Please, don't let me be misunderstood
: czw cze 18, 2026 4:08 pm
Wczesne lato było piękną porą roku, szczególnie tam, gdzie jest ciepło i barwnie. Cemil Ayers miał to szczęście, że wiele czasu spędzał w ojczyźnie swojej matki – Turcji. Uwielbiał ten kraj, który miał mu wiele do zaoferowania. A jednak podróżował do rodzinnej Kanady, gdzie została nie tylko jego ukochana siostra, ale też wielu przyjaciół. Niektórzy mieli mu za złe, że tak po prostu spakował manatki i zwiał z Toronto, ale on czuł się z tym spokojnie. Przecież nie zaniedbywał kontaktów, a przyjaźnie nadal trwały. No chyba, że tamci tego nie chcieli. Wtedy nie miał sobie niczego do zarzucenia – jeśli oni odchodzili, to ich sprawa i problem.
Tym razem nie zapowiedział swojego powrotu i zrobił innym niespodziankę. Siostra była trochę zła, że trzymał to w sekrecie, ale chciał zobaczyć jej minę. Oj tak, była godna uwiecznienia. Chłopak poinformował ją o tym, że zostanie tylko przez tydzień. Krótko, ale chciał spędzić ten czas z tymi, którzy byli mu bliscy. I z ojcem, bo to była osobna kategoria. Doktor Ayers nie będzie zadowolony z tego, że syn nie chciał nawet się pokazać przed nim i trzymał w tajemnicy swoje odwiedziny. Oficjalnie prawie się do siebie nie odzywali. Nieważne. Żałował, że brat nie był osiągalny, gdyż był w Ottawie na jakimś wydarzeniu kulturalnym. No ale może się jeszcze spotkają bliżej wyjazdu.
Jedną z osób, które chciał zobaczyć, była Jamie. Niepozorna dziewczyna o bardzo dobrym sercu i drobnej posturze. Chociaż musiała mocno zadzierać głowę do góry, by spojrzeć mu w twarz, no i wyglądali zabawnie idąc sobie ulicą, to jednak nie przeszkadzało mu ani trochę. Bardzo ją lubił i musiał przyznać, że była obecnie najbliższą mu dziewczyną, poza siostrą oczywiście.
Postanowił zrobić jej niespodziankę i nie wspomniał nic o krótkim powrocie do ojczyzny. Celował jednak w to, że najprędzej znajdzie ją w rodzinnym lokalu. Lubił tę kawiarenkę i odwiedzał ją często. Jako wiecznie głodny łasuch, który na szczęście wyglądał dobrze, a do tego kawoholik, uznawał to za bardzo dobre i warte odwiedzin miejsce. Poza tym czuł się tam dobrze, bo miła atmosfera sprawiała, że chciał tam wracać. No i Jamie, którą bardzo lubił, miała znaczenie. Była mu bliska, ale traktował ją dość protekcjonalnie i może zbyt bratersko. Emir mówił mu, że powinien sobie znaleźć dziewczynę. Cem nie narzekał na brak ładnych koleżanek, ale żadna nie stała się mu bliska. To właśnie Jamie była na szczycie listy najbliższych mu panien, ale nigdy nie zastanawiał się, co by było gdyby. Ona też wydawała się być mu po prostu przyjaciółką. I tak było dobrze, chyba.
W każdym razie miał nadzieję, że zrobi jej miłą niespodziankę swoimi odwiedzinami. Gdy wszedł, skrywał się niczym złodziej. Szybko wybrał miejsce i niedostrzeżony z racji dość dużej ilości gości, usiadł przy najdalszym stoliku i to w dodatku tyłem do kontuaru i gablot z wypiekami. Jamie krzątała się tu i tam, najwidoczniej nie zauważając przyjaciela. Wyglądała na zmęczoną, ale też zdeterminowaną. Cem wiedział, że dziewczyna miała pełne ręce roboty. Może powinien pomóc? Tylko czy się na to zgodzi?
Podszedłszy bliżej, oparł się o ścianę i splótł ręce na klatce piersiowej. Dopiero po chwili postanowił się odezwać i zwrócić na siebie uwagę.
- Merhaba, Jamie! – zawołał po turecku, bo zawsze ją tak witał. Coś tam umiała w tym języku, już Cema w tym głowa, by nie zapomniała lekcji, jakie jej dał. – Pomóc, może? – zapytał wprost.
Uśmiechał się, bo była kolejną ofiarą jego kłamstewka, gdy przekonywał, że nie będzie mieć czasu się odzywać w najbliższych dniach, bo zwyczajnie miał pracować poza Stambułem i tak dalej. Nie przyznał się do tego, że wsiądzie w samolot i przyleci do Toronto. Plan zadziałał, nikt się go nie spodziewał. I bardzo dobrze, o to chodziło.
Jamie Park
Tym razem nie zapowiedział swojego powrotu i zrobił innym niespodziankę. Siostra była trochę zła, że trzymał to w sekrecie, ale chciał zobaczyć jej minę. Oj tak, była godna uwiecznienia. Chłopak poinformował ją o tym, że zostanie tylko przez tydzień. Krótko, ale chciał spędzić ten czas z tymi, którzy byli mu bliscy. I z ojcem, bo to była osobna kategoria. Doktor Ayers nie będzie zadowolony z tego, że syn nie chciał nawet się pokazać przed nim i trzymał w tajemnicy swoje odwiedziny. Oficjalnie prawie się do siebie nie odzywali. Nieważne. Żałował, że brat nie był osiągalny, gdyż był w Ottawie na jakimś wydarzeniu kulturalnym. No ale może się jeszcze spotkają bliżej wyjazdu.
Jedną z osób, które chciał zobaczyć, była Jamie. Niepozorna dziewczyna o bardzo dobrym sercu i drobnej posturze. Chociaż musiała mocno zadzierać głowę do góry, by spojrzeć mu w twarz, no i wyglądali zabawnie idąc sobie ulicą, to jednak nie przeszkadzało mu ani trochę. Bardzo ją lubił i musiał przyznać, że była obecnie najbliższą mu dziewczyną, poza siostrą oczywiście.
Postanowił zrobić jej niespodziankę i nie wspomniał nic o krótkim powrocie do ojczyzny. Celował jednak w to, że najprędzej znajdzie ją w rodzinnym lokalu. Lubił tę kawiarenkę i odwiedzał ją często. Jako wiecznie głodny łasuch, który na szczęście wyglądał dobrze, a do tego kawoholik, uznawał to za bardzo dobre i warte odwiedzin miejsce. Poza tym czuł się tam dobrze, bo miła atmosfera sprawiała, że chciał tam wracać. No i Jamie, którą bardzo lubił, miała znaczenie. Była mu bliska, ale traktował ją dość protekcjonalnie i może zbyt bratersko. Emir mówił mu, że powinien sobie znaleźć dziewczynę. Cem nie narzekał na brak ładnych koleżanek, ale żadna nie stała się mu bliska. To właśnie Jamie była na szczycie listy najbliższych mu panien, ale nigdy nie zastanawiał się, co by było gdyby. Ona też wydawała się być mu po prostu przyjaciółką. I tak było dobrze, chyba.
W każdym razie miał nadzieję, że zrobi jej miłą niespodziankę swoimi odwiedzinami. Gdy wszedł, skrywał się niczym złodziej. Szybko wybrał miejsce i niedostrzeżony z racji dość dużej ilości gości, usiadł przy najdalszym stoliku i to w dodatku tyłem do kontuaru i gablot z wypiekami. Jamie krzątała się tu i tam, najwidoczniej nie zauważając przyjaciela. Wyglądała na zmęczoną, ale też zdeterminowaną. Cem wiedział, że dziewczyna miała pełne ręce roboty. Może powinien pomóc? Tylko czy się na to zgodzi?
Podszedłszy bliżej, oparł się o ścianę i splótł ręce na klatce piersiowej. Dopiero po chwili postanowił się odezwać i zwrócić na siebie uwagę.
- Merhaba, Jamie! – zawołał po turecku, bo zawsze ją tak witał. Coś tam umiała w tym języku, już Cema w tym głowa, by nie zapomniała lekcji, jakie jej dał. – Pomóc, może? – zapytał wprost.
Uśmiechał się, bo była kolejną ofiarą jego kłamstewka, gdy przekonywał, że nie będzie mieć czasu się odzywać w najbliższych dniach, bo zwyczajnie miał pracować poza Stambułem i tak dalej. Nie przyznał się do tego, że wsiądzie w samolot i przyleci do Toronto. Plan zadziałał, nikt się go nie spodziewał. I bardzo dobrze, o to chodziło.
Jamie Park