Between the King and the Pawn
: pt cze 26, 2026 6:50 pm
Należenie do pewnej elity społecznej miało to do siebie, że człowiek musiał pojawiać się na różnego rodzaju bankietach czy akcjach charytatywnych, przez które przewijało się wielu bogatych ludzi. Kierana to również nie omijało, głównie ze względu na ojca, który zapraszany był dosłownie wszędzie, gdzie się dało, zabierając ze sobą żonę, jak i pierworodnego dziedzica mającego w przyszłości zająć się jego imperium adwokackim. Jak lepiej się zaprezentować, jeśli nie ze szczęśliwą rodziną, mogąc przy okazji pochwalić się synem mającym na swoim koncie kilka osiągnięć, tym samym wprawiając w zazdrość swoich rozmówców? Nie raz był świadkiem, kiedy ojciec wykorzystywał go, by udowodnić, że był w czymś lepszy. Nie przeszkadzało mu to, stanowiło dla niego codzienność do której nawykł.
Udział w podobnych przedsięwzięciach miał jedną stałą - czy człowiek tego chciał, czy nie, zmuszany był do rozmów, jak i zawierania znajomości, które w przyszłości miały zaowocować. Poznawało się ludzi, oceniało i wrzucało do odpowiedniej szufladki z odpowiednim podpisem. Burreau nawykł, że przedstawiano mu osoby w jego wieku, zarówno płci żeńskiej (co miało stanowić podłoże to późniejszych potencjalnych zaślubin), jak i męskiej (co dotyczyło potencjalnego biznesu). Wielu z nich nie potrafiłby nawet opisać, ale bywały takie, które na dłużej zapadały w pamięć. Dotyczyło to chociażby Charliego, z którym miał styczność podczas jednej ze zbiórek na rzecz pomocy dzieciom w Afryce. Od słowa do słowa i o dziwo został w jego życiu na dłużej, stając się kimś na wzór przyjaciela. Kieran nie wiedział, czy właśnie w taki sposób powinien określić chłopaka, niemniej biorąc pod uwagę wszelkie opisy, którymi raczył się z książek wynikało, że Marshall wpisywał się we wzorzec. Rozmawiali o rzeczach nie tylko związanych z pracą, spędzali ze sobą wolny czas w ilości nie przesadnej. Tak, to mogła być przyjaźń, chociaż specyficzna.
Dzisiejszego dnia Kieran umówił się z Charliem na partię szachów. Dla postronnych brzmiało nudno, dla nich jednak było idealną formą spędzenia czasu, jak również dawało możliwość wplecenia zwierzeń pomiędzy kolejnymi ruchami figur przesuwanych na planszy. Układ idealny, w którym nikt nie ucierpiał.
-Pójdziemy do ogrodu. Pogoda jest tak piękna, że grzechem byłoby siedzieć w czterech ścianach - powiedział, kiedy chłopak przyszedł. Wbrew wszystkiemu lubił spędzać czas poza domem, czy to z książką czy po prostu spacerując, szukając kolejnych inspiracji, które należało uwiecznić. - Jak w świecie biznesu? Jak poza nim? - spytał z zainteresowaniem, zajmując miejsce przy stole, na którego powierzchnię padał cień rzucany przez szeroki parasol. Pogoda pogodą, ale oparzenia słoneczne nie były przyjemne.
Charlie Marshall
Udział w podobnych przedsięwzięciach miał jedną stałą - czy człowiek tego chciał, czy nie, zmuszany był do rozmów, jak i zawierania znajomości, które w przyszłości miały zaowocować. Poznawało się ludzi, oceniało i wrzucało do odpowiedniej szufladki z odpowiednim podpisem. Burreau nawykł, że przedstawiano mu osoby w jego wieku, zarówno płci żeńskiej (co miało stanowić podłoże to późniejszych potencjalnych zaślubin), jak i męskiej (co dotyczyło potencjalnego biznesu). Wielu z nich nie potrafiłby nawet opisać, ale bywały takie, które na dłużej zapadały w pamięć. Dotyczyło to chociażby Charliego, z którym miał styczność podczas jednej ze zbiórek na rzecz pomocy dzieciom w Afryce. Od słowa do słowa i o dziwo został w jego życiu na dłużej, stając się kimś na wzór przyjaciela. Kieran nie wiedział, czy właśnie w taki sposób powinien określić chłopaka, niemniej biorąc pod uwagę wszelkie opisy, którymi raczył się z książek wynikało, że Marshall wpisywał się we wzorzec. Rozmawiali o rzeczach nie tylko związanych z pracą, spędzali ze sobą wolny czas w ilości nie przesadnej. Tak, to mogła być przyjaźń, chociaż specyficzna.
Dzisiejszego dnia Kieran umówił się z Charliem na partię szachów. Dla postronnych brzmiało nudno, dla nich jednak było idealną formą spędzenia czasu, jak również dawało możliwość wplecenia zwierzeń pomiędzy kolejnymi ruchami figur przesuwanych na planszy. Układ idealny, w którym nikt nie ucierpiał.
-Pójdziemy do ogrodu. Pogoda jest tak piękna, że grzechem byłoby siedzieć w czterech ścianach - powiedział, kiedy chłopak przyszedł. Wbrew wszystkiemu lubił spędzać czas poza domem, czy to z książką czy po prostu spacerując, szukając kolejnych inspiracji, które należało uwiecznić. - Jak w świecie biznesu? Jak poza nim? - spytał z zainteresowaniem, zajmując miejsce przy stole, na którego powierzchnię padał cień rzucany przez szeroki parasol. Pogoda pogodą, ale oparzenia słoneczne nie były przyjemne.
Charlie Marshall