Let's have another round tonight
: śr cze 24, 2026 2:22 pm
W Toronto wszystko było dla Hendersona obce. Bywał tutaj wcześniej - niejedno lato albo święta przyszło mu tu spędzić z uwagi na żonę. W końcu były to jej rodzinne strony. Tak jak ona wiele lat swojego życia dla niego poświęciła, tak też on uznał, że chociaż w ten sposób, na końcówce swojej służby, jej się odwdzięczy. Nie sądził jednak, że będzie to dla niego takie trudne. Wiedział, że lata spędzone na Bliskim Wschodzie mocno na niego wpłynęły - tam codzienność była kompletnie inna i (wbrew pozorom) łatwiejsza, a przynajmniej takie wrażenie odnosił Jesse. Nie można mu się jednak dziwić. Zjadł zęby na praktycznie wszystkim, z czym miał tam do czynienia. Niewiele rzeczy go tam zaskakiwało po tylu latach. Nie mógł tego samego powiedzieć o dniach spędzanych w Toronto. Tu wszystko było inne. Niegdyś śmiał się, gdy ktoś mówił, że w cywilu Henderson się nigdy nie odnajdzie, a teraz? Teraz dalej się śmieje, ale z własnej głupoty.
Poza rodziną od strony żony nie znał tu zbyt wielu osób. Ludzie, z którymi współpracował wydawali się nie być zainteresowani znajomością poza godzinami pracy, co szczerze dla Jess’a było z lekka zdumiewające. W jego stronach żołnierze z jednej jednostki byli dla siebie jak bracia i nieraz po służbie wspólnie do kantyny na piwo się szło. Kanadyjczycy takich zwyczajów nie mieli najwyraźniej. Gdyby nie Nate, Jess byłby w tym kraju sam jak palec. Był jedyną osobą, do której zwrócić mógł się w każdym momencie i praktycznie w każdej chwili. Znali się już ładnych parę lat, chyba od wesela Hendersona. I chociaż znajomość ta nie zawsze była bardzo bliska z uwagi na dzielące ich tysiące kilometrów oraz zabiegane życia. Ale nieważna była dla nich odległość czy też czas od ostatniej rozmowy – przy spotkaniach atmosfera zawsze była taka sama.
Jesse zadzwonił do kolegi zaraz po tym jak przyjechali do Toronto, jednak nawał nagłych obowiązków sprawił, że na wyjście umówili się dopiero kilka miesięcy od przeprowadzki. Żona zasugerowała miejsce, a z racji, że Henderson nie znał żadnych ciekawych miejsc w centrum, przystał na jej propozycję. Nathaniel zresztą też nie oponował. Jess spodziewał się klasycznego baru albo pubu z dobrym piwem, więc trochę zaskoczyło go to miejsce. Sam z siebie, z ulicy by tu raczej nie wszedł. Było mnóstwo ludzi, tłoczno i zdecydowanie zbyt pstrokato i kolorowo. Ale mogli obronić się jeszcze alkoholem.
Zarezerwował stolik, więc biegająca pomiędzy stolikami kelnerka wskazała mu miejsce, przy którym, ku jego zaskoczeniu, siedział już znajomy. — A kogo to moje oczy widzą. Nic się nie zmieniłeś, chociaż może parę nowych zmarszczek ci doszło — rzucił, podchodząc do Nathaniela. Zupełnie tak, jakby i jemu lata i stresująca praca nie dawała się we znaki. Te pojedyczne siwe włosy u Jess’a nie wzięły się z niczego. Uśmiech z twarzy mu nie schodził. Mayfield nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo brakowało mu takiego wyjścia z kimś, kto nie wyśmiewał jego amerykańskiego akcentu, nie miał na nazwisko jak jego żona przed ślubem albo był w wieku powyżej gimnazjalnego. — W końcu cię z tej roboty wypuścili? — zapytał, siadając naprzeciw bruneta. — Piwo? Piwo — zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. Uprzejmą kelnerkę poprosił o dwa kufle. — Ale następnym razem ty wybierasz miejsce, bo nie uwierzę już w żadne polecenie mojej żony.
Nathaniel Mayfield