Strona 1 z 1

Just say you won't let go

: ndz cze 21, 2026 10:18 pm
autor: Catherine Bennett
To było dziwne. W jakiś sposób budzenie się w łóżku Davida stało się niejednokrotnym wydarzeniem, ale serią zdarzeń. Nie było w tym klucza czy rutyny, sama nie wiedziała ile jest w tym faktycznego przywiązania, zauroczenia czy tego co tam szalało w jej głowie. Nie chciała tego rozkładać na czynniki pierwsze i zastanawiać się co ich tak naprawdę łączyło. Lubiła swoje zdrowie psychiczne, nawet jeśli to coraz częściej w ostatnich tygodniach było na granicy stwierdzenia, że dziękuje i ta podróż nie będzie dłużej kontynuowana. Sytuacja z mamą z niejasności w związku między nią a Davidem, problemy jej rodzeństwa i lekkie zawirowania w pracy - teoretycznie mogła porozmawiać o tym z Harrisonem. Czuła, że pewnie by ją wysłuchał. A nawet jeśli nie to może by jej nieco ulżyło.
Tylko że wciąż nie wiedziała na czym stoją, a nie chciała wciągać w to mężczyzny. Była świadoma, że miał własne problemy i demony. Nie wierzyła, że ten zwierzał się jej ze wszystkiego. I nawet tego nie oczekiwało.
Trwali w tym dziwnym stanie. Nie była to przyjaźń, ale zdaniem Catherine nie można tego też było nazwać pełnoprawnym związkiem. Nieco kuło ją, że nawet nie mogli na dobrą sprawę nazwać tego byciem przyjaciółmi z korzyściami.
Nie zamierzała jednak z tego rezygnować. Była samolubna - jeśli już budziła się przy jego boku to musiała się tym nacieszyć i nasycić.
I tak też było tego poranka. Poruszyła się pod pościelą i z uśmiechem zanotowała, że jej partner w zbrodni był tuż obok. Powstrzymała się od wplątania palców w jego włosy i rozpoczęcia zabawy nimi. Jeśli spał to miał pełne prawo do odpoczynku. Wiedziała, że zmiany w policji są ciężkie. I dość niebezpieczne, zwłaszcza w tym czym się specjalizował. I był to kolejny zgrzyt dla niej: wiedziała, że to kochał, ale ona niekoniecznie chciała od życia partnera, który ryzykował przynajmniej raz w miesiącu swoim zdrowiem albo życiem. Zbliżała się powoli do trzydziestki i coraz częściej myślała o stabilizacji i spokojnym życiu bez zamartwiania się o bliskich.
I wiedziała, że może się sparzyć wskakując w związek z Davidem.
Dlatego było dobrze tak jak było.
Zerknęła na wyświetlacz zegarka na stoliku nocnym. Do jej budzika zostało jeszcze sporo czasu, zamierzała go wykorzystać ciesząc się po prostu jego obecnością. Wtuliła się w zagłębienie jego ramienia (i w życiu by się nie przyznała, że jej mózg podsuwał myśl, że to było jej miejsce) i położyła dłoń na jego klatce piersiowej, ledwie wyczuwalnie dotykając go opuszkami palców. Przez ostatnich kilka miesięcy stało się to niemal jej nawykiem, jeśli już ogrzewała mu łóżko. Robiła to bezwiednie, często w pobliżu blizny. Jakby chciała się upewnić, że stara rana jest zaleczona i że to na pewno już tylko wspomnienie. Że nadal tu jest. Nie pozwalała sobie na to, gdy był świadomy. Tak jakby bała się odsłonić przed nim albo okazać mocniejsze przywiązanie czy troskę.
Jak tak nad tym myślała to nie była najmocniejsza w wyrażaniu uczuć i całej reszty. Być może była to jakaś rzecz do przemyślenia i naprawy. Kiedyś. Kiedy jej życie wyjdzie na prostą.
Poczuła ruch mężczyzny i odruchowo położyła dłoń na jego klatce piersiowej płasko. To było znacznie prostsze do wyjaśnienia. Ot - zapomnienie.

David Harrison