Strona 1 z 1

If you wanna know how, I can show you right now

: ndz cze 21, 2026 3:29 am
autor: Kieran Burreau
Nie było niczym zaskakującym, że Kieran był jednym z lepszych studentów, przykładając się do każdego przedmiotu. Starał się za wszelką cenę zrekompensować sobie fakt, że poszedł na studiach znacznie później, niż jego rówieśnicy, przełykając gorzką porażkę, którą były miesiące spędzone w klinice. Nie rozmawiał o tym z nikim, chociaż paliło go to niczym pikantna potrawa, którą tak ciężko było przełknąć. Bruździło nieprzerwanie, wypominane przez ojca, który w każdej chwili był gotów przypomnieć blondynowi, że już powinien siedzieć na sali sądowej, zamiast nadal kisić się na uczelnianych aulach. Chciał mu pokazać, że nie marnował tu czas, a jego osiągnięcia i zaangażowanie były doceniane chociażby przez dziekana, który nie miał do niego zastrzeżeń. Na tyle, by zaledwie trzy dni temu poinformować go, że dostanie pod opiekę innego studenta, który potrzebował pomocy. Co prawda nie byli z tego samego wydziału, jednak mężczyzna był zdania, że Burreau będzie potrafił odpowiednio go zmotywować, pokazując tajniki wpajania wiedzy, które pchnęłyby go trochę do poważniejszego traktowania studiów. Nie do końca rozumiał, czemu właściwie dziekanowi tak zależało, by chłopak nie został wyrzucony z uczelni, ale nie dopytywał - nawykł do wykonywania poleceń osób starszych i wyższych stopniem. Nie negował, póki coś kompletnie nie przeczyło jego logice.
Gdy jednak poznał imię studenta, któremu miał pomóc chociaż trochę, przez myśl przemknęło mu, że być może po raz pierwszy powinien odmówić. Benjamin był bowiem zbyt głośny, było go za dużo i wprowadzał niekontrolowany chaos, który burzył ustalony z góry porządek Kierana, mającego zaplanowany skrupulatnie cały dzień.
Nie mogąc się już wycofać, zaczął przekonywać sam siebie, że może tym razem pan Thellman podejdzie do nauki znacznie poważniej widząc, że w ten sposób kradnie również czas Burreau. A tego nie miał za wiele, rezygnując z malowania na rzecz korepetycji. Nie miał niczego przeciwko pomocy, jednak w chwili, w której zdawała się być ona niepożądana lub bezskuteczna, dopadały go wątpliwości. Źle znosił porażki, a nieudany eksperyment w postaci innej osoby był jedną z tych, których nawet nie potrafił skutecznie przeanalizować, doszukując się przyczyny niepowodzenia. Ludzie od zawsze byli największą zagadką.
Przywitał się grzecznie z bibliotekarką, w ciszy kierując się do jednego stolika. Uprzedził wcześniej Benjamina, że właśnie tu będzie na niego czekał i liczył, że ten się nie spóźni. Kieran, jak miał w zwyczaju, pojawił się znacznie wcześniej, chcąc zebrać odpowiednie książki.
Zostawił torbę, wolno poruszając się pomiędzy półkami, co rusz lądując w innej alejce. Znał to miejsce niemal równie dobrze, jak bibliotekę we własnym domu. Zdarzało się, że ktoś coś przestawił, ale nie były to naruszenia zbyt rażące.
Zmarszczył brwi, kiedy na miejscu, w którym powinna znajdować się książka “Skuteczne techniki nauczania”, znajdowało się coś zupełnie innego. Ludzie naprawdę nie potrafili zadbać o tak prosty porządek? Przejechał wzrokiem po poszczególnych tytułach znajdujących się w pobliżu, szybko lokalizując zgubę. Znajdowała się kilka rzędów wyżej, co pozornie nie było niczym problematycznym. Gdyby tylko Kieran miał kilka centymetrów więcej.
Marszcząc lekko brwi, zaciskając mocniej usta w akcie skupienia, wspiął się na palce, chcąc dosięgnąć lektury. Tej samej, która zniknęła, pozostawiając po sobie pustą, chłodną dziurę.
-Oh - wyrwało mu się z zaskoczenia, czując przy okazji czyjąś obecność tuż za sobą.

Mr Trouble

If you wanna know how, I can show you right now

: ndz cze 21, 2026 4:20 am
autor: benjamin thallman
Obrazek
- I rozumiecie, że ten stary pierdziel powiedział mi, że potrzebuję korepetycji?! - Benjamin odwrócił się zirytowany do swoich kumpli z zespołu, rozkładając ręce w rozpaczy, no bo wlasnie opowiadał o największej niesprawiedliwości tego świata. - I to w dodatku z typkiem, który nie przestaje się zamykać o jakichś kodeksach, regulaminach i cholera wie czym jeszcze! - Przewrócił oczami, robiąc przy tym tak dramatyczną minę, że jeden z chłopaków parsknął śmiechem znad gitary. - Benji, ale nie musisz tam iść, wiesz o tym? - odezwała się dziewczyna siedząca z boku, obserwując, jak ćwiczyli. Benjamin tylko uśmiechnął się szeroko. - Oczywiście, że muszę - odparł bez zawahania. - Pomimo kija w dupie, który ma ten chłopak, miło się na niego patrzy. - uśmiechnął się pod nosem, wsunął do ust pick do gitary, a potem klasnął raz w dłonie. - Dobra. Raz, dwa, trzy... = I zaczęli grać jedną ze swoich nutek...

Następnego dnia Benjamin obudził się później niż zwykle. Czyli w sumie całkiem normalnie. Zaśliniona poduszka również od jakiegoś czasu przestała być czymkolwiek zaskakującym. Podniósł telefon, bardziej z odruchu niż z prawdziwej potrzeby, i dopiero gdy zobaczył powiadomienie, serce podskoczyło mu gwałtownie do garła... bo blondasek do niego napisał. - Fuck, fuck, fuck - wyrzucił z siebie, nagle całkowicie trzeźwy po wczorajszej libacji po próbie. Wyleciał z łóżka tak szybko, że prawie potknął się o własne spodnie, pobiegł pod prysznic, umył się, przebrał, chwycił plecak i wybiegając z mieszkania, zgarnął po drodze swój BMX. Jechał w stronę uczelni, rozglądając się na wszystkie możliwe strony, żeby przypadkiem nie zostać potrąconym, bo śmierć pod kołami samochodu przez to, że przestawał słyszeć... byłaby żałosna.

Kiedy dotarł na miejsce, rzucił BMX-a gdzieś w krzaki obok wejścia i wbiegł do środka. Ledwo wyhamował butami przed wejściem do biblioteki. - Dzień dobry! - rzucił z szerokim uśmiechem, machając dłonią. Ktoś natychmiast go uciszył. Benjamin uniósł ręce w obronnym geście, ale oczywiście wcale nie wyglądał na skruszonego. Ruszył między regały, rozglądając się dookoła, aż w końcu zauważył swojego towarzysza nauki. Kieran stał przy jednej z półek, wspinając się na palce, żeby dosięgnąć książki. I Benjamin, nie wiadomo czemu, na moment się zatrzymał, a na jego twarzy pojawił się rozczulony uśmiech, zanim jeszcze zdążył go powstrzymać. Po chwili jednak podszedł szybkim krokiem, rzucił plecak gdzieś na bok i stanął tuż za nim. Wysunął dłoń, muskając palcami rękę chłopaka, kiedy ten sięgał po książkę. - No cześć - mruknął. Chwycił tom, po który tamten sięgał, i wsunął mu go prosto do rąk, uśmiechając się szeroko. - To co? Gotowy na naukę? - Przyjrzał mu się uważniej, od góry do dołu, bez żadnego wstydu, bo po co miałby nagle udawać, że posiada maniery? Kieran wyglądał lepiej, niż Benjamin go zapamiętał no i pachniał równie cudownie, co ostatnio. - Przyznaj się, że sam poprosiłeś dziekana o te korepetycje - dodał, przechylając głowę. - Ja wiem, że zrobiłem na tobie ogromne wrażenie, ale Burreau, wiesz, że w tych czasach po prostu zaprasza się kogoś na randkę? - Uśmiechnął się jeszcze szerzej, pochylając się odrobinę bliżej. - Ewentualnie proponuje seks bez zobowiązań. Też działa. Podobno.

Burreau

If you wanna know how, I can show you right now

: ndz cze 21, 2026 4:55 am
autor: Kieran Burreau
Żaden scenariusz ani żadna symulacja, którą przeprowadził w głowie, nie przewidziały zniknięcia książki. Gwałtowna dematerializacja przeczyła wszelkim zasadom logiki znanym Kieranowi. Owszem, tom mógł upaść na podłogę, mógł nawet spaść mu na głowę, ale z zdecydowanie nie mógł tak o zniknąć, pozostawiając po sobie jedynie pustki. Analityczny umysł blondyna wypierał podobne wyjaśnienie uznając, że takie rzeczy działy się jedynie w książkach fantasy, gdzie poszczególni bohaterowie odkrywali swoje moce, brutalnie wystawiani na próbę. On takowych nie posiadał, na dodatek znajdując się w realnej rzeczywistości.
Co więc się stało?
Odpowiedź ugodziła go równie mocno, jak zapach lekko słodkich, acz przyjemnych dla nozdrzy perfum. Znał je, przynajmniej z doświadczeń sensorycznych, ponieważ nazwa nadal pozostawała zagadką, która nie znajdowała się na liście priorytetów. Nie musiał się nawet odwracać, żeby wiedzieć kim była osoba, która znalazła się tuż zanim, powodując lekkie napięcie mięśni. Nigdy nie czuł się dobrze wiedząc, że ktoś stał za jego plecami, na dodatek przekraczając dopuszczalną odległość, odbierając mu w ten sposób cząstkę wolności.
Zerknął na tom, który pojawił się w jego ręce równie magicznie, jak zniknął z półki. Był pewien, że jego ręka sama książki nie chwyciła. Westchnął. Za dużo zaczynało się dziać w jego głowie. Za dużo analiz, za dużo chaosu, którego nie kontrolował. Myśli zaczynały mu się mieszać, podsyłając obrazy, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. To nie działało na niego dobrze i jeśli kiedyś podobne odczucie dopadnie go na sali sądowej, przegra sprawę.
Obrócił się powoli, stając twarzą w twarz z Benjaminem.
-Nie wyglądasz najlepiej - zauważył lekko, wodząc po jego obliczu niebieskimi tęczówkami. Nie planował go w żaden sposób obrażać, ani ranić jego uczuć. Ot, zwykłe stwierdzenie, które nasunęło mu się na myśl w momencie, kiedy zorientował się, że wyglądał inaczej. Podkrążone oczy, potargane lekko włosy i przygaszony błysk w oczach, które ostatnio niemal płonęły. Nie dało się tego nie zauważyć. - Jak źle spałeś? - padło pytanie. Chciał poznać przyczynę jego stanu. Czy i Burreau zdarzało się wyglądać podobnie? Zmęczenie nie było mu obce, ale nigdy nie przykładał uwagi do tego, jak się ostatecznie wtedy prezentował. Czy to miało znaczenie? I czemu znowu zaczyna się usilnie nad wszystkim zastanawiać?
-Nie nawykłem do proszenia o udzielanie korepetycji. Normalnie nie mam na takie rzeczy czasu, ale pomoc innym zazwyczaj przynosi korzyści w przyszłości - wzruszył ramionami. Może będzie mógł w jakiś sposób dołączyć to do osiągnięć uczelnianych, zamieniając na punkty. Ukończenie studiów z wyróżnieniem było dla niego ważne. - Nie będziemy uprawiać żadnego seksu. Biblioteka jest miejscem publicznym. Za takie rzeczy można zostać ukaranym, bo podchodzi to pod paragraf 173 dotyczący nieprzyzwoitych czynów i 174 dotyczącego nagości w miejscu publicznym, Kodeksu Karnego, i jest czynem surowo karanym - wyjaśnił mu to tak gładko, jakby właśnie prowadzili konwersację o pogodzie. Domyślał się, że Benjamin nie miał pojęcia, co dokładnie Kieran chciał mu przekazać, dlatego starał się wytłumaczyć mu to w jak najbardziej zrozumiały sposób. Był pewien, że taka wiedza w przyszłości mu się przyda.
-I tak, jestem gotowy. Chodź, tam zostawiłem torbę - powiedział, łapiąc go za ramię, poniekąd samemu zakłócając jego przestrzeń osobistą. Thallman jednak nie wyglądał mu na stałego bywalca biblioteki i Burreau obawiał się, że mógłby się zgubić pomiędzy krętymi alejkami wypełnionymi regałami z książkami.
Zaprowadził ich do stolika, na którym już znajdowało się kilka ciężkich tomów.
-W czym dokładnie potrzebujesz pomocy?

troublemaker

If you wanna know how, I can show you right now

: ndz cze 21, 2026 3:15 pm
autor: benjamin thallman
Zabawne, że kiedy już po części pogodził się z faktem, że Kieran może wcale nie był zainteresowany jego osobą, ten nagle potrafił go czymś zadziwić. I teraz wychodziło na to, że jednak pamiętał, jak Benjamin wyglądał ostatnio i jak się prezentował? Szeroki uśmiech od razu spowił twarz Thallmana, gdy usłyszał nie wyglądasz najlepiej wychodzące z ust blondyna.Normalnie taki komentarz powinien ugodzić go prosto w serduszko, ale tutaj? Tutaj świadczyło to o tym, że jednak wywarł na chłopaku jakieś wrażenie. Może nie aż tak negatywne, jak mu się początkowo wydawało. Och, jeszcze w dodatku się martwił? Nie no, gdyby Thallman był nieśmiały, mógłby przysiąc, że poczułby rumieńce na policzkach. Zamiast tego poczuł jedynie to przyjemne drapanie po własnym ego. No bo cholera, to było prawie jak jakieś święto dziękczynienia, nie? - nie czuję się najlepiej - odparł od razu, zerkając w dół na chłopaka i przejeżdżając dłonią po swoich włosach, mierzwiąc je jeszcze bardziej. - Cholernie źle. A co, martwisz się o mój zegar biologiczny, Burreau? - uśmiechnął się pod nosem. - To jest całkiem urocze. Jeszcze trochę, a pomyślę, że mnie lubisz. - uniósł brew, uśmiechając się nonszalancko. Lubił, kiedy zwracano na niego uwagę. Z natury był cholernym ekstrawertykiem, lubił bliskość, przyjaciół wokół siebie, rozmowy, śmiech i cały ten chaos, który potrafił wnieść w każde pomieszczenie. Poza tym grał w zespole, więc uwaga innych była dla niego czymś niemal naturalnym. Lubił ją dostawać, ale uwielbiał też ją dawać. Dlatego już teraz był prawie pewien, że może jednak skusi się, żeby osiągnąć swój mały cel i sprawić, aby ten podobno hetero mężczyzna stojący przed nim wylądował z nim w łóżku. To nie mogło być aż tak trudne, prawda?

Zmarszczył brwi w zaskoczeniu i zaśmiał się pod nosem, kiwając głową z niedowierzaniem, gdy usłyszał, jak Kieran wspomina o korzyściach w przyszłości. No tego akurat się po nim nie spodziewał. - Korzyści? - powtórzył, przeciągając to słowo z rozbawieniem. - Coś brzmi to mało moralnie, kiedy wychodzi z twoich ust, mój słodki - dorzucił na koniec z flirciarskim akcentem, bo nie potrafił się opanować. Dobra, serio nie potrafił. Nie przestawał go zaskakiwać. Czy on naprawdę myślał, że Benjamin będzie chciał uprawiać z nim seks w bibliotece? Odsunął się o krok, oparł się dłonią o regał i zmrużył oczy, wysłuchując każdego paragrafu z kodeksu karnego, którym blondyn najwyraźniej miał zamiar go uraczyć. Przyglądał się jego ustom i słuchał, a właściwie ignorował większość informacji, które uważał za kompletnie nieprzydatne w swoim życiu. - Burreau, może to jest twoja fantazja, żeby uprawiać seks w bibliotece, ale ja nasz pierwszy raz widzę w raczej normalniejszym miejscu. Na przykład w sypialni - zaśmiał się. Chwilę później został pociągnięty za ramię, więc poszedł za nim z uśmiechem od ucha do ucha. Jak na kogoś, kto podobno nie przepadał za chaotycznością Thallmana, Kieran znajdował się podejrzanie blisko. Benjamin rozsiadł się na krześle i przeciągnął leniwie, przyglądając się jego niebieskim oczom. - W czym? - ziewnął, przecierając oczy dłonią. - W życiu? Myślisz, że masz na to jakiś podręcznik albo samouczek? - zerknął na niego z rozbawieniem, po czym przekrzywił lekko głowę. - Poza tym ile czasu w ciągu tygodnia spędzasz na nauce? - zapytał z czystą ciekawością. - Dotykasz czasem trawy czy tylko o niej czytasz?

Burreau

If you wanna know how, I can show you right now

: ndz cze 21, 2026 7:00 pm
autor: Kieran Burreau
To było ich drugie spotkanie. Nie licząc krótkich wiadomości, które otrzymał od Benjamina Kieran, na własne życzenia dając mu swój numer telefonu, nie mieli ze sobą więcej do czynienia. Wspólna uczelnia nie zapewniała bowiem stałego kontaktu zwłaszcza, jeśli nie studiowało się tego samego kierunku. Burreau za sprawą dziekana dowiedział się, że Thallman nie należał do wydziału prawniczego, znajdując się na artystycznym. Blondyna intrygowało czemu w takim razie znalazł się tego pamiętnego dnia na wykładzie z prawa karnego i gdzieś w głowie zakodował, że przy najbliższej, sprzyjającej okazji zwyczajnie go o to zapyta. Zdawało się to być mało istotne, jednak pragnienie wiedzy było znacznie silniejsze, niż postanowienie nie wywoływania kontaktu. Nie powinien prowokować Benjamina w żaden sposób czując, że wyjątkowa przyjemność sprawia mu wpychanie się w przestrzeń osobistą innych ludzi, pomimo próśb by zwrócił ja Kieranowi. I chociaż wydawać by się mogło, że wszystko stało jak najlepszej drodze, by faktycznie potraktować buntownika jak mało znaczący wpis w pamiętniku życia, tak okazało się, że dziekan miał plany zgoła inne, przez co chłopak stał właśnie twarzą w twarz z osobą, która burzyła jego spokój.
-Jesteś chory? Mogłeś napisać, że nie dasz rady przyjść. Roznoszenie zarazków jest trochę nie fair względem innych osób, które wolałyby pozostać zdrowe - stwierdził. Miał nadzieję, że jeśli faktycznie Benjamin coś złapał, nie było to zaraźliwe. Nie miał czasu, by samemu leżeć w łóżku, kiedy poza uczelnią czekały to jeszcze godziny spędzone w kancelarii. - Bycie dla kogoś miłym nie jest oznaką lubienia. Równie dobrze mogę być kulturalny względem osoby, do której nie żywię żadnej sympatii - odpowiedział na jego zaczepkę. Tak, do takiego wniosku doszedł Kieran - że Benjamin zwyczajnie w świecie to zaczepia. Nie wiedział co prawda w jakim konkretnie celu, ale już częściowe zrozumienie zachowania drugiej osoby było osiągnięciem. Może była dla niego nadzieja.
-Benjamin, mogę się myśli, ale odnoszę niejasne wrażenie, że niemal wszystko sprowadzasz do uciech cielesnych. Nie każda korzyść musi mieć z nimi związek - westchnął, poprawiając kołnierz koszuli, która miał na sobie. Lubił je, dodawały mu pewności siebie i pasowały do wizerunku. Dodatkowo były praktyczne, nadając się na każdą okazję.
Wypatrzył się w jego twarz. Przychodziło mu to nad wyraz naturalnie, nie wywołując poczucia bezczelności czy braku subtelności. Było raczej szacunkiem do rozmówcy.
-Fantazja - powtórzył po nim, by zamyślić się na chwilę. Czy miał jakieś? Podobno posiadał je każdy człowiek, ale Kieran nigdy szczególnie nie poświęcił wiele czasu na te rozważania. Daleki był od uciekania w świat rzeczy, których nie mógł dostać na już lub które zdawały się być prozaiczne. - Nie, to nie jest moja fantazja - rzucił, wracając umysłem do Benjamina, który nie spuszczał z niego wzroku. Czy powinno go to krępować? Być może, jednak zamiast tego skupił się na przyjemnym dźwięku, który wydobył się z gardła chłopaka w postaci śmiechu. Brzmiał czysto, dając natchnienie do obrazu, który pojawił się w głowie Burreau. Powinien przystopować.
-Nie wydaje mi się, żebym mógł ci w tym pomóc. Dam jesteś odpowiedzialny za swoje życie, Benjamin i ty sam wiesz najlepiej, co jest dla ciebie dobre i na co powinieneś zwracać uwagę - spojrzał na niego zza książek. Och, gdyby w jego przypadku prawda wyglądała tak samo. Trochę hipokryzji, niemniej Burreau wierzył, że to, na co postawili rodzice, było dla niego dobrą przyszłością. - Całkiem sporo, codziennie kilka godzin. Jakie to ma znaczenie? Lubię się uczyć, a skoro mam zostać prawnikiem, muszę znać wszelkie zasady. Nie masz rzeczy, do której dążysz, bo ci zależy? - zainteresował się. Miał zespół, tyle zapamiętał z ostatnich wiadomości. Musiało jednak być coś więcej, bo Benjamin był zbyt chaotyczny, żeby skupić się jednej pasji.

benjamin thallman

If you wanna know how, I can show you right now

: pn cze 22, 2026 4:33 am
autor: benjamin thallman
Spojrzał na Kierana znad książek, które ten wcześniej trzymał, a potem parsknął pod nosem, słysząc pytanie o chorobę. No tak. Oczywiście, że właśnie to zauważył. - Nie jestem chory, spokojnie. - przewrócił oczami, opierając się biodrem o regał. - Po prostu jechałem tutaj jak debil i kiepsko spałem. - Nie wspomniał o tym, że poprzedniego wieczoru zaliczył mini libację, bo po co? Nie musiał przecież dokładać Kieranowi kolejnego powodu do wygłoszenia wykładu na temat negatywnych skutków jakie miał alkohol na człowieka, co nie?

Uniósł dłonie w teatralnym geście niewinności, a potem pochylił się trochę bliżej stołu, przy którym mieli usiąść. Jego spojrzenie przesunęło się po koszuli Kierana, po tym kołnierzyku, który ten tak starannie poprawił, aż w końcu zatrzymało się na jego twarzy. - I wiem, że bycie miłym nie oznacza lubienia - powiedział, mrużąc oczy. - Ale widzisz, Burreau, ja mam taką teorię, że ty próbujesz być dla mnie kulturalny, a w środku bardzo mocno walczysz z ochotą, żebym cię pocałował. - Uśmiechnął się szerzej. - Co technicznie oznacza, że już wywołuję w tobie emocje. A to jest progres.

Później Kieran wspomniał o uciechach cielesnych, Benjamin westchnął dramatycznie i położył dłoń na sercu, - Niemal wszystko? Auć. Rani mnie twoja ocena, naprawdę - rzucił, chociaż oczy błyszczały mu rozbawieniem. - Ja sprowadzam do uciech cielesnych tylko te rzeczy, które aż się o to proszą. Ty na przykład bardzo się o nie prosisz, ale jeszcze o tym nie wiesz. Ale! - zaamilkł na krótką chwilę, patrząc na niego z bezczelnym uśmiechem, po czym wzruszył ramionami. - Obiecuję, że już postaram się nie rzucać w twoją stronę takich komentarzy. Tym bardziej że przecież interesują cię tylko kobiety. - Zerknął na niego jeszcze raz, próbując wybadać jego gestykulację, mimikę, cokolwiek, co mogłoby zdradzić, czy trafił chociaż odrobinę. Cholera, ten chłopak był drętwy jak kij. Nic nie dało się wyczytać z jego twarzy. Przechylił głowę, przyglądając mu się uważniej, po czym w końcu usiadł przy stoliku i przesunął jedną z książek w swoją stronę. - I nie martw się, odpuszczę sobie twoją pomoc w kwestii ogarnięcia mojego życia, w tej kwestii niezbyt ci ufam.

Pytanie Kierana o cel zawisło między nimi trochę niewygodnie. Nie masz rzeczy, do której dążysz, bo ci zależy? Benjamin otworzył usta, gotowy odpowiedzieć czymś głupim. Że dąży do tego, żeby Kieran przestał mieć kij w dupie. Albo żeby w końcu się uśmiechnął. Albo żeby napisał do niego pierwszy bez przymusu dziekana. Tylko że nie powiedział tego. Zamiast tego przez krótką chwilę po prostu patrzył na blat. - Mam - powiedział w końcu ciszej, niż zamierzał. - Muzykę. - Palcami stuknął o okładkę książki, wystukując jakiś rytm, którego nawet nie musiał sobie przypominać. - Śpiewam. Gram. Mam zespół. To chyba jedyna rzecz, która kiedykolwiek miała dla mnie sens - dodał, po czym parsknął krótko - Tylko że z tymi rzeczami, na których człowiekowi zależy, jest jeden problem, Burreau. - Spojrzał na niego. - Jak ci je ktoś zabierze, to nie bardzo wiadomo, co zostaje - Na sekundę coś w jego twarzy zgasło. Potem Benji odchylił się na krześle, przeczesał palcami włosy i wrócił do swojego aroganckiego ja - Ale spokojnie, zanim zaczniesz robić mi psychologiczną analizę albo proponować listę konstruktywnych rozwiązań, możemy udawać, że tego nie było. - przysunął książkę bliżej Kierana i uniósł brwi. - No dobra, profesorze. Co mamy w kolejnym rozdziale? Dwie prawdy i jedno kłamstwo? Jak najlepiej ściągać i nie dać się złapać? - uśmiechnął się zadziornie. - Tylko mów powoli. Nie dlatego, że jestem głupi. Po prostu lubię patrzec, jak się męczysz.

Burreau

If you wanna know how, I can show you right now

: czw cze 25, 2026 6:53 pm
autor: Kieran Burreau
Jego wzrok ponownie powoli przesunął się po twarzy chłopaka w sposób, który wiele osób określiłoby nachalnym. On jednak nie widział w tym niczego złego - nie miał wszak w planach go obrażać, nie chciał mu sprawić tym bólu, obniżyć samooceny czy zrobić jakiejkolwiek negatywnej rzeczy, które ludzie tak często mieli w głowach w momencie, kiedy czyjeś spojrzenie zatrzymało się na ich osobie. Benjamin nie był kimś z niskim poczuciem własnej wartości, więc Burreau założył, że chociaż on nie będzie patrzył gniewnie spod zmarszczonych brwi wyrzucając mu, żeby przestał go oceniać. Robił to, owszem, ale do własnych analiz, a nie po to, by prowokować. Chciał wiedzieć co siedziało mu w głowie, bo to ułatwiłoby mu zrozumienie powodów jego niektórych działań. Mógł zapytać, jak najbardziej, ale ile Thallman był w stanie mu powiedzieć?
-Sen jest ważny. Następnym razem śpij dłużej i lepiej. Nie musisz się przejmować, jeśli nie pojawisz się na naszym umówionym spotkaniu. Umiem zorganizować sobie czas nawet, jeśli nie podoba mi się spóźnialstwo i wystawianie innych. Zdrowie jest istotne - wyrzucił z siebie gładko, uśmiechając się lekko, kończąc tym samym buszowanie po buzi chłopaka. Zamiast tego wzrok prześlizgnął się na książki znajdujące się tuż przed nimi. Starał się dobrać jak najlepsze, kierując się informacjami, które powiedział mu dziekan. Tajniki skupienia, nauczania. Sam nigdy ich nie potrzebował, nie mając z tymi rzeczami problemów. Pielęgnowane przez lata teraz wychodziły mu naturalnie. Cena, jaką zapłacił za brak dzieciństwa z rówieśnikami.
Tym razem brwi powędrowały lekko ku dołowi.
-Pocałować? Z każdym szukasz intymnych interakcji? Czy to jeden z tych scenariuszy, niczym z filmów romantycznych, które dziewczyny skrycie chcą przeżyć? - wytrzymał jego spojrzenie, chociaż ponownie uderzyła go woń przyjemnych perfum. Miały w sobie coś, co zapadało w pamięć wywołując uczucie… no właśnie, jakie? Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie, spychając je głębiej w ściany umysłu. Teraz nie były istotne, powinien skupić się na samym meritum spotkania. - Czemu tam bardzo pijesz do mojej seksualności, Benjamin? Nie wydaje mi się, żeby była warta głębszego badania, bo niczym się nie różni od innych - skomentował. Prawdą było, że gdyby tylko głębiej się zastanowił, odrzucając na bok wpajane przez rodziców rzeczy oraz pewniki co do swojej przyszłości zaaranżowane przez ojca, doszedłby do wniosku, że na temat swojej seksualności sam niczego nie wie. Był mężczyzną więc logicznym było, że powinien związać się z kobietą. Na nie jednak patrzył głównie artystycznym okiem, skupiając się na walorach utrwalanych na obrazach.
-W ogóle nie powinieneś mi ufać. Nie znasz mnie - rzucił, przerzucając kartki w jednej z lektur. Wychodził z założenia, że zaufanie było śliskim tematem i nie można było powiedzieć po paru tygodniach znajomości, że tak, ufało się komuś. Ile przypadków było zdrad po paru latach?
Kiedy nastała dłuższa cisza, uniósł wzrok. Po raz pierwszy Benjamin zastygł, szukając odpowiedzi. Zjawisko, którego wcześniej nie doświadczył, a które wymagało zbadania. Nie spuszczał w tym celu ani na chwilę wzroku z chłopaka, starając się odczytać każde drgnięcie mięśni, każdy cień przemykający po jego buzi. Wszystko, co pozwoliłoby mu dowiedzieć się, co mogło siedzieć w jego głowie.
Muzyka.
Odpowiedź, która w jego ustach zabrzmiała niemal jak słowo święte - z namaszczeniem i wielbieniem.
-W takim razie nie pozwól, żeby ktoś ci to odebrał. Jeśli naprawdę muzyka, twój zespół, śpiew są dla ciebie ważne, walcz o nie za wszelką cenę. W momencie, kiedy odpowiednio o nie zadbasz, nikt nie będzie w stanie ci tego zabrać - rzucił. Czy w to wierzył? Tak. Wierzył, że jeśli człowiek się starał i poświęcał, nie można było go zmusić do rezygnacji z tego, co tak się ceniło. - Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale ty nie wyglądasz na kogoś, kto w potulny sposób oddałby coś, co jest bliskie jego sercu. Potrafisz być uparty, nawet za bardzo, więc wykorzystaj to i pokaże światu oraz innym, że jesteś niepowstrzymany jeśli chodzi o marzenia - dodał z pewnością w głosie. Może nie umiał nazwać wszystkich uczuć czy emocji, ale umiał patrzeć i wyciągać wnioski. W jego oczach Thallman jawił się jako ktoś, kto w razie konieczności spuściłby drugiej stronie łomot, co nie było pozytywnym stwierdzeniem dla kogoś kto był pacyfistą, niemniej pokazywało, że był dostatecznie silny, aby poradzić sobie z przeciwnościami losu. - Nie będę udawał, że tego nie było. Było i dla ciebie powinno być zawsze. To część ciebie - zerknął na niego w momencie, kiedy przeczesywał włosy. Coś w tym geście sprawiło, że jakaś cząstka, głęboko w duszy Kierana, drgnęła.
Lekko potrząsnął głową, wracając do książki.
-Tak szczerze, Benjamin. Jak bardzo nie chcesz tego robić? Wcale nie zależy ci na pogłębianiu wiedzy, na pewno nie w tym kierunku. Po co w ogóle się fatygowałeś? Mogłeś napisać wiadomość, że cię nie będzie i po sprawie - wyrzucił z siebie. Nie wiedział, co ma myśleć o jego stawiennictwie. Póki co ani razu nie podszedł do sprawy poważnie, co rusz odbiegając od tematu i go zaczepiając. A przecież mógł zostać w domu i spać dalej. Nic dziwnego, że nurtowało go pytanie: dlaczego?

benjamin thallman

If you wanna know how, I can show you right now

: pt cze 26, 2026 2:21 pm
autor: benjamin thallman
Czyżby książe się o niego martwił? Przez moment dziwnie przyjemne ciepło przeszło przez ciało Thallmana. Mógł powiedzieć coś, zrobić coś, ale stwierdził, że po prostu dalej będzie z nim igrać... no bo uwielbiał przyglądać się i słuchać wywodów blondyna, - co do pocałunków i intymnych interakcji... - zaczął, stukając palcami o książkę. - Nie, nie z każdym ich szukam. - Spojrzał mu prosto w oczy. - a nawiązuje do twojej seksualności, bo brzmisz jakbyś sobie próbował wmówić, że pociągają cię kobiety - oparł łokcie o blat i nachylił się odrobinę bliżej, ale nie na tyle, żeby znowu naruszyć jego przestrzeń. - Nie mówię, że kłamiesz. Może naprawdę interesują cię tylko kobiety. Super... gratuluje świadomości!! Nie będę ci drukował dyplomu, ale mogę klasnąć. - Uniósł dłonie i zaczął klaskać. Wystarczająco teatralnie, żeby spróbować wyciągnąć z Kierana jakąkolwiek reakcję. Po chwili jednak przestał i parsknął pod nosem. - I nie, nie ufam ci, możesz być spokojny. Nie podarowałbym ci dostępu do historii mojej przeglądarki. Newsflash, mogłaby cię straumatyzować. - Puścił mu oczko, po czym sięgnął po jedną z książek i otworzył ją na przypadkowej stronie.

Cholera, nie spodziewał się tego.

Był przygotowany na kolejną tyradę o odpowiedzialności, zdrowiu, skupieniu, zasadach, granicach, zarazkach i całej reszcie rzeczy, w których Kieran najwyraźniej robił za samozwańczego profesjonalistę. Był gotowy przewrócić oczami, parsknąć, rzucić jakimś głupim komentarzem i obrócić wszystko w żart, zanim zrobiłoby się zbyt poważnie. Ale nie był gotowy na to, że Kieran spojrzy na niego tym spokojnym, cholernie uważnym spojrzeniem i powie mu, żeby w a l c z y ł.

Że co do jasnej cholery?
Przez chwilę nie odpowiedział. Siedział tylko, opierając palce o okładkę książki, i patrzył na miejsce, w którym jeszcze przed sekundą wystukiwał jakiś przypadkowy rytm. Nagle książki, zapach papieru i perfum Kierana zrobiły się zbyt wyraźne... Musiał to przetrawić. Każde mile wypowiedziane zdanie, które wypłynęło z ust Kierana, a którego Benjamin wcale nie prosił.

''...nie pozwól, żeby ktoś ci to odebrał.''
Gdyby to było takie proste, Burreau.
Gdyby przeciwnik był człowiekiem, któremu można było przywalić w twarz, Benjamin pewnie już dawno miałby poobijane kostki i ten glupawy, zwycięski uśmiech. Zawsze wiedział, co zrobić, kiedy problem miał twarz. Ale jak miało się walczyć z czymś, co siedziało we własnym ciele? Jak miało się nie oddać czegoś, co mogło zostać zabrane po cichu, kawałek po kawałku, zanim człowiek w ogóle zdążył się obejrzeć? - Benji - poprawił go odruchowo, ale tym razem ciszej. Bez żartów... dogryzek, które zwykle ratowały go przed tym, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś zbyt szczerze. To jedno słowo było jedyną rzeczą, której mógł się uczepić, żeby chociaż na sekundę wrócić do siebie. Dopiero po chwili podniósł wzrok na Kierana i uśmiechnął się delikatnie. - Nie wiem, czy sam wierzysz w te słowa, które mówisz - rzucił, parskając cicho, nasepnie nachylił się w jego stronę i wysunął dłoń. Ułożył ją na dłoni Kierana, zahaczając palcami o jego skórę, a potem ścisnął delikatnie. Tylko na kilka dłuższych sekund, które i tak powiedziały więcej, niż Benjamin chciałby przyznać. - Ale doceniam. Serio. - Dopiero potem się odsunął i odchylił się na krześle, przeciągnął się i wyprostował dłonie, chcąc jakoś wyrzucić z siebie dziwne myśli. - chociaż muszę cię zmartwić, Burreau. Ja potulnie nie oddaję nawet ostatniego kawałka pizzy, więc z marzeniami też raczej nie pójdzie łatwo. - uśmiechnal sie bezczelnie.

Potem jednak Kieran zapytał, po co w ogóle się fatygował. Benjamin zerknął na niego spod rzęs i przez moment naprawdę wyglądał na kogoś, kto próbuje znaleźć odpowiedź nie tylko dla niego, ale też dla samego siebie. - Bo napisałeś - odparł w końcu. No bo po co miał kłamać? Taka była prawda. Najprostsza i najbardziej zdradliwa z możliwych. Zorientował się sekundę za późno, więc szybko dodał, - znaczy, nie ekscytuj się.... Mogłem nie przyjść, ale tu jestem... - przechylił głowę, przyglądając mu się uważniej. - wiesz, co jest w tym najgorsze? Że sam nie jestem pewien, czy przyszedłem przez te cholerne korepetycje, czy dlatego, że chciałem cię znowu zobaczyć. - uśmiechnął się, po czym przesunął książkę bliżej siebie i westchnął dramatycznie, decydując się kompletnie zignorować jego pytanie czy na czymkolwiek mu zależało, - Możemy dzisiaj tylko godzinę? Masz jakieś plany później? - Zapytał niby od niechcenia, ale ciekawość zdradziła go od razu. Chciał wiedzieć, czy Kieran po nauce dalej będzie siedział nad kolejnymi książkami, czy może jednak robił coś dla siebie. Czy miał życie poza tym kijem w dupie, podręcznikami i irytująco spokojnym, przejętym sposobem mówienia. Bo pomimo tego wszystkiego, a może właśnie przez to w s z y s t k o, Benjamin naprawdę chciał go poznać.

Burreau

If you wanna know how, I can show you right now

: pt cze 26, 2026 3:12 pm
autor: Kieran Burreau
Nie potrafił jasno zdefiniować tego, co kazało mu wypowiadać kolejne słowa w stronę Benjamina. Nie była to reakcja na jego zaczepki, bo te nie były pierwszyzną w jakimkolwiek wykonaniu. Nie tylko z jego strony słyszał komentarze, za które tak wiele osób by się obraziło. On jednak niewiele sobie z nich robił, nie zawsze przy tym skutecznie potrafią nawet odczytać ich intencję. Były dla niego słowami płynącymi z ludzkich ust, w które próbowano wpleść emocje. Z tym, że akurat z nimi Kieran miał ewidentny problem, nie mając na tyle doświadczenia, by zidentyfikować je momentalnie. Zostawały puszczane, by chwilę później o nich zapomniał, pozwalając jedynie by to słowa zapadły w jego głowie. Je mógł analizować, bo je znał.
Niemniej w przypadku Benjamina sprawa była zdecydowanie bardziej skomplikowana. Bo ile nadal używał słów, których znaczenie pojmował, tak zdarzały się momenty, w których krótkie spojrzenie, ton głosu, nadawały im wydźwięku wprawiające wnętrzności Burreau w drgania. Jakby budziło się coś, co zawsze chciało zostać uwolnione, a czekało jedynie na odpowiedni moment. Niczym pisklę niepewnie przebijające się przez skorupkę jaja, chcące zobaczyć jak wygląda prawdziwy świat.
-Niczego nie muszę sobie wmawiać. Akurat tej rzeczy jestem pewien - odpowiedział jedynie. Czy aby na pewno? Odniósł wrażenie, że nawet jego samego ton własnego głosu wprawiał w dziwną konsternację, jakby zaraz chciał podważyć własną prawdomówność. Dlaczego teraz miało to takie znaczenie? Nigdy nie stawiał pod znakiem zapytania tego, jaka płeć mu się podobała. To było pewniakiem, na który nie trwonił czasu. Czemu więc teraz naszła go chęć by ponownie zastanowić się, czy aby na pewno było tak, jak wierzył od tylu lat?
Przeczesał dłonią włosy, mierzwiąc je lekko i burząc idealne uczesanie, które miało w ten sam sposób współgrać z jego ubiorem. Zadbany wygląd miał znaczenie, głównie na sali sądowej. Dodawał potrzebnej powagi i szacunku mogącego przeważyć na werdykcie. Teraz jednak ów gest był jedynie oznaką, że w głowie Kierana działo się więcej, niż powinno i niekoniecznie z każdą myślą radził sobie tak, jakby chciał. Chaos na głowie miał odzwierciedlić chaos, który rozgrywał się w umyśle.
Cichy dźwięk przerwał ciszę. Po raz kolejny został poprawiony i po raz kolejny miał zamiar to zignorować. Zasada, której się trzymał. Pełne imiona były wyrazem szacunku, ale i pewnego dystansu. Skrócenie ich wiązało się ze spoufalaniem i rodzajem bliskości w relacji, których Burreau nie miał. Nie był aż takim samotnikiem, by z nikim nie rozmawiać, ale nie dopuszczał ludzi na tyle, by z lekkością do nich podchodzić.
-Jaki jest sens wypowiadania słów, skoro miałoby się w nie wierzyć? To zwyczajne marnotrawstwo - skomentował. Czy jednak wierzył? Czy sam walczył?
Przed oczami stanęło mu niewielkie pomieszczenie, w którym znajdowała się głęboko skrywana tajemnica. Odskocznia od życia na prawniczych zasadach. Odskocznia od oczekiwań i scenariuszy napisanych przez innych, w których to Kieran odgrywał główną rolę, będąc marionetką w spełnianiu marzeń własnych rodziców. Czy potrafił o to zawalczyć, skoro nadal skrywał swoje drugie ja przed innymi w obawie, że zostanie mu odebrane? Nie miał w sobie jeszcze takiej siły, by na wierzch wyciągnąć to, co pozwalało utrwalić mu każdą emocję, której nie rozumiał. Zupełnie, jakby z czasem miały stać się dla niego bardziej oczywiste.
Myśli przerwał dotyk. Początkowo niczym delikatne muśnięcie wiatru, wprawiając w drżenie skórę, by zaraz przybrać na sile ze znaczną stanowczością. Wzrok blondyna powędrował z twarzy rozmówcy na własną dłoń, która zniknęła przykryta tą należącą do Benjamina.Wpatrzył się w to zjawisko, analizując. Czemu to miało służyć? Jaki Thallman miał cel w dotykaniu go? I czemu, na ten dziwny, niezrozumiały sposób, zdawało się to być nielogicznie przyjemne? Nie rozpalało go w środku, jednak poruszyło pisklę rwące się do lotu.
-Nie martwi mnie to. - Uniósł głowę, ponownie lokując spojrzenie na twarzy Benjamina. Wrażenie zniknęło w chwili, w której cofnął dłoń, chociaż widmo dotyku pozostało na skórze, buszując po niej przez kolejnych kilkanaście sekund, rozpraszając przy tym zawsze poukładane myśli. - To tylko pokazuje, że jesteś silny i nie masz się czego obawiać. Z taką determinacją daleko zajdziesz w tym, co dla siebie przygotowałeś. Możesz jej użyć też w nauce, to zaowocuje - dodał. Nie byłby sobą, gdyby nie przyrównał ostatecznie podejścia chłopaka do nauki. Był zdolny, uparty, czemu więc tak się wzbraniał przed przyswajaniem wiedzy?
-Zdajesz się być popularny, z pewnością nie jestem jedyną osobą, która do ciebie pisze - skomentował w ten typowy sposób, nie rozumiejąc do końca. Nie załapał tej aluzji, że mogłoby chodzić właśnie o JEGO towarzystwo. - A może z nudów? - podsunął wyjaśnienie, które najbardziej wydawało mu się prawdopodobne. Na korepetycjach mu nie zależało, Kieran też nie był mistrzem towarzystwa.
-Po nauce z tobą, a raczej jej próbie? Czy mam… - zamyślił się na chwilę. Miał. Miał później na tyle wolnego czasu, by podjechać do swojej ulubionej kawiarni, w której każdego dnia zamawiał dokładnie ten sam zestaw, a następnie udać się w miejsce, które odcinało go od otaczającego go świata, a o którym nie był gotów mówić. - Tak, mam. Potrzebuję dobrej kawy, a później czeka mnie trochę pracy. Wieczorem muszę skończyć linię obrony wyimaginowanej sprawy, którą nam podsunięto. A co, chcesz mi potowarzyszyć? - odpowiedział z cichym śmiechem wiedząc, że było to ostatnie, o czym marzył osobnik tak wzbraniający się przed nauką.

buntownik