Strona 1 z 1

High voltage, wet settings

: wt cze 16, 2026 11:49 pm
autor: Layla Blanchet
Layla świetnie sobie radziła w Toronto. Trzymała się od problemów jak najdalej i to było najważniejsze. Nie żeby w Ottawie za szczególnie sama się im podkładała, ale teraz uznała, że im mniejszą liczbą ludzi się będzie otaczać, tym mniejsze prawdopodobieństwo wszelkich dramatów, złamanych serc czy zwykłego wkurwienia i zawodu. Całkowicie uniknąć ludzi się nie dało pracując jako pielęgniarka na ostrym dyżurze. Byli pacjenci, ich rodziny, lekarze oraz inni pracownicy służby zdrowia. Potrafiła nawet pójść od czasu do czasu na piwo po dyżurze, nieco się integrując z ekipą. Jednak nikomu nie udało się do niej zbliżyć znacząco. Pewnie dla niektórych była chodzącą zagadką.
W końcu która młoda kobieta lubi każdą wolną chwilę spędzać na remontowaniu starego, rozsypującego się domu? To byłby pewnie niezły dodatkowy wydatek, ale mogłaby, a raczej powinna, zatrudnić jakiegoś fachowca, który zna się i ma doświadczenie w takiej pracy. Najlepiej także inspektora nadzoru budowlanego. Jednak kiedy Blanchet się na coś uprze, nie ma takiej siły, aby miała ją odwlec od tego pomysłu. Uznała, że zaoszczędzi bardzo dużo pieniędzy samej się biorąc za remont, a że miała sporo wolnego czasu unikając spotkań towarzyskich, wszystko wydawało się wręcz idealne.
Wydawało się to w tym przypadku słowo klucz.
Dostępność do informacji w dzisiejszych czasach była tak łatwa, że Layla spędzała wiele godzin czytając o burzeniu ścian, stawianiu nowych, kładzeniu gładzi czy cyklinowaniu podłogi. Część etapów pominęła uznając, że nie są kluczowe. Część wykonała najlepiej jak potrafiła i musiała przyznać, że podobało jej się to. Uczucie, że tworzy coś nowego bądź naprawia zepsutego? Niesamowite. Wiele osób radziło jej sprzedać ten dom i kupić mieszkanie, ale jak wiadomo - Layla już sobie zdążyła postanowić zupełnie coś innego. Dlatego skoro zaczynała lubić, to co robiła, zamierzała dalej kontynuować remont. Było jeszcze sporo do zrealizowania, a osoba postronna mogłaby uznać, że to jest dopiero sam początek podróży. Jednak ona znała prawdę i wiedziała najlepiej ile pracy w to wszystko włożyła i jak wiele zdążyła naprawić.
Obecnie rozpoczęła etap remontu łazienki. Kafelki na podłodze były już ułożone, ale w niektórych miejscach musiała jeszcze je dociąć. Do tego że ściany część zdążyła jej już odpaść, co ją cholernie irytowało i demotywowało, ale nie - nie podda się. Niestety z niektórymi żywiołami nie wygra człowiek, a już tym bardziej ona. Brała właśnie prysznic, gdy usłyszała głośny huk. W domu zrobiło się ciemno, a z pralki stojącej przy prysznicu zaczął się unosić nieco dym. Czy spanikowała? Nie. Czy zachowała zimną krew? Nie tak do końca. Szybko owinęła się ręcznikiem i zaczęła szukać w sieci złotą rączkę, która pomoże jej w niedzielny wieczór przyjeżdżając do niej jak najszybciej. Sądziła, że to się nie zdarzy, ale całe szczęście właśnie jeden z ochotników siedział przy wspomnianej pralce i coś tam grzebał. Brunetka zdążyła się już przebrać w bordowy dres i z pewnej odległości przypatrywała się mężczyźnie - nie z braku zaufania do pracy, a jedynie z czystej ciekawości. Starała się nie przeszkadzać mu w tym co robił, by mógł w spokoju pracować.- Mam nadzieję, że uda się ją naprawić za jakąś rozsądną kwotę- delikatnie zasugerowała, licząc na to, że mężczyzna jest uczciwy i nie skasuje jej jak za zboże. Pamiętajmy też, że za darmo to bardzo uczciwa cena. Ba, może nawet pochwali ją za te położone płytki i wymalowany salon!


złota rączka

High voltage, wet settings

: śr cze 17, 2026 3:59 pm
autor: Sam Turner
Poza długofalowymi zleceniami remontowymi, które zapełniały większość jego pracowego grafiku, zawsze starał się zostawiać puste miejsca na nagłe wypadki. To sprzyjało zarówno pozyskiwaniu nowych klientów i pokazaniu się w szerszym gronie, co pozwalało na zachowanie swoistej wolności i spontaniczności. Poprzednie życie było przepełnione rutyną, ale inną od tej, którą dziś sobie wyrabiał — jego własną.
Guildwood to spora dzielnica, ale Turner miał zawsze poczucie, że każdy okoliczny mieszkaniec jest jego sąsiadem. Tym bardziej nie mógł odmówić pani Blanchet, kiedy wyważony głos w słuchawce poprosił o pomoc z pralką. To pewnie szybka robota — jakaś przeciekająca uszczelka, może zagubiony w bębnie kolczyk — raczej nic, co zajęłoby go na dłużej. Takie awarie lubiły się zdarzać i stanowiły element codzienności.
Pożegnał psa, prosząc, by pod jego nieobecność nie gryzł żadnych mebli, a matce przykazał nie dokarmianie zwierzaka. Oboje dobrze wiedzieli, jak to się kończyło, jak i oboje woleli unikać podobnych incydentów. W ubiegłym tygodniu po raz kolejny wywiózł dywan do pralni, obiecując sobie, że jeszcze jeden wypadek i pozbędzie się go na dobre — dywanu, a nie psa. Następnym krokiem miała być wykładzina w sypialni matki, której ta zaciekle broniła swoim sentymentem do panującego we wnętrzu wystroju, lecz Sam był pewien, że specyfika zapachu niechcianej niespodzianki może ją przekonać.
Odrestaurowanego czerwonego pickupa zaparkował na podjeździe i aż gwizdnął, wychylając się znad kierownicy. Błękitne spojrzenie przemknęło po budynku, prędko listując w głowie elementy do naprawy. Dom był w fatalnym stanie. Fasada się osypywała, farba kruszyła na ścianie, rynny trzymały się na słowo honoru, a deski na ganku skrzypiały pod każdym naciskiem. Każdy człowiek przeżegnałby się na samą myśl, by wejść do środka, obawiając się, że po przekroczeniu progu zostanie nawiedzony paranormalną siłą. Sam Turner był inny. Radosny grymas rozciągnął kąciki ust, kreśląc uśmiech od jednego ucha do drugiego, a wnętrze rozpierała energia do działania. Własny dom remontował od kilku lat, dziś już bardziej na siłę szukając kolejnego elementu, który mógłby usprawnić — tu przemalować ściany, tam wybudować nową, zamienić wannę na prysznic z luksferami, czy obniżyć sufit i zamontować ledowe oświetlenie. Praca w cudzych domach pobudzała jego kreatywność, zapobiegając wypaleniu oraz nudzie — czyjeś koszmary, to jego raj.
Gdy tylko usłyszał, że padło światło w całym domu, poprosił o dostęp do bezpieczników i wyłączył wszystko, zanim dojdzie do prawdziwego nieszczęścia. Kto jej tak to spierdolił?, nie padło finalnie spomiędzy ust, kiedy przesuwał wzrokiem po złączach, oświetlając sobie widok drobną latarką. Dom był stary, a stan izolacji na kablach jasno wskazywał na metodę sprzed kilku dekad.
Przeczesał jasne włosy palcami i westchnął ciężko, by zaraz uśmiechnąć się kącikiem ust.
To zależy, w jakiej walucie rozpatrujemy rozsądek — odparł rozbawionym tonem, oglądając pralkę, z której wnętrza wydobywał się swąd. — Dla jednych będzie on na wagę złota, drudzy zaś będą go mieć głęboko w poważaniu. — Oczywiście, że każdy chciał wiedzieć, że naprawa jego sprzętu wcale droga nie będzie, najlepiej do odhaczenia w ciągu paru minut, kiedy wszystko wróci do normy. Tyle że w przypadku tego domu norma mogła prędko nie zagościć w przestrzeniach.
Wyprostował się i spojrzał z ukosa na właścicielkę, dłoń opierając o skórzany pas przewleczony przez szlufki dżinsowych spodni.
Często tak się dzieje? — spytał, tocząc kółko ruchem palca, by wskazać ogół domu i niezwykłości zjawiska. — Że idzie zwarcie i wywala korki. To znaczy, gaśnie światło, pada prąd… — wyjaśnił, jakby kobieta mimo wszystko nie wiedziała, co ma na myśli. Nie żeby ją traktował, jak jakąś głupią i niedomyślną, po prostu doświadczenie pokazało, że zawsze lepiej dodać kilka słów dla szerszego kontekstu, by oszczędzić niedopowiedzeń i docierania się na ślepo. A przynajmniej przydawało się w pracy, bo życie prywatne rządziło się własnymi prawami.

Layla Blanchet