Strona 1 z 1

I’m a big girl in a big world

: sob cze 20, 2026 10:02 pm
autor: Cora Marshall
Wiadomość, że Christopher Marshall nie był ojcem Cory, dla wszystkich okazała się szokiem. Oczywiście nie dla matki blondynki, która doskonale zdawała sobie z tego sprawę i latami ukrywała ten sekret z nadzieją, że nigdy nie ujrzy światła dziennego. A jednak los bywał przewrotny i blondynka chcąc uratować ojca, oddając mu część swojej wątroby, dowiedziała się o braku pokrewieństwa, co ostatecznie poskutkowało wydziedziczeniem przez ojca Christophera.
Szok. Niedowierzenie. Wściekłość. Zaprzeczenie. Smutek.
Cora przeszła przez wiele etapów żałoby, a raczej wciąż do siebie dochodziła. To nie było coś, przez co mogłaby przeskoczyć w ciągu zaledwie kilku tygodni. W końcu nie chodziło tylko o kłamstwo matki, a o to jak do całej sprawy podszedł mężczyzna, którego uważała przez całe swoje życie za ojca. Na pewno lepiej zniosłaby to, gdyby brak pokrewieństwa nie wpłynął aż tak negatywnie na ich relację, a on wciąż traktował ją jak swoją córkę niezależnie od krwi płynącej w ich żyłach.
Niestety oczekiwania zostały tym czym były - oczekiwaniami. Natomiast rzeczywistość okazała się znacznie bardziej brutalna, co zaczęło wyniszczać Corę od środka wraz z pozostałymi problemami, z którymi przyszło jej się mierzyć. Złapała dystans w stosunku do ludzi, a także zaczęła analizować swoje dotychczasowe relacje. Nie była już tą samą naiwną blondynką, która z dziecięcą ufnością wierzyła w każde słowo. Była bardziej uważna i ostrożna, a przynajmniej w stosunku do tego co reprezentowała dawniej.
Wciąż jednak tkwiła w niej ta odwaga, więc porozmawiała z mamą o biologicznym ojcu. Najwyraźniej jednak nie było jej dane poznać drugiego rodzica, gdyż mężczyzna okazał się poza wszelkim zasięgiem. Od lat nie było z nim kontaktu, co podobno nie dziwiło nikogo z jego najbliższego otoczenia, gdyż uchodził za człowieka prowadzącego życie nomada, który najpierw działał, a potem myślał. Oh, tym razem nie było wątpliwością, że on i Cora byli rodziną. Zanim jednak zniknął, zostawił jej domek na obrzeżach Toronto. Matka Cory była tam tylko raz - nie wysiadła nawet z samochodu, aby stwierdzić, że dom się nadaje tylko i wyłącznie do rozbiórki. Na całe szczęście nie podjęła żadnych działań w związku z tym, a klucz przekazała córce dając jej pełną kontrolę nad nieruchomością.
Jadąc tam pierwszy raz nie była pewna czego się spodziewać, ale… zakochała się. Zakochała się w tamtym miejscu. Pełnym drzew, zieleni, ciszy i widoku jeziora. Śpiew ptaków i spokojna tafla wody działały kojąco i zanim Cora przekroczyła próg domu, wiedziała już, że chce tu mieszkać. Chce zatrzymać ten dom. Jej ojciec - prawdziwy ojciec, chciał żeby to miejsce było jej i czuła, że mimo, że nigdy się nie spotkali, to znał ją lepiej niż Christopher kiedykolwiek wcześniej potrafił ją poznać.

W pomyśle zostawienia nieruchomości nie było nic złego, ale problem pojawił się, gdy kobieta uznała, że sama wszystko wyremontuje. Może z niewielką pomocą rodzeństwa i przyjaciół, ale postawiła sobie za punkt honoru, że własnymi rękoma sprawi, że dom otrzyma drugą młodość. Może było w tym coś więcej? Może potrzebowała w swoim życiu czegoś, czemu będzie mogła się w pełni oddać naprawiając coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się zepsute?
Na pierwszy ogień postanowiła zaopatrzyć się w potrzebne materiały. Przyjechała do sklepu budowlanego i zaczęła od… wyboru farb do salonu, sypialni i jej pracowni. W wózku znalazły się też już takie dodatki jak wieszaki do łazienki i nawet udało jej się wybrać odpowiednią baterię do zlewu w kuchni! Przechodząc między alejkami uświadomiła sobie jednak, że zapomniała o czymś podstawowym, co jest niezwykle przydatne w każdym domu, a już tym bardziej, które się remontuje - WIERTARKA. Wylądowała więc w odpowiedniej alejce mając po jednej stronie regał z urządzeniem różnych firm i wielkości, a po drugiej stronie wiertła także różnej wielkości i do różnego zastosowania. Chciała być jak najlepiej przygotowana, więc wzięła kilka (według niej) różnych wiertel i trzymając je w ręku stała przed wiertarkami, zastanawiając się, którą powinna wybrać. Marszcząc czoło w pełnym skupieniu i konsternacji, non stop przechodziła od jednej półki do drugiej , próbując jak najlepiej się przygotować do nadchodzącego remontu. Już szybciej udało jej się kolor farby wybrać niż te nieszczęsne wiertła!



Sam Turner

I’m a big girl in a big world

: ndz cze 21, 2026 11:42 pm
autor: Sam Turner
W budowlanym był częstym gościem. Momentami nazywał go swoim drugim domem, zaglądając do dobrze sobie znanych alejek w poszukiwaniu niezbędnych w pracy materiałów. Wiedział, gdzie trzymają śruby, które warto kupować na zapas, i gdzie chowają te narzędzia, których już nikt nie szuka — między nowszymi modelami, jakby ze wstydem. Lubił to miejsce za szczerość. Sklep budowlany nie udawał czegoś, czym nie był. Nie kusił ładnymi opakowaniami ani modnym wystrojem — przychodziło się tu po konkret, z listą w głowie i celem w kieszeni. W tym sensie pasował mu bardziej niż niejedna kawiarnia, w której spędził lata poprzedniego życia, udając kogoś, kto wie, czego chce od podwójnego espresso i własnej kariery.
Wsunął dłonie w kieszenie dżinsowych spodni i wyprostował plecy, wprowadzając do płuc zapach kobiecych perfum. W pierwszej chwili zupełnie go zignorował, porównując błękitem spojrzenia etykiety dwóch wiertarek. Jako wytrawny koneser sprzętu remontowego Turner miał w swojej kolekcji już dwie i przymierzał się właśnie do kupna kolejnej. Zwykła, codzienna wiertarka miała swoje plusy i rzadko go zawodziła — przynajmniej do niedawna. Udarowa przydawała się przy mocniejszych ścianach, lecz na tym kontynencie znaczna większość budynków była stawiana na kartongipsie więc nie miał zbyt wielu okazji, aby z niej korzystać. Codziennej zaś używał na tyle często, że mechanizm domagał się stałej konserwacji, co na oko Sama, nawet momentami utrudniało płynność jego pracy. Kimże był, aby pozwalać na ograniczanie swoich możliwości? Ostatnio wrzeciono zaczęło chodzić z lekkim luzem i otwory przestały wychodzić tam, gdzie powinny. Drobiazg, powiedziałby ktoś inny. Sam powiedział to sobie dokładnie raz, po czym spędził kwadrans na poprawianiu roboty, której poprawiać nie powinien — i uznał, że to wystarczy.
Widział jej pełne skupienie i ściągnięte brwi. Czujność wzroku wyraźnie wskazywała na uważne śledzenie kolejnych etykiet. Nie byłoby w tym nic dziwnego, czy zaskakującego, wszak podczas remontu trzeba podjąć wiele ważnych decyzji, gdyby nie fakt, że kobieta robiła już którąś rundę z kolei. To drugi raz, kiedy wcisnęła się przed niego, kręcąc tam i z powrotem, przesłaniając interesujące go modele. Chciał westchnąć ciężko, obruszyć się, może nawet zirytować, kiedy ściągnął brwi w zastanowieniu i przelotnym tylko wzrokiem zajrzał do jej wózka, oceniając zawartość. Gama kolorystyczna farb była dość optymistyczna, wymuszała uśmiech na ustach i odpowiednio nałożona na ściany w pokojach, będzie przynosić radość każdego dnia. Zatrzymał wzrok na chwilę dłużej. Coś w tej scenie było jednocześnie znajome i rozbrajające — ten rodzaj skupienia, który człowiek wkłada w rzecz kompletnie nieznaną, mając nadzieję, że jeśli tylko będzie patrzył wystarczająco długo, odpowiedź sama wyjdzie naprzeciw. Sam znał to uczucie. Przerabiał je przy każdym silniku, który otwierał po raz pierwszy. Różnica była taka, że on miał pojęcie, czego szuka. Ona — sądząc po liczbie wierteł, które trzymała w dłoni jednocześnie — niekoniecznie.
Widzę, że szykuje się porządny zakup — zagaił, przystając obok blondynki.
Nie czekał na zaproszenie, tylko oparł się swobodnie o regał i skrzyżował ręce na piersi, zerkając na zawartość jej dłoni z miną kogoś, kto właśnie natknął się na coś interesującego. Trzy różne wiertła, każde do czego innego — albo kobieta wiedziała dokładnie, czego szuka, albo podeszła do tematu z rozmachem. W obu przypadkach nie brakowało jej ambicji.
Konkretny wybór — mruknął z uznaniem, choć rozbawienie nie opuściło kącika jego ust. — Większość ludzi zatrzymuje się na jednym i ma nadzieję, że jakoś to będzie. — Wyprostował się i bez ceregieli sięgnął po jedno z dzierżonych przez nią wierteł — to, które zdecydowanie wyróżniało się na tle reszty — i przez chwilę obracał je między palcami, nim spojrzał na nią pytająco. — To do betonu. — Głos miał spokojny, pozbawiony pouczającego tonu — więc albo wiesz, czego szukasz, albo los ci sprzyjał przy wyborze. — Wyciągnął rękę, oddając kobiecie wiertło, wszak nie zamierzał zabierać go ze sobą, a wyłącznie upewnić się, że szanowna nieznajoma wie, co robi.

Cora Marshall

I’m a big girl in a big world

: pn cze 22, 2026 12:41 am
autor: Cora Marshall
Z kolei dla Cory dzisiejsza wizyta w sklepie budowlanym była pierwsza w życiu. Malowała obrazy, więc instynktownie pierwszym miejscem dokąd się udała, była alejka z farbami. Tam spędziła najwięcej czasu jak na razie i najbardziej się jej właśnie ta część podobała. Czuła ekscytację na myśl, że sama pomaluje ściany w swojej sypialni. Świadomość tego dodawała jej poczucie siły i władzy - coś od czego zawsze uciekała, a w rzeczywistości czasami tego potrzebowała. Szczególnie teraz, gdy życie ją zaskakiwało w ten negatywny sposób, musiała poczuć, że nad nim panuje. Musiała mieć nad czymś kontrolę. Chociażby nad czymś tak błahym jak kolor ścian w nowej sypialni.
Musiała przyznać, że trochę się gubiła w sklepie. W końcu orientację w terenie miała fatalną. Krążyła między alejkami zastanawiając się , co jest jej potrzebne. Wiertarka wydawała jej się podstawą, która powinna się u niej znaleźć. Nie sądziła jednak, że jest tyle jej rodzai, a do tego jeszcze dochodził wybór wierteł! Mózg jej parował, gdy czytała te wszystkie drobne etykiety przeskakując między półkami. Nawet nie zwracała uwagi czy ktoś jeszcze jest w jej pobliżu ani czy wózek stojący na środku alejki, nikomu nie wadził. Była w pełni skupiona na wyznaczonym sobie zadaniu. - Raczej porządny remont-- mruknęła w odpowiedzi od razu , ale nawet nie podniosła głowy. Jej wzrok przeskakiwał z jednej dłoni na drugą, gdzie trzymała wiertła. Dopiero, kiedy jedno z nich nagle jej zniknęło, to zmusiło ją do spojrzenia w górę. Wtedy go zauważyła - mężczyznę, który z daleka wyglądał, że zna się na rzeczy. Nie był wymuskany jak mężczyźni w jej wieku. Nie wyglądał też jak typowy pracownik korpo z koszulą zapinaną tuż pod szyją. Był starszy, a przede wszystkim pierwsze, co Corze przychodziło do głowy, gdy na niego spojrzała, było to, że był po prostu męski. Cholernie męski.
Weź się kurwa w garść Cora. Skończyłaś z tym.
Upomniała samą siebie w myślach, bo przecież już nie była tą samą Marshall, co dawniej. Dorosła. Dojrzała. Unikała jednorazowych przygód, więc przeniosła wzrok z jego twarzy na wiertło, które wyciągał w jej kierunku, aby jej je oddać. - Do betonu? To chyba dobrze, prawda?- spytała wyraźnie speszona i zdezorientowana. - Ściany w domku są chyba betonowe…- mruknęła już do siebie po cichu licząc, że mężczyzna nie usłyszy, że nie zna tak podstawowej rzeczy o swoim lokum.
Zostawiła wiertło na otwartej dłoni, jakby dawała sygnał, że wcale nie jest pewna tego wyboru. Ułamek sekundy się zastanawiała czy wykorzystać fakt jego obecności czy unieść się honorem.
Ułamek sekund i już kontynuowała. - A która wiertarka się nada do tego wiertła? Czy może najpierw wybrać wiertarkę, a potem do niej wiertła?- nagle ton jej głosu już nie był niepewny, drżący. Był szczerze zainteresowany tym, aby się dowiedzieć jak najwięcej o remoncie. Dlatego Cora nawet nie dała mu dojść do głosu - ona się dopiero rozkręcała. - Myślisz, że ile na początek potrzebuję wiertel? Trzy wystarczą czy może więcej? O a może wiesz tez , co koniecznie potrzebuję zakupić, aby wyremontować dom?- posłała mu pytające spojrzenie i wyczekując jego pomocy w tym temacie. Zależało jej, żeby wyremontować dom, a nie jeszcze bardziej zniszczyć jego stan. Odwróciła się w stronę wózka i zaczęła przyglądać się jego zawrotności. - Brakuje mi oczywiście wiertarki, ale mam już wybrane farby, wałek i nawet kuwetę do farby. Chyba na początek starczy, prawda?- wymieniała nie tylko dla niego, ale też dla siebie, aby się upewnić co już ma. Ostatecznie znowu utkwiła wzrok w jego błękitnych tęczówkach, które sprawiły, że instynktownie podeszła jeszcze bliżej. Wiertarek oczywiście! Ale także i niego. Trochę celowo, trochę nieświadomie. - Ale dobra, wróćmy do tej wiertarki. Pomożesz mi w wyborze? Bo chyba znasz się na rzeczy?- spytała opierając się biodrem o półkę i wodząc palcami po jednym z urządzeń. Początkowo nie chciała prosić nikogo w sklepie o pomoc, ale Sam spadł jej z nieba. Wyglądał na prawdziwego fachowca, więc grzechem byłoby nie nie spróbować zagadać.


Sam Turner

I’m a big girl in a big world

: wt cze 23, 2026 11:51 am
autor: Sam Turner
Ułamek sekundy miał zaważyć na rozwoju tej przelotnej znajomości. Czy podjął się tematu odpowiednio delikatnie? Czy trafił na dobry nastrój rozmowczyni? A może w ogóle powinien się nie odzywać, tylko zostawić ją samej sobie, jak to preferują dzisiejsze wojujące feministki? Turner nie bardzo się przejmował, czy nadepnie komuś na odcisk. Gorszy humor się trafiał, życie pisało różne scenariusze, a on nie zamierzał brać do siebie żadnych uwag, które miałyby podnieść ciśnienie. Co najwyżej wzruszyłby ramionami, tudzież przeprosił za narzucanie się i zostawił ją w spokoju.
Wcale nie dziwiło go, że kobieta nie wie, z czego są budowane ściany. Jeśli ktoś się tym nigdy nie interesował, nie zaglądał do wnętrza, czy nie podjął próby wieszał obrazka, tudzież telewizora — by zaskoczyć się, że zwykłe wiertło tępi się po godzinie jazdy, bądź jak to częściej bywa, przebić się na wylot do sąsiedniego pokoju — żył w błogiej nieświadomości.
To zależy… — odezwał się, bo nie uznał ściszonego głosu Cory za próbę wycofania się i zatajenia niewiedzy. — Stare i nowe budownictwo różnią się między sobą, tak jak i blok w centrum miasta od domu na obrzeżach. — Dla jednych oczywistość, dla drugich czarna magia.
Powstrzymał się przed wybałuszeniem oczu i parsknięciem śmiechem. Kiedy już rozchylał usta, by odpowiedzieć na pytanie, dostał lawinę kolejnych, więc czekał cierpliwie, aż padnie wymowna pauza, dająca mu przestrzeń, aby odnieść się do tego, co kobietę najabrdziej interesowało.
Jest to jakiś początek, zgadza się — przytaknął powoli, kiwając przy tym głową. Wychodził z założenia, że wieczne planowanie i zastanawianie się, co jest do zrobienia i jaki będzie najlepszy sposób, by to osiągnąć, mijało się nieco z samym celem. Przerwaniem ciągłej analizy było działanie, postawienie choćby najmniejszego kroku, zamknięcie Pinteresta i tablic z paletami farb, a następnie zakup niezbędnego sprzętu. — Co konkretnie wymaga remontu? Jeśli jesteś na etapie wykończeniówki, na odmalowaniu ścian i zawieszeniu kilku obrazków, to rzeczywiście brakuje ci wyłącznie wiertarki, może folii do przesłonięcia podłogi i mebli — podjął w miarę dyplomatycznie, chcąc, by Cora mogła powoli sama dojść do tego, że skala przedsięwzięcia może być większa, niż początkowo założyła. — Gdybyś natomiast potrzebowała czegoś więcej, jak przesunięcie ściany, cyklinowania parkietu, czy chociażby wymiany płytek w łazience, to warto wziąć pod uwagę nieco więcej czynników, takich jak rozmieszczenie pokoi, w których ma się dziać remont. Niektórzy potrafią żyć w domu, w którym każde pomieszczenie jest rozłożone na czynniki pierwsze — jak choćby on sam przez parę długich lat, nim nie nauczył się na własnych błędach, by planować pracę z szerszej perspektywy — ale są też tacy, których denerwuje fakt, że nawet zamknięte w szafie ubrania mają na sobie przenikający przez szczeliny, wszędobylski pył. Taka wymiana sieci elektrycznej przebiegnie znacznie sprawniej, gdyby zerwać wszystkie kable w całym budynku i podłączyć je od zera, niż po ogarnięciu salonu zorientować się, że rachunki wcale nie maleją, a tak w ogóle, to w sypialni nadal mruga światło. — Puścił wymownie oczko, chcąc zarysować trudniejsze warunki, po których mogłaby zaraz zaprzeczyć, że to wcale nie jej przypadek, a ona będzie się cieszyć odhaczonym remontem zaraz po zawieszeniu nad kominkiem fotografii ze swojego ślubu z jakimś niedojrzałym facetem. Niedojrzałym, bo jeśli już takowy istniał, nie puściłby jej samej do budowlanego z tak ważnym zadaniem.
To samodzielny projekt, prawda?No shit, Sherlock.Fachowiec nie zostawiłby cię na lodzie, nie mówiąc, co trzeba dokupić. To znaczy, ja bym tak nie zrobił, nie jestem pewien, jak konkurencja. — Oczywiście, że wiedział, co u konkurencji. Pracując przez lata w biznesie nauczył się wiele zarówno o prowadzeniu swojej firmy, jak i marketingu. Analiza rynku to spora część tej wiedzy, wymagana w każdej dziedzinie, w której planowało się zająć własne miejsce. — Mów, czego ci trzeba, a chętnie podsunę parę prostych rozwiązań — zaproponował wciąż lekkim tonem, widząc, że nieznajoma przejawia cechy samodzielności oraz chęć do działania. Nie miał problemu z doradzaniem, bo może i pracował ciężko przez lata, szlifując swoje umiejętności, by móc dziś korzystać z nich dla zarobku, tak kolejny majsterkowicz w świecie wcale nie zagrażał jego pozycji.

Cora Marshall

I’m a big girl in a big world

: wt cze 23, 2026 6:13 pm
autor: Cora Marshall
Skoro mężczyzna sam ją zaczepił, to Cora po cichu liczyła na jego wsparcie w wyborze odpowiednich produktów. Mógł oczywiście wypiąć się na nią w każdym momencie, odpowiedzieć zdawkowo albo…. Zalać ją potokiem słów. Tego akurat się nie spodziewała. Słuchała go uważnie, ale w połowie przestała rozumieć, co do niej mówi. Wszystkiego było zdecydowanie za dużo, a nagle remont, który uważała, że będzie szybki, łatwy i przyjemny robił się skomplikowany.
- Oh….- wyrwało się z jej ust w którymś momencie, gdy neurony w jej głowie już się zaczęły palić z przeciążenia. Nie znała się na remoncie, ale sądziła, że to nie może być takie trudne i uda jej się samej wszystko zrealizować. Naprawdę chciała, żeby ten dom był jej. Mieszkanie, które dostała od rodzeństwa było cudowne, ale to Cherry je urządzała. Natomiast ten dom Cora chciała zrobić po swojemu i nie bała się przy tym napracować i pobrudzić. W końcu największą satysfakcja było ze zrobienie czegoś samodzielnie.
Mimo, że Sam wyglądał na sympatycznego i nie brzmiał jakby chciał się wywyższać i wskazać nieudolność Cory, to i tak czuła się ponownie speszona i przytłoczona. Jej plan zaczynał się sypać, co nieco ostudziło jej entuzjazm sądząc po zmieszanym wyrazie twarzy. - Nie no… chciałabym odmalować ściany i mieć nowe płytki w łazience. W sumie to prąd tam w ogóle nie działa. Przynajmniej ostatnio jak tam byłam, to nie mogłam zapalić światła - wzruszyła ramionami i westchnęła głośno zdając sobie sprawę, że w sumie nie wie do końca jak to wszystko opisać, więc chyba przyszedł czas na pokazanie.- Słuchaj, najlepiej to będzie jak Ci pokażę jak on teraz wygląda. Tylko się nie przestrasz. Może teraz nie wygląda super, ale widzę w nim dużo potencjału!- jej oczy na nowo rozbłysły, kiedy uświadomiła sobie, że przecież nie wszystko stracone, a po prostu będzie potrzebowała więcej materiałów i czasu. W dodatku mogła się mu pochwalić swoją nieruchomością.
Wyjęła telefon z tylnej kieszeni spodni i stanęła obok niego, by mógł bez problemu zaglądać do jej telefonu nachylając się przez ramię. - Tu jest zdjęcie z przodu. Z tyłu jest weranda z przepięknym widokiem na jezioro. Trzeba tylko uważać, bo jest dziura w podłodze, ale to wystarczy deskę przybić, to na luzie ogarnę - a na potwierdzenie swoich słów machnęła ręką. W końcu rozwalony taras to nic takiego! - Tutaj masz salon. Chciałam odświeżyć ten kolor, zostając przy bieli, bo zależy mi na dużej ilości dodatków, więc nie chcę przytłoczyć pomieszczenia. Może w końcu zawiesiłabym też swoje obrazy. Te plamy na podłodze to chyba brud, prawda?- wskazała na jasne, dość spore zarysowania na podłodze, a następnie zerknęła na mężczyznę szukając w jego twarzy potwierdzenia, że jej plan i spostrzeżenia były całkiem trafne. - O a tutaj jest łazienka. Jest w kiepskim stanie, przyznaję. Ale jeszcze nie oglądałam YouTube jak wymienić wannę, bo chciałabym taką dużą narożną. Natomiast na podłodze chcę takie kafelki we włoskim stylu- zaczęła nawet gestykulować rękoma, jakby to miało mu pomóc w zwizualizowaniu sobie jej pomysłu.
- O wymianie elektryki nie myślałam w sumie. Znaczy chciałam wymienić kontakty i włączniki…A jak to się robi? Co mi się do tego przyda? Żadnego wykonawcy nie mam, bo nie sądziłam, że będzie mi potrzebny- dodała ponownie na niego zerkając, bo skoro już się odważyła go zapytać , to pociągnie ten temat dalej! Może powrzuca jej do wózka potrzebne artykuły i podeśle filmik na YouTubie?


Sam Turner

I’m a big girl in a big world

: pt cze 26, 2026 11:04 am
autor: Sam Turner
No… robi wrażenie — stwierdził, wypuszczając powietrze ze świstem, kiedy spuścił wzrok na prezentowane zdjęcia i z każdą kolejną chwilą coraz mocniej walczyły w nim dwa wilki — zdumienie i chęć głośniego parsknięcia śmiechem.
Wrabiała go. Na bank była aktorką jakiejś Usterki i właśnie szukała kogoś, kogo będzie można łatwo ośmieszyć w sieci, a przynajmniej nagrać zagubienie, czy zdumienie, przy odrobinie szczęścia nawet móc przyłapać remontera na naciągactwie. Turner ściągnął wreszcie brwi i rozejrzał się w obie strony alejki w poszukiwaniu operatora kamery, nawet schylił się, by zajrzeć pomiędzy półki, jakby oczekując, że gdzieś wśród pudeł z zapasem wiertarek została ukryta choćby miniaturowa kamerka. Nie widząc niczego takiego, wyprostował się, przenosząc wzrok na jasnowłosą. Czy miała takową zamaskowaną za guzikiem bluzki? Na ułamek sekundy powędrował nieco niżej, by zaraz odchrząknąć i wrócić do wyświetlacza telefonu.
Daje trochę klimat domu kolonialnego. Ta zieleń jest fantastyczna — mówił szczerze, zachwalając to, co wysuwało się na pierwszy rzut oka. — Masz rację, ten dom ma potencjał. Widziałem już podobne urbexy, które po włożeniu w nie serca i niestety też całkiem sporej kasy, stają się prawdziwymi perełkami. Jeśli nie działa prąd, to potrzebujesz kogoś, kto mógłby na to spojrzeć i stwierdzić, jak poważna jest usterka. Bez tego żadna wiertarka ci nie pójdzie, poza akumulatorową, którą i tak musisz gdzieś pierw naładować — na powrót przybrał szeroki uśmiech. Nawet jeśli zamierzała go wrobić i zbić w sieci naręcze lajków, to przynajmniej odpowie jej zgodnie z prawdą. Może jednak okaże się, że podejrzenia były zbędne. — Podłoga może być brudna, a może trzeba ją odrobinę podszlifować, zwłaszcza jeśli budynek ma swoje lata i chcesz zachować jego charakter. — Bardzo dyplomatycznie, brawo Sam. — Kafelki w łazience są do zrobienia, wannę też oczywiście da się wymienić, ale wciąż wracamy do punktu specjalisty, który warto, żeby rozejrzał się na miejscu. — Zacisnął usta w wąską linijkę i wzruszył ramionami, wskazując otwartą dłonią na prezentowane zdjęcie. — Po zdjęciu, to nie zawsze wiadomo, datego na przykład rzadko kiedy robię zakupy online. Mogę obejrzeć, jak coś wygląda w sklepie internetowym, rozeznać się w parametrach, złapać koncept, ale jeśli zamierzam to kupić, to i tak wybiorę się do stacjonarnego, by sprawdzić fakturę, czy ocenić sposób wykonania.
Blondynka była podekscytowana, ewidentnie zależało jej na realizacji planu, nawet jeśli obecnie miała tylko mgliste pojęcie, jak ma on wyglądać. Biła od niej swoboda oraz szczerość, jaką Turner kupował. Bezpośrednio przyznawała się do swojej nieświadomości, ale miała w sobie tyle entuzjazmu, by pozwolić uwierzyć w powodzenie przedsięwzięcia.
Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wydobył prostą wizytówkę z nazwiskiem, adresem i subtelnym logo.
Jeśli się zdecydujesz na szukanie pomocy, to tu jest mój numer. Mogę się rozejrzeć i sprawdzić faktyczny stan domu. Jestem Sam — dodał, chcąc by formalnych uprzejmości stało się zadość. Może i miał kilka zleceń na to lato, tak remont w domu nieznajomej z całą pewnością rozciągnięty będzie na dłuższy czas. Część byłby w stanie zrealizować samodzielnie, ale niektóre zadania wymagały większej liczby rąk i bez nich prace stałyby w miejscu, bądź ciągnęły się, jak krew z nosa.
Skąd go właściwie masz? To rodzinna pamiątka? — Był szczerze ciekaw, jak znalazła się w posiadaniu tego domu i dlaczego tak jej zależy na podniesieniu go z kolan. Wprawdzie słyszał już o tym, jak młodzi powracają do korzeni, jak porywają się z motyką na słońce i zabierają za remont, nie mając żadnego pojęcia, z czym to się je. To konik dzisiejszej bananowej młodzieży, która pragnie mieć wreszcie coś swojego. Siedzi z toną inspiracji i jest przekonana, że po skompletowniu pięknej tablicy na Pintereście, budynek magicznie zmieni się w ich wymarzony dom. A później jest płacz i zgrzytanie zębów, bo coś nie wyszło, bo pieniędzy zabrakło, bo całość trwa kilka razy dłużej, niż początkowo zakładano.

Cora Marshall

I’m a big girl in a big world

: pt cze 26, 2026 1:11 pm
autor: Cora Marshall
Kiedy Cora miała możliwość opowiadaniu o domu oraz przedstawieniu swoich wstępnych pomysłów na jego remont, była cała rozanielona i pełna nadziei, że wszystko jest możliwe. Spadek entuzjazmu nadchodził wtedy, gdy Sam, pewnie całkiem nieświadomie, ściągał ją na ziemię zasypując ogromem słów, których nie potrafiła zrozumieć. Ona widziała w swojej głowie tylko efekt końcowy. On? Przedstawiał jej wszystkie szczegóły, które należy przejść wcześniej w drodze do osiągnięcia celu, który sobie wymarzyła. Brzmiał wiarygodnie, rzeczowo, konkretnie. Nie czuła się jakby chciał wytknąć jej niewiedzę i specjalnie sprawić, żeby się gorzej czuła. Wzięła nawet wizytówkę do rąk i po szybkim rzuceniu okiem na logo, schowała ją do kieszeni.
Jednak blondynka miała już złe wspomnienia z osobami, na których się przeliczyła mimo, że wydawało jej się , że może na nich liczyć. Zawodził ją też jej instynkt i to szczególnie w stosunku do mężczyzn, więc w ostatnim czasie podchodziła do nich ze znacznym dystansem. Pomału było już coraz lepiej, więc Turnerowi udało się akurat wbić w tą małą szczelinę w murze, którym się otoczyła. Ale w pewnym momencie jednak strach ponownie zapukał do jej drzwi, więc ściągnęła brwi i podpierając się pod boki, spojrzała na niego z dołu, z uwagi na różnicę wzrostu.
- Nie wkręcasz mnie, prawda?- spytała robiąc nawet nieco groźną minę i wpatrując się intensywnie w jego oczy , jakby chciała w nich wyczytać odpowiedź. - Nie wziąłeś mnie za głupią i naiwną blondynkę, którą można łatwo zbajerować i naciągnąć na długi, drogi remont, który mogłaby sama ogarnąć?- jego obawa o udziale w Usterce była jak najbardziej zrozumiała, ale jej? Jeszcze większa! W końcu nie byłaby ona pierwszą i nie ostatnią wykorzystaną osobą przez wykonawcę. Corę pewnie nawet mechanik samochodowy by wkręcił, że musi wymieniać w aucie ewszystkie trzy skrzynie biegów. - Znaczy nie znam się na remoncie i jestem blondynką, to fakt, ale…- ucięła , bo zdała sobie sprawę, że nie jest pewna jak bardzo być z nim szczera. Wciąż się uczyła jak to wszystko wypośrodkować, aby nie być zbyt mocno zamkniętym na ludzi, a jednocześnie nie wierzyć w każde ich słowo.
Zmieniła pozycję z atakującej na zamkniętą, krzyżując ramiona, ale wciąż nie uciekając wzrokiem z jego twarzy. Całe szczęście, że było na kim oko zawiesić, to miała przyjemny widok! - Ale uznajmy, że skorzystałabym z Twoich usług. Jesteś w stanie w pełni zająć się tym remontem i mogę na Ciebie liczyć?- nie było to dobre pytanie, ale chciała chociaż zaobserwować jego reakcję. - Można tak powiedzieć. Dostałam go od….- ucięła na chwilę, bo nigdy nie powiedziała na głos tego słowa. To Christopher był jej ojcem. Niestety ojcem, który się wyrzekł jej. - Dostałam go od ojca, którego nie zdążyłam poznać. W dodatku podoba mi się ten dom. Ma w sobie to coś. Pewnie wiele osób spisałoby go na straty już na samym początku, zamiast dać mu szansę i poświęcić trochę czasu. Wgłębić się w niego i wyciągnąć ten drzemiący w nim potencjał - mówiąc o domu ponownie wyraźnie złagodniałą. Ramiona opadły, wzrok stał się cieplejszy, a nawet ton głos nie brzmiał oskarżycielsko. Mówiąc o budynku czuła się trochę tak jakby mówiła o samej sobie. W końcu wiele razy została z góry skreślona na swojej drodze, bo ludzie uznawali, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Jej własna siostra zawsze się z niej śmiała, że w przeciwieństwie do niej, papier toaletowy się rozwija. Więc tak, ten dom i projekt jego remontu, był dla Cory bardzo ważny. - Więc jak będzie Sam? Mogę na Ciebie liczyć?- spytała już niego łagodniej, bo może niepotrzebnie tak trochę na niego naskoczyła? Mimo wszystko postanowiła trochę się zrekompensować i wyciągnęła dłoń w jego kierunku. - I tak poza tym to jestem Cora- przedstawiła mu się, zdobywając się nawet na lekki uśmiech.


Sam Turner

I’m a big girl in a big world

: sob cze 27, 2026 11:03 pm
autor: Sam Turner
Prawdę mówiąc, przez moment sądziłem, że sama mnie wkręcasz — przyznał bez skrępowania, krzyżując ramiona na piersi z miną kogoś, komu właśnie opadł kamień z serca. — Gdy początkowo wspomniałaś o wiertarce, sądziłem, że to prosta sprawa, lecz na pierwszy rzut oka widzę, że może być bardziej skomplikowana, niż ci się wydaje.Może, a nie jest. Nadal starał się ją podnosić na duchu, nie tłamsić zupełnie tej inspirującej iskry, która przywiodła ją aż tutaj, do podejmowania decydujących kroków.
Przybrała ostrą postawę, wyraźnie wskazując na to, że nie daje sobie w kaszę dmuchać — splecione ramiona, brwi ściągnięte w linię, wzrok przyklejony do jego twarzy jak radar. Była gotowa się bronić, a nawet pokazać pazury, byleby utrzymać plan w mocy. Sam odnotował to z pewnym uznaniem, choć gdyby ktoś go o to zapytał, wzruszyłby tylko ramionami i zmienił temat. Taka postawa w starciu z projektem remontowym była nie tyle zbędna, co wręcz wskazana — bez niej człowiek tracił grunt pod nogami już przy pierwszej pękniętej płytce.
Nie zgodzę się na nic w ciemno — odparł ze śmiechem, umacniając się w przekonaniu, że pani właścicielka wiekowego domu ma w istocie trudności ze zrozumieniem skali przedsięwzięcia. Nie miał w zwyczaju zobowiązywać się do czegokolwiek, zwłaszcza wobec nieznajomej, a już na pewno nie, kiedy chodziło o sygnowanie czegoś swoim nazwiskiem. Budynek kusił, dokładnie tak jak kusi święty graal — niedostępnością i wizją spełnienia wszelkich marzeń. Turner lubował się w projektach na większą skalę — większą, znaczy umożliwiającą grzebanie w wielu tematach jednocześnie. Szczególnie w tych z historią wypisaną na każdej belce. Własny dom remontował od lat, własnoręcznie przywracając do życia stare szafy, które matka chciała oddać do piwnicy, czy skrzynię po dziadku, którą ktoś inny wystawiłby na śmietnik. Rzeczy z przeszłością miały w sobie coś, czego żadna modna płyta meblowa nie była w stanie zastąpić.
To, co mogę obiecać, to że pojawię się na oględzinach i sprawdzę, co dom ma pod posadzką. To znaczy, jak wygląda powaga sprawy — poprawił się od razu. — Daleki jestem od składania obietnic bez pokrycia, ale przyznaję, że lubię wyzwania.
Ujął wyciągniętą ku niemu dłoń i uścisnął ją krótko, mogąc wreszcie z zadowoleniem przypisać imię do twarzy. Cora. Pasowało — coś lekkiego, ale z charakterem. Puścił dłoń odrobinę wolniej, niż wymagały tego czysto zawodowe uprzejmości, i odchrząknął.
W najbliższych dniach będę mieć trochę wolnego. Zadzwoń, albo wyślij mi adres i spotkamy się na miejscu. — Sięgnął do półki po opakowanie z wiertarką, która od początku najbardziej do niego przemawiała, i uniósł je lekko, prezentując zdobycz Corze. — Jestem już przygotowany.
Ruszył w stronę kas, przerzucając pudełko z ręki do ręki z wprawą kogoś, kto od lat nosił rzeczy cięższe i bardziej nieprzewidywalne. Na zakręcie między alejkami zatrzymał się na ułamek sekundy i rzucił spojrzenie znad ramienia — szybkie, prawie nieuchwytne. Cora wciąż stała przy półce z wiertarkami.
Odwrócił wzrok i uśmiechnął się do siebie, już twarzą w stronę wyjścia.

Cora Marshall
koniec