Who am I? What does it mean to be me here?
: pt cze 19, 2026 3:40 pm
one
Who am I? What does it mean to be me here?
Widzi
rękę, którą wyciągnął w leniwym geście przed siebie. Przygląda się szczupłym palcom, poruszając nimi powoli. Zastanawia się, czy to na pewno jego kończyna; bo może jest jedynie robotem? Sztuczną świadomością, którą ktoś upchnął do pustej skorupy? Przenosi rękę na krawędź biurka i kładzie ją obok dłoni Diona.
biel ścian gabinetu, która razi w oczy. Pokój sprawia wrażenie sterylnego laboratorium, w którym on sam jest jedynie zepsutym eksponatem; obiektem, na którym można przeprowadzić rozmaite eksperymenty.
drobinki kurzu unoszące się w smudze światła padającego z okna. Małe, świetliste punkciki poruszają się chaotycznie, a on zazdrości im prostej egzystencji, w której nie ma przymusu logicznego myślenia.
książki poruszające temat zdrowia psychicznego. Ogromne tomiska ułożone w idealne, równe rzędy na półkach za plecami lekarza, przerażają go swoją monumentalnością, ale jednocześnie budzą w nim dziwny rodzaj respektu.
przystojnego młodego rezydenta, który pomaga mu w wyjściu z choroby. Nie przyznaje się do tego, że jego umysł produkuje tysiące perwersyjnych myśli, co mógłby (co chciałby) zrobić. Unosi nieobecne spojrzenie i kiwa twierdząco głową, akceptując słowa, których nie umie przeprocesować.
Może dotknąć
swojego gardła i zacisnąć na nim palce. Ze smutkiem zawiadamia lekarza, że robi to nad wyraz często, bo gdy miesza mu się w głowie, lubi odcinać dopływ powietrza. To nijak nie pomaga, ale przyzwyczaił się do nacisku, przez co z jego szyi nie schodzą czerwone ślady.
słabej jakości tkaniny tanich ubrań, które dostał w prezencie od zmartwionej matki. Nie lubi poliestru, lecz nie stać go na przyjemną w dotyku bawełnę o wysokiej gramaturze. Bawiąc się rantem koszulki, spogląda na ubrania lekarza i gryzie się w język na ułamki sekund przed niemądrym pytaniem, czy mógłby dotknąć materiału, z którego uszyty jest kitel.
blatu biurka, na którym niedawno położył dłoń. Przesuwa opuszkiem palca po krawędzi mebla, desperacko szukając jakiejkolwiek fizycznej kotwicy, która pomogłaby mu uwierzyć, że jest tu naprawdę; że to nie jedynie sztuka, którą obserwuje z boku.
oparcia taniego krzesła, które istotnie różni się od siedziska rezydenta. Zaciska palce na krawędziach krzesła mocno, aż bieleją mu kłykcie, bo boi się, że jeśli się puści, wyląduje w próżni.
Słyszy
skrzypienie obrotowego krzesła, kiedy mężczyzna naprzeciwko pochyla się w jego stronę. Stały, metaliczny dźwięk odrywa go od głupich myśli i nakazuje mu skupić się na wizycie, za którą jego matka płaci fortunę.
dobiegający zza okna szum samochodów. Jego głowa często ucieka w tamtą stronę, bo naprawdę lubi przyglądać się autom (z pamięci może wyrecytować najpopularniejsze marki i modele) i skrycie marzy o swoim (nawet jeśli wie, że w obecnym stanie nie tylko go nie stać, ale także nie ma żadnego prawa do prowadzenia pojazdu).
opanowany (pociągający?) głos rezydenta, który próbuje do niego dotrzeć i sprowadzić go na ziemię. Przynajmniej na razie próby nie przynoszą upragnionego rezultatu, bo Flo wmawia sobie, że to tylko nagranie, które ktoś odtwarza ze starej kasety.
Czuje
powiew klimatyzacji, który co jakiś czas muska jego odsłonięty kark, wywołując na skórze gęstą gęsią skórkę.
narastające, piekące swędzenie w zgięciu prawego łokcia, gdzie skóra stała się już szorstka i podrażniona od ciągłego, nerwowego drapania.
I wreszcie smakuje gorzkiej tabletki, którą zaleca mu połknąć siedzący naprzeciwko rezydent psychiatrii. 一 To mi... 一 urywa, szukając właściwego słowa, równocześnie naprędce odtwarzając kroki, które pomogą mu wyjść z mgły. 一 Pomoże? 一 szepce, sięgając lewą ręką do swędzącego prawego łokcia.
Derealizacja nadal miesza mu w głowie; myśli nadal są jedynie strumieniem, na który nie ma ż a d n e g o wpływu, dlatego posyła rezydentowi zagubione spojrzenie .
Ufa mu bezgranicznie; ufa, dlatego traci czujność i powierza całego siebie w ręce specjalisty. Wierzy, że są tutaj, aby wydostać go ze sztucznego otoczenia i żeby naprawić niewłaściwy 一 o b r z y d l i w y 一 sposób myślenia. 一 Nie chcę się tak czuć 一 dodaje. Ze wszystkich pragnień najsilniejszym jest przynależność: do grupy, do tej normalnej części społeczeństwa, która nie mierzy się z takimi problemami. 一 To... To się zdarza, prawda? 一 Boi się świadomości, że jest jedyny, bo to dobitniej odsunęłoby go od ludzi, do których chce się upodobnić.
Dion Harrington
Who am I? What does it mean to be me here?
Widzi
rękę, którą wyciągnął w leniwym geście przed siebie. Przygląda się szczupłym palcom, poruszając nimi powoli. Zastanawia się, czy to na pewno jego kończyna; bo może jest jedynie robotem? Sztuczną świadomością, którą ktoś upchnął do pustej skorupy? Przenosi rękę na krawędź biurka i kładzie ją obok dłoni Diona.
biel ścian gabinetu, która razi w oczy. Pokój sprawia wrażenie sterylnego laboratorium, w którym on sam jest jedynie zepsutym eksponatem; obiektem, na którym można przeprowadzić rozmaite eksperymenty.
drobinki kurzu unoszące się w smudze światła padającego z okna. Małe, świetliste punkciki poruszają się chaotycznie, a on zazdrości im prostej egzystencji, w której nie ma przymusu logicznego myślenia.
książki poruszające temat zdrowia psychicznego. Ogromne tomiska ułożone w idealne, równe rzędy na półkach za plecami lekarza, przerażają go swoją monumentalnością, ale jednocześnie budzą w nim dziwny rodzaj respektu.
przystojnego młodego rezydenta, który pomaga mu w wyjściu z choroby. Nie przyznaje się do tego, że jego umysł produkuje tysiące perwersyjnych myśli, co mógłby (co chciałby) zrobić. Unosi nieobecne spojrzenie i kiwa twierdząco głową, akceptując słowa, których nie umie przeprocesować.
Może dotknąć
swojego gardła i zacisnąć na nim palce. Ze smutkiem zawiadamia lekarza, że robi to nad wyraz często, bo gdy miesza mu się w głowie, lubi odcinać dopływ powietrza. To nijak nie pomaga, ale przyzwyczaił się do nacisku, przez co z jego szyi nie schodzą czerwone ślady.
słabej jakości tkaniny tanich ubrań, które dostał w prezencie od zmartwionej matki. Nie lubi poliestru, lecz nie stać go na przyjemną w dotyku bawełnę o wysokiej gramaturze. Bawiąc się rantem koszulki, spogląda na ubrania lekarza i gryzie się w język na ułamki sekund przed niemądrym pytaniem, czy mógłby dotknąć materiału, z którego uszyty jest kitel.
blatu biurka, na którym niedawno położył dłoń. Przesuwa opuszkiem palca po krawędzi mebla, desperacko szukając jakiejkolwiek fizycznej kotwicy, która pomogłaby mu uwierzyć, że jest tu naprawdę; że to nie jedynie sztuka, którą obserwuje z boku.
oparcia taniego krzesła, które istotnie różni się od siedziska rezydenta. Zaciska palce na krawędziach krzesła mocno, aż bieleją mu kłykcie, bo boi się, że jeśli się puści, wyląduje w próżni.
Słyszy
skrzypienie obrotowego krzesła, kiedy mężczyzna naprzeciwko pochyla się w jego stronę. Stały, metaliczny dźwięk odrywa go od głupich myśli i nakazuje mu skupić się na wizycie, za którą jego matka płaci fortunę.
dobiegający zza okna szum samochodów. Jego głowa często ucieka w tamtą stronę, bo naprawdę lubi przyglądać się autom (z pamięci może wyrecytować najpopularniejsze marki i modele) i skrycie marzy o swoim (nawet jeśli wie, że w obecnym stanie nie tylko go nie stać, ale także nie ma żadnego prawa do prowadzenia pojazdu).
opanowany (pociągający?) głos rezydenta, który próbuje do niego dotrzeć i sprowadzić go na ziemię. Przynajmniej na razie próby nie przynoszą upragnionego rezultatu, bo Flo wmawia sobie, że to tylko nagranie, które ktoś odtwarza ze starej kasety.
Czuje
powiew klimatyzacji, który co jakiś czas muska jego odsłonięty kark, wywołując na skórze gęstą gęsią skórkę.
narastające, piekące swędzenie w zgięciu prawego łokcia, gdzie skóra stała się już szorstka i podrażniona od ciągłego, nerwowego drapania.
I wreszcie smakuje gorzkiej tabletki, którą zaleca mu połknąć siedzący naprzeciwko rezydent psychiatrii. 一 To mi... 一 urywa, szukając właściwego słowa, równocześnie naprędce odtwarzając kroki, które pomogą mu wyjść z mgły. 一 Pomoże? 一 szepce, sięgając lewą ręką do swędzącego prawego łokcia.
Derealizacja nadal miesza mu w głowie; myśli nadal są jedynie strumieniem, na który nie ma ż a d n e g o wpływu, dlatego posyła rezydentowi zagubione spojrzenie .
Ufa mu bezgranicznie; ufa, dlatego traci czujność i powierza całego siebie w ręce specjalisty. Wierzy, że są tutaj, aby wydostać go ze sztucznego otoczenia i żeby naprawić niewłaściwy 一 o b r z y d l i w y 一 sposób myślenia. 一 Nie chcę się tak czuć 一 dodaje. Ze wszystkich pragnień najsilniejszym jest przynależność: do grupy, do tej normalnej części społeczeństwa, która nie mierzy się z takimi problemami. 一 To... To się zdarza, prawda? 一 Boi się świadomości, że jest jedyny, bo to dobitniej odsunęłoby go od ludzi, do których chce się upodobnić.
Dion Harrington