Cups and cakes, oh what good things my friend makes
: sob cze 20, 2026 10:14 pm
Bywały dni, w których człowiek potrzebował się wygadać. Podobne anomalia pojawiały się również u Felixa, kiedy za bardzo zderzył się z rzeczywistością i głęboko skrywanymi myślami, zastanawiając się nad własną egzystencją i nad tym, czy przypadkiem nie rozczarował Briana swoimi wyborami. Może starał się aż za bardzo być tak idealnym? A może za bardzo się izolował, pozwalając, by tak wiele mu uleciało? Obawiał się pełnego zaangażowania w przyjaźnie, nie chcąc stracić nikogo więcej. To bolało, a i serce było wystarczająco słabe; nie mogło z taką siłą zostać rozbite ponownie.
Westchnął, wyciągając się na krześle. Splótł dłonie na karku, wpatrując się w sufit, pozwalając by myśli przepływały przez niego swobodnie, wprowadzając trochę chaosu do jego umysłu. Przymknął oczy, w wyobraźni przywołując obraz dawnego przyjaciela. Bolało, nadal bolało. Minęło tak wiele czasu, a jednak pustka nie znikała. Nie rozumiał tego żałując, że nie może w głowie nacisnąć DELETE. O ile wszystko byłoby prostsze.
Niespodziewanie zaburczało mu w brzuchu i dźwięk ten pozwolił mu wrócić do realności, rozwiewając mgłę wspomnień. Zjadłby coś, a jedyne na co miał ochotę w takich momentach, to porządna porcja ciasta, najlepiej sernika. Serniki były dobre na wszystko, potrafiąc skutecznie leczyć rany. Były plastrem na podziurawioną dusze.
Podniósł się gwałtownie wiedząc, gdzie powinien się udać. Każdy miał swoje safety place, które dawało poczucie komfortu niezależnie od okoliczności i atmosfery w nich panujących. Dla niego była to cukiernia osoby, której mógł się zwierzyć ze wszystkiego. A przynajmniej próbował, ponieważ o wielu rzeczach nadal ciężko mu się mówiło. Wypowiedziane słowa bolały znacznie bardziej niż te trzymane głęboko w głowie.
Ubrał się, przeprosił swoje koty, że nie może zabrać ich tym razem ze sobą i wyszedł. Udało mu się uniknąć zaczepiania przez przedstawiciela osiedlowego gangu, co mógł zaliczyć do sporych plusów.
Wchodząc do cukierni owiał go przyjemny, tak dobrze znajomy zapach, a głód zaatakował znacznie mocniej. Może powinien napić się też kawy? Przystopowanie z nią powinno być priorytetem, ale nie miał teraz głowy do myślenia o stanie swojego zdrowia.
-Hej, Jamie! Jak bardzo jesteś zajęta? - spytał uroczą kobietę kręcącą się za ladą. Poczuł wyrzuty sumienia, że zawracał jej głowę, ale potrzebował nawet krótkiej rozmowy, która ponownie wywołałaby na jego ustach szeroki, szczery uśmiech.
Jamie Park
Westchnął, wyciągając się na krześle. Splótł dłonie na karku, wpatrując się w sufit, pozwalając by myśli przepływały przez niego swobodnie, wprowadzając trochę chaosu do jego umysłu. Przymknął oczy, w wyobraźni przywołując obraz dawnego przyjaciela. Bolało, nadal bolało. Minęło tak wiele czasu, a jednak pustka nie znikała. Nie rozumiał tego żałując, że nie może w głowie nacisnąć DELETE. O ile wszystko byłoby prostsze.
Niespodziewanie zaburczało mu w brzuchu i dźwięk ten pozwolił mu wrócić do realności, rozwiewając mgłę wspomnień. Zjadłby coś, a jedyne na co miał ochotę w takich momentach, to porządna porcja ciasta, najlepiej sernika. Serniki były dobre na wszystko, potrafiąc skutecznie leczyć rany. Były plastrem na podziurawioną dusze.
Podniósł się gwałtownie wiedząc, gdzie powinien się udać. Każdy miał swoje safety place, które dawało poczucie komfortu niezależnie od okoliczności i atmosfery w nich panujących. Dla niego była to cukiernia osoby, której mógł się zwierzyć ze wszystkiego. A przynajmniej próbował, ponieważ o wielu rzeczach nadal ciężko mu się mówiło. Wypowiedziane słowa bolały znacznie bardziej niż te trzymane głęboko w głowie.
Ubrał się, przeprosił swoje koty, że nie może zabrać ich tym razem ze sobą i wyszedł. Udało mu się uniknąć zaczepiania przez przedstawiciela osiedlowego gangu, co mógł zaliczyć do sporych plusów.
Wchodząc do cukierni owiał go przyjemny, tak dobrze znajomy zapach, a głód zaatakował znacznie mocniej. Może powinien napić się też kawy? Przystopowanie z nią powinno być priorytetem, ale nie miał teraz głowy do myślenia o stanie swojego zdrowia.
-Hej, Jamie! Jak bardzo jesteś zajęta? - spytał uroczą kobietę kręcącą się za ladą. Poczuł wyrzuty sumienia, że zawracał jej głowę, ale potrzebował nawet krótkiej rozmowy, która ponownie wywołałaby na jego ustach szeroki, szczery uśmiech.
Jamie Park