Strona 1 z 1

start speaking spanish or start drinking

: ndz cze 21, 2026 12:18 am
autor: Carmen Torres
Carmen świadomie ograniczała się do nauczania języka hiszpańskiego dzieci do trzynastego roku życia. Im starsi byli jej uczniowie, tym bardziej ją irytowali, coraz częściej przypominając rozkapryszone nastolatki uczęszczające do szkoły językowej wyłącznie dlatego, że nie miały innego wyboru. Dzieci natomiast były szczerze ciekawe świata i niemal zafascynowane wszystkim, o czym opowiadała ich ulubiona nauczycielka. Nie wystawiały jej cierpliwości na próbę tak jak licealiści, którzy nawet nie próbowali ukrywać, że niewiele ich interesuje. Ich uwagę zaprzątały głównie aktualne trendy na TikToku albo zbliżające się koncerty. Oczywiście, zdarzały się wyjątki; prywatne lekcje, sponsorowane przez tych najbardziej majętnych rodziców, którzy wróżyli swoim nastolatkom świetlaną przyszłość. Nie mogła im odmówić. Nie, jeśli sama stale potrzebowała na coś dodatkowych pieniędzy; na naprawę rzeczy, które bezustannie rozpadały jej się w dłoniach. Na podróże małe i duże, które napędzały jej motywację do pracy i życia. Na wydatki, które codziennie — jakimś cudem — same jej się pojawiały i jeszcze dodatkowo mnożyły. Carmen twierdziła, że były to rzeczy, nad którymi nie miała żadnej kontroli, ale w rzeczywistości w wielu kwestiach, nie potrafiła po prostu sobie odmówić.
Korepetycje, które przeprowadzała z Flavią, były mieszanką ćwiczeń nauczania starszych i dorosłych, a przy tym najprawdziwszą przyjemnością. Bo poza wplataniem gramatyki i nowego słownictwa do ich lekcji, dziewczyny często traciły rachubę czasu, a przy tym tok, jaki powinny mieć typowe korepetycje. Ze śledzenia materiałów, przygotowanych przez Meksykankę, często przechodziły do prywatniejszych rozmów, które nie miały już zbyt wiele wspólnego z nauką, dlatego tym razem Carmen obrała zupełnie nową taktykę.
W umówionym miejscu pojawiła się piętnaście minut po czasie, jak zwykle nie potrafiąc dopilnować godziny, co ją samą doprowadzało już nie raz do szału. Od razu dosiadła się do swojej koleżanki, posyłając jej przepraszający uśmiech, który szybko zmienił się w ten pseudo-profesorski. — Hola — rzuciła dźwięcznie. Nowa zasada dotyczyła mówienia tylko po hiszpańsku przez całą godzinę lekcyjną. Nie chciała dawać jej więcej forów.— Dziś za każde słowo, które padnie po angielsku, pijesz shota — ostrzegła nadal mówiąc w swoim ojczystym języku, zanim zamówiła im jakieś przekąski. — Przerwa od lotów? — zagaiła, nieco się zapominając i mówiąc szybciej niż zwykle. Zawsze interesowała ją praca stewardessy i wciąż miała wiele niekończących się pytań. Podsunęła jeden kieliszek starszej dziewczynie, spoglądając na nią z ożywieniem. — Mam nadzieję, że masz mocną głowę, kochana — zaśmiała się, unosząc nieznacznie podbródek, tym samym rzucając jej pewne wyzwanie. — Chciałabym, żebyś na kolejnym kursie, już zagadała hiszpańskojęzycznych pasażerów — powiedziała, chwytając frytkę, jakby wcale nie brała pod uwagę opcji, że Flavia mogła za nią nie nadążyć. A może robiła to celowo? Może naprawdę chciała się dzisiaj napić i oderwać się od rutyny, czy całej tej monotonnej rzeczywistości.

Flavia Rosendale

start speaking spanish or start drinking

: pn cze 22, 2026 10:43 pm
autor: Flavia Rosendale
Flavia uwielbiała swoją pracę. Bycie stewardessą było jej marzeniem od dziecka, ale także pielęgnowaniem pamięci o własnej mamie, która zawsze powtarzała jej, że powinna sięgać po swoje marzenia i cele. Może już na łożu śmierci wiedziała, że pan Rosendale będzie chciał przekabacać córkę na rodzinny biznes? Prawo nie było dla niej, sztywne zasady i rodzinny biznes to było ostatnie, o czym marzyła. Pragnęła wolności, kontaktu z ludźmi i życia na własnych zasadach. Jedyne reguły, które ją interesowały, to te samolotowe, bo była prawdziwą profesjonalistką. Dbała o komfort pasażerów, przed lotem upewniała się, że wszystko jest dobrze przygotowane, a stan samolotu zawsze oceniała również własnym okiem, choć znała się na tym tyle, o ile kiedyś miała rzeczywiście sytuację, w której coś było nie tak. Miała duże doświadczenie, ale nie była technikiem. Co prawda, dużo interesowała się i rozmawiała z pracownikami a także załogą i często udawało im się uniknąć problemów, jeśli lecieli zaangażowanym zespołem. W innym przypadku, miała naprawdę nerwowe loty i zdarzyły jej się nawet momenty, w których musieli zawrócić na lotnisko, z którego startowali.
Poza pracą, zajmowała się własnym rozwojem. Zawsze doinformowywała się, jak w kraju docelowym można było powiedzieć dzień dobry bądź jak pożegnać się z pasażerami na wyjściu z samolotu. Oprócz tego, znała płynnie koreański i całkiem dobrze hiszpański, choć ten drugi język rzadko kiedy miała okazję ćwiczyć. Zapisanie się na korepetycje wydawało się być najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli trafiła na native speakera, z którą bardzo dobrze jej się rozmawiało; czasami może aż za dobrze, skoro schodziły na tematy poboczne, rozmawiając po angielsku i zapominając, że Flavia powinna albo poćwiczyć, albo nauczyć się nowego słownictwa bądź gramatyki. Doceniała tę znajomość i to, że Carmen często miała świeże i obiektywne spojrzenie na niektóre sprawy. Nawet jeśli Rosendale nie brała sobie jej porad całkowicie do serca, to mimo wszystko lubiła ich słuchać, wyciągając z nich to, co jej odpowiadało.
Przyjechała na miejsce o czasie, bo punktualność miała we krwi — na co dzień musiała się nią wykazywać, więc bardzo rzadko robiła wyjątki w tej regule. Usiadła do zarezerwowanego stolika, napawając się meksykańskim klimatem restauracji; uwielbiała chodzić do miejsc klimatycznych, zwłaszcza jeśli przy tym serwowali dobrą kuchnię.
— Hola — przywitała się, uśmiechając się promiennie do swojej koleżanki….a może już korepetytorki? Między jednym a drugim była naprawdę cienka granica. Uniosła zdziwiona brwi, wpatrując się w Carmen. — Szota za każde słowo po angielsku? — zapytała, dopytując, czy na pewno dobrze usłyszała co do niej powiedziała. Miała duży zasób słownictwa, w końcu uczyła się tego języka już od kilku lat, jednak nadal w zwykłych rozmowach brakowało jej słów i wtedy posiłkowała się na języku, który obydwie znały. Teraz została obrabowana z tej możliwości, chociaż wypicie kilku szotów nie będzie złe. Najbardziej obawiała się ewentualności, w której później jej wstawiony umysł przestanie myśleć po hiszpańsku. Może wtedy zacznie gadać do niej po koreańsku? — Tak, mam dwa dni przerwy. W ostatnim czasie miałam trzydniowy layover we Włoszech — odpowiedziała z uśmiechem, zaraz marszcząc lekko brwi. — Nie zaliczamy tamtego słowa. To jest lotnicze określenie, a nie zwykłe słowo po angielsku! — obroniła się za użycie angielskiego słowa, ale… z tego co kojarzyła, to w innych krajach również było ono często spotykane do opisania przestoju przesiadkowego. — Ale nie będę pić sama. Nauczyciel powinien towarzyszyć uczniowi w trakcie eksperymentu — odpowiedziała; czy miała mocną głowę? Nie miała też jej aż tak słabej, choć podejrzewała, że z przyzwyczajenia może zaliczyć kilka głupich wpadek, tym bardziej że czasami samo opisanie w obcym języku tego brakującego słowa było nie lada wyzwaniem. Jeszcze na dodatek Carmen mówiła szybko i pewnie, przez co Flavia zamrugała, próbując przerobić sobie w głowie jej słowa. — Musisz mówić wolniej, to po pierwsze — rzuciła, uważnie dobierając słowa. — Co z pasażerami? — zapytała, bo to zdanie ciągiem zlało się jej w jedno. — Jemy coś? Byłaś tu kiedyś? — dodała zaraz, używając pewnie zdań, które znała.

Carmen Torres

start speaking spanish or start drinking

: sob cze 27, 2026 6:51 pm
autor: Carmen Torres
Carmen uwielbiała spotkania z Flavią. Zawsze podziwiała jej zapał do nauki i samorozwoju, szczególnie z tak napiętym i nieregularnym grafikiem pracy. W końcu Rosendale zawsze była w biegu — z jednego miasta do drugiego, z pobliskiego państwa do tego najdalszego. Obsługiwała pasażerów, dbając o ich bezpieczeństwo i komfort. Torres zawsze podśmiewywała się, że chciałaby kiedyś polecieć w podróż z Flavią jako stewardessą, by osobiście doświadczyć na skórze, jakim była pracownikiem. Dziewczyna zawsze emanowała niesamowitą energią; była dziewczęca, urocza i rozmowna na tyle, że Carmi prędko poczuła się w jej towarzystwie komfortowo. Nie było to najtrudniejsze zadanie, bo Meksykanka z natury była raczej otwartą osobą, ale nie często zatrzymywała się przy innych na dłużej. Wiedziała, że ludzie przychodzili i odchodzili; niektórzy zostawali na zawsze, a pozostali zaledwie na krótką chwilę. Każdy pełnił jakąś funkcję w tym wszystkim, dlatego cieszyła się i bardzo doceniała fakt, że Flavia była na stałe. Przynajmniej na razie, bo ich znajomość wydawała się, póki co świetnie rozwijać. Zresztą ciężko było to ukryć, skoro każda ich wspólna lekcja zawsze kończyła się tak samo; plotkami i poznawaniem siebie jeszcze bardziej.
— Długo na mnie czekałaś? — zapytała, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że dziewczyna prawdopodobnie przyszła na czas, jeśli nie szybciej. Nagle zrobiło jej się z tego powodu głupio, bo nie lubiła, gdy inni na nią czekali. Mimo wszystko, pilnowanie umówionej godziny, zawsze przychodziło jej z trudem. — Szota za każde słowo po angielsku — powtórzyła dokładnie, żeby dobrze się w tej kwestii zrozumiały. Może to zmotywuje stewardessę do przeprowadzenia tej rozmowy w jak największym stopniu po hiszpańsku. — We Włoszech! Ach, chciałabym zobaczyć Europę — jęknęła z żalem. Może któregoś dnia, gdy zacznie lepiej zarabiać, zdoła zobaczyć coś więcej poza Meksykiem i Toronto. Póki co nie miała takiej możliwości, ale liczyła, że jej średnie zarobki któregoś dnia, znacząco się pomnożą. Albo znajdzie bogatego faceta? — Zwiedzałaś? Gdzie dokładnie byłaś? — zapytała, próbując mówić w naturalnym tempie, by mogła ją zrozumieć. Meksykańska ekspresywność czasem wychodziła z niej przy swobodnych rozmowach; nie miała zbyt wiele okazji by mówić po hiszpańsku, dlatego cieszyła się, gdy mogła to robić. Czuła się wtedy, jakby naprawdę była tą prawdziwą sobą. — Niech ci będzie, cwaniaro — zaśmiała się na jej obronę. — Mnie akurat nie musisz namawiać, ale ja muszę postawić jakąś granicę. Jutro mam zajęcia — powiedziała twardo, więc mogła towarzyszyć jej w piciu, ale do pewnego stopnia. Słysząc jej prośbę, Carmen zasłoniła palcami usta i zaśmiała się cicho, znowu się zapominając. Może to był zły pomysł? — Chciałabym abyś na kolejnym locie, mogła swobodnie rozmawiać z native — powiedziała nieco wolniej. — Och, jemy, koniecznie. Umieram z głodu — przyznała, zerkając na kartę przed nimi. — Może weźmiemy deskę tacos? Będą dobrym wyborem do picia — zaproponowała, wskazując palcem odpowiednią pozycję. — Dokąd lecisz teraz? Strasznie mnie to ciekawi — zagaiła.

Flavia Rosendale