Strona 1 z 1

something good

: śr cze 24, 2026 8:08 pm
autor: Jude Iverson
06.


Park, rozpostarty w tej chwili przed jego wzrokiem, naciekał architekturę jak łata nieznanej tkanki - zieleń drzew unosiła się ponad przewidywalną i prostą sugestią ścieżek, zieleń drzew oraz zieleń trawy, starannie przyciętej, grzecznej i oswojonej... Niepasującej. Tkwiło w tym coś niezwykle, żałośnie przewidywalnego, coś, co nie miało szans zostać przypisane naturze a jedynie jej marnej imitacji prędzej przypominającej zakurzony, ciśnięty w dekoracje salonu stroik niż ostoję, chociaż namiastkę przyrody w bijącym wciąż sercu miasta, rozpychanym oddechem spalin i przechodniów. Miał dzisiaj wolne, do czasu, mógłby przyznać kąśliwie - świadomy, że wieczorem przyszło mu znowu pełnić dyżur pod telefonem. Nie był to jednak problem, spróbował w związku z tym spędzić odrobinę produktywnie tych kilka pozostałych godzin. Miał wrażenie, że jego życie dryfuje zanurzone w czymś kompletnie nieznanym, zawieszone niemal zupełnie martwe pomiędzy momentami, kiedy przebywał w pracy, ale praca nie była, absolutnie nie była dla niego sensem istnienia, nie była powodem dla którego podnosił się i przecierał oczy, spoglądając, jak spod powieki rolet przebijają się pierwsze, poranne wiwaty światła. Największym jego problemem był fakt, że na tak wiele rzeczy nie potrafił sobie odpowiedzieć. Czuł się... Nie wiedział. Nie wiedział nic. Wprawiało go to w niezmienne napięcie i irytację, sprawiało, że zaciskał ręce w pięści zbyt szybko, zbyt intensywnie, chowając je do kieszeni, nie chcąc aby ktokolwiek poznał hibernującą w nim wątpliwość. Nawet nie umiał stwierdzić, dlaczego nie miał odwagi, dlaczego uznał że musi się zmienić od kiedy tylko miał miejsce ten felerny wypadek - nie, to nie był wypadek, to była jedna z niewielu prawdziwych rzeczy jakie się mu dotychczas wydarzyły. Czy instynkt można oszukać? Czy można go ciągle zwodzić, wchodząc na blok operacyjny?
Przemierzał dalej alejki, trzymając słuchawki w uszach. Lista, stworzona z przypadkowych utworów, wciąż trwała subtelnie w tle. Nagle zatrzymał się, dostrzegając postać, którą wiedział, że zdołał już wcześniej poznać - pracowała w pensjonacie, w jednym z miejsc, które uwielbiała jego matka, traktując je w charakterze doskonałych, lokalnych punktów do wypoczynku. Nigdy nie należała do osób, które potrzebowały wiele - nie szukała sobie wyjazdów za granicę, w zamian za to poszukując wszystkiego w zasięgu najbliższych kilometrów. Nie było to nawet konsekwencją jej zarobków, zawsze, odkąd pamiętał, wydawała mu się odłączona od innych, pozbawiona tych potrzeb jakie w większości przejawiali ludzie. Była dumna, dumna w odmienny sposób, by nie unosić się gniewem, nie zwracała uwagi na opinie krążące w miasteczku na jej temat. Czy to jest zaraźliwe? Wiedział, że tak naprawdę wypracowała to latami, płaciła ogromną cenę. Nie powiedziała mu tego nigdy bezpośrednio, ale wszystko, co wiedział do tej pory na jej temat, wystarczyło, by ostatecznie się domyślił.
- Moja matka - zagaił, wkładając w tym momencie słuchawki do etui - pewnie chciałaby, żebym panią pozdrowił - wyznał półżartobliwie. Wiedział, że bardzo ją doceniała, często opowiadała o sympatycznej i pomocnej dziewczynie, która pracowała w pensjonacie. Zdarzało mu się podobnie zamienić z nią kilka słów. Uznał, że nie ma zamiaru przechodzić obok niej całkowicie obojętnie, z drugiej strony nie miał też sił na nużące, wymieniane jedynie z grzeczności pogawędki.
- Ucieczka czy odpoczynek? - dopytał, balansując na pograniczu niewinnej i nawet filuternej prowokacji - A może jedno i drugie?

Lilian Davenport