Strona 1 z 1

śmietnikea w twojej okolicy

: śr cze 17, 2026 5:36 pm
autor: William N. Patel
Od tamtego momentu, w którym Kovalski powiedziała mi o ciąży, albo może raczej, w którym się o jej ciąży dowiedziałem, bo dam sobie kurwa rękę uciąć, że gdyby nie przypadek to nie wiedziałbym do tej pory, minęło kilka dni. Trochę zdążyłem już przetrawić tę myśl, że być może będę ojcem, chociaż wciąż było to dla mnie na maksa zjebane i nie zmieniłem swojego podejścia, niemniej z każdym kolejnym dniem coraz łatwiej wstawało mi się z łóżka, bo te pierwsze godziny to była jakaś tragedia. Czasem łapałem się na tym, że dosłownie miałem nadzieję, że podczas powrotu z pracy napadnie mnie jakiś ćpun nożownik i zajebie i bajlando, nie będę się już musiał niczym martwić. I kiedy było już lepiej to dotarła do mnie kolejna fantastyczna informacja - Gabriela również była w ciąży. Być może ze mną. Trochę liczyłem, że jednak nie chociaż po naszej rozmowie sam nie wiedziałem co o tym myśleć, miałem we łbie taki rozpierdol, że łapałem się czegokolwiek byle tylko zająć czymś umysł. Książki, krzyżówki, plotki z Peach, praca (to na końcu oczywiście), byle nie musieć rozkminiać przyszłości, która na ten moment jawiła mi się raczej w szarych barwach. Siedzę sobie w chacie i pykam na ukulele jakieś smutne piosenki o miłości, kiedy do moich uszu dociera trzask drzwi w mieszkaniu na przeciwko. Oho, Lotta wróciła do domu. Nie daję jej właściwie nawet chwili na ogarnięcie tylko biorę instrument i już za trzydzieści sekund jestem pod drzwiami, żeby jak zwykle bez pukania wbić się do środka - Cześć, gdzie byłaś? - pytam od progu, po czym zatrzaskuję za sobą wrota, a kot jak tylko słyszy mój głos to podbiega żeby mi się połasić o łydki - Jak się dzisiaj czujesz? - wygląda... Sam nie wiem czy lepiej czy gorzej, chociaż akurat jej ciąża raczej nie służy, wystarczy sobie przypomnieć jak ostatnim razem rzygała dalej niż widziała, w tym na mnie. W internecie czytałem, że jak płód zabiera urodę to będzie córka, jak dodaje to wtedy syn. Nie wiem ile w tym prawdy, ale akurat ja mam to do siebie, że wierzę w różne gusła, więc kto wie? Może jednak coś w tym było. Wchodzę głębiej, rozsiadając się na kanapie, po czym zaczynam plumkać sobie na ukulele jakiś wymyślony na poczekaniu rytm, cicho, w tle - Zagrać ci coś? - a tak o, na poprawę nastroju w ten piękny, słoneczny dzień.

Charlotte Kovalski

śmietnikea w twojej okolicy

: śr cze 17, 2026 9:21 pm
autor: Charlotte Kovalski
:william:

To był cholernie ciężki dzień. Są tacy klienci, którym nie możesz odmówić. Musisz wstać, ruszyć się z miejsca, choćby skały srały i prezentować się odpowiednio. Charlotte nienawidziła rozmawiać z Perrezem, ale on zawsze gadał to samo. Jesteś najlepsza, z nikim innym nie będę współpracował. Przy każdym spotkaniu robił do niej maślane oczka. Nigdy nie uszło to jej uwadze. Dotykał ją po ramieniu, a choć próbowała go strofować, to nic nie dawało. Stary spróchniały typ, którego serdecznie miała dosyć. Tylko był jeden bardzo ważny szczegół. Dobrze płacił. Musiała stawić się na jego rozprawie, uśmiechać się, ale po przerwie... wyczuła intensywną woń tytoniu i tak po prostu puściła bełta na środku sali. Przerwa w rozprawie. Sędzia mruknął jej tylko, by ogarnęła się. Czy to właśnie był zwiastun z niebios, że czas zakończyć ciążę?
Musiała trzasnąć drzwiami. Cała spięta weszła do mieszkania. W pierwszej chwili miała ochotę się rozpłakać, w drugiej coś zniszczyć, a w trzeciej... pojawił się William. Wypuściła głośno powietrze z nosa, kręcąc na niego głową. Czemu musiał traktować jej mieszkanie, jak własną spelunę? Kim dla siebie byli? Rodzicami nienarodzonego dziecka. To też ją wkurzyło.
Cześć Lotte, miło Ciebie widzieć. Czy mógłbym wejść? — westchnęła głośno, wręcz pokazowo, strzelając przy tym oczyma — tak powinieneś zacząć — i w jednej chwili miała ochotę go wyrzucić z mieszkania. Po co mu takie informacje? Przecież była wolną kobietą, mogła robić to, co żywnie się jej podobało — W sądzie — mruknęła finalnie, siadając na fotelu — zwymiotowałam na sali. Typ jebał szlugami, a ja nie mogłam znieść tego smrodu — to co się w niej rozwijało, przekreślało jej karierę. Aż sama miała ochotę sobą wstrząsnąć, nawrzucać sobie, bo ile mogła to ciągnąć? Jej miejsce znajdowało się na sali rozpraw — nawet nie wiesz, jak brakuje mi zjarania fajki — albo zimnego piwa, kolorowego drinka, zapachu jaranego blanta — a kurwa rzygam, gdy je wyczuję — ostatnio to nawet nie mogła sama nic posprzątać, bo zawartość żołądka dawała o sobie głośno znać.
Naprawdę Cię to obchodzi? — samą siebie aż chciała walnąć. Finalnie sam oto spytał — zmęczona... i głodna — standard. Własne organizm starał się ją zdradzić. Powoli samej siebie miała dosyć. Chociaż bardziej potrzebowała czyjejś opieki.
A mógłbyś? — już same brzdęki wprawiały ją w iście senny nastrój. Chwila gdzie mogłaby przymknąć oczy i zapomnieć okazałaby się dla niej zbawienna — dostałam leki przeciwwymiotne... — więc jeść już mogła, ale nie oto jej chodziło — chciałabym... — uniosła wzrok z delikatnym wstydem i bólem w oczach — nie myśleć o ciąży — odciąć się od tego kompletnie. Jednym, mocnym cięciem, by móc raz a dobrze zapomnieć.

śmietnikea w twojej okolicy

: czw cze 18, 2026 5:15 pm
autor: William N. Patel
- Jak wchodzę bez zaproszenia to przynajmniej masz pewność, że nie jestem wampirem - rzucam, wzruszając lekko ramionami. Co najwyżej energetycznym, chociaż tego też bym o sobie nie powiedział. Jak mówi, że zrzygała się na sali sądowej to mimowolnie parskam śmiechem - Przepraszam, ale chciałbym to zobaczyć - kręcę z rozbawieniem głową, to musiała być niezła scena, w całej swojej karierze nie widziałem jeszcze żeby ktoś zwymiotował na rozprawie. Ciekawe kiedy dowie się o tym cała prawnicza społeczność, takie plotki rozchodziły się bardzo szybko - Współczuję, no ale nie możesz - kolejny ruch ramion góra dół. W takim wypadku opcja była tylko jedna - jak najszybsze pozbycie się dzikiego lokatora i chociaż przechodzi mi to przez głowę, to nie mówię tego głośno, gdzieś tam między kolejnymi myślami obiecałem sobie, że nie będę naciskał, to co miałem do powiedzenia na ten temat powiedziałem podczas naszego ostatniego spotkania, teraz mogłem tylko czekać na decyzję - Musisz być taka uszczypliwa? - wywracam oczami, kiedy moje palce biegają gdzieś po krótkim gryfie instrumentu - Nie pytałbym, gdyby mnie to nie obchodziło - przecież zamiast tu przychodzić mogłem zacząć jej unikać, to szło mi całkiem nieźle, jej zresztą też. Obydwoje byliśmy mistrzami w unikaniu siebie nawzajem nawet pomimo tego, że mieszkaliśmy praktycznie drzwi w drzwi - Głodna? A chcesz iść coś zjeść? Znajdziesz na to trochę siły? - pytam, przekrzywiając głowę na jedną stronę. W okolicy było dużo fajnych knajpek, gdzie serwowali zajebiste żarcie, w dodatku dzień był piękny i słoneczny, aż szkoda siedzieć w czterech ścianach - Mhm - kiwam głową, zastanawiając się nad doborem piosenki, słucham jej dalej, chociaż coś przychodzi mi do głowy. Kiedy wspomina o lekach to już mam pytać czy klepią, ale w ostatniej chwili gryzę się w język i chrząkam, na moment przerywając grę - Tak? W takim razie zróbmy coś, co na moment pozwoli ci zapomnieć, albo chociaż przez chwilę pomyśleć o czymś innym, zabieram cię na spacerek. I na żarcie. Ale najpierw słuchaj tego - kiwam głową. Poprawiam się na kanapie, poprawiam także chwyt na ukulele, żeby mi czasem nie wypadło przy szarpaniu strun, nawet jeśli piosenka była raczej spokojna, taka sielska i zaczynam powoli, wygwizdując wstęp. Śpiewać muszę za dwóch, bujam się przy tym delikatnie na boki, a wzroku nie spuszczam z Kovalski. To był jeden z tych utworów, który naprawdę chwytał za serce, a miałem takich jeszcze wiele w swoim repertuarze. Na zakończenie posyłam jej krótkiego całusa w powietrzu, po czym uśmiecham się szeroko - Musimy spróbować to kiedyś zaśpiewać w duecie - kiwam łbem - To co? Gotowa na podbój okolicy? - unoszę obie brwi, czekając na jej decyzję - iść, czy nie iść, oto jest pytanie.

Charlotte Kovalski