redhead and stubborn prosecutor
: wt cze 23, 2026 10:00 am
Oszaleję. Stał w kropce od trzech dni i niczego nienawidził tak bardzo, jak tego dziwnego poczucia bezradności, do którego nie potrafił i nie chciał się przyzwyczajać. Nie był przecież przypadkowym prokuratorem, którego zgubiłby brak jakiegoś tropu lub niepewny dowód, którego nie mógłby zweryfikować. A mimo to, mimo późnej godziny, nadal wpatrywał się w nieco rozmazane literki na ekranie laptopa, które od piętnastu minut przestały układać się w logiczne słowa. To byłby odpowiedni moment na przerwanie pracy i wrócenie do tematu kolejnego dnia, ale wiedział, że nie zaśnie spokojnie, jeśli tego nie dokończy. Dlatego postukał palcami w biurko, zaraz przeczesując dość nerwowo swoje włosy. Znowu to robił — wpadał w swoje maniakalne epizody, z których nie potrafił wyrwać się przez całe tygodnie. Niby wszystkie sprawy traktował tak samo poważnie, jednak, gdy chodziło o młodych ludzi, zawsze dawał z siebie więcej. Wiedział, że nie powinien wplatać w pracę, swoje prywatne odczucia i traumy, ale nie potrafił przejść obojętnie obok młodych ludzi, którzy zostali skrzywdzeni. Może to przez to, że za każdym razem, gdy zamykał powieki, przed oczami widział martwe ciało Eleny? Chłopak odsunął od siebie laptopa, zamiast tego chwytając swój telefon. Było późno, ale nie na tyle późno, by osoba, z którą chciał porozmawiać, miałaby spać.
Po wymianie paru krótkich wiadomości, Caleb zdecydował się zakończyć pracę na dzisiaj. Zbiegł po schodach prokuratury, jakby się paliło i wsiadł do swojego samochodu, jadąc w dobrze znanym kierunku. Kto jak kto, ale Aiden na pewno rozumiał go w kwestii denerwujących i niedomkniętych spraw sądowych. Poza tym był jego przyjacielem, więc chociaż raz w miesiącu, mógł się w ten też sposób zachowywać. Jak to zwykle miał w zwyczaju, zatrzymał się pod mieszkaniem kumpla, gdzie notorycznie zostawiał samochód, jak szedł się napić do swojego ulubionego, pobliskiego baru.
Tym razem stał oparty o swój pojazd i obracał na palcu stary, pamiątkowy sygnet po swoim dziadku. Dopiero kroki, wychodzące z budynku, zmusiły go do podniesienia spojrzenia na adwokata. — Wiedziałem, że na rudego nie ma co liczyć, ale żebyś nie potrafił zadzwonić od trzech tygodni? — mlasnął na powitanie. — Nie masz już szesnastu lat, żeby uganiać się za pannami i zapominać o swoich kumplach — dodał złośliwie, choć czy sam był od niego lepszy? W przerwach od pracy, sam dokładnie to robił; pojawiał się w barach, próbował urzec wybraną przez siebie kobietę, żeby na jakiś czas zapomnieć o obowiązkach i własnej gonitwie, a potem wracał do codzienności. Jak gdyby nigdy nic. — Wisisz mi za to drinka. Albo nawet dwóch — parsknął, odchodząc od niego w stronę lokalu; tego co zawsze. Niepozornego, którego nie wybrałby w normalnych okolicznościach, gdyby chciał pokazać wszystkim wokoło o swoim statusie.
Aiden O'Cahallan
Po wymianie paru krótkich wiadomości, Caleb zdecydował się zakończyć pracę na dzisiaj. Zbiegł po schodach prokuratury, jakby się paliło i wsiadł do swojego samochodu, jadąc w dobrze znanym kierunku. Kto jak kto, ale Aiden na pewno rozumiał go w kwestii denerwujących i niedomkniętych spraw sądowych. Poza tym był jego przyjacielem, więc chociaż raz w miesiącu, mógł się w ten też sposób zachowywać. Jak to zwykle miał w zwyczaju, zatrzymał się pod mieszkaniem kumpla, gdzie notorycznie zostawiał samochód, jak szedł się napić do swojego ulubionego, pobliskiego baru.
Tym razem stał oparty o swój pojazd i obracał na palcu stary, pamiątkowy sygnet po swoim dziadku. Dopiero kroki, wychodzące z budynku, zmusiły go do podniesienia spojrzenia na adwokata. — Wiedziałem, że na rudego nie ma co liczyć, ale żebyś nie potrafił zadzwonić od trzech tygodni? — mlasnął na powitanie. — Nie masz już szesnastu lat, żeby uganiać się za pannami i zapominać o swoich kumplach — dodał złośliwie, choć czy sam był od niego lepszy? W przerwach od pracy, sam dokładnie to robił; pojawiał się w barach, próbował urzec wybraną przez siebie kobietę, żeby na jakiś czas zapomnieć o obowiązkach i własnej gonitwie, a potem wracał do codzienności. Jak gdyby nigdy nic. — Wisisz mi za to drinka. Albo nawet dwóch — parsknął, odchodząc od niego w stronę lokalu; tego co zawsze. Niepozornego, którego nie wybrałby w normalnych okolicznościach, gdyby chciał pokazać wszystkim wokoło o swoim statusie.
Aiden O'Cahallan