Strona 1 z 1

miło, że wpadłaś

: czw cze 18, 2026 9:22 pm
autor: William N. Patel
Kurwa, kurwa, kurwa. Wbiegam po schodach dosłownie na łeb na szyję bo ja pierdole, jestem już spóźniony, a jak to niby będzie wyglądać przed moją nową stażystką? Co prawda Thalia sama wydawała się jakaś taka nierozgarnięta, ale zaś ja byłem od tego, żeby jej świecić przykładem i udawać idealnego mentora. Do tej pory szło mi właściwie całkiem nieźle, chociaż prawdę mówiąc byłem raczej niepocieszony faktem, że dostałem przydupasa do nauki. Fakt, dziewczyna mogła się ode mnie bardzo dużo nauczyć, ale nie czarujmy się - mi się zwyczajnie nie chciało uganiać z uczennicą. Wracam jednak myślami do tamtego deszczowego popołudnia kiedy Vishwakar zaprosił mnie do swojego biura na rozmowę i jasno dał do zrozumienia, że nie mam wyboru. Więc kazał pan, musiał sługa, za dużo mi płacili żebym się kłócił. Poza tym miałem u nich kilku naprawdę ważnych klientów, którzy w zasadzie nieczęsto odpierdalali, a hajs wykładali głównie za klikanie w komputer, przez co mogłem sobie pozwolić na swoje poboczne sprawy, te z kolei rozwiązywałem głównie pro bono, z dobroci serca. I trochę dlatego, że szukanie dziury w systemie było nie tylko obowiązkiem, ale również przyjemnością. W każdym razie wpadam do swojego biura i widzę Jane siedzącą na swoim miejscu, piłującą paznokcie, ze sluchawką przy uchu - O, właśnie przyszedł - informuje osobę po drugiej stronie, więc unoszę obie brwi w pytającym geście, a ona zwraca się do mnie - Masz pozdrowienia od swojej mamy, chce ci coś powiedzieć - no tak, mogłem się tego spodziewać, one potrafiły godzinami wisieć na telefonie i pierdolić o niczym. Wywracam oczami, a dziewczyna na moment zaprzestaje manicuru, żeby podać mi słuchawkę. Kocham cię synku, miłego dnia - słyszę - No, ja ciebie też, pogadacie później, dobra? Mamy ważne sprawy, pozdrów ojca - odkładam telefon i zwracam się do Jane, która patrzy na mnie z tą samą miną co zawsze, czyli czymś między wkurwieniem a obojętnością - Ja pierdole, musiałem jechać jakimś objazdem, spociłem się jak wieprz, wali ode mnie na kilometr - informuję ją. Jechałem oczywiście rowerem, bo dzień był ładny, odpowiedni na poranną przejażdżkę. Dziewczyna wywraca oczami, a ja dalej nawijam - Weź, wymyśl coś, jak ja się pokażę komukolwiek? Normalnie leje się ze mnie, chyba mi schodzi wszystko co w życiu przyjąłem, czujesz to? Taki chemiczny pot - Jane w tym czasie wstaje ze swojego miejsca i przechodzi na drugą stronę, żeby otworzyć drzwi wysokiej szafy, z jej wnętrza wyjmuje świeży, wyprasowany garnitur. No tak, jej geniusz jest po prostu nie do opisania, kiedyś powiedziała mi, żebym sobie przyniósł tutaj ze dwa na wszelki wypadek. Na początku to miałem takie lol po co, ale nalegała, że kiedyś się przyda. No i dzisiaj właśnie nadeszło to kiedyś - Kurwa, ty jesteś jebanym geniuszem, najlepszym co mnie spotkało w tej pracy. A gdzie jest Thalia? - Jane wzrusza ramionami i mówi, że nie wie, na co marszczę brwi - Jak to nie wiesz? - w razie gdyby mnie nie było na miejscu, to miała raportować do Jane - Nie wiem, kurwa, a co ja jej GPSa w dupie zamontowałam? Jeszcze nie przyszła - mówi, pogania mnie jedną ręką żebym się szybciej rozbierał, więc rozbieram się szybciej - Nie przyszła? Znowu spóźniona? - czym prędzej wciągam świeże spodnie, one akurat nie wymagały zmiany, ale tamte nie pasowałyby do nowej marynarki - No najwidoczniej bierze przykład z góry - Jane uśmiecha się słodko, a ja ponownie wywracam oczami, ale już nie komentuję. Podaje mi koszulę i pomaga zapinać guziki, potem wiąże krawat, a na koniec z pewną dozą czułości wygładza klapy od marynarki - Zdecydowanie za mało mi płacisz - kręci głową, na co wzruszam ramionami - Gdyby to ode mnie zależało to już dawno bym cię ozłocił, będę wnioskował o podwyżkę dla ciebie u szefa - chociaż nie oszukujmy się i tak zarabiała dużo więcej niż przeciętna sekretarka. Tylko nie była przeciętną sekretarką. Mniej więcej w tym momencie drzwi do biura otwierają się i staje w nich spóźnialska we własnej osobie. Obydwoje wbijamy w nią spojrzenie, zaś Jane odsuwa się ode mnie i zaczyna zbierać mój przepocony garnitur z fotela dla gości, powoli wiesza go na wieszaku, ten zaś na drzwiach od szafy. Ktoś będzie musiał oddać go do pralni. Ktoś czyli Thalia - Athalia Rosenhall, miło, że wreszcie nas zaszczyciłaś swoją obecnością, mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie - posyłam jej groźne spojrzenie. Jane wita się szczerym uśmiechem i puszcza jej oczko, potem wraca na swoje miejsce żeby dalej piłować paznokcie. Ja z kolei macham na dziewczynę głową, że ma iść za mną, dalej wgłąb, do mojego prywatnego biura. Zatrzymuję się zaraz za drzwiami i zerkam na swoje biurko, jedną rękę uginam w łokciu przyklejając ją do piersi, drugą wspieram na tej pierwszej, a dłoń opieram na twarzy, stukając palcem w usta - Hmmm, czegoś mi tutaj brakuje, jak myślisz? - pytam, chociaż już za moment sam udzielam jej odpowiedzi - Kawy, Thalia, dla mnie podwójne espresso bez cukru, Jane pije cappuccino na mleku bez laktozy z dwoma łyżeczkami brązowego cukru, pospiesz się, bo mamy dzisiaj dużo pracy - poganiam ją ostatni raz, po czym ruszam w stronę swojego fotela.

Thalia Rosenhall