pushing you away
: wt cze 16, 2026 12:00 am
i'm sorry for getting cold, for pushing you away. It just feels like I'm falling
and nobody's there, but there's a part of me that roams, that belongs to the road and begs me to run
Bardziej niż jego cholerne życie.
Kurwa…
Docisnął skrzypiącą maskę mocno, o wiele mocniej, niż planował, po czym oparł się o karoserię obiema dłońmi. Odetchnął raz, drugi, zanim odepchnął się od samochodu i wyprostował. Rozciągnął szyję, słysząc, jak trzask kości miesza się z głośnym uderzeniem drzwi o ościeżnicę.
“Oni mnie zmusili”.
Nieważne, jak bardzo starał się wyrzucić to zdanie z głowy, ciągle powracało. Jak cholerna zacięta kaseta w Mustangu.
Zmusili m n i e.
Z m u s i l i...
Kto, kurwa, zmusił? Czemu? Czemu, do cholery, ciągle powtarzali mu: “to przez ciebie wyjechała”? Tak naprawdę jedyne wytłumaczenie, jakie mógł wymyślić, było takim, którego za wszelką cenę słuchać nie chciał.
Działał automatycznie.
Trzasnąwszy maską, trzasnął też drzwiami. Wcisnął pedał gazu, zanim wrzucił bieg i ruszył przed siebie z głośnym rykiem ośmiocylindrowego Windsora pod maską. Bóg wie, jak długo krążył dookoła miasta, zanim późną nocą wrócił do garażu. Pokręcił się chwilę pod maską, bez sensu poprawiając pod maską coś, co już dawno poprawił. Jakby samego siebie próbował przekonać, że jest coś ważnego do zrobienia.
W którymś momencie wszedł do domu. Tym razem cicho i ostrożnie.
Wspinał się po schodach dłużej niż zazwyczaj. Jeden stopień po drugim, powoli, ewidentnie z czymś zwlekając. Wreszcie oparł się barkiem o ościeżnicę w drzwiach prowadzących do pokoju gościnnego, w którym obecnie pomieszkiwała. Dłonie wcisnął głęboko w kieszenie spodni. Poprawił pozycję raz, potem drugi, aż wreszcie sam siebie skarcił.
Debilu…
— Zmusili cię… — powiedział, nie wiedząc, czemu w ogóle się odzywa ani czemu pyta. Szczególnie o to. Rozmowę o przeszłości uważał za niepotrzebną, wymuszoną wręcz fałszywą zażyłość. Wyłącznie raz się otworzył. Wyzewnętrznił. Teraz żałował. Nie… Rozgrzebywanie przeszłości to największa głupota.
Ale mimo wszystko teraz i tak mówił.
Tłumaczył to sobie różnicą w sytuacjach — a to Ramoną, siostrą, z którą dzielili chwile, dobre i te złe, a to własną głupotą. Chyba tylko tak mógł. Bo jak pytali inni, milczał. Jak naciskali, prędzej
Ściągnął brwi.
Ciągle odwracał też wzrok. Przypatrywał się pokojowi, nie Ramonie. Temu, co zrobiła z bezosobowym pomieszczeniem, tym zwyczajnym czterem ścianom, do których on nie przywiązywał dotychczas żadnej uwagi.
Kątem oka dostrzegł jednak, jak siedzi na łóżku.
— On — dodał ni to pytaniem, ni to stwierdzeniem, w ramach jakiegoś pokrętnego wytłumaczenia, dopowiedzenia, a może chcąc dowiedzieć się, czy sam był tym, który swoim zachowaniem zmusił młodszą siostrę do wyjazdu za granicę na osiemnaście lat, czy może…
Czy n i e.
Chwilę tylko zastanawiał się, co zrobi, jak dowie się prawdy.
Cholera…
Ramona Crowe