Strona 1 z 1

003. It's Nice to Have a Friend

: pn cze 22, 2026 12:01 am
autor: Audrey LeBlanc
Dobrze mieć przyjaciela, który ma prawie zawsze czas. Nie mogę narzekać na fakt, że od kiedy się poznaliśmy to wspólnie spędzamy czas i nasza przyjaźń się nie zmieniła. Nie ma co tutaj liczyć na pocałunek, ponieważ poczułabym się, jakbym pocałowała brata. Jednak jedyne, co uwielbiam robić to się przytulać. Tu nie ma żadnego problemu, po prostu taka jestem. Emmę Tt zawsze był i jest w moim życiu, przecież to z nim pierwszy raz jechałam samochodem, jak zdałam prawo jazdy. Tak samo z nim się za dzieciaka biłam na miecze, które były zrobione z drewna i mieliśmy wszędzie siniaki. Naprawdę dobrze mieć przyjaciela z dzieciństwa, który niezależnie od wszystkiego wciąż przy mnie jest.
Otworzyłam drzwi do swojego mieszkania, pozwalając mu wejść jako pierwszy. Winda nam dużo pomogła, ważne też w sumie, że ona działała. Dwa kartony, trudne kartony z niegotowymi meblami. A raczej sporymi i grubymi regałami na książki. Nie wiem, dlaczego, ale postanowiłam zrobić mały kącik czytelniczy. Książki zamówię w przyszłym tygodniu, ale trzeba zacząć od najtrudniejszego. Wiadomo od regału, mogłam zamówić z dostawą oraz złożeniem. Nie chciałam tego, mogę spróbować sama. Przecież to nic trudnego nie będzie. A raczej tak podejrzewam, Emmett chyba wie jak składać meble, nawet nie wydaje mu się to za trudne. W nagrodę zamówię nam jedzenie, odwiozę go i zrobię prawie wszystko, co będzie chciał. Tylko niech pomoże osiągnąć mi mój mały cel w życiu. Zazwyczaj zmieniałam wystrój, jeśli pojawił się ktoś w moim życiu, a raczej ktoś, kogo bym chciała i nie chciała jednocześnie. Przy Noah zmieniłam dosłownie cały pokój, a tu zaczyna się od stworzenia biblioteczki. Przecież posiadam książki na czytniku, ale raczej nie mam czym się przejmować. Pewnie szybko obsesja, jak i zainteresowanie zniknie z mojego życia. Zaczynając od braku czasu, spowodowanego pracą. Potarłam rękę, gdzie mam jeszcze widoczne ślady po zabiegu, który zrobiła dla mnie siostra w szpitalu. Skrzywiłam się, przypominając sobie tamtą zmianę, oby więcej takich nie było. Średnio widzę siebie w takiej sytuacji ponownie, pewnie bym stanęła i nie mogłabym się ruszyć. Dziwne, że teraz dałam radę. Patrząc na teraźniejsze współczynniki po tamtym przypadku. Zamknęłam drzwi, jak udało mu się wejść do środka z kartonami.
Przybiegł do nas Ash i wskoczył w moje ramiona. Pocałowałam go w głowę i przytuliłam na powitanie. Uwielbiam tego kota, nie widzę swojego życia bez niego. Takie małe dziecko, które zawsze jest przy mnie i nigdy nie chce mnie zostawić. Mojego przyjaciela lubi, a to megadziwne. Innych facetów w moim życiu nie lubił, a nie było ich zaskakująco dużo. Może to jakiś znak z góry, a może moje głupie spojrzenie na świat. Różnie z tym bywa, ale lubię wierzyć w takie sprawy. Sprawiają, że lepiej mi się zaśnie i lżej mi na duszy z tym wszystkim. Wypuściłam powietrze oraz kota, który chwilę za nami chodzi i w końcu poleciał do swojego drapaka, aby się na nim bawić.
— Wiem, że tak nagle. Nie miałam, kogo o to poprosić, a znów wpadam w fazę zmian — Skrzywiłam się, ponieważ bardzo dobrze domyśli się, że o coś chodzi. Trochę chyba pamięta, jak było z Noah, a potem jeszcze z jednym takim typem. Teraz może być podobnie, ale podejrzewam szybkie zakończenie. Bez żadnego szczęśliwego zakończenia, a ja zostanę z regałem oraz papierowymi książkami, które będą moim dodatkiem do sprzątania. Świetnie, naprawdę świetnie. — Wynagrodzę tobie ten czas, zamówimy na mój koszt coś naprawdę pysznego. Odwiozę ciebie do domu, nie mam z tym problemu — Zamachałam kluczykami od auta. Mogę nawet odebrać go z jego ćwiczeń lub uczelni. Nie widzę jakiegoś wielkiego problemu w pomocy, on zawsze mi pomógł, jak potrzebowałam gdzieś pojechać, a nie miałam jak wrócić, bo wypiłam. Tak że to jest naprawdę przyjaźń, serio. Zabrałam włosy z oczu i związałam w koka. Nie lubię mieć ich rozpuszczonych, zawsze sprawiają mi kłopoty w robieniu prostych rzeczy w życiu codziennym, zwłaszcza jak mam się na czymś skupić.
— Wiesz, że nasza przyjaźń jest jak piosenka Taylor Swift? A dokładniej It’s Nice To Have A Friend. Przy tobie czuję się bezpieczna, mój najlepszy przyjacielu — Wzruszyłam ramionami. Czasami lubię okazać miłość do kogoś, a raczej pokazać, że mi zależy na kimś. Emmett jest dla mnie ważny, nawet w innym mieście byłby moim domem, oczywiście w wersji przyjacielskiej. To przy nim, mogłam bawić się z chłopakami. Bo oni nie chcieli się bawić z dziewczynkami. No i tak właśnie też nauczyłam się bronić, ale dość dużo rzeczy już zapomniałam. Nie ma co się dziwić, skoro byłam tylko dzieckiem, które nie myślało i rzuciło kamieniem w stronę kogoś, kto był dla mnie nie miły.
— Kiedy gracie na lodowisku? Przyjdę jako fanka nr jeden i wygryzę wszystkie twoje dzikie fanki. A tak serio Em, pewnie masz teraz trudno. Dużo pewnie masz na głowie, zwłaszcza jeśli chodzi o nacisk trenera — Jak nie jego to rodziny lub innego otoczenia. Mimo mojej dziwnej rodziny, on też ma mega przesrane. Być może dlatego dla nas też jest jakoś łatwiej i wychodzi to wszystko naturalnie. Bo przy Em moja sytuacja jest zabawna, tak jak jego na lodowisku. Tak naprawdę żadne z nas nie jest szczęśliwe ze swojej pozycji życiowej. Smutne, ale naprawdę prawdziwe. — Myślisz, że złożenie regałów będzie trudne?

Emmett Lapointe

003. It's Nice to Have a Friend

: wt sie 04, 2026 10:44 pm
autor: Emmett Lapointe
004. It's Nice to Have a Friend | Outfit
Wniesienie obu kartonów na górę nie było dla mnie żadnym problemem, chociaż ich kształt sprawiał, że kilka razy musiałem poprawić sposób w jaki je trzymałem. Bardziej niż sam ciężar przeszkadzało mi to, że praktycznie nie widziałem, gdzie szedłem. Mimo wszytsko nie zamierzałem prosić Audrey, żeby zabrała ode mnie jeden z nich.
Odstawiłem pudła na podłogę i wyprostowałem się, rozciągając przy tym ramiona. Spojrzałem na kartony, które z pozoru nie wydawały się mieć w środku jakiś skomplikowanych elementów, jednak wiadomo jak to jest, że właśnie po skręceniu takich mebli zostają gdzieś śrubki, albo okazuje się, że deska jest zamontowana odwrotnie. Nie będę wspominać o instrukcji, która wygląda tak, jakby ktoś narysował ją podczas trzęsienia ziemi.
- Nagle? - powtórzyłem po Audrey i uniosłem brwi. - Znasz mnie prawie całe życie. Kiedy dzwonisz i pytasz, czy mam czas, to od razu zakładam, że albo chcesz mnie wykorzystać do noszenia lub mam nastraszyć jakiegoś typu, który do ciebie zarywa.
Nie przeszkadzało mi, że poprosiła właśnie mnie. Wręcz przeciwnie, bo lubiłem to, że mimo upływu lat to ja nadal byłem jedną z pierwszych osób, do których zwracała się w podobnych sytuacjach. W naszym życiu zmieniło się bardzo wiele. Nie byliśmy już dziećmi i każdy z nas miał własne obowiązki i problemy, ale mimo to wspólnie jakoś łatwiej było nam brnąć przez życie.
- Wiesz przecież, że nie musisz mi nic wynagradzać - powiedziałem. - Chociaż wiesz, że dobrego żarcia nigdy nie odmówię. I sam wrócę do domu, bo nie mam zamiaru ryzykować życia tylko dlatego, że chcesz pobawić się w kierwocę rajdowego - uśmiechnąłem się pod nosem.
Przykucnąłem przy jednym z kartonów i zacząłem szukać miejsca, w którym należało go otworzyć. Nie chciałem od razu wyjeżdżać z pytaniem, dla jakiego chłopa robi znów remont, choć muszę przyznać, że bardzo mnie to interesowało.
Kiedy Audrey wspomniała o Taylor i porównała naszą przyjaźń do jednej z jej piosenek, to przeszedł po mnie nieprzyjemny dreszcz. Powoli się wyprostowałem i spojrzałem na nią z niedowierzaniem, którego nawet nie próbowałem ukrywać.
- Dzięki. Teraz będę musiał sprawdzić tekst tej głupiej piosenki - odpowiedziałem. - Dobrze wiesz, że jej nie znoszę. Dlatego może lepiej nie próbuj nawet włączać tego utworu. No chyba, że mam już sobie pójść.
Zaśmiałem się cicho. Lubiłem się z nią droczyć, a jeszcze bardziej lubiłem, gdy wkurzała się o to, że krytykowałem jej ulubionych artystów. Prawda była taka, że nigdy nie rozumiałem fenomenu Taylor Swift. Jej piosenki mogły lecieć w radiu, ale nie wywierały na mnie jakiegoś mocnego wrażenia. Dużo lepsze piosenki ma Maryla Rodowicz, która w sumie wygląda jak polska kopia tej całej Taylor. Może i nie umiem języka polskiego, ale zdecydowanie wolę słuchać jej utworów.
- Ty też jesteś dla mnie ważna - odpowiedziałem, tym razem bez ironii. - Ale lepiej nie mów nikomu, że potrafię mówić czułe słówka. Cała moja reputacja może legnąć w gruzach.
Odwróciłem wzrok i wróciłem do otwierania kartonu. Mówienie o uczuciach nigdy nie przychodziło mi naturalnie. Znacznie łatwiej było mi pokazać, że na kimś mi zależy niż otwarcie to przyznać.
- Dam ci znać, jak już ustalą dokładny termin meczu - powiedziałem. - Trener naciska na mnie, bo wie, że może. Ja robię to samo, bo najwyraźniej lubię utrudniać sobie życie. A wiesz, że mój ojciec znalazłby błąd nawet wtedy, gdy zdobyłbym pięć bramek i wygrał mecz - dodałem, wzruszając ramionami. - Czyli wszystko wygląda dokładnie tak, jak zawsze.
Ostatnio naprawdę miałem wrażenie, że każdy trening był kolejnym egzaminem. Jedna gorsza akcja wystarczała, żebym prez resztę dnia analizował ją w głowie. Wiedziałem, że nie powinienem pozwalać na to, aby cudze oczekiwania wpłynęły na mnie aż tak bardzo. Problem polegał jednak na tym, że od dziecka uczono mnie, że dobry wynik nigdy nie był wystarczający, jeśli można było osiągnąć lepszy.
- Jest ciężko - przyznałem po chwili. - Ale poradzę sobie. Tak jak zawsze.
Wyjąłem instrukcję i rozłożyłem ją przed sobą. Przez kilka sekund dokładnie oglądałem to, co należy zrobić w pierwszym etapie.
- Trudne to nie będzie - oznajmiłem z pełnym przekonaniem. - Najwyżej po złożeniu zostanie nam kilka zapasowych części. Mam tylko jedno pytanie - powiedziałem, spoglądając ponownie na rozłożone elementy. - Ten kącik czytelniczy jest efektem tego, że się nudzisz czy znów mam się szykować na opowieść o kolejnym fagasie, przez którego za miesiąc znów będę pomagał ci robić remont mieszkania?

Audrey LeBlanc

003. It's Nice to Have a Friend

: ndz sie 23, 2026 10:49 pm
autor: Audrey LeBlanc
Naprawdę czasami się zastanawiam, jak nasza przyjaźń przetrwała tyle lat. Początkowo mieliśmy inne spojrzenia na świat, ale w końcu połączyła nas przyjaźń. Lubię z nim spędzać czas, zwłaszcza jak on tłumaczy mi te wszystkie zasady związane z hokejem. Początkowo nic nie ogarniałam, aż w końcu po jego zmaganiach, udało się, i to dość dobrze. Potem był przy mnie, jak Noah odwalił świństwo. Dobrze, że był w momencie tak beznadziejnym, że chciałam do niego wrócić. Jednak on i Sher, wybili takie pomysły z głowy. Teraz jedynie muszę znosić go jako przyjaciela, ale to też jest dość specyficzne.
— Poznałam policjanta, jest bałwanem… jednak coś mnie do niego przyciąga. Nie jest to coś wielkiego, ale jest lepszy od Noah. Dodatkowo okazało się, że to brat chłopaka mojej kuzynki — Zwróciłam na to jego uwagę. Początkowo nie wiedziałam, że to tak się zacznie. Jednak no… Czuję się przy nim, jak z początkiem zauroczenia się w Noah. Też zmieniłam pokój i parę innych rzeczy, które Emmett widział i być może zapamiętał. Może byłoby lepiej, jakby on go sprawdził? Nie chcę ponownie przejść tego samego, jeśli coś się ruszy w naszym kierunku. Sięgnęłam po drugą instrukcję, która leżała obok otwartego kartonu. Rany wydaje się to skomplikowane, jakby stworzone, aby oddać tę robotę dla gości co pracują w meblowym.
— A jak u ciebie? Oprócz hokeju studiów masz kogoś na oku? — Zaciekawiona spojrzałam na swojego najlepszego przyjaciela. Odłożyłam instrukcję, nawet nie patrzyłam na książeczkę. Jestem w sumie megaciekawa, czy on z kimś się umawia, a może kogoś sobie szuka. Raczej nie zawracam jego głowy takimi pytaniami. Tylko jak bardzo długo go nie widzę, a teraz był to dłuższy czas naszego braku odzewu do siebie. Westchnęłam i zostawiłam go na chwilę. Sięgnęłam po przekąski, napoje i wróciłam do przyjaciela. Ash rozłożył się na kanapie, totalnie nas ignorując.
— Moja mama chce mnie wydać za mąż. Obawia się o mnie, przez moje podejście do życia oraz decyzje. Nie jestem z tego zadowolona, ale ciekawe, kogo mi znajdzie — Wydusiłam z siebie. Raczej nie napiszę mu o tym w SMS. Wiedzą o tym tylko wybrane osoby, które po winne wiedzieć. Jednak to, co powiedziała mi moja mama, zostanie to dla naszej dwójki. Raczej nie chce, aby inni o tym wiedzieli. Odstawiłam wszystko i usiadłam na podłodze, próbując wszystko ładnie i dobrze ułożyć. Może to mu jakoś pomoże, a może przeciwnie?
— Em… Nie chcę ponownie się wkręcić i mieć złe podejście do mężczyzn. Noah bardzo zniszczył opinię o związkach. Myślisz, że dam radę do tego podejść, normalnie? — Skrzywiłam się na własne słowa. Sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.

Emmett Lapointe

003. It's Nice to Have a Friend

: pt wrz 04, 2026 8:18 pm
autor: Emmett Lapointe
Kiedy usłyszałem o policjancie, to na moment przestałem interesować się instrukcją. Uniosłem głowę i zmrużyłem lekko oczy. Sama informacja o tym, że poznała jakiegoś faceta, jeszcze nie była szczególnie alarmująca. Bardziej zainteresowała mnie część, w której określiła go mianem bałwana, a zaraz potem przyznała, że coś ją do niego ciągnęło. Właśnie w taki sposób zaczynały się zazwyczaj historie, przy których później siedziałem z nią i zastanawiałem się, dlaczego nie mogła zainteresować się kimś normalnym.
- Policjant, bałwan i jeszcze brat chłopaka twojej kuzynki - podsumowałem, wyliczając kolejne rzeczy na palcach. - Ty naprawdę nie potrafisz znaleźć sobie kogoś, kto nie przychodzi od razu z całą instrukcją obsługi i drzewem genealogicznym?
Uśmiechnąłem się pod nosem, ale szybko wróciłem wzrokiem do elementów regału. Przesunąłem po podłodze kilka desek, próbując znaleźć te oznaczone odpowiednimi numerami. Oczywiście połowa naklejek była przyklejona w miejscach, w których trzeba było ich szukać przez dobre kilka sekund.
Nie miałem zamiaru od razu skreślać faceta tylko dlatego, że Audrey nazwała go bałwanem. Gdybym oceniał ludzi wyłącznie na podstawie tego, jak ona ich określała podczas pierwszych spotkań, to prawdopodobnie połowa Toronto znalazłaby się na mojej czarnej liście. Z drugiej strony pamiętałem Noah zdecydowanie zbyt dobrze i to ile czasu zajęło jej dojście do momentu, w którym naprawdę zrozumiała, że powrót do niego byłby najgorszym możliwym pomysłem. I właśnie dlatego automatycznie zapaliła mi się w głowie lampka ostrzegawcza.
- Lepszy od Noah to jednak wyjątkowo nisko ustawiona poprzeczka - stwierdziłem. - Ja też jestem lepszy od Noah, Ash pewnie też jest lepszy od Noah. Ten regał prawdopodobnie również. - Parsknąłem cicho śmiechem i sięgnąłem po śrubokręt. - Ale jak już coś z tego będzie, to chcę go poznać - dodałem po chwili. - I nie patrz tak, nie zamierzam urządzać mu przesłuchania.
Nie potrafiłem udawać, że nie obchodziło mnie, z kim się spotykała. Audrey była jedną z tych osób, które znałem praktycznie od zawsze. Widziałem ją w dobrych momentach i wtedy, gdy podejmowała decyzje, za które później sama miała ochotę się udusić. Wiedziałem, że nie potrzebowała starszego brata, ojca ani kolejnego człowieka mówiącego jej, jak powinna żyć. Nie zamierzałem więc decydować za nią. Mogłem jednak sprawdzić, czy kolejny facet nie był kompletnym idiotą.
Jej kolejne pytanie sprawiło, że tym razem naprawdę zatrzymałem dłoń nad śrubką. Uśmiechnąłem się lekko, bardziej z rozbawienia niż zakłopotania. - O, czyli jednak przesłuchanie działa w obie strony? - zapytałem.
- Nikogo konkretnego - odpowiedziałem w końcu. - Znaczy, spotykam ludzi. Czasem z kimś wychodzę lub flirtuję, ale to nic poważnego. - Wkręciłem pierwszą śrubę i sprawdziłem, czy deski rzeczywiście znalazły się w odpowiednim położeniu. - Chyba nie jestem teraz najlepszym materiałem na chłopaka - dodałem po krótkiej chwili. - Jak nie trening, to mecz, siłownia albo jakiś wyjazd. A kiedy już mam wolne, to mój mózg i tak potrafi analizować, co zrobiłem źle na ostatnim treningu. W chuj romantyczne.
Prawda była taka, że łatwiej przychodziły mi krótkie znajomości. Nie musiałem wtedy tłumaczyć, dlaczego zmieniałem plany przez dodatkowy trening albo dlaczego czasami po przegranym meczu potrzebowałem kilku godzin, żeby w ogóle mieć ochotę rozmawiać z drugim człowiekiem. Hokej zajmował zdecydowanie więcej miejsca w moim życiu niż powinien, ale sam na to pozwalałem.
- Poza tym nadal czekam na milionerkę, która będzie utrzymywać mnie po zakończeniu kariery - dodałem. - Mam wymagania.
Wróciłem do instrukcji, ale kolejne wyznanie Audrey sprawiło, że spojrzałem w jej stronę niemal natychmiast.
- Czego chce twoja matka? - Początkowo naprawdę pomyślałem, że źle usłyszałem. Oparłem łokcie na kolanach i przez moment próbowałem zrozumieć, jak w dwudziestym pierwszym wieku można było dojść do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem problemów własnej córki będzie znalezienie jej męża. Z drugiej strony mówiliśmy o Cordelii. To właściwie wystarczało za wyjaśnienie.
- Dobra, cofam pytanie. To twoja matka - powiedziałem i pokręciłem głową. - Pewnie już ma arkusz w Excelu z kandydatami, dochodami, wykształceniem i wynikami badań. - Zaśmiałem się krótko, ale po chwili spoważniałem. - Tylko mam nadzieję, że wiesz, że samo to, że ona kogoś znajdzie, wcale nie oznacza, że musisz zrobić absolutnie cokolwiek - dodałem. - Możesz się z nim spotkać, możesz go poznać i powiedzieć, żeby spierdalał. To nadal twoje życie.
Zacisnąłem lekko usta. Nie chciałem wtrącać się w jej relację z matką. Sam doskonale wiedziałem, jak wyglądało życie z rodzicem, który uważał, że wiedział lepiej, jak powinieneś wykorzystać własną przyszłość. Ojciec nigdy nie próbował wybrać mi żony, ale wybierał za mnie wystarczająco dużo innych rzeczy.
- A jak już naprawdę będzie chciała urządzić ci małżeństwo, to kandydat najpierw przychodzi do mnie - dodałem. - Sprawdzę jego kondycję, refleks i zdolność przyjmowania ciosów.
Przez chwilę jeszcze próbowałem dopasować jeden z elementów regału, ale ostatnie pytanie Audrey sprawiło, że całkowicie straciłem zainteresowanie meblem. Odetchnąłem powoli.
- Tak - odpowiedziałem po chwili. - Myślę, że dasz radę. - Przesunąłem dłonią po karku, szukając właściwych słów. - Tylko chyba nie powinnaś oczekiwać od siebie, że nagle będziesz podchodziła do tego dokładnie tak samo jak przed Noah.
Nie byłem żadnym ekspertem od związków. Właściwie byłem prawdopodobnie ostatnią osobą, która powinna udzielać komukolwiek porad dotyczących miłości. Wiedziałem jednak, jak wyglądało życie z czymś, co siedziało z tyłu głowy i zmuszało człowieka do analizowania każdego błędu.
- Jak ktoś raz porządnie rozwali twoje zaufanie, to później człowiek patrzy na pewne rzeczy inaczej - powiedziałem. - Ale to nie znaczy, że każdy następny zrobi dokładnie to samo. - Spojrzałem przed siebie, przez chwilę obracając śrubkę pomiędzy palcami. - Nie musisz też od razu ufać temu policjantowi bezgranicznie tylko dlatego, że ci się podoba. Niech sobie na to zapracuje. Spotykaj się z nim, jeśli masz ochotę. Poznaj go i zobacz jaki jest, kiedy nie próbuje zrobić na tobie dobrego wrażenia. I przede wszystkim nie ignoruj rzeczy, które będą ci przeszkadzać tylko dlatego, że bardzo chcesz, żeby tym razem wyszło.
Nie chciałem, żeby strach przed kolejnym Noah sprawił, że całkowicie odsunie od siebie możliwość związku. Ale jeszcze mniej chciałem, żeby tak bardzo zależało jej na udowodnieniu sobie, że potrafi ponownie komuś zaufać i zacznie usprawiedliwiać rzeczy, których nie powinna.
- A jak coś będzie wyglądało podejrzanie, to powiesz mi albo Shereen - dodałem. - Najlepiej nam obojgu, bo wtedy będziesz miała dwie osoby mówiące ci, że robisz głupotę.
Wróciłem do składania regału, ale zanim ponownie skupiłem wzrok na instrukcji, to odezwałem się jeszcze raz. - I nie porównuj każdego faceta do Noah. Ani na plus, ani na minus. Ten policjant nie musi być lepszy od niego. Ma być po prostu dobry dla ciebie. A jak okaże się bałwanem, to przynajmniej będziesz miała ładny regał - dodałem, unosząc instrukcję.

Audrey LeBlanc

003. It's Nice to Have a Friend

: wt wrz 08, 2026 5:30 pm
autor: Audrey LeBlanc
Może Emmett ma rację, ponieważ, jakby pcham się w rodzinę, która będzie Sher. Na razie nasza relacja jest dziwna, jeśli tak to mogę nazwać. Głównie przez fakt, że średnio idzie nam dogadanie się. Chociaż naprawdę mi się on w jakimś stopniu podoba i chcę jakoś rozwinąć naszą relację. Tylko co powie na to Sher, jeśli wyskoczę zaraz jej z tym ot tak? Dobra może zaakceptować, ale jak na nie wyjdzie lub on mnie totalnie zignoruje, przecież będziemy się widzieć na każdej wspólnej imprezie. Mam z tego wszystkiego rezygnować? Bo on, jednak mnie nie chce? Podrapałam się po głowie, zastanawiając się na tym wszystkim. Emmett ma rację, zawsze wybieram źle. Mało kiedy wybrałam dobrze i odpowiednio w swoim życiu. Najgorsze decyzje życiowe podejmuję niestety te sercowe, przez co widać i słychać.
— Wiesz, co sobie przez to wszystko tak uświadamiam? Nie byłam w nim tak naprawdę zakochana, jedynie zauroczona. Jednak byłam głupia, szkoda bardzo, że dopiero teraz to zauważyłam. — Odpowiedziałam i położyłam się na podłodze. Zaczęłam patrzeć się w ścianę, nawet pomachałam przez chwilę nogami. Odwróciłam głowę w jego stronę.
— Wiesz jak to śmiesznie brzmi, że nawet regał jest od niego lepszy? Jednak jeśli coś z tego wyjdzie, zapoznam was. Przyda się test, który mu zrobisz. Jednak bądź miły — Nie dlatego, że jest policjantem, ale po prostu chcę, żeby się lubili. Jednak to megaważne, aby mój najlepszy przyjaciel kumplował się z moim być może chłopakiem lub znajomym. Zależy jak to wszystko pójdzie i w jaką stronę ogółem pójdzie. Wspólne wyjście ich lub nasze wspólne jest przecież obowiązkowe, nie odpuszczę tak łatwo.
— Rany Em, moje życie też jest zwariowane. Myślę ciągle o sytuacji z pracy i też obawiam się, że nie dam rady być dziewczyną. Jesteśmy chyba za bardzo skomplikowani i skupieni na przyszłości. Nie masz tego uczucia, że chcesz wrócić do domu i się przytulić do kogoś? — Ktoś, kto będzie czekał, przytuli, wygada się danej osoby. Zje się wspólny posiłek, odpali jakiś głupi film i ogólnie otworzy się przed drugim człowiekiem. Chciałabym tego, bardzo bym chciała. Zwłaszcza wrócić i być kochaną, a nie tylko pomocną i być przyjaciółką. Nie być całkowicie samą w większym mieszkaniu. Mam kota, ale on nigdy nie zstąpi człowieka. Nie da się pogadać ta rozmowa jest jedynie w jedną stronę, a odpowiedź, jaką mogę dostać lub nie to meow. Ponowne skrzywienie pojawiło się na mojej twarzy.
— Chcę, żeby była zadowolona. Nie lubię przynosić jej rozczarowania. Jednak szukanie kogoś i świadomość, że ma tabelkę na przyszłego mojego męża jest przerażające. Bardziej to mnie blokuje, Noah to moja wymówka — Tak mi się wydaje. Raczej też nie mam co ciągle zwalać winy na niego. Teraz kolejny problem pojawia się w mojej głowie. Wszystko jest takie skomplikowane, jakby naciskało na mnie z każdej strony. Wypuściłam powietrze z ust, sięgnęłam po śrubkę i zaczęłam się nią bawić.
— Też sobie kogoś znajdziesz, kto zaakceptuje twoje wybory i pracę. Może nie będzie bogata, ale da ci dom i miejsce, gdzie zawsze będziesz chciał wracać — Delikatny uśmiech był widoczny na mojej twarzy. Naprawdę tego bym dla niego chciała. Jestem głupią romantyczką, która wierzy w takie rzeczy.

Emmett Lapointe