Crash landing on you
: pn cze 15, 2026 7:25 pm
005.
Nie pędził, poruszał się jednak dynamicznie i pozwalał kołom nabrać tempa na każdej prostej. Jedna z takich właśnie ulic okazała się dla niego niecną pułapką. Na zupełnie pustym odcinku noga Howarda docisnęła pedał gazu, ale nagle i niespodziewanie wątły cień motocykla, wstępującego na drogę zza wysokiego budynku wieżowca, zamajaczył w wąskiej odnodze wewnętrznej uliczki, gdy Miles niemal już znajdował się na wysokości tego właśnie punktu. Zdążył jedynie gwałtownie zaatakować hamulec i z piskiem wylądować przy krawędzi chodnika, poprzecznie do ulicy, omijając maszynę przed nim wąskim łukiem, kiedy motocyklista za oknem prześlizgnął się tuż przy jego boku, prawie wchodząc z nim w kolizję.
W takich momentach, przy otworzonym oknie kierowcy, nawet pojedynczy świst powietrza na chłodnym materiale marynarki zdawał się nieść w głowie echem. Ucho sprawnie wychwyciło z przestrzeni dźwięk chrzęszczących pod kołami motocykla kamieni, a także pisk rozgrzanych i szurających opon, ścierających się z ulicą w agresywnym tańcu obronnym.
Kierowca, kimkolwiek był, wykazał się refleksem, nic jednak nie było w stanie uchronić go przed utratą równowagi, gdy maszyna, z nagłą zmianą balastu przy gwałtownym skręcie, weszła w ślizg. Milesowi pozostało jedynie obserwować z boku, jak motocykl przechyla się i w zmienionym trakcie, wciąż utrzymując pewien pęd, niebezpiecznie osuwa się coraz bliżej i bliżej ku asfaltowi.
Instynktownie odwrócił głowę do tyłu, nie tracąc kierowcy z oczu, gdy ten go minął. Tylne reflektory jego własnego auta zlały się ze światłem krzyżujących się lamp cudzej maszyny i przez moment wydawało mu się, że przeżywają tę chwilę razem, tj. stoją na jednej scenie, pod jednym oświetleniem. Z tą różnicą, że Howard robił ledwie za aktora, a całe ryzyko kolizji spadało właśnie na motocyklistę, który w kaskaderskim stylu przyjął na siebie nieuchronny upadek. W ostatnim zrywie rozsądku, nim motocykl opadł ciężko na jego nogę, miażdżąc kości, nieznajomy puścił maszynę, pozwalając jej pójść przodem i zgrzytliwym ślizgiem posunąć się po chłodnym asfalcie.
Mądra decyzja, choć Miles i tak aż syknął pod nosem, od samego widoku tego uderzenia czując wewnętrzny ból. Gwałt sytuacji rozprężył jego płuca i wytężył zmysły, a potem… była tylko cisza. Ryk silnika podniósł się w przestrzeni chwilę wcześniej, a teraz opadł, wraz z rzuceniem maszyny o asfalt, tracąc całkiem na sile. Manetka na tym etapie jazdy była już pewnie bezużyteczna.
Oby kierowca nie był tak samo bezużyteczny,
przeszło mu przez myśl, gdy włączał awaryjne światła, otwierając drzwi własnego samochodu. Zerknął jeszcze zapobiegawczo za siebie i na resztę ogona ulicy, przecinając oba pasy, by dotrzeć truchtem do leżącej na ulicy ofiary, jego ofiary. — Ja pierdolę!
Nie zwykł zaczynać rozmowy od przekleństwa, nic bardziej elokwentnego nie przeszło jednak mu przez usta, gdy nachylał się w kierunku nieznajomego.
— Wszystko w porządku? Żyjesz?
Retoryczność drugiego pytania miała jedynie załagodzić cały obraz dzisiejszego wypadku. Wiedział dokładnie, że motocyklista żyje, wskazywał na to choćby ruch jego klatki piersiowej, którego automatycznie w nim szukał, gdy tylko zbliżył się do niego. Nie wiedział jednak, co z całą resztą.
Co z komfortem motocyklisty i ewentualnymi złamaniami, czy obrażeniami.
— Nie wstawaj przez chwilę — jakkolwiek apodyktycznie to brzmiało, niosło za sobą niewypowiedzianą mądrość i doświadczenie. Jako lekarz wiedział doskonale, że adrenalina potrafiła wyczyniać cuda z organizmem poszkodowanego, doprowadzając ciało do ostatecznej granicy wysiłku… wysiłku, który czasem nie był konieczny. Przed jakimkolwiek ruchem z jego strony, wolał upewnić się, że nieznajomy nie ma nic złamane, ani że ewentualny ruch, czy przedwczesna pionizacja ciała nie pogorszą jego stanu.
Jason Choi