what a shitty way to end the weekend
: ndz cze 14, 2026 2:17 pm
Podobno gdzieś w okolicy były zajebiste BeaverTailsy, o których Rosenhall usłyszała od swojej starszej znajomej, kiedy była na zmianie w kancelarii. Za dnia asystentka adwokata, nocą barmanka... nie miała zbytnio czasu na nic pomiędzy, ale tym razem zaczynała ciapkę później, więc stwierdziła, że poszuka owego miejsca, zaszaleje i wsunie w siebie wysokokaloryczny deser, po którym z pewnością później będzie miała wyrzuty sumienia. Ale hej... to stanie się później, a teraz było... teraz.
Wychodząc z przeludnionego autobusu, postawiła nogę na rozgrzanym asfalcie. Nie była boso, nie, ale miała pewność, że gdyby przyłożyła do niego otwartą dłoń, to ten by ją oparzył. Było dzisiaj cholernie gorąco, duszno... jednej chwili zbierało się na deszcz, a drugiej wychodziło słońce i nie dawało żadnych szans, żeby gdzieś uciec i schować się przed jego promieniami. Otworzyła aplikację w telefonie i podążała pięknie, ładnie w kierunku owej budki z deserem, na który od samego rana miała ochotę. Może okres jej się zbliżał? Who knows. Jeżeli kobieta ma zachciankę, to trzeba ją spełnić, nawet jeżeli robiła to sama dla siebie. O!
Podążając deptakiem, z każdą chwilą widziała, że zbliża się do swojej destynacji, gdy nagle poczuła, jakby coś ją uderzyło. Jakieś dziabnięcie? Wydobyła z siebie ciche jęknięcie, spojrzała do góry i zorientowała się, że to cholerna rybitwa próbowała zakosić jej telefon, pewnie myśląc, że trzyma w dłoni coś do jedzenia. - Daj mi spokój! - rzuciła, jakby rozmawiała z człowiekiem, a nie latającym cholerstwem. Machnęła dłońmi w lewo, w prawo, starając się ją jakoś wystraszyć, ale ptaszysko tylko wzbijało się ku górze, by chwilę później spaść w dół z niesamowitą szybkością i znowu ją zaatakować. A na domiar złego, po jakimś trzecim ataku, poczuła coś w rodzaju gradu, który spadł jej na koszulkę.
O nienienie...
Pomyślała, bo czuła... czuła, że to nie było nic z rodzaju atmosferycznego zbawienia, a raczej ptasie gówno. Zdenerwowała się, marszcząc nos, a kiedy machnęła kolejny raz, zauważyła, że druga rybitwa leci pomóc tej pierwszej. No cudownie. Jeszcze tego jej brakowało, żeby została oficjalnie zaatakowana przez duet. Rosenhall zaczęła się rozglądać i wtedy zauważyła chłopaka siedzącego pod drzewem, na murku. Bez większego zastanowienia ruszyła w jego stronę, jakimś cudem wdrapała się na murek, schowała za jego plecami i wydusiła z siebie, - Błagam, ratuj!
pomóż?
Wychodząc z przeludnionego autobusu, postawiła nogę na rozgrzanym asfalcie. Nie była boso, nie, ale miała pewność, że gdyby przyłożyła do niego otwartą dłoń, to ten by ją oparzył. Było dzisiaj cholernie gorąco, duszno... jednej chwili zbierało się na deszcz, a drugiej wychodziło słońce i nie dawało żadnych szans, żeby gdzieś uciec i schować się przed jego promieniami. Otworzyła aplikację w telefonie i podążała pięknie, ładnie w kierunku owej budki z deserem, na który od samego rana miała ochotę. Może okres jej się zbliżał? Who knows. Jeżeli kobieta ma zachciankę, to trzeba ją spełnić, nawet jeżeli robiła to sama dla siebie. O!
Podążając deptakiem, z każdą chwilą widziała, że zbliża się do swojej destynacji, gdy nagle poczuła, jakby coś ją uderzyło. Jakieś dziabnięcie? Wydobyła z siebie ciche jęknięcie, spojrzała do góry i zorientowała się, że to cholerna rybitwa próbowała zakosić jej telefon, pewnie myśląc, że trzyma w dłoni coś do jedzenia. - Daj mi spokój! - rzuciła, jakby rozmawiała z człowiekiem, a nie latającym cholerstwem. Machnęła dłońmi w lewo, w prawo, starając się ją jakoś wystraszyć, ale ptaszysko tylko wzbijało się ku górze, by chwilę później spaść w dół z niesamowitą szybkością i znowu ją zaatakować. A na domiar złego, po jakimś trzecim ataku, poczuła coś w rodzaju gradu, który spadł jej na koszulkę.
O nienienie...
Pomyślała, bo czuła... czuła, że to nie było nic z rodzaju atmosferycznego zbawienia, a raczej ptasie gówno. Zdenerwowała się, marszcząc nos, a kiedy machnęła kolejny raz, zauważyła, że druga rybitwa leci pomóc tej pierwszej. No cudownie. Jeszcze tego jej brakowało, żeby została oficjalnie zaatakowana przez duet. Rosenhall zaczęła się rozglądać i wtedy zauważyła chłopaka siedzącego pod drzewem, na murku. Bez większego zastanowienia ruszyła w jego stronę, jakimś cudem wdrapała się na murek, schowała za jego plecami i wydusiła z siebie, - Błagam, ratuj!
pomóż?