Strona 1 z 2

Please, don't let me be misunderstood

: czw cze 18, 2026 4:08 pm
autor: Cem Ayers
Wczesne lato było piękną porą roku, szczególnie tam, gdzie jest ciepło i barwnie. Cemil Ayers miał to szczęście, że wiele czasu spędzał w ojczyźnie swojej matki – Turcji. Uwielbiał ten kraj, który miał mu wiele do zaoferowania. A jednak podróżował do rodzinnej Kanady, gdzie została nie tylko jego ukochana siostra, ale też wielu przyjaciół. Niektórzy mieli mu za złe, że tak po prostu spakował manatki i zwiał z Toronto, ale on czuł się z tym spokojnie. Przecież nie zaniedbywał kontaktów, a przyjaźnie nadal trwały. No chyba, że tamci tego nie chcieli. Wtedy nie miał sobie niczego do zarzucenia – jeśli oni odchodzili, to ich sprawa i problem.
Tym razem nie zapowiedział swojego powrotu i zrobił innym niespodziankę. Siostra była trochę zła, że trzymał to w sekrecie, ale chciał zobaczyć jej minę. Oj tak, była godna uwiecznienia. Chłopak poinformował ją o tym, że zostanie tylko przez tydzień. Krótko, ale chciał spędzić ten czas z tymi, którzy byli mu bliscy. I z ojcem, bo to była osobna kategoria. Doktor Ayers nie będzie zadowolony z tego, że syn nie chciał nawet się pokazać przed nim i trzymał w tajemnicy swoje odwiedziny. Oficjalnie prawie się do siebie nie odzywali. Nieważne. Żałował, że brat nie był osiągalny, gdyż był w Ottawie na jakimś wydarzeniu kulturalnym. No ale może się jeszcze spotkają bliżej wyjazdu.
Jedną z osób, które chciał zobaczyć, była Jamie. Niepozorna dziewczyna o bardzo dobrym sercu i drobnej posturze. Chociaż musiała mocno zadzierać głowę do góry, by spojrzeć mu w twarz, no i wyglądali zabawnie idąc sobie ulicą, to jednak nie przeszkadzało mu ani trochę. Bardzo ją lubił i musiał przyznać, że była obecnie najbliższą mu dziewczyną, poza siostrą oczywiście.
Postanowił zrobić jej niespodziankę i nie wspomniał nic o krótkim powrocie do ojczyzny. Celował jednak w to, że najprędzej znajdzie ją w rodzinnym lokalu. Lubił tę kawiarenkę i odwiedzał ją często. Jako wiecznie głodny łasuch, który na szczęście wyglądał dobrze, a do tego kawoholik, uznawał to za bardzo dobre i warte odwiedzin miejsce. Poza tym czuł się tam dobrze, bo miła atmosfera sprawiała, że chciał tam wracać. No i Jamie, którą bardzo lubił, miała znaczenie. Była mu bliska, ale traktował ją dość protekcjonalnie i może zbyt bratersko. Emir mówił mu, że powinien sobie znaleźć dziewczynę. Cem nie narzekał na brak ładnych koleżanek, ale żadna nie stała się mu bliska. To właśnie Jamie była na szczycie listy najbliższych mu panien, ale nigdy nie zastanawiał się, co by było gdyby. Ona też wydawała się być mu po prostu przyjaciółką. I tak było dobrze, chyba.
W każdym razie miał nadzieję, że zrobi jej miłą niespodziankę swoimi odwiedzinami. Gdy wszedł, skrywał się niczym złodziej. Szybko wybrał miejsce i niedostrzeżony z racji dość dużej ilości gości, usiadł przy najdalszym stoliku i to w dodatku tyłem do kontuaru i gablot z wypiekami. Jamie krzątała się tu i tam, najwidoczniej nie zauważając przyjaciela. Wyglądała na zmęczoną, ale też zdeterminowaną. Cem wiedział, że dziewczyna miała pełne ręce roboty. Może powinien pomóc? Tylko czy się na to zgodzi?
Podszedłszy bliżej, oparł się o ścianę i splótł ręce na klatce piersiowej. Dopiero po chwili postanowił się odezwać i zwrócić na siebie uwagę.
- Merhaba, Jamie! – zawołał po turecku, bo zawsze ją tak witał. Coś tam umiała w tym języku, już Cema w tym głowa, by nie zapomniała lekcji, jakie jej dał. – Pomóc, może? – zapytał wprost.
Uśmiechał się, bo była kolejną ofiarą jego kłamstewka, gdy przekonywał, że nie będzie mieć czasu się odzywać w najbliższych dniach, bo zwyczajnie miał pracować poza Stambułem i tak dalej. Nie przyznał się do tego, że wsiądzie w samolot i przyleci do Toronto. Plan zadziałał, nikt się go nie spodziewał. I bardzo dobrze, o to chodziło.

Jamie Park

Please, don't let me be misunderstood

: czw cze 18, 2026 6:10 pm
autor: Jamie Park
Mało ludzi dostrzegało zmęczenie Jamie. Dla przeciętnego gościa albo znajomego wydawała się tryskać energią, rozdając uśmiechy, będąc promyczkiem słońca w tym ciepłym miejscu, jakim było Kitten and the Bear. Od początku wiadomo było, kto jest tutaj Kociakiem z nazwy lokalu, ale Niedźwiedzia brakowało od dawna.
Nie mniej nasza cukierniczka nie była robotem i rzeczywiście kolejne godziny na nogach, obsługi klientów i rozwiązywania typowych dla małego przedsiębiorcy problemów były wykańczające. A w perspektywie były jeszcze godziny spędzone nad zamówieniami i księgowością. Na szczęście nauczyła się, że jak robi ją w miarę regularnie, to przynajmniej na koniec miesiąca nie jest zalana ilością rzeczy, które niby rozumiała, ale wcale nie były dla niej klarowne.
Oto cała Jamie, długowłosa blondynka (o zgrozo, tak, Jamie miała moment, w którym miała blond włosy!), wyglądająca na nastolatkę mimo dwudziestu paru lat. Przedsiębiorczyni pełną gębą, bo przecież nie bizneswoman, ledwie wiążąca koniec z końcem, marząca o tym, by wieczorem znaleźć czas na pomalowanie paznokci u stóp, bo prawie całkowicie zszedł jej już lakier.
Teraz krzątała się płynnymi, metodycznymi ruchami kogoś, kto mimo braku pośpiechu robił wszystko sprawnie i idealnie. Nawet malowany listek pianką mleczną na kawie wydawał się w jej ruchach tak lekki i łatwy, że każdy chciałby się za to teraz wziąć.
Wyglądało na to, że jest dzisiaj sama. Co też nie było przesadną rzadkością, zważywszy na to, że nikt przecież nie zrobi tego tak dobrze jak Jamie! W gablocie starej lodówki, uratowanej z poprzedniej odsłony lokalu i już ledwie zipiącej, były trzy rodzaje ciastek, w tym dwa takie, które można zabrać na wynos. Niby mało, ale i tak ludzie potrafili rankiem ustawić się w kolejce wychodzącej z cukierni, żeby kupić coś, co akurat dzisiaj przygotowała, i napić się tej kawy.
- Proszę! - powiedziała, wręczając kubek klientce i uśmiechem obdarzając kolejnego gościa, który prosił o słodycze.
- Tutaj nie wchodzi... - urwała, bo zdążyła odwrócić się już do Cema i usłyszeć jego przywitanie.
Jej oczy zabłysły, kiedy pisnęła radośnie, rzucając mu się na szyję i dając się podnieść z ziemi. Mimo że drobna, wtedy jeszcze ważyła troszkę więcej. Zabawne, że lata później będzie w swej sylwetce bardziej dziewczęca niż teraz.
- Oj, przepraszam! - zwróciła się do klienta, już odstawiona na ziemię. - Dasz radę zebrać naczynia ze stolików?
Poprosiła Cema i wróciła do obsługiwania swoich gości, bo kolejka już za chwilę się rozładuje.

Cem Ayers

Please, don't let me be misunderstood

: pt cze 19, 2026 5:22 pm
autor: Cem Ayers
Mężczyzna podniósł dziewczynę i wyściskał serdecznie.
- Postanowiłem zrobić Ci niespodziankę - powiedział rozbawiony reakcją Jamie. - A w sumie to wszystkim, bo nikomu nie powiedziałem, że się tu wybieram - przyznał po chwili.
Zapytany o pomoc, którą ochoczo zaoferował, natychmiast rzucił się w wir zajęć. Przecież mógł zrobić coś dobrego dla przyjaciółki. Poza tym nie wypadało tak po prostu stać i się gapić. Poszło mu dość sprawnie, chociaż wydawało się, że zbije mu się jedna filiżanka. Na szczęście zdążył ją złapać, bo refleks miał dobry.
- Wszystko sprzątnięte - powiedział zadowolony z siebie Cem. - Masz tu niezły młyn. Zawsze tak jest, czy masz spokój? Bo podejrzewam, że to zależy od czasu, prawda? Teraz jest więcej gości, bo jednak taka pora do spotkań - zauważył.
- Mavi mnie zabije, że nie uprzedziłem jej o tym spontanicznym wypadzie. To tylko na tydzień, ale ja, ten który nienawidzi latać samolotami, poświęciłem się, by sprawić Wam niespodziankę. Musiałem tu wstąpić i zobaczyć, jak się masz. Wiadomości czasem nie oddają prawdy, a jak człowieka ujrzysz na własne oczy to masz już swoje odpowiedzi. I jeśli chodzi o kawę, nie mogłem nie skorzystać z okazji i nie przyjść tutaj - i tak by się zjawił. Przecież byli przyjaciółmi i bez celu też by zajrzał.
- Jeśli mogę zrobić coś jeszcze, to mów, serio - oby się nie krępowała i naprawdę powiedziała, jak może pomóc.
- Wtedy wcześniej usiądziemy i pogadamy - plan chyba był dość dobry. Teraz tylko wcielić go w życie.
Cem czasami tęsknił za Toronto. Brakowało mu rodziny i przyjaciół, znanych miejsc i życia nocnego. Mimo to musiał przyznać, że jego serce należało do Stambułu, w którym zakochał się po uszy. Przywykł do niego, pokochał i uwielbiał odkrywać nowe miejsca. I poznawać ludzi oczywiście. Tam miał zostać kimś w branży filmowej i serialowej, a w Kanadzie? Może gościnnie wziąłby udział w jakimś filmie czy coś. Miał się dać poznać ludziom w Turcji, by otworzyć sobie możliwości i drzwi do drogi, którą chciał pójść. Była długa, trudna i na pewno pełna poświęceń, ale wiedział, że tego chce. Nie wszyscy to zrozumieją, ale postanowił spełniać marzenia i podążyć drogą matki. Ona była piosenkarką, ale także osobą publiczną.
Ayers fizycznie nieco się zmienił przez ostatnie lata. Miał swoje uzależnienia i pomysły na swój wizerunek. Przekuł ucho, w którym miał niewielki kolczyk, posiadał też jakieś niewielkie tatuaże. Podążał za turecką modą, ale miał swój własny styl i nie potrzebował porad w sprawie ubrań i wizerunku. Był sobą, nawet jeśli coś tam podglądał u innych. Pozostał jednak skromnym, ale zdolnym człowiekiem, który po osiągnięciu pełnoletności opuścił Kanadę. Chciał zrobić jeszcze wiele dobrego dla innych, ale czas pokaże, czy będzie w stanie to zrobić, czy jednak nie.
W tej chwili zamyślił się trochę, bo zastanawiał się, czy gdyby on miał się zająć sam rodzinnym interesem, dałby radę, czy sprzedał wszystko i starał się znaleźć coś dla siebie.

Jamie Park

Please, don't let me be misunderstood

: sob cze 20, 2026 9:48 am
autor: Jamie Park
Zawsze tak było... Jamie jeszcze nie nauczyła się tego, że nie może ogarniać wszystkiego sama. Zresztą lata później dalej miała z tym problem. Teraz wyraźnie wykonywała robotę dwóch albo trzech osób.
- Wspaniała niespodzianka, tylko trafiłeś w słabym momencie... - ruchem głowy wskazała kolejne pięć osób wchodzących do cukierni.
Uśmiechnęła się do niego przepraszająco.
- Weź sobie coś słodkiego i zrób kawę, przyjdę do Ciebie, jak wszystko ogarnę.
Jeszcze tylko tego brakowało, żeby jakiś paparazzo cyknął zdjęcie sławnego aktora, jak ten zmywa naczynia albo przepakowuje przemysłową zmywarkę na zapleczu. To pewnie przyciągnęłoby uwagę większej ilości klientów, ale raczej nie wpłynęłoby pozytywnie na jego wizerunek. Zresztą to nie była jego praca, tylko jej!
Posłała mu jeszcze ciepły uśmiech, kiedy opowiadał o samolotach i o tym, że nie mógł sobie odmówić przyjścia tutaj. To było miłe! Strasznie ją cieszyło, że to miejsce przyciągało ludzi. Bo przecież nie ona...
Pracowała sprawnie, rozdając przyjazne uśmiechy, zamieniając jedno albo dwa słówka z prawie każdym klientem, połowę z nich pamiętając z imienia. Pewnie ta druga połowa była tutaj z przypadku... Wprowadzała w to miejsce bardzo domową atmosferę, do tego stopnia, że nawet goście starali się jej pomóc, chociażby przynosząc brudne naczynia.
Miało być kilkanaście minut, ale wyszła z tego prawie godzina, po której wyszła z zaplecza, znów przywołując na buzię uśmiech. Ale Cem widział zmęczenie w oczach i to, jak przestępowała z nogi na nogę, próbując odciążyć łydki i stopy. Dobrze, że już się nauczyła chodzić w miękkich butach. Wycierała właśnie dłonie i ogarnęła szybko spojrzeniem, czy nie ma jeszcze czegoś do zrobienia, ale uznała, że jest ok.
Podeszła do jego stolika, z zadowoleniem patrząc na to, co wybrał dla siebie.
- Przepraszam Cię... Ostatnio coraz częściej jest taki ruch, powinnam chyba kogoś zatrudnić. - powiedziała, siadając na jednym z krzeseł. - Jeszcze muszę tutaj sprzątnąć i za godzinkę zamykam.
Z całego dnia zrobił się już wieczór, a nogi wołały o to, by wylądować wysoko. Zresztą jej samej marzyła się gorąca kąpiel i sen. Dzisiaj na pewno nie siądzie do księgowości.
Lokal pachniał jeszcze świeżością. Od czasu do czasu dało się złapać zapach świeżej farby, a na ścianie widniał niedokończony jeszcze, ręcznie malowany napis, mówiący o tym, że w podziękowaniu za ich pracę strażacy, policjanci i ratownicy mają tutaj kawę za darmo.
Pomyśleć, że raptem rok wcześniej ta dwudziestoparoletnia dziewczyna musiała zmierzyć się z pożarem odziedziczonej kawiarni, który właściwie wszystko zniszczył i przewrócił jej życie do góry nogami.
- Opowiadaj! Jak tam w Twoim Oriencie? - zapytała ciekawie.
Opowieści o egzotycznych miejscach były w sumie jedyną formą jej poznawania świata. Nie mówiąc o tym, że samolotu to nie widziała na oczy, a co dopiero zastanawiać się, czy lubiłaby latać, czy nie.

Cem Ayers

Please, don't let me be misunderstood

: sob cze 20, 2026 7:31 pm
autor: Cem Ayers
Cem powiedziałby pewnie, że zajmie się częścią spraw i pomoże jej, to sprawniej pójdzie i będą mieli dla siebie szybciej czas. W końcu przyszedł tu dla Jamie, nawet jeśli próbował to ukryć.
Widząc jednak dość zdecydowaną minę przyjaciółki, posłuchał jej i zrobił sobie kawę, a potem usiadł gdzieś sobie i odpisywał na wiadomości, z czego połowa była od Turków, którzy przypominali mu o tym, co ma zrobić po powrocie. Nie wybrzydzał z rolami, bo przecież dopiero zaczynał być aktorem z tej „wyższej półki”. I nie zatrzyma się tak łatwo, gdy zacznie przebierać w ofertach. Wiedział gdzie chce być, ale miał nadzieję, że to go nie zmieni. Nie chciał być wrednym dupkiem, który ma innych za gorszych. Nie tak go wychowano.
- Pomogę ci – powiedział ochoczo, ale i tak nie mógł, bo ta się uparła.
I kiedy w końcu miała czas, by usiąść i pogadać, czuł się źle, że nie mógł jej nieco ulżyć w pracy.
- Człowiek chce Ci pomóc, a Ty odmawiasz. Uwierz mi, że bywam bardziej zmęczony – odparł ze spokojem. Przyjrzał się przyjaciółce, która jak zwykle była silniejsza, niż by się wydawało.
- U mnie… dobrze. Mam szczęście, że wzięli mnie do ambitniejszych seriali, niż te codzienne telenowele. Pewnie bym nie wybrzydzał, gdybym musiał od nich zaczynać, ale jakoś to ominąłem. Zaczynam pracować na serio i przez długi czas tu nie wrócę, więc postanowiłem wpaść chociaż na kilka dni – wyjaśnił, czując, że to sprawi zawód wielu osobom, ale on taki sobie wybrał zawód.
- Uwielbiam Stambuł i czuję się w Turcji lepiej niż w Kanadzie. Tylko brakuje mi bardzo wielu osób – nieraz o tym pisał. Potrzebował wsparcia na miejscu, ale nie miał tam nikogo prócz rodziny ze strony matki i przyjaciół. – Ciebie też – wyciągnął ku niej rękę i pstryknął ją w nos.
- Nie chcę Ci przeszkadzać, bo musisz mieć dosyć wszystkiego i wszystkich, nawet mnie – wcale nie miał jej tego za złe. – Jutro też tu będę. Poza tym wiesz, tu mam większy spokój. Ludzie zapomnieli już o mojej matce, a ojciec, no cóż, nie mam w planach rozmów z szczycie z nim. Ot się przywitam – odwrócił wzrok. Wiedział, że bycie pamiętliwym jest trudne, ale nic nie poradzi, że ma mu wiele do zarzucenia i nie wybaczył mu jeszcze pewnych rzeczy.
- Nie będę tu prędko pracować, bo nie zjadę do Kanady na stałe. Chciałbym Ci pokazać Stambuł, piękne, wielokulturowe miasto, które uwielbiam odkrywać. Mimo to, że mieszkam tam już od pewnego czasu, nadal znajduję zaskakujące mnie miejsca. Tam można naprawdę zacząć od nowa – on tak zrobił i dobrze mu było z tym wyborem, a jednak…
- Tylko tęsknię za tymi, którzy tu zostali, bardzo – to było oczywiste, przecież był tym człowiekiem, który interesował się losami innych osób.
- Ty też powiedz coś więcej o wszystkim. Jesteś raczej oszczędna w wiadomościach.

Jamie Park

Please, don't let me be misunderstood

: ndz cze 21, 2026 5:30 pm
autor: Jamie Park
Przez dosłownie ułamek sekundy poczuła się lekko urażona. Jak to, bywa bardziej zmęczony niż ona? Dopiero potem dotarło do niej, co miał na myśli. Że teraz wcale nie jest tak bardzo zmęczony, by jej nie pomóc.
- Tia... Już widzę gwiazdę kina myjącą podłogę w małej cukierni w Toronto. - odpowiedziała z przekąsem. - Nawet nie wiem, czy umiesz!
Ale jej uśmiech wyraźnie mówił o tym, jak bardzo się z nim drażni i wcale tak o nim nie myśli.
- Pomożesz znacznie bardziej, jak mi potem wymasujesz nogi... I może plecy. - przewróciła oczami w trochę zalotny sposób, po czym spojrzała tęsknie w kierunku drzwi wejściowych.
Najchętniej już by je zamknęła i przekręciła tabliczkę na "zamknięte".
- To wspaniała wiadomość! - wróciła spojrzeniem błyszczących z ekscytacji oczu na niego. - Masz wreszcie swój przełom?
To zadziwiające, jak różnych ludzi poznała dzięki tej cukierni. Można powiedzieć, że przyjaźniła się z gwiazdą tureckiego kina. Jedna z jej najczęstszych klientek i przyjaciółek z kolei była gwiazdką kina dla dorosłych. Przewijało się tutaj pełno strażaków, policjantów, lekarzy i ratowników. Prawników, biznesmanów, samotnych matek, ojców walczących o opiekę. Milionerzy, bankruci. Właścicielki sal bankietowych. Wracali do miejsca, które było niczym drugi dom. Jamie zrobiła kawał dobrej roboty z tą cukiernią, może niedługo zrozumie, że oni wracali do niej, a nie do jej słodyczy.
Wtuliła swoją głowę w ramię, kiedy sprzedał jej prztyczka w nos, i zachichotała pod nosem. Te flirciki bardzo jej się podobały. Lubiła czuć się małą dziewczynką, zarówno jeśli chodzi o różnicę wzrostu, jak i jego zachowania.
- Nie... Lubię to... - chociaż w tym momencie szczerze zastanawiała się dlaczego. - Po prostu jestem zmęczona. Przydałby mi się ten masaż i gorąca kąpiel.
No i może ktoś, do kogo mogłabym się przytulić dzisiaj...
Jej spojrzenie odruchowo prześlizgnęło się po jego silnych ramionach i rękach, zatrzymując się na dłoniach. Dziwny dreszczyk przebiegł jej po plecach na ten widok.
- Taa... - przytaknęła z roztargnieniem. - Zabawne, zazwyczaj wydawałoby się, że ludzie jadą tam, żeby mieć większy spokój.
Na jej twarzy odmalował się wyraz rozczulenia, kiedy wspomniał o tym, że chciałby jej pokazać Stambuł.
- Awww... Na pewno kiedyś! Jak już rozkręcę cukiernię tak, by hulała. - jakże smutne jest to, że to kiedyś nigdy nie nadeszło.
Jamie padła ofiarą swojego własnego sukcesu. Oczywiście był zupełnie nieporównywalny do sukcesów Cema, ale mimo wszystko prawie samodzielnie zbudowała bardzo rozpoznawalną w Toronto markę.
- Musisz bywać tutaj częściej! - rzuciła pierwsze rozwiązanie, jakie jej przyszło do głowy.
Zawahała się nad przytykiem, który usłyszała od przyjaciela.
- No bo nie ma o czym opowiadać! Wstaję o piątej, o szóstej już jestem na zapleczu i piekę. O dziewiątej otwieram kawiarnię. I tak do dziewiątej wieczorem. Od czasu do czasu ktoś mi pomaga na kasie, bo gdybym miała Ci się przyznać, ile razy spaliłam muffiny, to nie nazwałbyś mnie cukiernikiem!
Jej życie nie miało nic ze splendoru i zjawiskowości jego życia. Było zwyczajne.
- Muszę znaleźć pomoc na stałe, ale trochę mnie nie stać jeszcze... - w porównaniu z jego opowieścią to wszystko wydawało się takie przyziemne. - Później robię zamówienia albo księgowość, sprzątam i idę na górę. Chyba nie widziałeś jeszcze mojego mieszkanka...
Zachichotała pod nosem.
- Czasem, jak zaszaleję, to zarwę noc i pomaluję paznokcie, a jak już w grę wchodzi jazda bez trzymanki, to też u stóp! - uśmiechnęła się do niego ciepło. - Naprawdę nie ma o czym opowiadać.

Cem Ayers

Please, don't let me be misunderstood

: pn cze 22, 2026 2:29 pm
autor: Cem Ayers
Cem skrzywił się trochę.
- Wątpisz we mnie? – zapytał. – Sprzątałem w domu i sprzątam w swoim mieszkanku – ciasna klitka, ale jemu odpowiadała. Mieszkał sam i miał spokój. Mimo to marzyła mu się jakaś działka, domek w pięknej dzielnicy i prawdziwe miejsce odpoczynku. Może kiedyś na to zapracuje.
- Wcale by mi to nie przeszkadzało – dodał jeszcze, nie dając za wygraną. Słowa odnośnie masażu speszyły go trochę.
- I myślisz, że te łapy – wskazał na swoje duże dłonie – to potrafią? – uśmiechnął się.
- Lepiej kupię Ci od razu jakiś pakiet u masażysty, bo się obawiam tego, że prędzej skończysz w szpitalu, cała w siniakach i uznają, że ktoś Cię poturbował – nie żartował sobie, różnie bywało. Poza tym naoglądał się różnych historii to wiedział.
- I wiesz, praca popłaca. Nie poddaję się zbyt szybko, chociaż czasami moja niemoc bywa wkurzająca także dla mnie i odechciewa mi się wszystkiego. Mimo to zaciskam zęby i próbuję znowu – opowiadał.
- Już nie jestem tylko tym „gościem z reklam” – powiedział poważnie, nie kryjąc dumy. – I to jest dobre uczucie, bo od początku zależało mi na czymś wyżej. To nie było tylko marzenie, to droga, jaką wybrałem i którą chciałem podążyć. Nie wiem, co będzie na mojej drodze, ale jestem skłonny zaryzykować i zobaczyć, co się stanie – spojrzał na przyjaciółkę z uśmiechem.
- Mam tylko nadzieję, że praca mnie nie zmieni, jeśli stanę się kimś znanym i rozpoznawalnym. Nie chcę zostać nieczułym i wrednym typkiem, który pozjadał rozum i zwyczajnie jest płytki jak strumień – o nie, nie tak go wychowano. Poza tym wszyscy mu mówili, że jest typowym Rakiem – wrażliwy, opiekuńczy i empatyczny. Nie chciałby tego stracić, nigdy. Było mu z tym dobrze, bo naprawdę był człowiekiem w pełni tego słowa znaczeniu.
- Może kiedyś będę mieć fajną dziewczynę, która nie poleci na mnie z powodu znanej twarzy i pieniędzy na koncie. Tutaj może udałoby się taką znaleźć – zamyślił się, albo raczej tak wyglądał, bo po prostu podpuszczał nieco przyjaciółkę, zdecydowanie grając swoją rolę niedostrzegającego miłej kobiety obok siebie. Chciał poznać jej zdanie i może odczytać coś z jej nastawienia.
- Kupię kiedyś dom i zostanę w Stambule na stałe – powiedział zgodnie z prawdą. – Tutaj będę wracać co jakiś czas. Szkoda, że to tak daleko od Toronto. Ale na szczęście są telefony i kamerki internetowe – zawsze to jakieś wyjście z sytuacji. Nie zastąpi to prawdziwego spotkania, ale lepsze to niż nic.
Wysłuchał z uwagą słów przyjaciółki i pokiwał głową. Wiedział, że nie ma tyle do opowiedzenia, co on, ale chciał to usłyszeć. Może napomknie coś o jakimś chłopaku? Był ciekaw, czy ktoś się kręci wokół Jamie i miał nadzieję, że powie, że tak, ktoś się pojawił. Nawet jeśli sam myślał, co by było gdyby, to może lepiej byłoby usłyszeć o tym, że jest prawie lub całkiem zajęta. I tak ich przyjaźń była wystawiana na próby, bo Cem mieszkał daleko i w zupełnie innym świecie.

Jamie Park

Please, don't let me be misunderstood

: pn cze 22, 2026 5:27 pm
autor: Jamie Park
Aż sapnęła z frustracji, kiedy nie złapał aluzji, ale z drugiej strony Cem taki był. Trochę niewinny, bardziej martwiący się tym, jak się Jamie czuje, niż jej nieudolnymi flirtami.
- Po prostu uważam, że mają lepsze zastosowanie...
Rzuciła niby niewinnie i uśmiechnęła się, słuchając dalszych opowieści na temat tego, jak jego kariera się rozwija. Naprawdę się z tego cieszyła i podziwiała to, jak dużą miał odwagę. Wyjechać do innego kraju, po drugiej stronie Atlantyku, żeby tam zaczynać od zera i budować wszystko, czego pragnął. To trochę tak, jakby Jamie zdecydowała się wyjechać do Korei, którą właściwie znała tylko z opowieści dziadków. Nawet jej mama była już bardziej Kanadyjką niż Koreanką.
- Good for you, Sweetie! - podsumowała ciepło, zerkając na zegarek na nadgarstku, ale zaraz potem zmarszczyła brewki, nie bardzo rozumiejąc, skąd się brały dalsze rozkminy przyjaciela.
Niby dlaczego obawiał się zmiany? Czyżby już coś w sobie dostrzegał? Zresztą na takie obawy chyba było odrobinkę za wcześnie. Z drugiej strony zdążyła już poznać Cema na tyle, by wiedzieć, że on się często zamartwia. Overthinking level hard.
- No wiesz... To chyba zależy od Ciebie. Keanu Reeves się nie zmienił. - uśmiechnęła się zaczepnie. - Ale wiesz, z drugiej strony Ty jeszcze w Cyberpunku nie grałeś!
Puściła mu oczko, odsuwając nieco swoje krzesło, by zabrać się za wspomniane porządki. Zresztą cukiernia powoli już pustoszała. W rogu sali, w głębi, siedziała jedna para nastolatków, tak nerwowo próbujących być na randce, że to aż było urocze. Jamie przekrzywiła nieco głowę, stojąc nad Cemem i przyglądając im się. Jej dłoń jakoś tak odruchowo oparła się na jego ramieniu.
- Najpierw znajdź sobie jakąś fajną girl next door, która będzie Cię wspierała, potem nie będziesz miał stresu, że poleciała na Twoją znaną twarz. - mały prztyczek.
W końcu jeszcze nie był tak bardzo znany. Ale naprawdę wierzyła, że odniesie wielki sukces.
- Piękne marzenie... - mruknęła cicho, nie mogąc oderwać spojrzenia od zakochańców.
W końcu kubeł i mop przywołały ją do mniej romantycznej rzeczywistości.
- Zostaniesz dzisiaj wieczorem u mnie? - zapytała, sama nie spodziewając się tego pytania, co przywołało lekkie rumieńce na jej szyję i policzki.

Cem Ayers

Please, don't let me be misunderstood

: śr cze 24, 2026 12:12 pm
autor: Cem Ayers
Te wszystkie idee i marzenia były świetne, ale Cem był zdeterminowany i wiedział, czego chce. Miał predyspozycje i nie bał się powiedzieć „tak” w różnych sprawach.
- Tutaj raczej nie zagrzeję miejsca, ale zobaczymy. Tam mam większe szanse, poznałem ludzi, którzy mogą mi pomóc i wyprowadzą na właściwą ścieżkę – mówił dalej, a oczy błyszczały mu i wydawał się rozmarzony, zrelaksowany.
- Keanu to mega gwiazda – zauważył. – Ja nie osiągnę takiego sukcesu, ale wiem, że to dobry przykład człowieka, który właśnie nim jest – prawdziwym człowiekiem i to, co robi, mówi i pokazuje, jest godne podziwu. Chcę być osobą, o której mówi się dobrze, z którą można się porozumieć i która ma wizje na siebie, potrafi zainteresować sobą i tym, co pokazuje, a nie jest na ustach wszystkich z racji plotek – powiedział poważnie. Może był młody i miał głowę pełną marzeń, ale to było dobre, mieć takie cele w życiu i dążyć do nich.
- I życzyłbym sobie, żeby przyjaciele nadal widzieli we mnie tego samego gościa, który grał z nimi na boisku, imprezował i był po prostu kumplem, na którego można liczyć – został wychowany na skromnego człowieka, bo pokora była bardzo ważna. Jego matka była dla niego wzorem, a im więcej potrafił i się pokazywał, tym bardziej ją rozumiał. Wszystko miało swoją cenę, ale nie można było zapomnieć o podstawowych emocjach i zachowaniu.
- Nie mieszkam tu już jakiś czas, więc nie nadążam za związkami i uczuciami. Turczynki są piękne i pociągające, ale wiele leci na to, że jesteś w telewizji. Tutaj jestem zbyt rzadko, by nad tym myśleć. Nie wiem sam, czy dałoby radę coś z tym zrobić – powiedział szczerze. – Związki na odległość są bardzo trudne, patrz na moich rodziców – Miray Kaya koncertowała, więc założenie rodziny nie było takie oczywiste. A jednak się pobrali z Danielem Ayersem i doczekali trójki dzieci. Szkoda tylko, że pan doktor był dość ostrym człowiekiem i Cem nigdy się z nim dobrze nie dogadywał.
- Nie wiem, może próba by coś na ten temat powiedziała? – sam się przekonywał do pomysłu. Miał mieszane uczucia, ale chyba chciałby wiedzieć, czy bliżej mu do matki, czy jednak do ojca.
Gdy usłyszał pytanie Jamie, spojrzał na nią uważnie. No tego by się nie spodziewał akurat. To było miłe, pewnie by chciał, ale jego umysł mówił, że nie może ufać uczuciom.
- Nie wiem – odpowiedział. – No wiesz, nie chcę, by o Tobie źle gadali. Jak ktoś się dowie, to nie będziesz mieć spokoju. I tak, wiem, że Kanada to nie Turcja, ale ja nie chcę… by to się źle odbiło na Tobie. Jesteś super i nie przyszedłbym tutaj, gdyby mi na tym nie zależało, naprawdę – ale się bał powiedzieć za dużo, albo za dużo zrobić, bo nie ufał sobie czasami
- Jeśli Mavi się dowie, że nie przyszedłem wpierw do niej, to mnie zabije - uśmiechnął się na wspomnienie siostry i jej miny. - Przyjdę, ale nie tak, nie zmęczony i zakłopotany - wyjaśnił. - Zobaczysz.

Jamie Park

Please, don't let me be misunderstood

: czw cze 25, 2026 10:52 am
autor: Jamie Park
Ugh... Czy on właśnie mi odmówił?
- Okej... Tylko moje nogi potrzebują masażu dzisiaj. I myślę, że żadne wścibskie oko tego nie zastąpi. - powiedziała, poklepawszy go po ramieniu, już nie tak czule jak przed momentem.
- Muszę zacząć sprzątać, ale możemy dalej rozmawiać...
Powiedziała nieco chłodniej, niż planowała, natomiast urażona duma na swoich skrzydłach poniosła ją w kierunku lady, a potem na zaplecze, gdzie zabrała się za przygotowywanie wiadra z mopem. Wróciła po chwili, by odpowiedzieć uśmiechem na podziękowanie pary wychodzących z kawiarni zakochańców i odprowadzić ich rozczulonym spojrzeniem. A potem po prostu zabrała się za porządki.
- Wiesz... Może akurat źle trafiasz na te piękne Turczynki z bardzo długimi nogami... Jeśli poznajesz dziewczyny na przyjęciach branżowych i umawiasz się z modelkami, to istnieje spora szansa, że traktują Cię też jako małą trampolinę do swojej kariery. - zauważyła, myjąc podłogę metodycznie, z uważnością gospodyni, kogoś, kto tutaj mieszka.
Bo też niewiele to odbiegało od prawdy. Jamie miała na pięterku kawiarni przygotowane małe mieszkanko, które musiała sobie zaanektować po sprzedaży rodzinnego domu. Wtedy ta trudna decyzja była jasna, chociaż koszmarnie bolesna. Bez pieniędzy z domu nie było szansy na odbudowę cukierni. Ubezpieczenie opłaciło tylko szkody sąsiadom. Dzisiaj miała tam swoje małe miejsce, którego by nie oddała, chociaż czasem... Marzył jej się dom poza miastem. Pies, kot, dwójka dzieci... Ale na razie tylko czasem i tylko troszkę.
- Myślę, że Ty też się nie zmienisz... Swoje przeszedłeś, sam zapracowałeś na wszystko. Zazwyczaj odbija ludziom, którzy dostali coś na tacy albo bardzo nie byli gotowi na swój sukces. Myślę, że Ty jesteś... - powiedziała szczerze, zerkając na zegarek na nadgarstku.
- Uff...
Mruknęła, na moment zostawiając mopa, by podejść do drzwi i obrócić zawieszkę na stronę "Zamknięte". Przekręciła też zamek w drzwiach i wróciła do swoich porządków.
- O masz... Zapomniałam o ekspresie. - jęknęła, patrząc na mokrą podłogę.
W końcu jednak machnęła ręką i dokończyła ją.
- Teraz nie masz wyjścia, musisz poczekać, aż wyschnie, albo iść na górę. - stwierdziła żartobliwie, próbując na palcach przejść do ekspresu, by jak najmniej zostawić śladów.

Cem Ayers