Hey, it's nice to meet ya
: sob cze 27, 2026 8:02 pm
#potem sprawdzę
Tego dnia Filip zaczynał grać w The Fifth Club później niż zwykle, gdyż tak miał w grafiku, dzięki czemu mógł sobie zorganizować wieczór wedle uznania. Tak więc po obiedzie (który w sumie było jego śniadaniem), odpalił kompa i zaczął grać w CSa. Nagle aż podskoczył, ponieważ zadzwonił mu telefon - a on aż zapomniał, że jego dzwonek tak brzmiał i był TAK oktopnie głośny. Odebrał - oczywiście w grze go zwyzywali, bo się nie ruszał, stanowiąc bardzo łatwy cel - i dowiedział się, że w Barze Poet jeden artysta zrezygnował, dzięki czemu mógł wskoczyć na jego miejsce. Filip podziękował i się rozłączył. Zaraz jednak przypomniał sobie, że przecież jakiś czas temu faktycznie zgłaszał zainteresowanie wystąpieniem, tylko właśnie wpisano go na listę rezerwową. Cholera! wyszedł z gry, godząc się z otrzymanym na kilka godzin banem - wykluczeniem - a następnie oddzwonił do baru. Koniec końców, pani nie zdążyła zadzwonić do kolejnej osoby, dzięki czemu Filip otrzymał zielone światło i już wiedział, że zamiast czekać, aż minie mu ban lub grać w inną gierkę, będzie występował w knajpce. Stanął przed lustrem z uśmiechem, po czym poszedł po gitarę, by zobaczyć, czy przypadkiem nie zapomniał chwytów gitarowych oraz tekstów piosenek - aczkolwiek miał przygotowane dwa covery i jeden swój utwór i właśnie o ten utwór bał się najbardziej (nawet zaczął odczuwać tremę). Tak więc po zagraniu każdego kawałka mniej więcej trzy razy, przebrał się, spakował gitarę i wyszedł z mieszkania.
Gdy przybył do lokalu, kilka stolików było zajętych Ciekawe, czy przyjdzie więcej osób... Zastanawiał się, szukając kogoś, kto zaprowadziłby go właścicielowi lub właścicielce lub kogoś, kto zajmował się zespołami oraz solistami grającymi live. Kelnerka zaprowadziła go do kobiety, z którą przyszło mu już wcześniej rozmawiać i która do niego tego popołudnia zadzwoniła.
Przed wejściem na scenę, wypił pół butelki wody, sprawdził nagłośnienie tj. czy dobrze go słychać, a następnie zaczął wykonywać cover dobrze znanej każdemu piosenki Eda Sheraana Shape of You.
Brawa po zakończonej piosence, może nie były zbyt głośne, ale wiedział, że ma ograniczony czas, więc w trakcie ich trwania, ruszył z kolejnym coverem od Imagine Dragons Radioactive i niestety ale przy końcówce dłoń mu zjechała ze struny, co było słyszalne, a niektórzy popatrzyli na niego z uniesionymi brwiami. Miał ochotę bez słowa zejść, by kupić sobie jakiegoś mocnego drinka, ale ostatecznie postanowił zaryzykować i na koniec zaprezentować swój utwór. Przełknął ślinę, dopił butelkę wody i zaczął płynąć ze swoim kawałkiem, niczym statek po oceanie.
- 'Cause you... make every night feel a little brighter...
Cause you are my paradise...
Nie próbował nawet udawać kogoś, kim nie był. Śpiewał szczerze, pozwalając, by emocje zrobiły swoje. Z każdym kolejnym wersem czuł, jak stres powoli ustępuje miejsca przyjemnej pewności siebie, aczkolwiek gdyby ktoś zapytał, komu decydował tę piosenkę, wzruszyłby ramionami. Tworzył ją już dawno.
Nim się obejrzał, ludzie bili brawo, więc uważał, że Chyba się podobało.
- Dziękuję. Jestem Filip i mam nadzieję, że do zobaczenia. - rzucił przed zejściem ze sceny, automatycznie ruszając do baru, gdzie zamówił sobie cztery różne szoty. Nagle koło niego siadła jakaś nieznajoma i zaczęła wypytywać o różne rzeczy, bo BARDZO spodobał jej się jego występ. Oczywiście posłał w kierunku dziewczyny uśmiech, a nawet kupił jej drinka, lecz kiedy usłyszał ten jeden głos.... automatycznie podniósł głowę, by zacząć szukać jego źródła - wyglądał trochę jak surykatka przez to nagłe wyprostowanie pleców.
Oczy mu zaświeciły, gdy odnalazł... ją. Czuł się jak zahipnotyzowany. Jakby przeniósł się do jakiegoś innego wymiaru. Wiedział jedno. Gdy skończą, muszę do niej podejść. Młoda nieznajoma chyba zauważyła, że Carissoni jej nie słucha, ale mimo to nie poszła - pewnie czekała z myślą, że gdy piosenka się skończy, on znów poświęci jej uwagę. Jasne, mógł wyciągnąć telefon, by wystalkować zespół, ale... był skupiony nakimśczym innym.
i just wanna know your name
Tego dnia Filip zaczynał grać w The Fifth Club później niż zwykle, gdyż tak miał w grafiku, dzięki czemu mógł sobie zorganizować wieczór wedle uznania. Tak więc po obiedzie (który w sumie było jego śniadaniem), odpalił kompa i zaczął grać w CSa. Nagle aż podskoczył, ponieważ zadzwonił mu telefon - a on aż zapomniał, że jego dzwonek tak brzmiał i był TAK oktopnie głośny. Odebrał - oczywiście w grze go zwyzywali, bo się nie ruszał, stanowiąc bardzo łatwy cel - i dowiedział się, że w Barze Poet jeden artysta zrezygnował, dzięki czemu mógł wskoczyć na jego miejsce. Filip podziękował i się rozłączył. Zaraz jednak przypomniał sobie, że przecież jakiś czas temu faktycznie zgłaszał zainteresowanie wystąpieniem, tylko właśnie wpisano go na listę rezerwową. Cholera! wyszedł z gry, godząc się z otrzymanym na kilka godzin banem - wykluczeniem - a następnie oddzwonił do baru. Koniec końców, pani nie zdążyła zadzwonić do kolejnej osoby, dzięki czemu Filip otrzymał zielone światło i już wiedział, że zamiast czekać, aż minie mu ban lub grać w inną gierkę, będzie występował w knajpce. Stanął przed lustrem z uśmiechem, po czym poszedł po gitarę, by zobaczyć, czy przypadkiem nie zapomniał chwytów gitarowych oraz tekstów piosenek - aczkolwiek miał przygotowane dwa covery i jeden swój utwór i właśnie o ten utwór bał się najbardziej (nawet zaczął odczuwać tremę). Tak więc po zagraniu każdego kawałka mniej więcej trzy razy, przebrał się, spakował gitarę i wyszedł z mieszkania.
Gdy przybył do lokalu, kilka stolików było zajętych Ciekawe, czy przyjdzie więcej osób... Zastanawiał się, szukając kogoś, kto zaprowadziłby go właścicielowi lub właścicielce lub kogoś, kto zajmował się zespołami oraz solistami grającymi live. Kelnerka zaprowadziła go do kobiety, z którą przyszło mu już wcześniej rozmawiać i która do niego tego popołudnia zadzwoniła.
Przed wejściem na scenę, wypił pół butelki wody, sprawdził nagłośnienie tj. czy dobrze go słychać, a następnie zaczął wykonywać cover dobrze znanej każdemu piosenki Eda Sheraana Shape of You.
Brawa po zakończonej piosence, może nie były zbyt głośne, ale wiedział, że ma ograniczony czas, więc w trakcie ich trwania, ruszył z kolejnym coverem od Imagine Dragons Radioactive i niestety ale przy końcówce dłoń mu zjechała ze struny, co było słyszalne, a niektórzy popatrzyli na niego z uniesionymi brwiami. Miał ochotę bez słowa zejść, by kupić sobie jakiegoś mocnego drinka, ale ostatecznie postanowił zaryzykować i na koniec zaprezentować swój utwór. Przełknął ślinę, dopił butelkę wody i zaczął płynąć ze swoim kawałkiem, niczym statek po oceanie.
- 'Cause you... make every night feel a little brighter...
Cause you are my paradise...
Nie próbował nawet udawać kogoś, kim nie był. Śpiewał szczerze, pozwalając, by emocje zrobiły swoje. Z każdym kolejnym wersem czuł, jak stres powoli ustępuje miejsca przyjemnej pewności siebie, aczkolwiek gdyby ktoś zapytał, komu decydował tę piosenkę, wzruszyłby ramionami. Tworzył ją już dawno.
Nim się obejrzał, ludzie bili brawo, więc uważał, że Chyba się podobało.
- Dziękuję. Jestem Filip i mam nadzieję, że do zobaczenia. - rzucił przed zejściem ze sceny, automatycznie ruszając do baru, gdzie zamówił sobie cztery różne szoty. Nagle koło niego siadła jakaś nieznajoma i zaczęła wypytywać o różne rzeczy, bo BARDZO spodobał jej się jego występ. Oczywiście posłał w kierunku dziewczyny uśmiech, a nawet kupił jej drinka, lecz kiedy usłyszał ten jeden głos.... automatycznie podniósł głowę, by zacząć szukać jego źródła - wyglądał trochę jak surykatka przez to nagłe wyprostowanie pleców.
Oczy mu zaświeciły, gdy odnalazł... ją. Czuł się jak zahipnotyzowany. Jakby przeniósł się do jakiegoś innego wymiaru. Wiedział jedno. Gdy skończą, muszę do niej podejść. Młoda nieznajoma chyba zauważyła, że Carissoni jej nie słucha, ale mimo to nie poszła - pewnie czekała z myślą, że gdy piosenka się skończy, on znów poświęci jej uwagę. Jasne, mógł wyciągnąć telefon, by wystalkować zespół, ale... był skupiony na
i just wanna know your name