścić. Przepraszam bardzo, ale chyba on jest naprawdę ślepy. Nie widział plecaka? Plakietki i tego, że wyszłam właśnie z karetki. Zacisnęłam palce na rączce od plecaka, wyciągnęłam swoją plakietką i zamachałam przed jego oczami.
— Wiesz, że utrudnianie pomocy potrzebującym jej, jest karalne? Chyba nie wiesz, dlatego mnie przepuść, gburze — Dmuchnęłam w kawałek włosa, który opadł mi na twarz. Naprawdę mnie on teraz zirytował, a czym prędzej muszę dostać się do dziecka, które potrzebuje opieki oraz pomocy. Z daleka było widać, że coś ją boli. Muszę się jednak dowiedzieć, co dokładniej. Jednak do momentu, aż ten patafian się nie ruszy, muszę tak niestety stać i czekać. Wypuściłam powietrze z ust, mówili o policjantach, którzy mają tak wysokie ego, że nie pozwalają nam pracować. Prawdopodobnie właśnie na takie wpadłam. Gbura, który będzie tak stał z zirytowaną miną. Nie założyłam dzisiaj kurtki, ponieważ byłoby mi w niej za ciepło, a szybciej mi się pracuje, jak mam mniej trudnych ubrań na sobie. Wystarczy plecak i spodnie, które chronią nas przed różnymi terenami.
— Naprawdę mam to gdzieś, jaką masz rangę. Rusz swoje cztery litery i daj mi pracować, mam to naprawdę gdzieś, że ci przeszkadzam. Tamta dziewczynka potrzebuje opatrunku, jeśli tego nie widzisz… jesteś beznadziejnym policjantem. A może zadufanym burakiem? — Syknęłam zirytowana. Jego zagrywki zaczęły mnie już naprawdę denerwować. Kto go tu wysłał, chyba nieogarniające życia jak on osoby. Żal mi teraz ludzi, którzy muszą cierpieć przed tego debila. — Jeśli mnie nie przepuścisz, zgłoszę całe zajście i przebiegnę przed tą marną taśmę — Sztuczny uśmiech był widoczny na moich ustach, aż za bardzo wrednie się chyba do niego uśmiechnęłam. No cóż, trudno.

Danielis Stones