Strona 1 z 1

002. A Little Party Never Killed Nobody

: pt cze 19, 2026 11:00 pm
autor: Emmett Lapointe
002. A Little Party Never Killed Nobody | Outfit
Nie byłem do końca przekonany, czy naprawdę miałem ochotę iść na tę imprezę. Powiedziałem jednak wcześniej Duffy, że po nią przyjadę, więc temat właściwie był zamknięty. Nie należałem do ludzi, którzy robili wielką filozofię z własnych słów, ale jeśli komuś już coś obiecałem, to zazwyczaj się tego trzymałem. Zwłaszcza wobec osób, które naprawdę coś dla mnie znaczyły.
Stałem chwilę przed lustrem i poprawiałem krawat, chociaż w sumie tego nie wymagał. Zrobiłem to bardziej z przyzwyczajenia, żeby chociaż w moim mniemaniu wyglądać co najmniej przyzwoicie. Lubiłem wyglądać dobrze i nie widziałem w tym nic złego. Ludzie mogli udawać, że liczyło się tylko wnętrze, charakter i inne podobne bzdury, ale prawda była taka, że pierwsze wrażenie zaczynało się jeszcze zanim człowiek zdążył otworzyć usta. Swoją drogą ja bardzo lubiłem mieć przewagę od samego początku.
Na łóżku leżała jeszcze skórzana kurtka. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie brać jej ze sobą, ale było na tyle ciepło, że stwierdziłem ubrać ją tylko na samą przejażdżkę. Wziąłem do ręki telefon i sprawdziłem godzinę. Miałem jeszcze trochę czasu, dlatego też postanowiłem położyć się na moment na łóżku i poprzeglądać tik toki.
Duffy była jedną z niewielu osób, przy których nie musiałem cały czas czegoś udowadniać. Nie dlatego, że nagle stawałem się przy niej lepszym człowiekiem. Nie przesadzajmy. Nadal byłem sobą, czyli bezczelnym typem rzucającym komentarze, które czasem powinienem zachować dla siebie. Z nią było o tyle łatwiej, że tolerowała moje dziwne zachowania i sama niekiedy dokładała swoją cegiełkę.
Pewnie dlatego zgodziłem się na tę imprezę bez większego marudzenia. Poza tym Duffy ma talent do wciągania mnie w rzeczy, na które normalnie odpowiedziałbym, że nie ma szans. Czasami mnie to irytowało, ale zawsze jednak wychodziło mi to na dobre.
Zgasiłem światło w pokoju, wsunąłem telefon do kieszeni, a następnie wyszedłem z mieszkania. Przeszedłem do motocykla i przesunąłem dłonią po kierownicy, aby sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu. Następnie założyłem kask, odpaliłem silnik i ruszyłem spod budynku. Nie jechałem jakoś specjalnie szybko, chociaż trudno było mi się całkiem powstrzymać przed mocniejszym dodaniem gazu na pustych odcinkach drogi.
Kiedy zbliżałem się do miejsca, z którego miałem odebrać przyjaciółkę, to rzuciłem szybko okiem na zegar, który znajdował się przy liczniku. Na szczęście byłem punktualnie. Zależało mi na tym, aby nie dawać jej pretekstu do narzekania już na samym starcie. Chociaż podejrzewałem, że i tak znalazłaby coś, czym mogłaby mnie zaczepić.
Zwolniłem przy krawężniku, a potem zatrzymałem motocykl przed budynkiem. Oparłem jedną nogę o asfalt i zdjąłem kask. Wreszcie mogłem odetchnąć przez chwilę świeżym powietrzem, a w międzyczasie czekać aż Duffy do mnie podejdzie.

Duffy Summers

002. A Little Party Never Killed Nobody

: ndz cze 21, 2026 6:46 pm
autor: Duffy Summers
Ostatnia sytuacja jaka spotkała ją w klubie dała taki plus, że tym razem zabrała ze sobą kogoś zaufanego. Powinna zatem dostać medal za dostosowanie się do rady danej jej przez tamtego rycerza, może nie w zbroi, ale przystojnego.
Siedzenie grzecznie w domu nie było czymś, z czym dała by rade. Musiała iść do ludzi i korzystać z czasu, gdy ma jeszcze dwadzieścia parę lat, chociaż niestety do trzydziestki było coraz bliżej. W końcu jednak wiek to tylko liczyłby, a ona duchem czuła się naprawdę młodo.
Zgarnięcie na imprezę Emmetta było dobrym pomysłem. Rozumieli się całkiem nieźle, żadne nie musiało udawać niewiadomo kogo i jakoś się żyło. W sumie lepiej umrzeć szybko i młodo niż doczekać starości i wieźć nudne życie chodząc po lekarzach i do kościoła na msze.
Wyszykowanie się jak zawsze zajmowało dużo czasu, ale powiedzmy sobie szczerze. Trzeba dobrze wyglądać, bo zawsze może się trafić jakiś bogaty i przystojny. Może jakoś specjalnie nie polowała na bogatego męża, ale jakby się trafił to nie pogardziłaby nim. Więc lepiej dmuchać na zimne i może kiedyś los się do niej uśmiechnie? Piękne marzenie, ale powodzenie jego realizacji było dość wątpliwe. Nie jedna pewnie wyczekiwała takiej okazji.
Wyszykowana, w nieco mniej odsłaniającą ciała sukienkę, zajechała pod klub taksówką. Zawsze to wygodniejsza opcja, bo wracając można nie na trzeźwo. Z resztą nigdy nie wiedziała jak potoczy się dana noc, więc nie ma sensu tłuc się własnym samochodem. Potem trzeba byłoby jeszcze po niego wracać . Totalnie nie było to przemyślane.
Przez panujące korki efektownie się spóźniła, ale jak kocha to poczeka. Może nie dosłownie kocha, ale to już bez znaczenia.
- Cześć przystojniaku - rzuciła na powitanie wyłowiwszy wzrokiem swojego dzisiejszego towarzysza. Jak zawsze wyglądał jak z katalogu i nie było się do czego przyczepić. - Czekasz tu na kogoś?

Emmett Lapointe

002. A Little Party Never Killed Nobody

: ndz lip 05, 2026 10:12 pm
autor: Emmett Lapointe
Nie należałem do ludzi, którzy cierpliwie czekali na spóźnialskich. Pięć minut potrafiłem jeszcze zignorować. Dziesięć zaczynało mnie drażnić, a później zwykle dochodziłem do wniosku, że ktoś najwyraźniej nie szanował mojego czasu i nie widziałem powodu, żebym w zamian szanował jego. W przypadku Duffy zasady wyglądały jednak trochę inaczej.
Nie znaczyło to jednak, że nagle odkryłem w sobie nieskończone pokłady cierpliwości. Po prostu wiedziałem z kim się umawiałem. Gdybym oczekiwał, że pojawi się dokładnie o wyznaczonej godzinie, to sam byłbym sobie winy. Mogłem równie dobrze obrazić się na zimę za to, że w Toronto padał śnieg.
Spojrzałem kolejny raz na telefon i schowałem go do kieszeni kurtki. Nie pisałem do niej, aby nie dawać jej satysfakcji z tego, że sprawdzałem godzinę częściej niż powinienem. Zresztą sam fakt, że nadal tutaj stałem był wystarczającym dowodem na to, że tolerowałem u niej trochę więcej niż od większości osób.
Oparłem się tylko wygodniej i rozglądałem po przejeżdżających samochodach. Kiedy wreszcie usłyszałem znajomy głos, to od razu odwróciłem głowę w jej stronę. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, chociaż szybko postarałem się nadać mu bardziej rozbawiony niż zadowolony charakter. Nie musiała wiedzieć, że po takim czasie naprawdę cieszyłem się, że ją widziałem.
Zmierzyłem przyjaciółkę wzrokiem jak jakiś zawodowy krawiec. Nie robiłem tego jednak w sposób, który miałby ją zawstydzić. Po prostu oceniałem efekt przygotowań, skoro najwyraźniej postanowiła poświęcić im tyle czasu, że punktualność przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.
- Nie - odpowiedziałem spokojnie. - Stałem tutaj sam od kilkunastu minut, bo bardzo lubię obserwować samochody. - Odepchnąłem się od miejsca, o które się opierałem i poprawiłem krawat. Nie potrafiłem już całkiem powstrzymać uśmiechu. - Cześć spóźnialska.
Pokręciłem lekko głową. W przypadku kogoś innego pewnie już zacząłbym narzekać, jednak Duffy miała dziwną zdolność do rozbrajania mojej irytacji, zanim zdążyłem porządnie się jej trzymać. Nie zawsze mi się to podobało.
- Już zaczynałem podejrzewać, że znalazłaś po drodze jakiegoś dzianego kolesia i uznałaś, że nie jestem ci więcej potrzebny - dodałem. - Trochę by mnie to jednak zabolało. Głównie dlatego, że musiałbym przyznać, że ktoś zrobił na tobie większe wrażenie ode mnie.
Prawdę mówiąc, potrzebowałem tego wieczoru bardziej niż chciałem przed sobą przyznać. Ostatnio zbyt dużo czasu spędzałem na myśleniu o hokeju. Czasami budziłem się rano i pierwszą rzeczą, o której myślałem było to, czy poprzedniego dnia zrobiłem wystarczająco dużo. Powoli zaczynało robić się to jednak nie zdrowe. Dlatego też chciałem przez parę godzin dobrze się bawić i ewentualnie analizować, czy jutro będę żałował ostatniego drinka.
- Wyglądasz nieźle - powiedziałem w końcu, bez ironii. Wytrzymałem jednak tylko krótką chwilę zanim dodałem - Oczywiście nie aż tak dobrze jak ja, ale nie każdy może mieć tyle szczęścia. - Uśmiechnąłem się szerzej i wskazałem głową wejście. - Chodź. Zanim zaczniesz się starzeć jeszcze przed drzwiami. Do trzydziestki ci już wiele nie brakuje. XD

Duffy Summers

002. A Little Party Never Killed Nobody

: śr lip 08, 2026 8:45 pm
autor: Duffy Summers
- To w takim razie przeszkodziłam ci w tak porywającym zajęciu - teatralnie przewróciła oczami słysząc wypowiedź Emmetta. - Spóźnianie się jest w dobrym guście, bo zawsze można zaliczyć efektowne wejście.
Nie jej wina, że miasto potrafiło się korkować w najmniej odpowiednim momencie. Zawsze tka bywało, że jak trzeba być na czas, to coś pójdzie nie tak. Remonty drogowej, wszyscy nagle chcą jechać w tą samą stronę, co ona. Na prywatny helikopter jeszcze jej nie było stać, ale kiedyś, może za sto lat, się doczeka.
- Nie wzgardziłabym dzianym kolesiem ze słabym sercem i bez spadkobierców. Jakbyś czasem na takiego trafił to daj znać, zajmę się nim, a odpalę ci sporą sumkę za niego, jak już będzie wąchał kwiatki do spodu - zapewniła, bo informacja jest w cenie. - Nawet jak się ktoś takowy pojawi, to będę dzielnie udawać, że jesteś numerem jeden.
Na pewno odpaliłaby chłopakowi spory procent od spadku, żeby też mógł korzystać z dobrodziejstw bycia bogatą wdową, gdyby oczywiście nią była. Na razie jednak musiała pracować jak każdy inny obywatel, płacić podatki i do tego odkładać na emeryturę. Nie porzucała jednak marzeń o bogatym, starym mężu, który krótko nacieszył by się ich małżeństwem.
- Nieźle? - Brew powędrowała jej ze zdziwienia ku górze. - Nieźle to może wyglądać tort na wystawie w cukierni. Jak wyglądam nieziemsko. Chyba musisz się wybrać do okulisty - skomentowała nieco urażona stwierdzeniem, że wygląda tylko nieźle. Ona zawsze prezentuje się jak bogini, koniec kropka. - Chodźmy, faktycznie, bo już zaczynasz głupoty opowiadać. Zdecydowanie musisz się napić - przyznała ruszając pierwsza w stronę wejścia.
Spojrzenia ludzi ślizgały się po nich, gdy szli, na pewno z zazdrością. Wyglądali razem jak milion dolarów i o to chodziło. Nocą można było być kim się tylko chciało bez znaczenia, jaka była prawda. Chwila była ulotna, i można było stać się inną osobą na te kilka godzin. Kłamać dosłownie na każdy temat, ale dobre sprzedane, było bardziej wiarygodne niż prawda. Z tego też powodu nie było za wiele do stracenia, gdy wiedziało się, że po wyjściu nad ranem, zapomni się o spotkanych w nim ludziach.
- Drineczki na rozgrzewkę? - Zapytała, chociaż ruszyła już w stronę baru.

Emmett Lapointe

002. A Little Party Never Killed Nobody

: pn lip 20, 2026 11:56 pm
autor: Emmett Lapointe
Zaśmiałem się pod nosem i pokręciłem trochę głową. Właściwie to powinienem był przewidzieć, że Duffy znajdzie sposób, aby ze swojego spóźnienia zrobić coś, za co jeszcze powinienem ją pochwalić. Zawsze miała niezwykły talent do przedstawiania własnych wad w taki sposób, jakby były starannie przemyślanymi zaletami. Co gorsza, czasami naprawdę zaczynało to brzmieć przekonująco.
- Oczywiście, że to nie jest spóźnienie. Domyślam się, że chciałaś w ten sposób zbudować napięcie - odpowiedziałem. - Następnym razem będę pamiętał, żeby pojawić się pół godziny później. Zobaczymy, które z nas zrobi wtedy bardziej efektowne wejście.
Nie miałem jednak zamiaru się na nią obrażać. Nawet gdybym chciał, to prawdopodobnie nie utrzymałbym tej irytacji zbyt długo. Duffy należało do tych kilku osób, którym wybaczałem rzeczy, za które kogoś innego zdążyłbym już skreślić. Nigdy nie zastanawiałem się szczególnie nad tym, dlaczego tak było. Chyba po prostu przywykłem do jej obecności w swoim życiu i do tego, że przy niej wszystko wydawało się trochę mniej poważnie. A ostatnio zdecydowanie potrzebowałem mniej powagi.
Słysząc jej plan dotyczący przyszłego męża, uniosłem brwi i spojrzałem na nią z rozbawieniem. Nie wiedziałem, czy bardziej powinienem podziwiać jej przedsiębiorczość, czy zacząć się martwić o każdego bogatego emeryta w Toronto.
- Rozumiem, że mam zacząć prowadzić rekrutację kandydatów? - zapytałem. - Zanotuję sobie, że ma być bogaty, samotny i posiadający kiepskie wyniki kardiologiczne. A za znalezienie idealnego kandydata oczekuję przynajmniej dwudziestu procent. Nie będę przecież pracował za darmo. - Podrapałem się z tyłu głowy. - Właściwie to trzydziestu. Jeżeli mam mieć na sumieniu jakiegoś staruszka, to powinno mi się to przynajmniej opłacać. - Uśmiechnąłem się szerzej. - I bardzo dobrze, że nawet wtedy będziesz udawała, że jestem numerem jeden. Nie chciałbym, żeby pieniądze całkowicie odebrały ci rozum.
Było coś zaskakująco znajomego w podobnych rozmowach. Mogliśmy przez kilka minut dyskutować o zdobyciu fortuny po śmierci hipotetycznego męża, a ja wcale nie zastanawiałem się nad tym, czy powinienem powiedzieć coś bardziej rozsądnego. I to lubiłem najbardziej. Komentarz dotyczący mojego wzroku również przyjąłem z wyraźnym rozbawieniem.
- Wiedziałem, że nie powinienem być dla ciebie zbyt miły - stwierdziłem. - Człowiek powie jeden komplement i od razu dowiaduje się, że zrobił to niewłaściwie. - Pokręciłem głową, nadal się uśmiechając. - Masz rację. Wyglądasz nieziemsko, oszałamiająco i spektakularnie. Jestem zaszczycony, że zgodziłaś się pokazać ze mną publicznie. - Spojrzałem na nią. - Czy teraz lepiej?
Kiedy znalazłem się już wewnątrz klubu, to od razu poczułem, że podjęcie decyzji o wyjściu było dobrym pomysłem. Głośna muzyka skutecznie zagłuszała większość myśli, a ja dokładnmie tego potrzebowałem.
- Drineczki? - powtórzyłem z lekkim uśmiechem. Nie musiałem się długo zastanawiać nad odpowiedzią. - To pierwszy naprawdę dobry pomysł, jaki dzisiaj od ciebie usłyszałem.
Podszedłem do baru i oparłem przedramię o blat. Przez chwilę zastanawiałem się, od czego powinienem zacząć. Normalnie pilnowałem się z alkoholem bardziej niż większość moich znajomych przypuszczała. Trening na kacu był jednym z tych doświadczeń, które wystarczyło przeżyć raz, żeby później mądrzej planować wieczór.
- Ja stawiam pierwszą kolejkę - powiedziałem. - Ale od razu uprzedzam, że jeżeli zamówisz coś różowego, słodkiego i z parasolką, to będę udawał, że się nie znamy. - Uniosłem kącik ust. - Chociaż po namyśle... może jednak powinienem pozwolić ci wybrać coś mocniejszego. W końcu podobno zacząłem opowiadać głupoty, więc najwyraźniej musimy szybko doprowadzić mnie do porządku.

Duffy Summers

002. A Little Party Never Killed Nobody

: wt lip 28, 2026 9:26 pm
autor: Duffy Summers
- Dobrze, potraktuję to jako wyzwanie - uznała, bowiem spóźnianie się było jej domeną, a ona nie lubiła za bardzo konkurencji. Nie żeby miała jej jakoś dużo, w tej swojej zajebistości mało kto dorastał jej do pięt. - Nie licz na taryfę ulgową. To jest poważna sprawa, więc pokaż na co się stać.
Królowa spóźnienia była tylko jedna, czyli ona we własnej osobie. I nie chciała zostać zdetronizowana nawet na poczet swojego przyjaciela oraz wiernego kompana klubowych wyjść. Chociaż być może łaskawie byłaby w stanie przymknąć oko na chwilową utratę korony na jego rzecz.
- Odpalę ci te trzydzieści procent i zabiorę na luksusowe wakacje - łaskawie się zgodziła. - W końcu jestem profesjonalną aktorką, więc doprawdy dziwie się, że jeszcze nie dali mi Oscara. Na przemowie mogłaby, ci podziękować za pomoc w znalezieniu miłości mojego życia, która niestety zgasła zbyt szybko pozostawiając po sobie smutek i bezdenne konto w banku.
Każda szanująca się dziewczyna powinna mieć bogatego męża o słabym sercu, który taktownie powinien wiedzieć kiedy zejść ze sceny. A Emmett mógłby się nieźle obłowić na wyszukiwaniu takowych amantów dla pań, gdyby zajął się tym w ramach pracy zarobkowej. Taki poszukiwać bogatych mężów dla swoich klientek.
- Proszę cię, różowe z parasolką są dla słabeuszy, co jedynie mocniejsze trunki wrzucają na insta. A sami piją jakieś sikacze, jak leszcze - skomentowała, bo prawdę mówiąc cukier zabijał cały smak dobrego drineczka. Lubiła tą lekką goryczkę, czy pożądanego kopa, jaki dawał mocniejszy truneczek. - To weźmy coś mocniejszego na start, żeby pokazać jak się bawi królewska para nocnego Toronto - zarządziła machając na barmana.
Nie musiała się rozglądać, by wiedzieć, że są najlepiej ubraną parą w tym lokalu. Na sto procent innych ściskało z zazdrości, że wyglądają jak milion dolarów, a reszta co najwyżej jak parę centów. Nie każdy miał takie szczęście, urodzić się z atrakcyjną aparycją i wiedzieć jak dobrze się prezentować na mieście.

Emmett Lapointe

002. A Little Party Never Killed Nobody

: śr sie 05, 2026 6:24 pm
autor: Emmett Lapointe
- Nie potrzebuję od ciebie taryfy ulgowej - odpowiedziałem z uśmiechem. - Zresztą mogłabyś w ten sposób obrazić mój talent. Skoro mam cię pokonać, to zrobię to uczciwie, żebyś nie pierdoliła czasem, że to było nie fair. Specjalnie pojawię się tak późno, że zdążysz uznać mnie za zaginionego, zgłosisz sprawę na policję i urządzisz stypę.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Ta rywalizacja była prawdopodobnie najgłupszym wyzwaniem, jakie przyjąłem, ale nie zamierzałem się wycofywać. Wystarczyło mi tylko zasugerować, że mogłem w czymś przegrać i zaczynałem traktować tę sprawę poważniej. Przegrywanie nie leżało w mojej naturze.
- A, i nie płacz później, że odebrałem ci koronę - dodałem. - Postaram się rządzić godnie i może nawet pozwolę ci zostać moim zastępcą.
Perspektywa otrzymana trzydziestu procent i luksusowych wakacji brzmiała zdecydowanie lepiej niż większość ofert, które ostatnio otrzymywałem. Przynajmniej w tym układzie nie musiałbym codziennie wstawać rano i trenować do granic wytrzymałości.
- W porządku zatem. Mamy deal - stwierdziłem. - Ale chcę mieć wpływ na wybór miejsca tych wakacji. Nie będę siedział przez dwa tygodnie w jakimś spokojnym kurorcie dla wdów, które leczą złamane serca i popijają herbatkę na tarasie. Nawet siłą mnie tam nie zaciągniesz - dodałem.
Wyobrażanie sobie Duffy, która odbiera nagrodę za rolę pogrążonej w żałobie żony przyszło mi zdecydowanie zbyt łatwo.
- Podczas przemowy musisz koniecznie wspomnieć, że bez mojej pomocy nigdy nie poznałabyś tak wielkiej miłości - powiedziałem z powagą, której nie potrafiłem utrzymać zbyt długo. - Ja będę siedział na widowni i udawał wzruszenie. Nawet chusteczki wezmę ze sobą i uronię jedną łzę, ale najpierw musisz odpowiednio mi zapłacić. Tylko nie mów lepiej o tym bezdennym koncie, bo uznają, że nie chodziło ci wyłącznie o jego piękne wnętrze.
Zaśmiałem się przez chwilę, po czym ponownie oparłem przedramię o blat. Uwielbiałem te nasze absurdalne rozmowy. I muszę przyznać, że perspektywa wzbogacenia się w taki sposób naprawdę była bardzo kusząca.
- W końcu mówisz z sensem - przyznałem, kiedy nasz temat wrócił do alkoholu. - Nie rozumiem ludzi, którzy kupują drinka tylko dlatego, że dobrze wygląda na fotce. Alkohol ma trzepać banię, a nie pasować do wystroju profilu.
Spojrzałem na butelki ustawione za barem i zastanawiałem się chwilę nad wyborem. Nie chciałem zaczynać zbyt ostro, ale nie zamierzałem też zamawiać czegoś, co smakowałby jak rozcieńczony sok. Na szczęście jutro nie musiałem ćwiczyć, więc nie musiałem się specjalnie ograniczać. Ta myśl dawała mi więcej ulgi niż powinna.
- Zacznijmy może od tequili - zdecydowałem. - Najlepiej bez cukru i parasolek. Heh. Skoro mamy pokazać wszystkim, jak bawi się para królewska, to wypada zrobić to odpowiednio.

Duffy Summers

002. A Little Party Never Killed Nobody

: śr sie 26, 2026 5:50 pm
autor: Duffy Summers
- Bardzo słusznie, trzeba pokazać ile cię stać, bo z byle kim ię nie będę zadawać - zgodziła się, podchodząc poważnie do tego tematu. W końcu było to wyzwanie. - Jakby co to pogrywasz koszty twojego własnego poszukiwania, jak się znajdziesz dość szybko.
Nie wiedziała czy policja takie rachunki wystawia, ale wolała zawczasu takie rzeczy uzgodnić. Bo jednak po, co płacić z własnej kieszeni, jeśli może to zrobić poszukiwany?
- Zatem szykuje się zacięta rywalizacja, bo nie oddam korony bez walki. A bycie twoją zastępczynią nie do końca mnie urządza.
Bycie na samym szczycie to było najlepsze rozwiązanie, ale wiadomo, że każdy chciał się tam znaleźć i poczuć jak władca.
- Żałobę po mężu trzeba spędzić w jakimś rozrywkowym miejscu. Żadne ośrodki spokojnej starości czy inne tego typu badziewiaste miejsca. Myślałam bardziej o jakiś tropikach czy bardziej wesołym, rozrywkowym miejscu niż koło emerytek i wdów. Znaj moje dobre serce i wybieraj, oby rozsądnie - zgodziła się. - Najważniejsza przecież była miłość do tego już nieżyjącego męża - zgodziła się, ale obije wiedzieli, że to nie prawda. - Bezdenne konto to akurat najmniej istotne przecież, może zacznę się rozglądać już za jakąś skromną sukienką na pogrzeb?
Jej to akurat przydałoby się dużym wyprzedzeniem rozpoczęcie poszukiwań stroju na pogrzeb. I to najlepiej nie samej tylko z kimś, kto jej doradzi żeby nie wybierała znów za bardzo odkrytych strojów. Niestety nie potrafiła sama. Kupić niczego, co nie odsłaniałoby chociaż trochę więcej ciała.
- Nie każdy ma takie prawidłowe podejście do spraw z alkoholem jak my - zgodziła się, bo arystokracja jednak miała właściwe podejście do zabawy. - Doskonały wybór, królu - wyszczerzyła zęby w uśmiech, po czym zamówiła dwa razy to samo. - Jak oceniasz zebranych poddanych wizualnie pod kątem strojów? Nie żebyśmy w gole mieli konkurencję, to wiadomo. Tak z czystej ciekawości pytam.

Emmett Lapointe

002. A Little Party Never Killed Nobody

: sob sie 29, 2026 4:26 pm
autor: Emmett Lapointe
- Nie martw się, wiesz, że zawsze jestem na odpowiednim poziomie - odpowiedziałem z rozbawieniem. - I bardzo dobrze, że wcześniej ustalamy kwestie finansowe. Czasem okazałoby się, że po odnalezieniu mnie dostałbym rachunek za własną akcję poszukiwawczą. Chociaż podejrzewam, że przy mojej wartości trzeba byłoby zaangażować przynajmniej pół miasta.
Nie miałem pojęcia, czy rzeczywiście jakakolwiek służba wystawiała podobne rachunki, ale nie specjalnie mnie to interesowało. Sama wizja Duffy próbującej przerzucić na mnie koszty mojego własnego zaginięcia była wystarczająco absurdalna, żebym uznał ją za całkiem prawdopodobną.
- W takim razie pozostaje nam walka o koronę - stwierdziłem. - Tylko potem nie próbuj twierdzić, że oszukiwałem, gdy okaże się, że mam większy talent do spóźniania niż ty. Po prostu go do tej pory jeszcze nie wykorzystywałem.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Pewnie normalny człowiek odpuściłby podobną dyskusję po pierwszych kilku zdaniach, ale ja nigdy nie byłem dobry w odpuszczaniu. Nawet jeżeli stawką było coś tak bezsensownego jak tytuł największego spóźnialskiego. Znacznie bardziej podobała mi się natomiast wizja przyszłych wakacji.
- Tropiki brzmią dobrze - przyznałem. - Wybiorę coś z zajebistą plażą, klubami i alkoholem, który nie kończy się po dwóch drinkach. W końcu będziemy musieli odpowiednio uczcić pamięć twojego wielkiego uczucia.
Oparłem się wygodniej o blat i przez moment wyobraziłem sobie cały ten scenariusz. Duffy jako pogrążona w żałobie wdowa, która kilka dni po pogrzebie leciała ze mną na drugi koniec świata, żeby dochodzić do siebie. Brzmiało to tak niedorzecznie, że jednocześnie bardzo do niej pasowało.
- Sukienkę na pogrzeb zdecydowanie powinnaś zacząć wybierać wcześniej - stwierdziłem. - Oczywiście nie dlatego, że przewiduję szybką śmierć twojego przyszłego męża. Po prostu znając ciebie, to znalezienie czegoś, co rzeczywiście można nazwać skromnym, może potrwać kilka lat. - Zmierzyłem ją delikatnie wzrokiem. - Zresztą mam wrażenie, że twoja definicja skromności i definicja reszty świata to dwie zupełnie różne rzeczy. Więc chyba rzeczywiście będziesz potrzebowała kogoś do nadzoru.
Nie musiałem długo się zastanawiać nad tym, kto mógłby się nadawać do tej roli. Z jednej strony możliwość patrzenia jak Duffy próbuje przekonywać mnie, że jakaś kompletnie nieodpowiednia kiecka nadawała się na pogrzeb, mogłaby być całkiem zabawna. Z drugiej strony podejrzewałem, że po godzinie zacząłbym żałować swojej decyzji.
Kiedy temat z powrotem wrócił do ludzi obecnych w klubie, to odruchowo rozejrzałem się po wnętrzu. Sposób ubierania się zwykle był jedną z pierwszych rzeczy, które oceniałem. Może było to powierzchowne, ale nigdy nie twierdziłem, że nie byłem powierzchowny.
- Powiem tak - zacząłem, przyglądając się kilku osobom znajdującym się w zasięgu mojego wzroku. - Jest kilka dobrych przypadków. Reszta chyba ubierała się po ciemku albo dostała informację o imprezie pięć minut przed wyjściem. - Zmrużyłem lekko oczy, po czym przesunąłem spojrzeniem dalej. - Tamta marynarka jest całkiem niezła. Chociaż spodnie kompletnie ją zabijają. A koszula obok wygląda tak, jakby ktoś się na nią zrzygał. - Pokręciłem głową. - Nie rozumiem też ludzi, którzy zakładają sportowe buty do eleganckiego strohu i później próbują wmówić wszystkim, że to świadoma decyzja.
Sam potrafiłem spędzić dużo czasu nad wyborem ubrania, ale wolałem się do tego nie przyznawać. Lubiłem wyglądać dobrze. Przynajmniej w swojej świadomości.
- Podtrzymuję jednak wcześniejszą opinię, że nie mamy konkurencji. - Sięgnąłem po swój kieliszek i uniosłem go lekko. - Za parę królewską. Iza to, żeby żadne z naszych poddanych nie próbowało dzisiaj odebrać nam tytułu najlepiej ubranych ludzi w klubie.

Duffy Summers