Hi, my baby!
: pn cze 15, 2026 2:01 pm
Końcówka zimy i cała wiosna upłynęły mu wyjątkowo spokojnie. Nie miał nawet wielu zleceń na kradzieże. Zamiast tego bez pośpiechu pozbywał się dzieł, które skrzętnie ukrył w piwnicach rezydencji. Czasami wracał myślami do Barbie, która zniknęła z dnia na dzień, choć wcześniej zdążyła wprowadzić niemało chaosu do pedantycznie uporządkowanego życia Zayna. Teraz jedynie Frederica przypominała mu, czym była niesforność i całkowity brak dziewczęcej ogłady, gdy po raz kolejny musiał ściągać ją z drzewa albo wysłuchiwać w placówce skarg, że pobiła jakiegoś chłopca. Niewątpliwie odziedziczyła po matce włoski temperament oraz skłonność do frywolności.
Czerwiec był wyjątkowo słoneczny, dlatego każdego ranka wychodził do ogrodu w spodniach od piżamy, aby podlać trawnik oraz krzewy hortensji. Lubił wszechobecną zieleń nadającą posesji odrobiny spokoju, choć tę sielankę nieustannie zakłócały cztery piekielne ogary biegające po trawniku razem z Fredericą.
Mimo tego Zayn nadal potrafił się odprężyć, gdy stał sobie półnago z wężem ogrodowym w dłoni i powoli rozlewał strumienie wody do okoła.
Wtem zauważył, że przez bramę przemknął samochód, w którym wydawało mu się, że siedzieli państo Ferguson. Odruchowo uniósł wzrok, lecz szybko stracił zainteresowanie i wrócił do podlewania. Kiedy jednak chwilę później dostrzegł kolejny pojazd jadący w tym samym kierunku, instynktownie się wzdrygnął.
Jego dom był jedną z ostatnich posesji przy tej uliczce. Dalej znajdował się już tylko budynek Barbie, który zresztą od dłuższego czasu stał puściutki, oraz dom sąsiada. Ruch w tym miejscu był zwykle znikomy, dlatego przez moment poczuł się zdziwiony. Uczucie to jednak równie szybko minęło i znów skupił się na mozolnym rozlewaniu wody po ogrodzie.
Wciąż trzymając wąż leniwie się przeciągnął. Wyprostował wolne ramię i sztywne od bezczynności plecy. Potem wykonał kilka ruchów szyją, próbując rozluźnić również tamtejsze obszary mięśni. Właśnie wtedy usłyszał głos dobiegający zza niebotycznego muru oddzielającego jego posesję od działki Barbie.
I ponownie się wzdrygnął.
Odwrócił głowę, po czym natychmiast zmarszczył brwi. Przez krótką chwilę był przekonany, że coś mu się przesłyszało. W końcu od paru tygodni zza ogrodzenia nie dochodził żaden dźwięk. Tym większe było zdziwienie Zayna, gdy niemal od razu dostrzegł ponad murem dobrze znajome, serdeczne twarze państwa Ferguson.
— Dzień dobry? — rzucił głupio.
Pani Ferguson widocznie przetaksowała go spojrzeniem, po czym cmoknęła.
— Co ty tutaj robisz, Zayn?
Pytanie było tak absurdalne, że przez sekundę kompletnie go zbiło z tropu. Spojrzał na własny ogród, potem na wąż w dłoni i wreszcie z powrotem na kobietę.
— Pomagam sąsiadowi — skłamał, jednocześnie potakując samemu sobie. Kiedy ostatnim razem widział Państwa Ferguson, myśleli, że był narzeczonym ich córki, dlateo nie bardzo wiedział, jak powinien się teraz zachować.
Barbie Ferguson
Czerwiec był wyjątkowo słoneczny, dlatego każdego ranka wychodził do ogrodu w spodniach od piżamy, aby podlać trawnik oraz krzewy hortensji. Lubił wszechobecną zieleń nadającą posesji odrobiny spokoju, choć tę sielankę nieustannie zakłócały cztery piekielne ogary biegające po trawniku razem z Fredericą.
Mimo tego Zayn nadal potrafił się odprężyć, gdy stał sobie półnago z wężem ogrodowym w dłoni i powoli rozlewał strumienie wody do okoła.
Wtem zauważył, że przez bramę przemknął samochód, w którym wydawało mu się, że siedzieli państo Ferguson. Odruchowo uniósł wzrok, lecz szybko stracił zainteresowanie i wrócił do podlewania. Kiedy jednak chwilę później dostrzegł kolejny pojazd jadący w tym samym kierunku, instynktownie się wzdrygnął.
Jego dom był jedną z ostatnich posesji przy tej uliczce. Dalej znajdował się już tylko budynek Barbie, który zresztą od dłuższego czasu stał puściutki, oraz dom sąsiada. Ruch w tym miejscu był zwykle znikomy, dlatego przez moment poczuł się zdziwiony. Uczucie to jednak równie szybko minęło i znów skupił się na mozolnym rozlewaniu wody po ogrodzie.
Wciąż trzymając wąż leniwie się przeciągnął. Wyprostował wolne ramię i sztywne od bezczynności plecy. Potem wykonał kilka ruchów szyją, próbując rozluźnić również tamtejsze obszary mięśni. Właśnie wtedy usłyszał głos dobiegający zza niebotycznego muru oddzielającego jego posesję od działki Barbie.
I ponownie się wzdrygnął.
Odwrócił głowę, po czym natychmiast zmarszczył brwi. Przez krótką chwilę był przekonany, że coś mu się przesłyszało. W końcu od paru tygodni zza ogrodzenia nie dochodził żaden dźwięk. Tym większe było zdziwienie Zayna, gdy niemal od razu dostrzegł ponad murem dobrze znajome, serdeczne twarze państwa Ferguson.
— Dzień dobry? — rzucił głupio.
Pani Ferguson widocznie przetaksowała go spojrzeniem, po czym cmoknęła.
— Co ty tutaj robisz, Zayn?
Pytanie było tak absurdalne, że przez sekundę kompletnie go zbiło z tropu. Spojrzał na własny ogród, potem na wąż w dłoni i wreszcie z powrotem na kobietę.
— Pomagam sąsiadowi — skłamał, jednocześnie potakując samemu sobie. Kiedy ostatnim razem widział Państwa Ferguson, myśleli, że był narzeczonym ich córki, dlateo nie bardzo wiedział, jak powinien się teraz zachować.
Barbie Ferguson