a little too broke, a little too drunk
: pt cze 26, 2026 6:09 pm
057.
Nie zarejestrowała nawet momentu, w którym zrobiło się aż tak późno. A może po prostu to ona zrobiła się aż tak pijana. Może to przez przepijanie wódki piwem? To naprawdę wiele by wyjaśniało. Zakrapiane wieczory z chłopakami z jednostki zawsze wymagały mocnej głowy. Zwłaszcza kiedy było co świętować. A było! Blaze właśnie miał zostać ojcem po raz trzeci, co samo w sobie stanowiło wydarzenie godne przynajmniej jednej butelki. Albo pięciu. Czy Young skakał z tego powodu pod sufit? Niekoniecznie. Bardziej wyglądał na człowieka, który jednocześnie cieszy się i zastanawia, czy właśnie nie zmarnował reszty swojego życia. Nie zmieniało to jednak faktu, że zgodnie z niepisaną tradycją musiał postawić kolejkę. A potem następną. I jeszcze jedną. Gdzieś przy trzeciej opróżnionej butelce Teddy całkowicie straciła rachubę. Nie tylko tego, ile wypiła, ale również czasu. Wieczór zaczął zlewać się w jedną, przyjemnie rozmytą całość, składającą się z głośnych śmiechów, głupich żartów i historii, które z każdą kolejną kolejką stawały się coraz bardziej nieprawdopodobne. Prawie w ogóle nie patrzyła na telefon. Sięgnęła po niego może dwa razy. Pierwszy raz, żeby zrobić sobie zdjęcie z chłopakami. Takie rozmazane, na którym połowa osób patrzyła w obiektyw, a druga połowa w zupełnie losowym kierunku. Drugi raz, kiedy jakaś dziewczyna przy barze stwierdziła, że chce zaobserwować ją na Instagramie. Teddy nie widziała powodu, żeby odmawiać. Followersów nigdy za wiele! A skoro ktoś sam wykazywał inicjatywę, niegrzecznie było nie podać nazwy profilu. Potem telefon wrócił do kieszeni i praktycznie przestał istnieć. Zresztą w tamtym momencie miała znacznie ważniejsze rzeczy na głowie. Na przykład próbę ustalenia, czy Blaze naprawdę powiedział, że troje dzieci to wystarczająco dużo, czy może właśnie zapowiedział, że zamierza pobić jakiś rekord.
W końcu po rozchodniaczku, który przeciągnął się do czterech kieliszków, Jett oznajmił, że najwyższa pora się zbierać. A tak naprawdę wcale nie doszedł do tego wniosku sam. Po prostu za kilka minut lokal miał zostać zamknięty, a obsługa coraz mniej subtelnie dawała im do zrozumienia, że pora kończyć imprezę.
— Odwiozę cię do domu — zadecydował Donovan, jak na prawdziwego przyjaciela i dżentelmena przystało. Darling spojrzała na niego, jakby zobaczyła go pierwszy raz w życiu. W rzeczywistości musiała ściągnąć brwi, bo Jett wyglądał strasznie niewyraźnie.
— A co ty myślisz, że ja sama nie potrafię dotrzeć do domu? Za kogo ty mnie masz? — obruszyła się i wykonała zamaszysty ruch w kierunku przystanku. — Są tramwaje, dam se radę — stwierdziła buńczucznie, dziarskim krokiem ruszając w przeciwną stronę. Po kilku krokach potknęła się o krawężnik i wylądowała po drugiej stronie żywopłotu.
— Widzicie? — Darnell przytaknął skinieniem głowy. — Trzeba był jechać z nią — stwierdził, uwieszając się na Secadzie.
Chwilę potrwało, zanim Jamal i Blaze wygrzebali Darling z zarośli. Jestt spojrzał na nią z politowaniem, wyjmując z jej włosów kawałek gałęzi. A potem wyciągnął telefon i zamówił przez aplikację Ubera.

donovan
3:51 AM
apRil spizs???
pewnie tka
kobite prowadze ci do domU
Wiadomość...
Korytarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Teddy poruszała się w tempie godnym konduktu pogrzebowego, co kilka kroków podpierając się ściany.
— Zaraz znajdę — mruknęła, obmacując kieszenie z miną świadczącą o tym, że chyba nie do końca szuka we właściwym miejscu.
Donovan postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Dosłownie. Wcisnął swoją dłoń do tylnej kieszeni jej spodni, najwyraźniej uznając, że sam znajdzie te klucze szybciej. A Darling jak się nie odwinęła! Po klatce schodowej rozległ się donośny plask. Jett momentalnie odskoczył i złapał się za policzek, patrząc na nią z autentycznym zaskoczeniem.
— O matko! — Teddy zamrugała kilka razy. — Przepraszam! Nic ci nie jest? — zapytała z troską w głosie, ale momentalnie zmarszczyła brwi. — Za co ja cię właściwie przepraszam? — prychnęła, bo nagle przypomniała sobie, że to ona miała być tutaj stroną oburzoną. — Nie możesz mnie tak bezkarnie macać po tyłku. Jestem zaręczona — prychnęła, po czym ruszyła dalej, a raczej dotoczyła się pod właściwe drzwi. Sam fakt, że udało jej się trafić pod odpowiednie mieszkanie za pierwszym razem, był prawdopodobnie największym osiągnięciem tego wieczoru.
nie wiesz gdzie idziesz pijanymi krokami i do mnie piszesz