When the world gets in my face, I say, have a nice day!
: pn cze 15, 2026 1:00 pm
Inez Wilkinson była osobą, która nie lubiła się nudzić. Chociaż na swoje nieszczęście póki co nie znalazła pracy – nie żeby była wybredna – była pewna, że wszystko się z czasem poukłada i jakoś to będzie. Miała ogromne wsparcie rodziny, która w nią wierzyła. Ona sama też wiedziała, że nie jest na pozycji straconej. Doszła do siebie po napaści i dzisiaj po tym zdarzeniu zostały już tylko wspomnienia i blizna. Bała się pracy, która będzie ją zmuszać do wieczornych spacerów w samotności. Bała się tego ogromnie, szczególnie po tym, co miało miejsce niedawno. Może dlatego umawiała się z innymi albo w grupie, albo dostatecznie wcześnie, by nie wracać samej po zmroku. Jeśli ktoś proponował jej nocleg, też nie miała nic przeciwko. Trauma w jakimś stopniu została, więc wolała nie ryzykować.
Mając za dużo wolnego czasu, umówiła się z przyjaciółką na spotkanie pod jej adresem, by pogadać, zrobić coś pożytecznego w kwestii kulinarnej i spędzić miło czas.
Inez zabrała ze sobą szkatułkę, w której miała swoje bransoletki, wisiorki i inne ozdoby. Coś tam działała w tym kierunku, ale chciała też podpisać jakąś umowę z którymś z jubilerów, właśnie na te swoje rzeczy. Mogła sprzedać to, co wykonała i przy tym zarobić coś, co pozwoli jej się usamodzielnić w pełni. Pomoc bliskich była chwilowo konieczna, tym bardziej, że mieszkała z rodzicami, ale ciągle rysowała, wymyślała i robiła to, co najbardziej lubiła.
Zostawała jeszcze kwestia wedding planner’a. Szukała kogoś, kto by wziął ją pod swoje skrzydła i wprowadziła w temat odpowiednio, by sama czuła się dobrze z tym, co miała robić.
Na pewno wiele opowieści czeka nasze panie i Inez bardzo się cieszyła na spotkanie. Samotność ostatnio za bardzo jej dokuczała. A tak przynajmniej zleci jej czas i będzie lepiej.
Nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie kupiła po drodze jakiegoś alkoholu, mając nadzieję, że przyjaciółka nie będzie musiała zbyt szybko lecieć do pracy. Swoją drogą chyba podpyta delikatnie, czy w szpitalu nie szukają kogoś do recepcji czy coś. Mogła też sprzątać, ale była ambitniejsza niż jeszcze kilka lat temu. W każdym razie pytała wszystkich o jakieś wieści i może w końcu uda jej się coś osiągnąć. Wierzyła w powodzenie tej misji, bo była zaradna i po prostu lubiła mieć zajęcie.
Na szczęście jej przystanki nie sprawiły, że się spóźniła. Mając pełną torbę różnych rzeczy pojawiła się pięć minut przed czasem pod domem Sorayi i po prostu podesłała jej sms o treści: Jestem! : ) I tym samym pukać nie musiała, bo drzwi się otworzyły wcześniej, a Inez mogła odetchnąć, że zaraz pozbędzie się wszelkich ciężarów, bo się troszkę zmachała. Ale to nic. Na jej twarzy gościł szczery uśmiech, jak to zawsze bywało, kiedy spotykała się z najbliższymi osobami.
- Dotarłam w końcu – powiedziała wesoło, kiedy odłożyła pakunki gdzieś na bok i mogła serdecznie uściskać swoją przyjaciółkę. – I powiem Ci na wstępie, że kusiło mnie, by wstąpić do cukierni po ulubione ciacho, ale powtarzałam sobie, że same coś zrobimy i pożegnałam myśl i wypieki tęsknym spojrzeniem, nie dając się wrobić w zbędny zakup. Znasz mnie i wiesz, że moja silna wola ma się kiepsko, ale cuda się zdarzają. Przy okazji jeszcze, oczywiście nie patrząc przed siebie, przywaliłam sobie w duży palec u lewej nogi i czuję, że trochę poboli. Ale wiesz, to mi dało do zrozumienia, że nie powinnam się rozglądać na boki, gdy idę w inną stronę. Dobrze, że się nie wywaliłam i nie zarobiłam jakiejś śliwy na czole. Byłoby zabawnie, ale dla wszystkich innych, mnie zdecydowanie by to nie bawiło – odetchnęła głęboko. Inez jak zawsze miała wiele do powiedzenia. Nic nie poradzi, że lubiła mówić, kiedy dobrze się czuła w czymś towarzystwie. Była po prostu wyluzowana i lekko pierdolnięta, ale w jak najbardziej pozytywny i nieszkodliwy sposób.
Soraya Cano
Mając za dużo wolnego czasu, umówiła się z przyjaciółką na spotkanie pod jej adresem, by pogadać, zrobić coś pożytecznego w kwestii kulinarnej i spędzić miło czas.
Inez zabrała ze sobą szkatułkę, w której miała swoje bransoletki, wisiorki i inne ozdoby. Coś tam działała w tym kierunku, ale chciała też podpisać jakąś umowę z którymś z jubilerów, właśnie na te swoje rzeczy. Mogła sprzedać to, co wykonała i przy tym zarobić coś, co pozwoli jej się usamodzielnić w pełni. Pomoc bliskich była chwilowo konieczna, tym bardziej, że mieszkała z rodzicami, ale ciągle rysowała, wymyślała i robiła to, co najbardziej lubiła.
Zostawała jeszcze kwestia wedding planner’a. Szukała kogoś, kto by wziął ją pod swoje skrzydła i wprowadziła w temat odpowiednio, by sama czuła się dobrze z tym, co miała robić.
Na pewno wiele opowieści czeka nasze panie i Inez bardzo się cieszyła na spotkanie. Samotność ostatnio za bardzo jej dokuczała. A tak przynajmniej zleci jej czas i będzie lepiej.
Nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie kupiła po drodze jakiegoś alkoholu, mając nadzieję, że przyjaciółka nie będzie musiała zbyt szybko lecieć do pracy. Swoją drogą chyba podpyta delikatnie, czy w szpitalu nie szukają kogoś do recepcji czy coś. Mogła też sprzątać, ale była ambitniejsza niż jeszcze kilka lat temu. W każdym razie pytała wszystkich o jakieś wieści i może w końcu uda jej się coś osiągnąć. Wierzyła w powodzenie tej misji, bo była zaradna i po prostu lubiła mieć zajęcie.
Na szczęście jej przystanki nie sprawiły, że się spóźniła. Mając pełną torbę różnych rzeczy pojawiła się pięć minut przed czasem pod domem Sorayi i po prostu podesłała jej sms o treści: Jestem! : ) I tym samym pukać nie musiała, bo drzwi się otworzyły wcześniej, a Inez mogła odetchnąć, że zaraz pozbędzie się wszelkich ciężarów, bo się troszkę zmachała. Ale to nic. Na jej twarzy gościł szczery uśmiech, jak to zawsze bywało, kiedy spotykała się z najbliższymi osobami.
- Dotarłam w końcu – powiedziała wesoło, kiedy odłożyła pakunki gdzieś na bok i mogła serdecznie uściskać swoją przyjaciółkę. – I powiem Ci na wstępie, że kusiło mnie, by wstąpić do cukierni po ulubione ciacho, ale powtarzałam sobie, że same coś zrobimy i pożegnałam myśl i wypieki tęsknym spojrzeniem, nie dając się wrobić w zbędny zakup. Znasz mnie i wiesz, że moja silna wola ma się kiepsko, ale cuda się zdarzają. Przy okazji jeszcze, oczywiście nie patrząc przed siebie, przywaliłam sobie w duży palec u lewej nogi i czuję, że trochę poboli. Ale wiesz, to mi dało do zrozumienia, że nie powinnam się rozglądać na boki, gdy idę w inną stronę. Dobrze, że się nie wywaliłam i nie zarobiłam jakiejś śliwy na czole. Byłoby zabawnie, ale dla wszystkich innych, mnie zdecydowanie by to nie bawiło – odetchnęła głęboko. Inez jak zawsze miała wiele do powiedzenia. Nic nie poradzi, że lubiła mówić, kiedy dobrze się czuła w czymś towarzystwie. Była po prostu wyluzowana i lekko pierdolnięta, ale w jak najbardziej pozytywny i nieszkodliwy sposób.
Soraya Cano