Strona 1 z 2

głupota ma swoje konsekwencje

: pt cze 19, 2026 11:12 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
10
Noe obserwował, jak Gabriela oddala się, a jej każdy krok wydawał mu się szybki i zdecydowany. Wiedział, że powinien zawołać, zatrzymać ją, wyjaśnić wszystko, ale w gardle czuł palący ucisk, który uniemożliwiał powiedzenie czegokolwiek. Zacisnął dłonie w pięści tak mocno, że aż zbielały mu kłykcie i miał ochotę uderzyć w pobliski słup, żeby poczuć coś poza tym osłupieniem, ale został w miejscu, wpatrzony w jej oddalającą się sylwetkę. W końcu, gdy jej postać zniknęła za rogiem, poczuł, jak resztki złości zamieniają się w rezygnację i z miną zbitego psa wrócił do domu.
Wpadł do domu prosto do przedpokoju, gdzie jego matka czekała już z plikiem wydruków w dłoni. Zaczęła go prosić, żeby rzucił okiem na nowe nekrologi dla zakładu, bo nie była pewna, czy wszystko w nich się zgadza. Noe poczuł, jak cały ciężar dnia i wyrzuty sumienia eksplodują w nim w najgorszym momencie.
- Mam w dupie te twoje pieprzone nekrologi! – wydarł się na nią, rzucając kluczami na komodę tak mocno, że aż podskoczyły na blacie. W domu zapadła cisza, a matka wzdrygnęła się, cofając dłoń z papierami, a chłopak od razu pożałował wybuchu, widząc jej zszokowaną minę, jednak nie potrafił teraz ugryźć się w język. Ominął ją bez słowa i zamknął się w swoim pokoju, uciekając przed jej pełnym smutku spojrzeniem.
Zirytowało go, że znowu dał się ponieść emocjom, zamiast zwyczajnie słuchać, choć to imię – Billy – wciąż wierciło mu się w myślach jak drzazga. Wypuścił głośno powietrze, próbując uspokoić drżenie dłoni. Gryzły go wyrzuty sumienia, przypominając o każdym słowie, które rzucił w stronę Gabrieli przed jej odejściem. Choć nie nazwał jej dziwką wprost, wiedział doskonale, że pytanie o listę kochanków był dla niej oczywisty. Czuł wstyd, uświadamiając sobie, jak bardzo musiał wyglądać w jej oczach i ta świadomość uderzyła go mocniej niż jej sarkazm. Przejechał dłonią po twarzy, czując pod palcami zarost i żałował, że nie ugryzł się wtedy w język.
Wyciągnął telefon z kieszeni, odruchowo wchodząc w listę połączeń, tylko po to, by zobaczyć, że próba wysłania jej wiadomości kończy się błędem. To był dowód na to, że sam zamknął sobie drogę do naprawienia czegokolwiek, a poza tym przepraszanie przez słuchawkę wydawało mu się słabe, niemal tchórzliwe, zwłaszcza po tym, co jej nawrzucał prosto w twarz. Z irytacją odrzucił telefon szukając w głowie innego rozwiązania, które nie kończyłoby się upokorzeniem. Nie zamierzał czekać, aż emocje opadną same – wsiądzie w samochód i pojedzie prosto do jej kuzynów, gdzie się zatrzymała. Wiedział jedno: jeśli to dziecko faktycznie jest jego, nie pozwoli jej zostać z tym samej, bez względu na to, jak bardzo się poróżnili. Stanął przed drzwiami mieszkania i zapukał dość stanowczo, a potem przez chwilę panowała cisza, która sprawiła, że krew odpłynęła mu z twarzy. Nie czekając dłużej, oparł czoło o zimne drewno drzwi i zawołał, starając się, by jego głos nie drżał.
- Gabi, to ja, Noe - wypalił na jednym wydechu, a potem dodał ciszej, prosto w szparę między futryną a skrzydłem. - Przyszedłem cię przeprosić, bo zachowałem się jak jebany kretyn. - Czekał wpatrzony w wycieraczkę, modląc się w duchu, żeby w ogóle zdecydowała się podejść do drzwi.

Gabriela R. Blais

głupota ma swoje konsekwencje

: pt cze 19, 2026 8:47 pm
autor: Gabriela R. Blais
Ten dzień to była istna katastrofa. Traciła już cierpliwość do męskiego testosteronu i była na granicy, żeby pokazać facetom jak loca potrafi być laska, którą targają emocje i hormony. Czuła się jak tania wersja Bridget Jones. Tylko, że zamiast dwóch amantów ubiegających się o jej względy, miała wianuszek facetów, którzy konkurowali ze sobą na zaszczytne miejsce najgorszego ojca roku. W szczególności Dean, który drażnił ją coraz bardziej z każdą kolejną wiadomością. I gdyby nie interwencja osób trzecich, to już dawno obserwowałaby jak płonie jego motor. Nawet zdążyła już spuścić trochę do kanistra benzyny, tak w razie czego gdyby jednak musiała się pofatygować i przejść od słów do czynów. Aaron i Billy jednak chcieli załatwić sprawy w mniej radykalny sposób, więc dawała im szansę. Glina i subtelna prośba zapewne niewiele da, ale była skora poświęcić te kilka godzin zanim się ściemni. W końcu miała zostać matką, więc wykazywała sporą dozę cierpliwości i rozsądku. Normalnie od razu by tam wbiła i zrobiła raban nie patrząc na konsekwencje. To się nazywa podobno odpowiedzialność.
Nawet zdążyła podejść do warzywniaka na dole, bo Riczi prosił ją, żeby kupiła pomidory na kolację. Spędziła tam dobre piętnaście minut, bo jak się okazało odmian tego dziadostwa było wiele. A kuzyn był na tyle wybredny, że nie mógł dostać zwykłego pomidora tylko strzelił jej wykład na temat tego jaka odmiana pasowała do czego. To był ten moment słabości, w którym wzięła wszystkiego po trochu i stwierdziła, że ostatni raz idzie na zakupy i ma to w dupie. Przez najbliższe dni będą jeść to warzywo. Albo owoc, bo kurwa okazało się, że sprawa nie była taka prosta.. Człowiek uczy się całe życie.
Gdyby wiedziała, że ten dzień będzie obfitował w kolejne dramaty, to wykupiłaby pierwszy możliwy bilet poza miasto. Tymczasem na klatce schodowej spotkała Noe, który dobijał się do drzwi. Oparła się o ścianę i obserwowała to przedstawienie, zastanawiając się czy nie zdezerterować póki jej nie zauważył. Skoro jednak pofatygował się aż tutaj...
- Wiesz zazwyczaj, gdy facet chce przeprosić kobietę, to kupuje wielki bukiet kwiatów czy coś. - odepchnęła się od ściany i podeszła powoli, wyciągając klucze z kieszeni. - Co ty tutaj robisz Noe? - otworzyła drzwi i zablokowała przejście nogami, żeby psy nie wybiegły na zewnątrz. Churros od razu jednak dopadł do Noe i znowu zaczął go szarpać za nogawkę. Musiała aż go wziąć na ręce, żeby się uspokoił. - Ewidentnie cię nie lubi. Masz szczęście, że nie ma nikogo dzisiaj. Żeby nie było, wpuściłam cię tutaj tylko dlatego, bo sąsiadka jest wścibska i plotkuje później po całym bloku. - odstawiła na stół te kilka kilo pomidorów i dalej trzymając pieska na rękach, zerknęła na mężczyznę.

Noe Villeneuve-Scott

głupota ma swoje konsekwencje

: ndz cze 21, 2026 10:39 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
W głowie miał mętlik, a każde zdanie, które układał, wydawało mu się szczere, choć wiedział, że brzmi beznadziejnie. Skupił wzrok na klamce, jakby była jego jedynym oparciem na tym świecie. Czuł, że musi jej to wyrzucić, wszystko jedno jak, byle tylko poczuła, jak bardzo jest teraz bezradny i jak bardzo ta sytuacja go wykańcza. Nie obchodziło go, co pomyśli, kiedy go zobaczy; jedno, co miało znaczenie, było przeproszenie jej za swoje szczeniackie zachowanie. Oparł się czołem o drzwi, przymykając oczy i wypuszczając oddech. Przywoływał wspomnienia, ich wspólne chwile, które teraz wydawały się tak nierealne, jakby należały do kogoś zupełnie innego, kogoś, nie utonął w tym całym gównie.
W jego głowie tłukły się imiona: Aaron, Billy, Dean. JA. Każde z nich było jak cios. Czuł zazdrość wymieszaną ze świadomością, że w ciele Gabrieli rozwija się życie, o którego ojcostwo toczyła się teraz rywalizacja. Ta myśl pulsowała w jego skroniach niczym wyrok. Wyobrażał sobie scenariusze, w których to nie on, a jeden z tamtych, zajmuje miejsce u jej boku, a ta świadomość wywoływała w nim falę mdłości. Kurwa. Chciał, żeby to był on. Nie widział kurwa innej opcji. To muszę być ja.
Noe wzdrygnął się gwałtownie na dźwięk jej głosu, niemal podskoczył, chociaż jego nogi były wbite w podłogę jak kołki.
- Masz rację. Powinienem mieć kwiaty, a zamiast nich stoję pod drzwiami jak psychopata. Jak ktoś, kto potrafi myśleć tylko o tym jak bardzo chciałby w tej chwili zniknąć, żeby nie musieć patrzeć na to, jak bardzo cię zawiodłem. Przyszedłem tu z niczym — przerwał, nerwowo przeczesując dłonią włosy. — To żałosne.
- Co robię? - odpowiedział pytaniem, a głos miał nieco ochrypnięty. - Przyszedłem, bo nie mogę przestać o tym myśleć. O tym, co powiedziałem w parku. To było... głupie, wiesz? Cała ta gadka o liście, o tych wszystkich facetach... to było totalnie nie na miejscu. Nie miałem prawa tak się odzywać. - Urwał na chwilę, patrząc na nią z mętlikiem w oczach, jakby sam nie mógł uwierzyć, że w ogóle zdecydował się na szczerość. - Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie chciałem cię tak potraktować, Gabi. Przyszedłem przeprosić, bo to, co powiedziałem, to było zwykłe świństwo i wcale tak nie myślę.
I wtedy pies dopadł do jego nogawki, stał więc nieruchomo, pozwalając na tę szarpaninę, jakby czuł, że w jakimś sensie na to zasłużył. W końcu Gabriela schyliła się, by wziąć zwierzę na ręce, a Noe czuł się przy tym zwierzęciu jak intruz, który nieproszony wtargnął w czyjeś życie.
Wiem, że mnie nie lubi. Ma nosa do ludzi, którzy przynoszą tylko kłopoty — mruknął, zerkając na Churrosa, a potem szybko przeniósł wzrok na Gabi. — I słuchaj, nie obchodzi mnie, dlaczego mnie wpuściłaś. Może być nawet przez sąsiadkę. Ważne, że nie zatrzasnęłaś mi drzwi przed nosem. - Przesunął dłonią po twarzy, czując pod palcami kilkudniowy zarost. — Słuchaj, nie przyszedłem tu, żeby cię pouczać albo pieprzyć te głupoty z parku. To, co wygadywałem... to było po prostu żałosne. Chciałem tylko... — zamilkł na moment, patrząc na pomidory na stole, a potem z powrotem na nią. — Chciałem przeprosić. Wiem, że to mało, biorąc pod uwagę to, co usłyszałaś, ale nie umiem inaczej naprawić tego, co spieprzyłem. Będziesz mnie chciała wyrzucić, to wyrzucisz, ale musisz wiedzieć, że nie byłem sobą. Byłem po prostu idiotą.
Noe patrzył na nią, ale jego wzrok przez chwilę błądził gdzieś obok. W głowie kołatała mu myśl, że w jej brzuchu toczy się życie, do którego istnienia w jakimś sensie być może się przyczynił. Poczucie bycia potencjalnym ojcem uderzyło go z siłą, której kompletnie się nie spodziewał – nie było w tym dumy ani radości, tylko strach zmieszany z poczuciem bycia niegodnym.
Czy w ogóle miał prawo myśleć o tym dziecku w kategoriach odpowiedzialności, skoro jedyne, co dotychczas potrafił, to ranić kobietę, która to życie w sobie nosiła? Każdy centymetr przestrzeni między nimi wydawał mu się teraz przepaścią nie do przebycia. Czuł się jak intruz w jej prywatnym świecie, a jednocześnie przerażała go myśl, że mógłby stać się dla tego dziecka kimś, kto tylko dziedziczy błędy własnego ojca.
Noe przełknął ślinę, a jego spojrzenie, dotąd rozbiegane, na moment skupiło się na jej brzuchu, po czym szybko uciekło w bok, jakby bał się, że zbyt długie patrzenie na ten widok go obnaży.
Słuchaj... — zaczął, a głos miał teraz jakiś dziwnie spokojny. — Wiem, że w tej chwili jestem zerem jako przyjaciel. Wiem, że po tym, co wywinąłem w parku, nie masz do mnie żadnego zaufania i masz pełne prawo mnie skreślić. Ale jeśli... jeśli to moje dziecko, jeśli to ja miałbym być tym, który będzie przy tym dzieciaku od początku... — zamilkł, zaciskając dłoń w pięść i puszczając ją, walcząc z drżeniem własnych palców. — Jeśli to ja będę ojcem, to przysięgam, że postaram się być dla niego kimś zupełnie innym, niż jestem dla ciebie. Będę lepszym ojcem niż przyjacielem, Gabi. Może wiecznie wszystko psuję i gadam głupoty, ale to... to byłoby coś, czego bym nie spieprzył. Nie mam pojęcia, jak to się robi, ale... po prostu czuję, że w tym jednym przypadku musiałbym być kimś, kogo to dziecko będzie mogło szanować. Nawet jeśli ty nigdy mi nie wybaczysz tego, jakim beznadziejnym kumplem dla ciebie byłem.
Gabriela R. Blais

głupota ma swoje konsekwencje

: ndz cze 21, 2026 11:41 pm
autor: Gabriela R. Blais
Żartowałam.
Miała już na koniuszku języka to słowo, bo nie zależało jej na żadnych kwiatkach czy gestach wielkiej miłości. Tak właściwie sam jego widok tutaj był już dla niej szokiem. Unikała tego typu rozmów. Nieswojo się czuła, gdy sprawy przybierały tak poważny obrót. Łatwiej było ukrywać strach za kiepskim poczuciem humoru. Zdawała sobie sprawę, że na całą piątkę spuściła bombę informacyjną. Niby niczego nie oczekiwała, ale jednak gdzieś pomiędzy kolejnymi żartami czuła się po prostu kurewsko samotna. I w całym tym zgiełku uczuć i pojebanych myśli, wiedziała tylko to, że chciała urodzić to dziecko. Mimo tego, że wszelkie gwiazdy na niebie mówiły, że będzie kiepską matką. Nawet, gdy inni potencjalni kandydaci liczyli, że umówi się na jedną wizytę i będzie po problemie. Nawet jeszcze nie zdążyła powiedzieć Madoxowi, a jego reakcji obawiała się najbardziej. Ostatnio nazwał ją swoją siostrzyczką, a ona tak brutalnie znowu go zawiodła. Nabroiła i teraz nie spadła na cztery łapy jak zawsze.
Z rozdziawioną buzią, stała pośrodku kuchni i wpatrywała się w Noe jakby co najmniej wyrosły mu na czole antenki. Totalnie zmiotło ją z planszy i przez dobre kilka minut starała się przetrawić jego słowa. - Ty chcesz zrobić badania? - wykrztusiła z ledwością z siebie pierwsze pytanie i w końcu wypuściła ze swoich ramion psa, który kotłując się w sobie odszedł do drugiego pokoju, żeby wyładować swoją złość na niewinnej pluszowej marchewce. - I w razie czego chcesz wziąć ze mną odpowiedzialność? Chcesz być ojcem? - musiała aż usiąść. Ze wszystkich możliwych scenariuszy tego akurat najmniej się spodziewała. Była w tak wielkim szoku, że już nie wiedziała, czy cieszyła się na jego słowa, czy była przed jakimś gigantycznym atakiem paniki.
- Wow… - uszczypnęła się w rękę. Stał tam dalej. Noe był w salonie i wpatrywał się w nią z tą miną zbitego psa niepewny tego, co powinien zrobić. Pierwszy raz widziała go tak przybitego. Tak skruszonego i niepewnego każdego słowa. Ona sama chyba nie wyglądała lepiej, ale kto mógł ich za to winić? - Nie masz zamiaru mnie przekonywać, żebym usunęła to dziecko? Nie chcesz kupić biletu i zniknąć w jakimś innym kraju? Nie chcesz mnie przekonać, że to niemożliwe i na bank nie jest twoje? - zapytała jeszcze raz tak dla pewności i wypuściła z płuc powietrze.
- Jesteś jedynym, który... Reszta mi powiedziała, że się nie nadaje... Że mam... - głos jej się lekko załamał przy tych słowach. Poprawiła się na krześle i cicho westchnęła, słysząc kolejne przeprosiny z jego ust. - Przestań. Powiedziałeś, co myślałeś. Byłeś szczery i kurwa miałeś prawo. Jeśli jeszcze raz mnie przeprosisz, to cię wywalę. - zagroziła i sięgnęła do torebki, z której wyciągnęła małe zdjęcie. - Chcesz zobaczyć USG? Nikt jeszcze nie widział... - zapytała niepewnie i położyła na blacie karteczkę. Nie musiał tego robić...

Noe Villeneuve-Scott

głupota ma swoje konsekwencje

: pn cze 22, 2026 12:36 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
Wpatrywał się w nią, starając się wyczytać cokolwiek z jej twarzy, ale milczała. Myślał o tym, co właśnie z siebie wyrzucił i jak bezsensownie to mogło zabrzmieć w uszach kogoś, kto pewnie ma teraz w głowie zupełnie inny problem. Nie wiedział, czy w ogóle powinien tu stać i ciągnąć ten temat, czy może lepiej byłoby po prostu wyjść i dać jej święty spokój. Czuł narastający ucisk w klatce piersiowej, bo zdał sobie sprawę, że żadne jego słowo nie cofnie czasu ani nie zdejmie z niej ciężaru, który musiała dźwigać. Stał zastanawiając się, czy ona w ogóle wierzy w choć jedno zdanie, które wypowiedział. Widział jak Gabi zamurowało, gdy utkwiła wzrok w jego twarzy jakby widziała go po raz pierwszy w życiu i jakby właśnie usłyszała największą głupotę świata. Kiedy zapytała o badania, chłopak poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła.
- Tak - powiedział krótko, chociaż głos lekko mu drżał. - Chcę mieć jasność. Nie pytam, czy chcesz, żebym był ojcem. Pytam, czy jeśli okaże się, że to ja, to w ogóle dopuścisz mnie do tego, żeby w tym uczestniczyć?
Obserwował jej reakcję, to jak szczypie się w rękę. Podszedł bliżej, ale wciąż zachowywał dystans, jakby bał się, że przekroczy jakąś niewidzialną linię.
- Nie, nie śnisz - powiedział cicho, wpatrując się w czubki swoich butów, a na pytanie o usunięcie poczuł zimny dreszcz. Podniósł na nią wzrok, nie potrafiąc zrozumieć, czy naprawdę spodziewała się po nim takiej reakcji, czy po prostu chciała sprawdzić, jak bardzo nisko upadł w jej oczach. Powoli potrząsnął głową, a jego twarz wykrzywił grymas. - Nie. Nawet przez myśl mi to nie przeszło - odpowiedział, głosem wyjątkowo niskim i pozbawionym pewności siebie. - Nie po to tu przyszedłem. Przekonywanie cię do usunięcia? To tchórzostwo, a ja już i tak wystarczająco dużo nabałaganiłem. Jeśli jest moje, to nie mam zamiaru uciekać od odpowiedzialności. Nie jestem aż takim dupkiem, żeby zostawić cię z tym samą, kiedy to ja mogę być przyczyną całego zamieszania.
Poczuł, jak w środku wszystko mu się gotuje, ale na zewnątrz starał się zachować spokój. Słowa o tym, że reszta jej tak powiedziała, uderzyły go mocniej niż przypuszczał. W myślach przeklinał każdego z nich po kolei, czując potrzebę zrobienia czegoś, co wymazałoby to upokorzenie z jej twarzy, których musiała doświadczyć.
- Słuchaj mnie uważnie - powiedział, siląc się na opanowanie. - Oni wszyscy mogą sobie gadać, co chcą. Skoro tak do tego podeszli, to znaczy tylko tyle, że są zwykłymi tchórzami, którzy nie potrafią wziąć na siebie żadnej odpowiedzialności. - Przytłoczyło go to wszystko, ale wiedział, że nie może się teraz wycofać.
Zamknął usta w pół słowa, gdy usłyszał ostrzeżenie. Czuł, jak napięcie w klatce piersiowej nieco zelżało, choć w głowie wciąż siedziała mu myśl, że to, co uznała za szczerość, było czystym chamstwem.
- Dobra - mruknął, cofając się o krok. - Nie przepraszam. Skoro tak wolisz, to niech tak będzie. - Patrzył jak wyjmuje z torebki jakieś małe, czarno-białe zdjęcie i wstrzymał oddech. Bał się tego dotknąć, żeby nie zniszczyć chwili, która wydawała się krucha. - Chcę - odparł krótko, a głos niemal uwiązł mu w gardle. Pochylił się nad stołem, wpatrując się w niewyraźne plamki i cienie, z których każda wydawała się mieć jakieś znaczenie, choć zupełnie nie wiedział, na co patrzy. W głowie przelatywały mu dziesiątki myśli: że to jest początek czegoś, czego nie da się już odwrócić, coś prawdziwego w świecie, który ostatnio wydawał mu się kompletnie pozbawiony sensu. - Nikt nie widział? - zapytał cicho, czując dumę i strach jednocześnie, że to właśnie on jest pierwszą osobą dopuszczoną do tego sekretu. - Nic z tego nie rozumiem. Nie mam zielonego pojęcia na co patrzę. - Wskazał palcem na jedną z ciemniejszych plam, marszcząc przy tym brwi. - Gdzie tu w ogóle jest głowa albo nogi? Przecież to jest kompletnie nieczytelne. Wszyscy w filmach zawsze od razu wszystko widzą, a ja mam wrażenie, że patrzę na przypadkowe piksele. To normalne, że to tak wygląda? Bo czuję się teraz jak kompletny idiota. - Świadomość, że w tej plątaninie kształtów może kryć się ktoś, za kogo wkrótce będzie musiał odpowiadać, przerażała go i fascynowała jednocześnie. To był pierwszy moment, w którym dotarło do niego, jak niewiele wie o tym, co go czeka i jak bardzo nieprzygotowany jest na bycie kimś istotnym dla małego człowieka.
Gabriela R. Blais

głupota ma swoje konsekwencje

: wt cze 23, 2026 1:06 pm
autor: Gabriela R. Blais
Jeszcze kilka godzin temu stali w parku i zarzekali się, że ich relacja jest zakończona. Nie miało być pięknych powrotów i czułych słówek o mocy przyjaźni. A jednak teraz stali w salonie, w mieszkaniu, które dzieliła z kuzynami, a raczej to oni z nią i rozprawiali o dziecku, które sobie powoli rosło w jej łonie.
- Czemu miałabym ci zakazać? Jeśli chcesz... Tylko Noe... Nie chcę, żebyś robił sobie nadzieje. Stosunek przerywany, to nie najlepsza antykoncepcja, ale szanse są dosyć nikłe. - kompletnie nie pamiętała tego, co wydarzyło się na basenie. Jedynie Noe później zmył jej głowę, robiąc wykład o tym, jak musiał ją ratować i reanimować. Więc nie podejrzewała, że ich szanse były znacznie wyższe. Wciąż miała nadzieję, że ojciec znajdzie się wśród tych pięciu kandydatów, bo w innym przypadku byłby niezły przypał, gdyby randomowy gość sprzedał jej małej kruszynce geny.
- Tchórzostwo? Ja to widzę trochę inaczej. Nikt mi nie obiecywał miłości aż po grób. To był tylko seks, a ja zjebałam. Szczerze mi powiedzieli, że nie nadają się na ojców. Dean to nawet zaparł się, że nie zrobi żadnych badań. Miałam mu podpalić motor, bo wolałam go zmusić, niż prosić ciebie. - nie było co ukrywać ich rozmowy ostatnio nie wyglądały najlepiej. Ciągle się kłócili i wypominali każdą najmniejszą pierdółkę. Nie rozumiała tego stanu rzeczy i tego, co się zjebało po drodze, ale tak jak mówiła mu nieraz, nie była dobra w takie rozmowy o poważnym gównie. A już tym bardziej nie nadawała się do związków na wyłączność. Dalej nie ogarniała tego, jak miała połączyć swój świat z macierzyństwem, ale na razie szło jej dobrze. Odstawiła wszelkie używki, a to już dobry początek.
- Ty? Przyczyną tego zamieszania jest szaman, od którego brałam tabsy. Wysłał mi zamiast mojego zamówienia, jakieś ziołowe gówno na płodność, a ja się nie zorientowałam. Jak będziesz kiedyś chciał założyć rodzinę, to daj cynk. Najwidoczniej to dziadostwo działa lepiej niż bym chciała. - wsunęła we włosy palce i delikatnie pociągnęła za kosmyki, czując jak napięcie wzrasta w mięśniach. Ostatnie dni były mówiąc grzecznie do dupy. Nie raz ryzykowała własnym życiem i przy tym zajebiście się bawiła, ale odpowiedzialność za małego człowieczka? To ją przerastało. Na całe szczęście Rozka też była w ciąży. Już za niedługo miała rodzić, więc będzie miała od kogo pożyczyć na wieczność ubranka i inne dziwne potrzebne rzeczy. Na resztę nie wiedziała skąd weźmie hajs, ale może ktoś się zlituje? I jak miała to pogodzić z nowym biznesem, który już musiała otworzyć, żeby zapewnić byt dziecku na przyszłość. Nie mogła wiecznie pracować na barze u Madoxa.
- Nikt. Mało kto wie, a potencjalni tatusiowie nie byli zainteresowani. - wzruszyła ramionami, ale cieszyła się, że w końcu mogła komuś się pochwalić. Jeszcze niedawno rozpływała się nad USG od Rozy, a teraz... Słyszała bicie serduszka swojego synka lub córeczki. Obserwowała, jak jej mała malinka rosła z tygodnia na tydzień i tak to był pieprzony cud natury. - Tu jest główka. - wskazała paznokciem większą plamkę i uśmiechnęła się do Noe. Gdyby jej gine nie wytłumaczył co i jak, to sama miałaby wątpliwości, na co patrzy. - Jezu Noe. Mówiłam ci, żebyś nie spał na lekcjach wychowania w rodzinie. Nie jestem w ósmym miesiącu, a w ósmym tygodniu. To maleństwo dopiero rośnie. Może teraz, nie wiem, wytwarzam wątrobę, albo małego peniska. - chociaż podświadomie czuła, że to dziewczynka. Żaden facet nie przeżyłby tego rodeo ćpania i alkoholu, a jednak jej kruszynka dalej dzielnie się rozwijała. To musiała być loco dziewczynka. Po mamusi.
- Pamiętasz jak kiedyś cię zmusiłam do zabawy w dom? Udawałeś, że wracałeś z pracy, a ja robiłam ci jazdy, że zaniedbujesz nasze dzieci i na bank mnie zdradzasz. Kto by pomyślał, że teraz będziemy w takiej sytuacji.

Noe Villeneuve-Scott

głupota ma swoje konsekwencje

: śr cze 24, 2026 6:31 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Jeszcze kilka godzin temu stali w parku, gdzie Gabriela oznajmiła, że definitywnie kończą ich relację, on powiedział za dużo słów, które nie miały prawa paść. Nie miało być pięknych powrotów ani czułych słówek o mocy przyjaźni, a jednak teraz byli w salonie, w mieszkaniu, które dzieliła z kuzynami i rozprawiali o dziecku, które rosło w jej brzuchu, wywracając do góry nogami wszystko, co jeszcze niedawno wydawało się końcem.
Noe patrzył na nią przez dłuższą chwilę, a w jego oczach była mieszanka determinacji i tłumionego bólu. Kiedy przypomniał sobie o tych pięciu kandydatach, poczuł jak w środku wszystko się zaciska.
Myślisz, że szanse są nikłe, bo pamiętasz tylko to, co ci wygodnie pamiętać – powiedział cicho. – Pamiętasz tamten wieczór, gdy jeździliśmy po mieście i chciałaś ratować lisa? Kiedy przerwałem i wyszedłem, zostawiając cię samą, bo wypowiedziałaś imię Williama? - starał się mówić normalnie, jakby go to już w ogóle nie ruszało, co przychodziło z ogromnym trudem. Przerwał na moment, przełykając ślinę i chcąc zebrać myśli. - Wtedy faktycznie nic się nie stało, ale zapominasz o tym na basenie. Byłaś tak pijana, że ledwo stałaś na nogach, i to tam pieprzyliśmy.
Noe zacisnął szczękę, słuchając o Dean’ie i jego motorze. Poczucie, że wolała zniszczyć czyjąś własność, byle tylko nie musieć prosić go o pomoc, kurewsko zabolało. Nie odpowiedział na jej wywody o niezdolności do związków. Znał je na pamięć, tak samo jak znał uniki, gdy rozmowa schodziła na zbyt osobiste tory.
- Nie proszę cię o miłość aż po grób, bo wiem, co o tym myślisz, ale nie licz na to, że po prostu pozwolę ci przejść przez to tak, jakbyś była w tym sama. I dlaczego tylko ty uznajesz, że zjebałaś? Przecież każdy z nas mógł zakładać gumy na swoje pierdolone kutasy. - Nie mógł znieść, że widziała w tym tylko swoją winę, przecież sama się nie zapłodniła, obowiązek antykoncepcji powinny ponosić obie strony, tak samo jak konsekwencje jej braku. Słowa o ziołowym gównie i szamanie zbyłby uśmiechem, gdyby sytuacja nie była cholernie poważna. Żołądek wywrócił mu się na drugą stronę na samą myśl o Charly, Charly, która w przeciwieństwie do Gabrieli, wlała w jego zniszczone serce odrobinę spokój i nie miała bladego pojęcia, w jakie bagno właśnie zaczął brnąć. Zrozumiał, że w tej chwili przestało chodzić tylko o to, czy on chce być ojcem, czy Gabi chce być matką. To była sytuacja, z której nie było wyjścia bez ranienia kogoś, na kim mu zależało. – Nie chodzi o moje plany na rodzinę – powiedział głosem, który teraz brzmiał matowo. Nie spojrzał na nią, bojąc się, że zobaczy w jej oczach cień satysfakcji lub kompletnego braku zrozumienia dla tej sytuacji.
Skoro mało kto wie, a potencjalni tatusiowie mają to w dupie, to znaczy, że oboje tkwimy w tym po uszy sami – powiedział, zaciskając dłoń na krawędzi blatu. Wpatrywał się w skupisko pikseli, które wskazała paznokciem, a w jego piersi coś drgnęło. Widok jej uśmiechu, kiedy pokazywała mu główkę dziecka, sprawił, że poczuł się jak w potrzasku. Prychnął pod nosem, kręcąc głową z rozbawieniem, przenosząc wzrok z USG na twarz Gabrieli, zmieniając ton na drwiący. - Jasne, oświeć mnie, pani profesor – rzucił z półuśmiechem, krzyżując ramiona na piersi, - Dzięki za wykład, bo już prawie miałem kupować wózek i rezerwować miejsce w przedszkolu, nie wiedząc, że jestem dopiero na etapie tworzenia wątroby.
Roześmiał się krótko i wciąż wpatrywał się w zdjęcie zastanawiając się czym będzie dziewczynką czy chłopcem.
Pamiętam – odpowiedział z rozbawieniam. – Pamiętam jak już od progu robiłaś mi awantury o to, że was zaniedbuję i latam z każdą inną po mieście. Wtedy to było śmieszne, bo oboje wiedzieliśmy, że to tylko zabawa – dodał, wskazując głową na zdjęcie USG. – A teraz? To, co tu widzimy, jest cholernie prawdziwe.
Gabriela R. Blais

głupota ma swoje konsekwencje

: czw cze 25, 2026 2:59 pm
autor: Gabriela R. Blais
I po raz kolejny wpadli w ten krąg wypominania. Mimo wszelkich jej słów. Mimo jego słów, wciąż powielali ten schemat. Czasami czuła się jak w pierdolonym sądzie, gdzie jej mąż wyliczał każdy skok w bok pomimo tego, że byli w separacji. Wiedziała, że zraniła go wtedy w parku. Wymieniła imię Billa i jeszcze trzech innych potencjalnych tatuśków. I może powinna zachować się dojrzalej i nie brać do siebie jego słów, które sugerowały, że jest tanią dziwką. Ale jak widać inaczej nie potrafili. I ich próby normalnej rozmowy, zawsze kończyły się kłótnią lub drobnymi szpilkami wbijanymi prosto w serce. Tak jak teraz.
- Naprawdę? Czy przy każdej rozmowie musimy o nim wspominać? Zachowujesz się jakby ci się nigdy nie zdarzyło nazwać kogoś czyimś imieniem. - i pewnie znając życie, to akurat jemu to nigdy się nie przytrafiło, ale chuj już z tym. Była zirytowana jego zachowaniem. Równie dobrze mogli postawić na blacie zdjęcie Billa i zapalić ku jego pamięci świeczkę, bo był jak pieprzony duch na ich relacji. - Basenie? - powtórzyła za nim zbita z tropu i kalkulowała własną czasoprzestrzeń próbując rozwikłać tę zagadkę. - Wtedy, gdy? No wiesz robiłeś mi usta usta? My? A pytałam cię czy coś jeszcze się odwaliło. Czemu mi nie powiedziałeś? - to miało teraz sens. Bo jeśli faktycznie oni... Czyli szanse były większe i to dlatego Noe... - Czyli jesteś tutaj tylko dlatego, bo wiedziałeś, że możesz... Kurwa. - a ona serio przez chwilę myślała, że on po prostu ma dość tych kłótni, tak samo jak ona. Że nawet mu faktycznie przykro przez tamte słowa.
- A co jak nie będzie twoje? Wtedy też będziesz się bawił w tatusia? Albo wujka? Wątpię, żeby twoja randka cieszyła się z tego, że bawisz się po godzinach w dom ze swoją... - no właśnie z kim? Bo przyjaciółmi to nie mogli się już nazywać. Obcymi też nie byli... To było takie cholernie skomplikowane.
- Boję się powiedzieć kuzynowi... Myślisz, że mnie wyrzuci? Ostatnio prawie mnie wypierdolił po tym jak dowiedział się, że chciałam mu ukraść dwa miliony... - wciąż wpatrywała się w to zdjęcie leżące na blacie. Jej dłoń mimowolnie zjechała na płaski brzuch, jakby przed tym całym światem chciała ochronić tę małą istotkę. - A co jeżeli będzie chore przez mnie? Nie oszczędzałam się... - jej głos się łamał, gdy coraz bardziej zanurzała się w czarnych scenariuszach, które generował jej mózg. Może jednak powinna przerwać ciążę? Nie... Nie była w stanie tego zrobić.
- Z tym przedszkolem, to nie głupie. Podobno ciężko się dostać... Boże gdzie ja to wszystko dam? - spojrzała w kierunku własnego pokoju. Jeśli Madi ją nie wyrzuci, to jak miała tam upchać siebie i dziecko? I jeszcze Ricza jeśli dalej będzie w separacji z Rozą? Nie było jej stać na wynajem własnego mieszkania. Zresztą tonęła w długach po tym jak zadłużyła się, żeby otworzyć biznes. A zanim wyjdzie na prostą minie kilka miesięcy jak nie lat. To był ten moment, w którym powoli zaczynała panikować.
- Jest prawdziwe... I za cholerę nie wiem co dalej. Nie mogę rzucić, że jakoś to będzie. Co ja mam zrobić? - rzuciła w eter, ale nie oczekiwała żadnej odpowiedzi. Ciężar odpowiedzialności ją przytłaczał. Z każdej sytuacji spadała na cztery łapy, ale nie teraz. Nie chodziło już tylko o nią. - Może powinnam złapać jakiegoś bogatego dupka na dziecko? Przekonać, że to jego i wyjść za mąż? - zażartowała, ale ani jej ani jemu chyba nie było już do śmiechu.

Noe Villeneuve-Scott

głupota ma swoje konsekwencje

: sob cze 27, 2026 1:51 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
Wpatrywał się w blat stołu, nie chcąc na nią patrzeć. Najwyraźniej nie potrafili już ze sobą normalnie rozmawiać i znaleźli się w martwym punkcie. Pomyślał, że przyjaźń między kobietą, a mężczyzną działa tylko wtedy, gdy ktoś jest homo, bo inaczej zawsze ktoś kończy ze złamanym sercem. W ich układzie to on był tą osobą, która najbardziej cierpiała. Czuł, że wszystko między nimi jest już inne niż kiedyś. Zrozumiał, że to ciągłe wypominanie przeszłości niczego nie naprawi. Dopóki będzie o tym mówił, ta sytuacja zostanie tak samo męcząca i bez sensu. Musiał w końcu przestać do tego wracać, jeśli chciał, żeby było normalnie i chociaż będzie to kurewsko trudne, musi spróbować.
- Nie chodzi o pomyłkę w imieniu, dobrze wiesz, o co chodzi - powiedział, starając się, żeby jego głos nie brzmiał zbyt głośno. - Ale przestanę do tego wracać, bo żadne z nas na tym nie zyska. Nie chcę już dzisiaj rozmawiać o Williamie ani o nikim innym. Spróbujmy w końcu zamknąć ten rozdział, skoro i tak musimy zająć się tym, co jest tutaj.
Noe potarł kark dłonią i spojrzał na nią wprost, nie szukając wymówek uciekania przed tym tematem. - Tak, na basenie. Byłaś wtedy tak pijana, że nie wiedziałaś, co się wokół ciebie dzieje - odpowiedział, a jego głos był spokojny. - Nie powiedziałem ci, bo uznałem, że to nie ma znaczenia. Oboje byliśmy w stanie, w którym nie bardzo wiedzieliśmy, co robimy. Teraz sytuacja się zmieniła, więc nie ma sensu kłamać. - Czekał, aż te słowa do niej dotrą. Czuł, że teraz wszystko zależy od jej reakcji.
Zacisnął usta w wąską linię i patrzył na nią w milczeniu. Krew uderzyła mu do głowy przez jej podejrzenia, bo nie przypuszczał, że ma o nim aż tak chujowe zdanie.
- Nie jestem tu dlatego, że chciałem wykorzystać sytuację, do chuja - odpowiedział, patrząc prosto w jej oczy. - A co do tego, czy to moje dziecko, to nie zamierzam bawić się w zgadywanki, bo to nie ma sensu. Co do Charly, to będę jej musiał powiedzieć, ale dopiero gdy będziemy pewni, a poza tym nie jestem tu dla zabawy w dom, tylko dlatego, że stoisz przed tym sama, a ja nie potrafię odwrócić się na pięcie. - Może ich przyjaźń się skończyła, ale do kurwy nędzy, zależało im na sobie. Przeżyli razem szmat czasu, nie da się tego wymazać jak gumką ołówkowe bazgroły.
Patrzył, jak Gabriela kładzie rękę na brzuchu, a ten gest sprawił, że poczuł ucisk w gardle.
- Nie wyrzuci cię, bo teraz nie jesteś w tym sama, a on chyba nie jest takim kutasem, żeby wywalać ciężarną na ulicę - odpowiedział, starając się nadać głosowi żartobliwy ton. - Dwa miliony to nie to samo co dziecko, więc nie porównuj tych dwóch sytuacji. - Nie chciał na razie myśleć, na chuj jej było kraść dwa miliony i skoro jej kuzyn ma dwa miliony baksów czemu gnieżdżą się w tyle osób w tej klitce? Sytuacja z kuzynem i kradzieżą była dla niego nowa, ale nie chciał teraz o to pytać. Widział, jak jej twarz blednie, a oczy robią się szkliste. - Przestań, nie wymyślaj rzeczy, których jeszcze nie ma - powiedział stanowczo, patrząc na jej dłonie, które nadal drżały na brzuchu. - To, że piłaś czy nie dbałaś o siebie wcześniej, nie oznacza, że dziecko od razu jest chore. Umówimy się do lekarza, zrobimy badania i będziemy wiedzieć, na czym stoimy. Nie masz co sama siebie nakręcać, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.
- Z tym przedszkolem zajmiemy się tym w odpowiednim czasie – odpowiedział, lekko rozbawiony, najpierw musiała przecież urodzić. - Trzeba będzie zrobić porządek. Nie zostawię cię z tym samej, jeśli o to się martwisz – dodał, patrząc jej prosto w oczy. - Poukładamy to wszystko krok po kroku. Najpierw zrobimy miejsce, a potem pomyślimy o reszcie rzeczy dla dziecka.
- Wiem, że to dużo jak na jeden raz, ale nie jesteś w tym sama. Możesz liczyć na moją pomoc przy załatwianiu spraw, nawet tych najtrudniejszych. Wystarczy, że dasz mi znać, kiedy potrzebujesz wsparcia. - Spiorunował ją wzrokiem i oparł dłonie o blat stołu, niemal go przewracając. - Czemu od razu tego nie zrobiłaś? Na pewno masz od zajebania bogatych dupków, tylko bogate dupki się nie żenią, dadzą ci kasę albo zapłacą za aborcję – odparł szorstko, nie spuszczając z niej wzroku. - Chyba, że tego właśnie chcesz? - dodał i zerknął na nią wyzywająco.

Gabriela R. Blais

głupota ma swoje konsekwencje

: ndz cze 28, 2026 11:47 am
autor: Gabriela R. Blais
Czemu to musiało być takie trudne?
Przez tyle lat wszystko było dobrze, a oni byli niemal wzorem przyjaźni damsko-męskiej. Nawet gdy dochodziło pomiędzy nimi do czegoś, to zachowywali się jak gdyby nigdy nic. Zabrała mu dziewictwo. Nauczyła podrywać kobiety i jak je traktować, żeby nie miał przypału na pierwszych randkach, a teraz każda osoba, która pojawiała się w ich życiu, stawała się powodem kłótni. Gdy była z Billym, czuła, że coś jest nie tak. Powinna rozgryźć jego dziwne zachowanie już w momencie, gdy opowiadała mu o mężczyźnie, który skradł jej serce. Bo wtedy to był pierwszy i ostatni raz, kiedy straciła dla kogoś tak głowę. Z perspektywy czasu już rozumiała, że Noe nie przejmował się jej małymi eskapadami, bo wiedział, że tamci byli jedynie zabawą na jedną noc. Był zazdrosny, ale to właśnie sześć lat temu, gdy weszła w związek z młodym prawnikiem, to dał jej to odczuć z pełną mocą. Tyle że wtedy nie zważała na jego zachowanie, bo była zbyt pochłonięta uczuciem, które zwalało ją z nóg każdego pieprzonego dnia. A potem zniknęła... Powrót zaś oscylował pomiędzy kolejnymi dramatami, gdzie przeszłość mieszała się z teraźniejszością. Bo Billy wciąż był kością niezgody pomiędzy nimi.
- Mogłeś mi od razu powiedzieć. - nie była zła. Nawet ją to nie dziwiło, że pod wpływem używek pomiędzy nimi do czegoś doszło. Bardziej była zdziwiona faktem, że niczego jej nie powiedział. - Cóż, to wiele wyjaśnia. Ale było dobrze? Czy mam jeszcze poprawić? -wysiliła się nawet na żart, bo na wstyd było zdecydowanie za późno.
- Charly? - od razu wyłapała pomiędzy jego słowami to imię... Z wrażenia aż straciła równowagę i runęła z krzesła, na którym oczywiście się bujała, bo nie umiała wysiedzieć w jednym miejscu spokojnie. - Błagam, powiedz, że nie masz na myśli Charly Hayes. - syknęła, gdy powoli dźwigała do góry swoje obolałe cztery litery. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby jej przyjaciel, potencjalny ojciec dziecka umawiał się z jej koleżanką. Co gorsza, w tym momencie mogła sobie wyobrazić ich razem. To jak... I to uczucie było kurewsko dziwne. Nagle z jej głowy wyparowały wszystkie inne kwestie, które jeszcze przed chwilą wałkowała. Cała ta pojebana sytuacja z jej miejscem zamieszkania, zdrowie oraz zdjęcie odeszło totalnie w niepamięć, bo skupiła się na durnym imieniu dziewczyny, która zawróciła mu w głowie.
- Jak wasza randka? Zabrałeś ją na ten dach? Musiała być zachwycona, huh? - drążyła dalej ten temat, wpatrując się z nieodgadnionym wyrazem twarzy w jego oczy. W końcu prychnęła pod nosem i cicho się zaśmiała, poprawiając czarne kosmyki włosów, które opadły jej na policzki. I tyle wyszło z postanowienia, żeby nie ruszać tematów ich eks czy aktualnych kochanków. Biedak nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo miała ochotę wypierdolić go w tej chwili z mieszkania. Czemu? Nie potrafiła znaleźć żadnej racjonalnej odpowiedzi, ale przynajmniej teraz każde swoje pojebane zachowanie mogła zwalać na hormony. Jedyny plus całej tej ciąży.

Noe Villeneuve-Scott