Strona 1 z 1

stupid drunk ass

: sob cze 27, 2026 12:38 am
autor: Caleb Fairchild
[od razu po spotkaniu z Aidenem]

Znowu skończyło się tak jak zawsze, a obiecał sobie, że tym razem będzie inaczej. Caleb wyszedł z lokalu koło dwudziestej trzeciej, zostawiając przy barze Aidena, tłumacząc się tym, że musi się przewietrzyć. Miał nieodparte wrażenie, że cały świat wiruje wokół niego, co miałoby wiele sensu, zważywszy na to, że wypił wszystkie drinki, które jego przyjaciel postawił mu w ramach przeprosin. I jeszcze dwa swoje, bo jak alkohol przyjemnie palił jego gardło, a rozmowa miło się kleiła, to nie potrafił powiedzieć sobie dość. Dlatego znowu znalazł się w tym samym stanie, nie chcąc wracać do swojego mieszkania. Z jakiegoś powodu myśl o zakończeniu nocy w pojedynkę, wydawała mu się dziwnie przytłaczająca i przygnębiająca jednocześnie. Podejrzewał, że była to trochę wina rudego i jego pierdolenia o swojej nie-dziewczynie. Po co tak wszystko komplikować? Może był już za stary na to denne nazewnictwo; jak ktoś mu się podobał, to mówił to otwarcie, a to jak dalej toczyła się relacja to już zupełnie inna sprawa. Mężczyzna miał wiele znajomości, które na pierwszy rzut oka mogły wyglądać dziwnie lub nietypowo, a w praktyce całkiem dobrze funkcjonowały.
Jedną z takich osób, z którymi utrzymywał specyficzną więź była Chloe. Jego była dziewczyna, z którą spędził sporo czasu i do której przywykł na tyle, że nawet po rozejściu się w dwie różne strony, notorycznie na siebie wpadali i spotykali się. Caleb nie czuł potrzeby nazywania tego, co ich teraz łączyło. Przyjaźń, przywiązanie czy samodestrukcja, niezależnie czym była, najwidoczniej nie najgorzej działała. Kiedy czuł się źle, pojawiał się przy jej boku, marudząc na wszystko, co tylko go denerwowało, by kolejnego dnia zniknąć i udawać, że wcale nie potrzebował jej pomocy. Jak mu się nudziło i miał ochotę oderwać się od pracy, wysyłał jej głupie, zaczepne wiadomości, by poświęciła mu trochę uwagi, skoro kiedyś robiła to tak chętnie. Starał się nie przekraczać granicy, która wytworzyła się, gdy zerwali, ale czasem było to od niego silniejsze.
Dlatego zamiast wrócić do baru do rudego, Fairchild złapał taksówkę i jak ostatni idiota podał adres Chloe. Wiedział, że miała współlokatorki i jego obecność o takiej godzinie może nie być mile widziana, ale aktualnie w ogóle go to nie interesowało. Był pijany i już sam nie wiedział, czy alkohol nadal buzuje w jego organizmie czy zaczyna powoli trzeźwieć. Niezależnie od stanu w jakim się znajdował, jego pierwszą myślą była właśnie Wilson. Dzisiaj sam nie wiedział, czego potrzebuje; może przygarnięcia, może rozmowy o niczym, a może kłótni, która skutecznie postawi go na nogi. Przechodził przez kryzys, związany z wyborami, które podjął w swoim życiu i jak zwykle musiał to odbić na innych.
Caleb oparł się ramieniem o framugę drzwi, stukając leniwie w drzwi raz za razem, a potem zaczął pisać do niej wiadomości. Czuł jak dość ciężko złapać mu było równowagę, ale nie poddawał się. Dopiero, gdy drzwi lekko się uchyliły, prokurator wsunął rękę by nie zdążyła ich zamknąć i wtedy przesunął wzrokiem po jej sylwetce.
— Jestem trochę pijany — rzucił cicho, mając na tyle rozsądku, żeby nie pobudzić wszystkich wokoło. — Ale chciałem cię dzisiaj zobaczyć — mruknął, przechylając głowę do boku, by dojrzeć ją w półmroku.

Chloe Wilson

stupid drunk ass

: sob cze 27, 2026 3:06 pm
autor: Chloe Wilson
#4 (CHYBA?)

Tego dnia, Chloe chcąc pozałatwiać kilka spraw na mieście - kupić buty na lato (nieważne, że miała kilka par, które nosiła na przemian), powiększyć kolekcję ubrań w szafie o nowe t-shirty oraz sukienk, pójść na przegląd do stomatologa i uwaga najważniejsze… miała umówioną wizytę u maniciurzystki (na ogół robiła sama u siebie w mieszkaniu, ale czasami zdarzało się, że szła zrobić u zaufanej osoby - robiła u niej od dobrych dwóch lat).
Przed powrotem do mieszkania wstąpiła coś zjeść do włoskiej knajpy, ponieważ miała STRASZNĄ ochotę na makaron, a konkretniej taki ze szpinakiem i kurczakiem, a do picia wzięła colę zero. Po skończonym posiłku, zapłaciła, a następnie skierowała swe kroki w kierunku mieszkania. Przed wejściem, porozmawiała sobie jeszcze z sąsiadką o tym, że - zdaniem sąsiadki - ktoś się kręcił w nocy i szarpał za klamki. Chloe mocno spała więc niczego takiego nie słyszała, ale rano drzwi na pewno były zamknięte, bo przekręcała zamek nim wyszła - pamiętała tamten moment, co należało docenić, ponieważ często mózg lub raczej ona sama wmawiała sobie, iż po wyjściu z domu, nie zamknęła drzwi na klucz. Czasami ulegała temu przekonaniu i o ile była blisko, wracała się by sprawdzić czy faktycznie po złapaniu za klamkę, nie otwierały się. Zazwyczaj jednak były zamknięte, więc wkurzała się, ponieważ straciła czas - na szczęście nie jakoś mega dużo, no ale czasu nikt jej nie zwróci. Ciekawiło ją, czy sąsiadka mówiła prawdę, tzn. czy faktycznie ktoś postanowił posprawdzać czujność mieszkańców, czy może był to zwyczajny wytwór wyobraźni kobiety lub jej sen. Mogła pójść popytać innych, ale z tyloma torbami niezbyt miała ochotę, dlatego obiecała, że jeżeli zauważy coś niepokojącego, będzie dawać znać. Podziękowała za informację, życzyła sąsiadce miłego dnia, a potem weszła do mieszkania. Od razu poszła zanieść ciuchy do swojej szafy. Buty natomiast ulokowała w szafce w przedpokoju, tuż obok swoich ulubionych, sportowych Adidasków.
Po umieszczeniu wszystkiego na swoim miejscu usiadła na łóżku i zaczęła scrolować Instagrama. Lajkowała praktycznie każde zdjęcie, a gdy uznała, iż już ma dość, kliknęła w ikonkę, która przeniosła ją do rolek. Niektóre ją bawiły, z niektórymi się utożsamiała i oczywiście nie omieszkała ich rozsyłać do znajomych, aż nagle otrzymała powiadomienie o nadejściu nowej wiadomości.
Caleb? zaskoczył ją, no ale odpisała mu i koniec końców wymienili kilka wiadomości - nie spodziewała się jednak, że w pewnej chwili usłyszy pukanie do drzwi; szczególnie wtedy, kiedy akurat leżała w piżamce z ręcznikiem na głowie. Oczywiście, pierwsze, co pomyślała, to, że o tej godzinie ktoś pomylił mieszkania. Druga myśl krążyła wokół tego, co wcześniej usłyszała od sąsiadki Z drugiej strony, czy jakby ktoś chciał się włamać, to pukałby do drzwi? zadała sama sobie to pytanie, ostatecznie postanawiając podnieść swoje cztery litery z łóżka, żeby stanąć przed drzwiami. Przełknęła ślinę, zapaliła światło i spojrzała przez wizjer, lecz ten był zasłnięty.
- Mierda…- no ale ciekawość wygrała. Otworzyła drzwi i zrobiła wielkie oczy, nie spodziewając się gości. Chciała je zamknąć, lecz prawnik był szybszy z tą swoją ręką - mogłaby mu ją przytrzasnąć, lecz… wtedy najprawdopodobniej należałoby albo pojechać do szpitala, albo wezwać pogotowie. Odpuściła zatem i tylko stała ze skrzyżowanymi na piersiach rękami.
Prychnęła, słysząc słowa Caleba.
- Widzę. I chyba nie tylko trochę… - dodała, przewracając oczami. Westchnęła głośno.
- Już mnie zobaczyłeś. Zadowolony? - spytała, unosząc brew. Koniec końców dała mu zielone światło, by wejść, tj. pozwoliła mu poprzez otwarcie drzwi szerzej. Jasne, mogli kontynuować rozmowę na korytarzu, lecz wolała uniknąć gapiów i komentarzy ze strony sąsiadów.
- A tak serio, to czego chcesz? - spytała, dość chłodno - pewnie nadal będąc w szoku - kiedy zamknęła drzwi na dwa razy i odwróciła się w stronę Caleba. Byłoby dość niezręcznie, gdyby mówił do jej pleców, a ona odpowiadała, stojąc tyłem. Nagle zdjęła ręcznik z włosów i zaczęła delikatnie osuszać wilgotne pasma. Miała zaraz zacząć je suszyć.

pijany prawnik

stupid drunk ass

: sob cze 27, 2026 3:57 pm
autor: Caleb Fairchild
Słysząc znajome, hiszpańskie przekleństwo, padające z ust dziewczyny, Caleb dość niekontrolowanie uśmiechnął się pod nosem. Czy to nie ironiczne, że przez krótką chwilę poczuł znajome ciepło w okolicy serca? Zupełnie, jakby w ten sposób utwierdził się w pijackim przekonaniu, że podjął dobrą decyzję, przyjeżdżając tu tej nocy. Nawet, jeśli dziewczyna nie do końca wyglądała na zadowoloną z jego odwiedzin. Choć kto cieszyłby się na widok swojego byłego partnera tak późno w nocy i to bez żadnej zapowiedzi? Może nie rozeszli się w złych warunkach, a ich relacja nie należała do tych, które najlepiej omijać szerokim łukiem, ale Caleb po raz kolejny pomału przekroczył tę niewielką granicę dystansu, która powinna się między nimi wytworzyć. Chloe była zdecydowanie najładniejszą dziewczyną, z którą się umawiał i z którą był w związku dłużej niż dwa tygodnie. Poza tym nie denerwowała go na każdym kroku i miała energię, która mu odpowiadała; zupełnie, jakby przez cały czas stała naprzeciw niego ze swoim temperamentem, nie pozwalając mu wygrać.
— Jak na ciebie patrzę, to nie mogę sobie przypomnieć, dlaczego w ogóle zerwaliśmy — rzucił, nie analizując tego, co przyszło mu do głowy. Podobała mu się nawet w tej domowej wersji, o czym nie zamierzał już wspominać na głos. W jego myślach paliła się czerwona lampka i to była resztka samokontroli, przypominająca mu, że pomimo odwiedzin i chęci zobaczenia jej, powinien mieć łapy przy sobie. Słysząc jej komentarz, który sugerowałby, że jest bardziej niż trochę pijany, Fairchild parsknął pod nosem, wzruszając łagodnie ramieniem. — Jestem dorosły. To chyba nie wykroczenie? — zaśmiał się pod nosem, z trudem kontrolując ton swojego głosu. Po raz kolejny próbował przebić się przez niego rozsądek, przypominający mu, że nadal stał na korytarzu i mógł pobudzić wszystkich sąsiadów. Słysząc jej kąśliwy głos, prokurator jedynie odetchnął nieco marudnie. — Nie, nie wystarczy. Gdybym chciał tylko chwilę popatrzeć, to odpaliłbym twojego Instagrama — mlasnął, nie zastanawiając się dwa razy, gdy Chloe wpuściła go do środka. Może wybrał jednak odpowiednią porę, bo w ciągu dnia mogłaby inaczej zareagować na jego wizytę.
Caleb oparł się plecami o drzwi tuż za sobą, wsuwając dłonie w kieszenie spodni. Czego chciał? Całkiem sporo rzeczy nasunęło mu się na język, ale zamiast tego po prostu uśmiechał się głupio, a przy tym w bardzo charakterystyczny dla siebie sposób. Potrzebował rozmowy, bliskości, towarzystwa, docinek i wszystkiego, co postawi go do pionu. Chciał wrócić do normalności, która w ostatnich dniach gdzieś zaniknęła. A może chciał znowu sprawdzić, jak wiele jest w stanie zrobić, jeśli się na coś uprze lub jak daleko sięga jego urok, pomimo pewnej przeszłości.
— Miałem zły dzień i nie chciałem wracać do domu — przyznał po krótkiej chwili, czasami zachowując się jak nastolatek, który potrzebował uwagi. — Wszystkie znaki na niebie, kazały mi przyjść do ciebie. Nie tęskniłaś za mną, Wilson? — zapytał nieco złośliwie, obserwując jej buzię z uwagą. Nawet w tym stanie próbował odczytać z niej jakieś emocje; zboczenie zawodowe. — Nic a nic? Te piękne oczy już nie działają? — zapytał, nawiązując z nią kontakt wzrokowy, zanim posłał dziewczynie jeden ze swoich uśmiechów.

the prettiest girl in town

stupid drunk ass

: ndz cze 28, 2026 11:34 am
autor: Chloe Wilson
Parsknęła śmiechem i uderzyła Caleba w ramię, bo doskonale wiedziała, że się zgrywa - a przynajmniej tak jej się zdawało - z tym, że zapomniał, dlaczego zerwali.
- Wiem, że żartujesz, ale jeśli tak bardzo chcesz, to mogę Ci przypomnieć. - bo ona akurat pamiętała wszystko wręcz DOSKONALE. Pamiętała też, jakby to było wczoraj. Chrząknęła tak, jakby miała właśnie wygłosić jakąś ważną przemowę.
- A więc po pierwsze, Ty miałeś mnóstwo spraw, a ja często brałam nadgodziny, więc nasza częstotliwość spotkań spadła... prawie że do zera. Nie liczę tego, ile razy przychodziłeś do Emptiness, bo mimo wszystko byłam w PRACY. - wyjaśniła, wyciągając palec wskazujący lewej ręki do góry.
- Po drugie, wygrała zazdrość. Może tak naprawdę nigdy sobie stu procentowo nie ufaliśmy Calebie, szczególnie, kiedy zgrabne klientki potrzebowały fachowej pomocy pana prawnika i chuj wie, co robiliście po rozprawach. - stwierdziła z przeuroczym uśmiechem, wyciągając drugi, tj. środkowy palec, a następne złączając te dwa wyciągnięte do góry palce tak, by były bliżej siebie. Tak naprawdę nie tylko ona podejrzewała, że ją zdradza, bo o ile ją pamięć nie myliła, on także jej zarzucał, że a to uśmiechnęła się do jakiegoś klienta, a to powiedziała coś do klienta innym tonem niż zwykle, a ona była zaskoczona, bo przecież siedział nieco dalej i nie przypuszczała, iż ma AŻ tak donośny głos. A może miałam jakiś podsłuch przy ubraniu? Choć, czy aby Caleb byłby faktycznie do tego zdolny? Nie miała Z I E L O N E G O pojęcia. W sumie jakoś nie wpadło jej wtedy do głowy, aby przeszukać ubrania.
- Masz szczęście, że nie jestem policjantką, bo byś dostał wykład o wykroczeniach, a tak… ponieważ jest późno, to mi się nie chce. - wyjaśniła zgodnie z prawdą, wzruszając ramionami. No i nie chciała też mu przyznać racji, bo… fakt, był dorosły. Pamiętała jego wiek i potwierdzał go dowód tożsamości, który nie raz zdarzyło jej się trzymać w dłoniach - zazwyczaj wtedy, gdy trzymała jego portfel. Zazwyczaj, gdy trzymała portfel kogoś, kogo lubiła, przeglądała sobie jego zawartość w postaci kart - hajsu nie ruszała, no chyba, że ktoś zgłaszał absolutny przeciw, to wtedy była grzeczna i niczego nie tykała.
Westchnęła głośno, nie będąc zbytnio usatysfakcjonowaną tą odpowiedzią, bo to oznaczało jedno - NIE odpuści tak łatwo. Wiedziała o tym.
- Masz szczęście, że akurat jestem sama. - mruknęła ledwo słyszalnie. A przynajmniej nie kojarzyła, żeby współlokatorki wróciły, i szczerze? Nawet nie wiedziała gdzie są... chyba powinna do nich napisać, by w razie co miały świadomość, iż mają gościa. I wypadałoby zapytać, czy i kiedy wracają... Zmarszczyła brwi, gdy usłyszała, że Fairchild miał zły dzień. Miała nie pytać, lecz ciekawość ostatecznie wygrała.
- Co się stało, że miałeś zły dzień? I może nie stójmy tak w przejściu. Chcesz czegoś do picia? - spytała, bo mogła mu zaparzyć jakiejś herbatki albo podać szklankę z po prostu zimną wodą.
Wilson na moment wmurowało, a jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że przemawiał przez prawnika alkohol. Zamrugała albo raczej zatrzepotała rzęsami powoli, kilka razy.
- Oj tak, Calebie, cholernie tęskniłam, wiesz? Co noc szlochałam i patrzyłam przez okno, czekając na swojego księcia a Ciebie nie było... - rzuciła, wykonując dramatyczne przyłożenie dłoni do czoła i robiąc kilka kroków, aby zmniejszyć dzielący ją od Caleba dystans.
- A te Twoje oczy… - zaczęła, patrząc w te dość specyficzne tęczówki, które w słońcu mieniły się zielonym kolorem. Pamiętała doskonale te odcienie i spojrzenia, jakimi ją darzył, a które uważała za przeurocze.
- Kto wie... może działają, może nie... - powiedziała ciszej, przejeżdżając palcem po żuchwie byłego chłopaka. Oczywiście droczyła się z nim. Odgrywała rolę stęsknionej byłej. Nic już na nią nie działało. Chciała po prostu... się trochę zabawić i wykorzystać fakt, że był pijany. Chciała znowu zobaczyć to pragnienie w oczach, jakim ją obdarzał, kiedy ze sobą chodzili. Zaraz jednak uderzyła go lekko otwartą dłonią w policzek, jakby chciała, by oprzytomniał. Po krótkiej chwili wykonała kilka kroków do tyłu, a po nich zrobiła zwrot tyłem, żeby pójść do kuchni. Chciała usiąść.

drunk boy

stupid drunk ass

: ndz cze 28, 2026 2:46 pm
autor: Caleb Fairchild
Caleb sam parsknął cicho pod nosem, choć nie wiedział, co tak bardzo ją rozbawiło. Spoglądając na dziewczynę, miał jedną wielką pustkę w głowie, a to nie zdarzało się zbyt często, bo przecież był cholernym analitykiem. Dlatego też sapnął z cichą frustracją, gdy stwierdziła, że może mu o tym przypomnieć; niekoniecznie to miał na myśli, wspominając o słabej pamięci, dlaczego rozeszli się w dwie różne strony. Oboje mieli dość ekspresywne i mocne charaktery, więc nic dziwnego, że to na dłuższą metę nie wypaliło. Nie potrafili szczerze rozmawiać, ustalać zasad i tak jak później wspomni o tym Wilson, brakowało im zaufania do siebie nawzajem. Nie zmieniło to jednak faktu, że Chloe miała wszystko, czego Caleb potrzebował na co dzień. Fairchild potrzebował kobiety, która potrafiła za nim nadążyć i czasem zrównać go przy tym z ziemią.
To prawda, że byli wiecznie zajęci swoimi prywatnymi życiami — to był napięty okres w życiu prokuratora. Miał sprawę za sprawą, pracował do późnych godzin nocnych i zapominał o najprostszych rzeczach. Jak nie siedział w biurze, to spotykał się z klientami i tak w kółko. I wcale mu się to nie podobało, bo to oczywiste, że wolałby bezustannie kręcić się obok swojej dziewczyny. No, a potem, gdy on mógł się wyrwać z roboty, to Chloe była zajęta. A Caleb miał ogromne problemy z zazdrością; posiadanie pięknej dziewczyny było ogromną zaletą, ale też wiązało się z wieloma wątpliwościami. Szczególnie, jeśli pracowała w barze i każdy potencjalny klient wydawał się dla niego możliwym zagrożeniem. Dlatego mężczyzna zacisnął mocno wargi, wywracając oczami, gdy wypomniała mu, że nie wiadomo co robił ze swoimi klientkami.
— A to niby ja byłem zaborczy — skomentował, błądząc spojrzeniem po jej twarzy, na krótką chwilę zatrzymując się na jej oczach. — Ja jestem tylko szarym prokuratorem, piękna — zaśmiał się niewinnie, kładąc dłoń na klatce piersiowej, jakby co złego to nie on. — To ty nie mogłaś odgonić się od tych zjebów w barze — mlasnął z niesmakiem; przecież wielokrotnie widział to na własne oczy. Ile razy powstrzymywał się, by komuś nie przyłożyć? Jedynie jego kariera powstrzymywała go przed rękoczynami; czasem naprawdę miał mentalność rozwydrzonego licealisty.
— Jakbyś była policjantką, to z pewnością dobrze bym to wykorzystał — powiedział z rozbawieniem, nie powstrzymując nawet swojego durnego, pijackiego uśmiechu. — Zamiast dawać mi wykład, mogłabyś mnie przeszukać — dodał, rozchylając ręce na boki, jednocześnie na sekundę przymykając oczy, jakby dawał jej taką możliwość, jeśli tylko by chciała. Zaraz jednak opuścił ręce swobodnie wzdłuż ciała, na nowo przyglądając się jej energicznie.
Słysząc, że są całkiem sami, Caleb nie powstrzymał kolejnego uśmiechu; przeczesał palcami swoje ciemne włosy, jakby próbował doprowadzić swój umysł do porządku. Na marne. — Może wodę — rzucił, wiedząc, że w którymś momencie będzie musiał wytrzeźwieć. Lepiej zrobić to szybciej niż później, żeby rano tak bardzo nie cierpieć. — Powinienem rzucić prawo? — zapytał trochę ironicznie, a trochę prawdziwie, bo lubił swoją pracę, ale nie podobało mu się jak wielką część jego życia mu odbierała.
Fairchild nie poruszył się nawet o milimetr, po prostu mierząc ją uważnym spojrzeniem, gdy Chloe zmniejszyła między nimi dystans. Na moment jego serce podskoczyło mu do gardła, dlatego uniósł kącik ust z satysfakcją.
— Kłamczucha — mruknął. Jej dotyk na żuchwie sprawił, że nieświadomie jeszcze bardziej się do niej zbliżył, wyciągając dłoń, by złapać ją w talii, ale Wilson uderzyła go lekko w policzek, odsuwając go od tego pomysłu. — Ja myślę, że te oczy nadal mogą zadziałać — stwierdził, praktycznie od razu ruszając za nią. Złapał ją łagodnie za nadgarstek w przejściu do kuchni, znowu odwracając dziewczynę w swoją stronę. — Nieładnie jest bawić się pijanymi ludźmi, nie wiesz o tym? — rzucił, uśmiechając się. Cały czas uśmiechał się jak jakiś szaleniec. — Nie podsuwaj mi swoim chłodem i dystansem jakiegoś wyzwania — ostrzegł, bo przecież mógłby ją znowu zdobyć, gdyby tylko chciał. Jego ego mówiło mu przecież, że mógł mieć wszystko, czego tylko sobie zamarzył. — Masz kogoś? — zapytał nieco poważniej, wypuszczając jej nadgarstek, żeby samemu oprzeć się o blat w kuchni. Nie byłaby to dla niego przeszkoda, ale chciał wiedzieć, jak szło jej życie miłosne. Nie zamierzał z bomby, opisywać jej, dlaczego miał kiepski dzień. Były sprawy, które interesowały go trochę bardziej.

my pretty-ex