Naked Gun - That's My Policy
: pt cze 19, 2026 10:41 am
Scott siedział za biurkiem, przeglądając dokument wyświetlony na ekranie laptopa. Przynajmniej tak wyglądało to z zewnątrz. W rzeczywistości od dobrych kilku minut czytał ten sam akapit raportu, nie zwracając uwagi na jego treść. Obok niego, w jednej z szuflad, czekało starannie zapakowane pudełko.
Gdy usłyszał pukanie do drzwi, odchrząknął cicho.
- Proszę - rzekł głośno, by osoba po drugiej stronie mogła to dobrze usłyszeć.
Kiedy June weszła do środka, wskazał jej krzesło naprzeciwko biurka. Od razu zamknął laptopa i odsunął go nieco na bok.
- Przejrzałem raport z ostatniej sprawy. Jest kilka drobnych kwestii, które chciałem omówić osobiście - brzmiał całkowicie poważnie. Nawet zbyt poważnie. Przez kilka sekund utrzymywał tę fasadę, po czym westchnął i pokręcił głową. - Tak naprawdę wszystko jest tip top - na jego twarzy pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.
Sięgnął do szuflady i wyciągnął elegancką torbę prezentową, którą położył na biurku pomiędzy nimi.
- Doszły mnie słuchy, że ktoś miał ostatnio urodziny, więc... wszystkiego najlepszego, June - przez moment obracał w dłoni długopis, jakby nagle nie wiedział, co zrobić z rękami. - Wiem, że były kilka dni temu. Nie miałem okazji wręczyć ci tego wcześniej - wyjaśnił, oczekując zrozumienia z jej strony.
W torbie znajdowała się butelka dobrego, czerwonego wina, voucher na relaksacyjny masaż w jednym z najlepszych salonów w Toronto oraz niewielkie pudełeczko z parą subtelnych, eleganckich kolczyków.
Scott odchrząknął.
- Zanim zaczniesz protestować, informuję, że przyjęcie prezentu jest poleceniem służbowym - oparł się wygodnie o fotel, a na jego twarzy widać było pewne rozbawienie. - Ostatnie miesiące nie były dla ciebie szczególnie spokojne i chciałem, żebyś nie zapomniała, że poza śledczą Harrison jesteś też po prostu zwykłą June - przytaknął sam sobie, po czym uniósł lekko brew. - Zasłużyłaś na to bardziej, niż prawdopodobnie zdajesz sobie sprawę - po tych słowach odwrócił wzrok, jakby uznał, że powiedział już wystarczająco dużo.
June Harrison
Gdy usłyszał pukanie do drzwi, odchrząknął cicho.
- Proszę - rzekł głośno, by osoba po drugiej stronie mogła to dobrze usłyszeć.
Kiedy June weszła do środka, wskazał jej krzesło naprzeciwko biurka. Od razu zamknął laptopa i odsunął go nieco na bok.
- Przejrzałem raport z ostatniej sprawy. Jest kilka drobnych kwestii, które chciałem omówić osobiście - brzmiał całkowicie poważnie. Nawet zbyt poważnie. Przez kilka sekund utrzymywał tę fasadę, po czym westchnął i pokręcił głową. - Tak naprawdę wszystko jest tip top - na jego twarzy pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.
Sięgnął do szuflady i wyciągnął elegancką torbę prezentową, którą położył na biurku pomiędzy nimi.
- Doszły mnie słuchy, że ktoś miał ostatnio urodziny, więc... wszystkiego najlepszego, June - przez moment obracał w dłoni długopis, jakby nagle nie wiedział, co zrobić z rękami. - Wiem, że były kilka dni temu. Nie miałem okazji wręczyć ci tego wcześniej - wyjaśnił, oczekując zrozumienia z jej strony.
W torbie znajdowała się butelka dobrego, czerwonego wina, voucher na relaksacyjny masaż w jednym z najlepszych salonów w Toronto oraz niewielkie pudełeczko z parą subtelnych, eleganckich kolczyków.
Scott odchrząknął.
- Zanim zaczniesz protestować, informuję, że przyjęcie prezentu jest poleceniem służbowym - oparł się wygodnie o fotel, a na jego twarzy widać było pewne rozbawienie. - Ostatnie miesiące nie były dla ciebie szczególnie spokojne i chciałem, żebyś nie zapomniała, że poza śledczą Harrison jesteś też po prostu zwykłą June - przytaknął sam sobie, po czym uniósł lekko brew. - Zasłużyłaś na to bardziej, niż prawdopodobnie zdajesz sobie sprawę - po tych słowach odwrócił wzrok, jakby uznał, że powiedział już wystarczająco dużo.
June Harrison