Strona 1 z 1

Bruce Peninsula National Park

: sob cze 27, 2026 12:34 pm
autor: Lilian Davenport
Patrz, Nico, jak tu ładnie!


Wyjazd z Nico był kolejną szaloną decyzją, na którą Lilian zdecydowała się w ostatnim czasie. Miała wrażenie, że jej spokojne życie w ciągu minionego miesiąca legło w gruzach, a ona sama próbowała odnaleźć się w tym emocjonalnym bałaganie i w decyzjach, jakie wkrótce miała podjąć.
Nie była jednak pewna, czy dobrze postępowała, godząc się na ten trochę zaskakujący wyjazd do Bruce Peninsula National Park, ale pomimo tych cchych wątpliwości zdecydowała się wspiąć na niebotyczny mur otaczający pensjonat i zeskoczyć z niego w momencie, gdy Nicolas podjechał samochodem pod teren posesji.
Było w tym coś ekscytującego; coś, co skutecznie zgasiło u Lilian strach przed wiadomym gniewem babki Dolores, który miał spaść na nią od razu po powrocie.

Droga pomimo korków na bardziej popularnych drogowych węzłach, upłynęła jej w przyjemnej atmosferze. Przez pierwsze dwie godziny buzia Lilian się nie zamykała. Opowiadała o jakchś życiowych błahostkach, równocześnie wskazując paluchem bardziej urzekające elementy krajobrazów za oknem. W międzyczasie głaskała Cheetosa, który co jakiś czas niespokojnie i niecierpliwie zaskomla z tylnj kanapy oraz grzebała w spotifach. Przeskakiwała pomiędzy letnimi utworami Harrego Stylesa, Sabriny Carpenter i Justina Biebera.
Później najpewniej zrobili sobie przerwę. Wyprowadzili psa na krótki spacer i zjedli hot-dogi z frytkami na jednej z przydrożnych stacji, więc na miejsce dojechali dopiero późnym popołudniem.

Lilian nigdy nie biwakowała. Nawet nie wiedziała dokładnie, co powinna spakować, a przez to, że musiała wymknąć się z pensjonatu, miała ograniczone pole bagażowe. Przecież nie zdołałaby przenieść zbyt wiele przez mur. Zabrała więc tylko najpotrzebniejsze rzeczy: dodatkowe ubrania, preparaty chroniące przed słoncem i owadami, trochę prowiantu, głośnik Bluetooth, małą apteczke oraz kilka tubek podręcznych kosmetyków.
Rozkładałeś już kiedyś namiot? — zapytała, trochę głupio, bo naprawdę tego nie wiedziała. Podejrzewała, że Nico był już na biwaku, a przynajmniej korzystał z takich uroków razem ze starszymi braćmi w ogrodzie. Odkąd się zaprzyjaźnili, a później zostali parą, nie mogła jednak skojarzyć faktów.
Lilian obeszła samochód i wyciągnęła z bagażnika plecak. Potem przykucnęła przy aucie, odszukała w bagażu krem z filtrem i pośpiesznie posmarowała nim twarz, kark oraz ramiona. Słońce wciąż szczytowało na niebie i przebijało się przez urokliwe korony drzew parku, dlatego wolała uchronić się przed ewentualnymi poparzezniami. Dookoła było pięknie. Nawet o wiele piękniej niż w jakimkolwiek zakątku Toronto, gdzie rzekomo miała górować natura.
Kiedy skończyła, przesunęła wzrok po sylwecie Nicolasa. W samochodzie nie miała okazji zwrócić na to uwagi, ale obecnie z jawną bezczelnością wpatrywała się w jego tors, który odsłaniała niedopięta, lekka koszula na krótki rękaw. Zdecydowanie od czasów liceum jego ciało znacznie się rozbudowało i niewiele przypominało posturę tamtego chłopca. To sprawiło, że w oczach Lilian, jako już młodej, acz dojrzałej kobiety, wydawał się jeszcze bardziej atrakcyjny.
Chodź. — Wstała z kucków. — Ciebie też posmaruję. —Wyciśnięła na dłonie porcję kremu, po czym wyciągnęła je przed siebie. Następnie w dość zabawny sposób najpierw kilka razy nimi pomachała, a potem podchodząc o krok bliżej uderzyła nimi w klatkę piersiową Nico. Pomimo że temu gestowi towarzyszyła charakterystyczna dla Davenport wesołość, to dało się wyczuć w nim dużą dawkę premedytacji, której Lilian nawet nie próbowała ukryć.
Jej dłonie powoli przesunęły się po jego ciepłej skórze. Wtedy zadrżała, czując dziwne ukłucie ekscytacji. Przed oczami na moment stanęło jej wspomnienie tamtego pocałunku, który po tylu latach obudził w dawne emocje. Problem polegał na tym, że wydarzenia związane z Maxem sprawiały, że była w tym wszystkim zagubiona. Chyba próbowała odnaleźć się w relacjach z oboma mężczyznami i zrozumieć czego tak naprawdę pragnęła.
Do Nicolasa Rosenhalla zdecydowanie czuła sentyment, silne przywiązanie i przyciąganie, które nie wygasło pomimo upływu czasu. Cieszyła się na ten biwak i cieszyła się, że mogla znowu patrzeć mu w oczy.
Znowu przesunęła dłonie trochę niżej, ale w tym smaym momencie zacisnęła usta. Nieśpiesznie rozsmarowała krem na brzuchu Nico, po raz kolejny badając wzrokiem każdy centymetr jego skóry. A potem skupiła się na ramionach. Ponownie skorzystała z tubki, po czym ostrożnie wsunęła ręce pod rękawy koszuli i zaczęła wcierać mu filtr w barki.
Zaraz skończę — poinformowała. Na krótką chwilę złapała z Nico kontakt wzrokowy i posłała mu uroczy uśmiech. Zaraz potem dalej skupiła się na rozprowadzaniu kremu. Tym razem przesunęła dłonie wzdłuż jego prawego ramienia, aż do nadgarstka i z powrotem.


Nico Rosenhall

Bruce Peninsula National Park

: wt cze 30, 2026 1:24 pm
autor: Nico Rosenhall
Wspólna wycieczka poza miasto zdawała się być idealną okazją, na pielęgnowanie ich relacji. Miał przygotowanych kilka opcji zapasowych, gdyby Lilian nic nie znalazła albo nie zaangażowała się w temat, jednak na szczęście tak się nie stało — ucieszył się, gdy podeszła do tego z optymizmem. I znał ją na tyle, że mógł sobie wyobrazić, jak z ekscytacją szukała tej rolki, którą zapisała i jak pisała o całym wyjeździe. Sam odetchnął z ulgą, kiedy zgranie terminów okazało się nie być szczególnie wymagające i mogli uciec na ten weekend z dala od najbliższych. On potrzebował oderwania się od wszystkiego, zrobić reset po kilku miesiącach spędzonych w Toronto, bo jednak przez ostatnie pięć lat zdążył odzwyczaić się od tak bliskiego kontaktu z rodziną. Przesadą byłoby powiedzenie — przynajmniej w jego przypadku — że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciach, jednak czasami zasada co za dużo to niezdrowo miała swoje odnalezienie w relacjach z bliskimi.
Ogromny plus dostrzegał w ucieczce u Lilian. Przy okazji ich wspólnego wieczoru w Oakville, nieco opowiedziała o swojej babce i Nico mógł bez problemu stwierdzić, że staruszka nie zmieniła się, a nawet i może z wiekiem odbijało jej jeszcze bardziej. Dziewczyna nie była małym dzieckiem, aby nie mogła mieć swobody i przede wszystkim, wolności wyboru. Cieszył się, że się buntuje, ale nieco martwił się, że będzie mieć później przez to suszoną głowę. Naprawdę był w stanie odprowadzić ją po powrocie nawet i pod sam pokój, w międzyczasie witając się z Dolores, byle tylko cały jej gniew i zażalenia spadły na niego, a nie na Davenport. Koniec końców, to była jego propozycja, aby wyjechać, prawda? Nawet jeśli Lilka zgodziła się na nią z własnej, nieprzymuszonej woli, to dalej w głównej mierze on był prowodyrem tej ucieczki.
Droga minęła im przemiło. Uważnie słuchał tego, co mówiła mu Lilian, angażując się w rozmowę i również samemu nie szczędząc w słowach. Akurat trafiło się tak, że obydwoje byli gadułami, choć bez wątpienia dziewczyna przebijała go w tej skali natłoku słów; lubił to zawsze. Słuchać, jak opowiadała o czymś z poruszeniem albo jak narzekała na coś oburzona, słodko marszcząc wtedy nos. Teraz sobie to wyobrażał, w większości mając skupione spojrzenie na drodze, a jedynie rzucając jej krótkie spojrzenia lub zerkając na nią nieco dłużej w momencie, kiedy natrafili na czerwone światło.
Biwaki były dla niego chlebem powszednim. Jeździli na nie z rodzicami, ale także rozbijali je na podwórku. Na początku obserwował, jak robiło to starsze rodzeństwo, a później sam się tego nauczył, również w podstawówce dołączając na krótką chwilę do harcerstwa. Czemu na krótką? Nico próbował różnych rzeczy, ale umiejętności nabyte przez ten czas pamiętał do dzisiaj.
— Tak, za dzieciaka jeździliśmy z rodzicami pod namioty. Jak byliśmy młodsi to pewnie była to dla nas większa radocha, bo później jakoś o wiele rzadziej się na nie wybieraliśmy. — I pamiętał, że było narzekanie. Również zakończyły się dziecięce zabawy jak gonienie się patykami lub rzucanie szyszkami, łapanie żab czy konkurs na największą ilość kamiennych kaczuszek na jeziorze. Wspominał to wszystko z pewną nostalgią i miał nadzieję, że może po tym, jak jego mama wyzdrowieje, to rodzina zechce nieco powspominać i udać się na taki wyjazd.
Przepiął Cheetosa na dłuższą smycz, przypinając go do jednego, stabilnego miejsca, żeby mógł sobie chodzić i węszyć po najbliższej okolicy, ale żeby też nie biegał bez nadzoru po krzakach lub cudzych grillach. Nalał mu świeżej wody i zaczął wypakowywać części ich chaty, aby zacząć ją rozkładać.
Czuł na sobie jej spojrzenie, które praktycznie że powodowało u niego jeszcze większe ciepło, jakby temperatura na dworze była niewystarczająca. Uśmiechnął się pod nosem, a że akurat kucnął odwrócony do niej tyłem, to nie była w stanie tego dojrzeć. Może i lepiej? Słysząc jej słowa wstał i odwrócił się w jej kierunku, widząc jak idzie do niego z wystawionymi rękoma i czując klepnięcie jej dłoni na swojej rozgrzanej klatce piersiowej, nie mógł powstrzymać się od szerokiego uśmiechu oraz śmiechu — szczerego, rozbawionego przez jej czyny. Uważnie ją obserwował, najpierw spoglądając na ręce sunącego po jego torsie, a potem spojrzał na jej twarz. Brązowe oczy, które uważnie obserwowały rozsmarowywanie kremu; a może to nie o to chodziło? Jej delikatny, ciepły dotyk sprawiał, że serce biło mu dwa razy szybciej i próbował sam się uspokoić, aby czasami dziewczyna nie wyczuła tego, gdy zdecyduje się dosmarować jego klatę. Były to słodkie tortury, które nie chciał, aby się kończyły. Spojrzał jej w oczy, nawiązując z nią krótki kontakt wzrokowy. Stała blisko, uważnie przejeżdżając po każdym centymetrze jego górnej części ciała, a on w głowie miał wizję ich wspólnego pocałunku. Jak dobrze było trzymać ją tak blisko siebie, czuć znajome ciepło skóry pod swoimi palcami i muskać delikatnie jej usta, które z każdym kolejnym, krótkim dotykiem, na nowo wryły się w jego myśli.
— Nie śpiesz się, trzeba dobrze zabezpieczyć się przed słońcem — odparł z pełną powagą. Jakby właśnie chodziło o to bezpieczeństwo, a nie nieodpartą chęć, aby zatrzymać ją przy sobie. Upomniał się szybko w myślach — nie powinien tak robić. W końcu… byli przyjaciółmi, tak? Dawanie sobie jakiejkolwiek nadziei, nawet spowodowanej krótką myślą, było jak wymierzanie liścia w policzek. Nie chciał robić tego ani sobie, ani jej, tym bardziej że jeszcze jakiś czas temu sam mówił, że nie chce jej nic narzucać. — A ty jesteś dobrze nasmarowana? Lepiej cię natrzeć teraz, niż potem obsmarowywać panthenolem — rzucił z lekkim rozbawieniem, biorąc to jako okazję, aby uważnie otaksować jej sylwetkę i spojrzeniem przesunąć po jej ramionach i rękach. Nie było co się śmiać; miał to być miły weekend, a przecież poparzenie od słońca skutecznie może zepsuć dobrą atmosferę.

Lilian Davenport

Bruce Peninsula National Park

: śr lip 01, 2026 4:10 pm
autor: Lilian Davenport
Lilian znała babkę na tyle długo, aby wiedzieć, że problem nigdy nie tkwił w tym, kto był prowodyrem eskapad młodej Davernoponówny. Chodziło wyłącznie o niesubordynację wnuczki, która według, o zgrozo, tej nieomylnej starszyzny powinna siedzieć wyłącznie w pensjonacie i pucować podłogi, niczym prawdziwy Kopciuch.
Nie myślała jednak o tym podczas jazdy, gdy w tych krótkich momentach, kiedy Nico nie pozostawał skupiony na drodze, łapała jego spojrzenie.
Lilian była zdziwiona tym, jak wiele, mimo że kiedyś byli w związku, nadal nie wiedziała o Nico. W zdumieniu słuchała, jak jeździł z rodzicami pod namioty i mimowolnie wyobraziła sobie przebieg takich rodzinnych biwaków w sielskiej atmosferze, wśród blasku ogniska, pieczenia kiełbasek, a potem długich wieczorów spędzanych na łonie natury. Musiało być miło, dlatego posłała mu ciepły uśmiehc, chcąc choć trochę dać mu do zrozumienia, że jej również zaczął udzielać się taki survivalowy nastrój. Wówczas nie pomyślała, jak mocno Nico mógł za tym tęsknić i jak bardzo bał się o zdrowie mamy.
Teraz mógł, choć trochę odpocząć od tych wystkich natarczywych myśli i chyba Lilian nawet zaczynała mu w tym pomagać. Szczeólnie, gdy w tak bezwstydny sposób zajęła się rozprowadzaniem kremu po jego klatce piersiowej.
Czuła, że ją obserwował, ale pomimo to nie powstrzymała się ani przez chwilkę. Miała w sobie wiele różnych emocji. Emocji związanych z tym, co wydarzyło się podczas zabawy na molo z Maxem oraz z tym, co ponownie rozkwitło między nią a Nicolasem w domu w Oakville. Emocji trudnych i niezrozumiałych, które za wszelką cenę próbowała poukładać, zanim sama się rozsypie.
Nie pomagały kolejne poczynania, które bezmyślnie podejmowała, a zwłaszcza obecność Nico, którego gorąca skóra przyjemnie promieniowała pod jej opuszkami. Była tak bardzo głupia i tak bardzo narwana, że z coraz większym uśmiechem, kontynuowała kremowanie mężczyzny. Gdy wykonała kilka owalnych ruchów z prawej strony jego piersi, poczuła jak intensywnie biło mu serce. To śmieszne, bo serce Lilian uderzało z podobną zawziętością!
Neświadoma przygryzła wargę w momencie, w którym przy tej okazji nawiązali krótki kontakt wzrokowy.
Nie zamierzam się spieszyć — odpowiedziała trochę ciszej niż wcześniej i nawet przez chwilę nie była pewna, czy rzeczywiście powiedziała to na głos. Najwidoczniej Lilian speszyła się własną nierozwagą i na moment zerknęła w stronę Cheetosa. Pies wesoło pląsał przy drzewie, goniąc jakies ptactwo, na co znów zdołała się uśmiechnąć i powróciła do obmacywania smarowania Nico.
To, co robiła, było złe. Okropne. Poczuła to z pewną intensywnością w momencie, w którym przejechała dłonią po ostatnim fragmencie skóry mężczyzny. W rozmowie w Oakville przecież przedstawili, w którą stronę zamierzali najpierw popchnąć tę relację. Podczas gdy Lilian miała właśnie wrażenie, że złamała tę dziwną, niewypowiedzianą granicę.

Z drugiej strony... Zachowanie dystansu wobec kogoś, kto niegdyś był całym jej światem, przychodziło z niewyobrażalnym trudem.

Posmarowałam się przed chwilą — oświadczyła dumnie, przy czym intuicyjnie dotknęła swoich delikatnie zabielonych od kremu ramion. Widziała, jak patrzył wzdłuż jej sylwety. Robiła to samo w randomowych momentach, kiedy akurat nie patrzył. — Rozkładamy teraz namiot?
Rozkładamy namiot okazało się sporym nadużyciem. Lilian większość czasu spędziła na pieńku, bo szybko okazało się, że podczas całej procedury więcej przeszkadzała, aniżeli pomagała. Ostatecznie jej udział ograniczył się do wciskania śledzi w ziemię, pomaganiu przy rozłożeniu posłania i ułożeniu plecaków. Potem zniknęła na moment w środku, aby przebrać się w wygodniejsze ubrania. Zdecydowała się na neonową górę od bikini, jasne spodenki i słomiany kapelusz z ogromnym rondem. W takim stroju zamierzała zwiedzić cały park.


Nico Rosenhall