eyes are mosaics
: śr cze 24, 2026 10:35 pm
Jesteś samotny, mówiła mu wcześniej matka wpatrując się przy tym z ciężką zatopioną uwagą, w napięciu momentalnie tak ostrym że byłoby w stanie samodzielnie poderżnąć mu spięte gardło. Boję się, dodawała, że nie będziesz w stanie tego się oduczyć. Oddychał w tej chwili, czując, jak powietrze rozpada się w progu jego ust. Czego się obawiała? Przytrzymał szarpnięcie gniewu. Pomyślał że przede wszystkim panicznie b a ł a się całej zakotwiczonej w nim niezmienności, bała się, że to prawda, że wszystkie jej oskarżenia się potwierdzą. Podnosił na nią swój wzrok, co przyszło mu z dużym trudem, miał wrażenie że ktoś raptownie zaburzył mechanizm jego źrenic. Jestem taki, jak wszyscy, ośmielił się skorygować. Wszystko, co najważniejsze robimy przecież samotnie - nikt nie był w stanie zanurzyć się w oceanie jego skóry. Czy aż tak bardzo się różnił? On nie miał tylko zamiaru siebie oszukiwać. Matka oceniała że potrzebował dla siebie towarzystwa a on tak naprawdę potrzebował rozdrapać samego siebie. Potrzebował wyć i potrzebował się wykrwawić. Nie liczyli się inni - liczyły się setki pytań spadających jak rozsypane ze sznura dudniące cicho koraliki.
Liczyły się odpowiedzi.
Jej słowa pomimo tego wyraźnie go zabolały i tliły się tak jak popiół zagojonych częściowo chociaż nadal rażących przypływem dyskomfortu ran. Nadal mu wytykała - brak większych angażujących znajomości, brak wyraźnego celu, brak zaangażowania innego niż własny zawód który nawet nie wiedział po jaką cholerę wykonywał. Nie wiedział już, czy go lubił, czy próbował za jego pomocą się odkupić i przy tym wymazać każdą rażącą niedoskonałość swoich błędów. Dość. Gnieciony tymi wszystkimi nawarstwionymi rozterkami postanowił odpocząć wybierając się na swobodny, przydługi spacer ulicami miasta. Zszedł z wyznaczonej trasy, udając się do księgarni, która, rozrastając się przed nim jak suchy, nieznany ogród ogarnęła go natychmiastowym i przyjemnym poczuciem bezpieczeństwa. Czuł, że w ten sposób będzie mógł zabić myśli które do tej pory nieposłusznie kłębiły się w jego głowie. Czuł, że mógł tak odpocząć. Przechodził więc alejkami szukając ciekawego tytułu, takiego który ostatecznie będzie w stanie zatrzymać go na dłużej, który weźmie ze sobą i przeczyta choć krótką chwilę przed zapadnięciem snu. Dziwne. Oderwał się, nagle, opuszczając opuszkę palca która błądziła po grzbiecie jednej z książek. Kątem wzroku wyłapał postać znajdującą się w pobliżu. Odwrócił głowę, zanim jeszcze przemyślał całe to przedsięwzięcie, zanim odkrył, że przygląda się kobiecie zbyt długo, zbyt intensywnie co mogłoby rozbudzić w niej niezręczność i poczucie nieuchronnego osaczenia.
- Przepraszam - zreflektował się szybko, wyznając jej cichym głosem. - Wydawało mi się, że gdzieś już panią widziałem.
Wydawało? A może…?
Elsa Eriksen