Strona 1 z 1

dumb & dumber in a drag club

: ndz cze 28, 2026 1:42 pm
autor: Lucas Miller
020
dumb & dumber in a drag club
Lucas Miller u w i e l b i a ł spontaniczne wypady.
Jako człowiek, który stronił od rutyny i nadmiernego planowania, idealnie odnajdywał się w sytuacjach, w których trzeba było improwizować. Mogło to jak najbardziej wynikać z faktu, że za nic nie potrafił się zorganizować i po prostu przyjął taki styl życia, ale akurat jemu to pasowało. Wiódł życie, które było rozregulowane, nie miał dzieci na utrzymaniu, nie miał nawet stałej partnerki, więc mógł sobie pozwolić tak zwane go with the flow.
Właśnie dlatego, kiedy tego ranka podczas sprzątania sali znalazł na jednym z siedzeń bilety na koncert na DZISIAJ, od razu zakosił je do kieszeni. Po zmianie popędził do domu i przez moment rozważał, czy nie dać znać w pierwszej kolejności Indie, ale sam jeszcze nie wiedział, czy to dobry moment na spotkanie po tym, co ostatnio się między nimi zadziało. Może potrzebowali się zdystansować? Poukładać sobie wszystko w głowie? On na pewno i do tego musiał odreagować, a akurat nie znał w tym lepszej partnerki do duetu niż Coven. Niewiele się więc zastanawiając napisał jej wszystko co i jak, wziął szybki prysznic, a potem już stał w windzie, wciskając przycisk, który weźmie go piętro wyżej. Bo jasne, mógł użyć schodów, ale kto bogatemu zabroni? Kto normalny mają windę korzystał ze schodów? Debil jakiś chyba.
Spodziewał się, że Coven będzie się ogarniać, dlatego wedle ustaleń wszedł do jej mieszkania jak do siebie i od razu skierował się do salonu. Po drodze jednak przystanął na moment przy drzwiach do łazienki i przywalił w nie z całej siły trzy razy.
JAK COŚ TO JA, A NIE ŻADEN ZŁODZIEJ – zakomunikował grzecznie. Chociaż grzecznie to chyba niewłaściwe słowo, biorąc pod uwagę, jak głośno się wydarł. Dopiero potem przeszedł do salonu. Wywalił się na kanapie, jakby był u siebie i złapał kilka chipsów, które leżały na niewielkim stoliku kawowym prosto do buzi. Trochę zwietrzałe, ale kto by się tym przejmował? Miller na pewno nie. Przecież mieszkał tutaj ponad tydzień, kiedy Coven się wprowadziła i jednego dnia zalała mu całe mieszkanie. Znał tą kanapę jak własną kieszeń. Nawet to jedno miejsce między poduszkami, do którego zawsze wpadał telefon, a człowiek potem szukał go jak ostatni debil.
Długo jeszcze? – krzyknął po chwili, nie mogąc się doczekać kumpeli. – Męża i tak tam nie znajdziesz, więc nie musisz się aż tak starać! – dodał złośliwie i znowu się rozejrzał. Dopiero wtedy zauważył otwarty laptop, na którym był zatrzymany jeden z odcinków The Summer I Turned Pretty, a dokładniej na scenie z Connie Baby. Westchnął, wywalając oczami, a po chwili bezczelnie złapał za komputer Coven i nie dość, że przestawił na jakąś scene z Jeremiaszem, to jeszcze znalazł jakieś zdjęcie w googlu i ustawił go jej na tapetę. Tą jego durną mordę z misiem. Tak, żeby miała niespodziankę jak znowu dorwie się do kompa.

coven ⋆.ೃ࿔🌸*:・

dumb & dumber in a drag club

: ndz cze 28, 2026 3:20 pm
autor: coven bremers
006.
Obrazek
Pod tym względem niewiele różniła się od swojego ulubionego sąsiada, którego kiedyś przypadkowo zalała wodą z pralki, kiedy ta postanowiła zrobić jej małego psikusa - Coven również uwielbiała spontaniczne wypady. Ale nie takie, które zaczynały się w piżamie i wymagały błyskawicznego wskoczenia w jakąś wystrzałową kreację! Bo chyba Lucas nie myślał, że wyjdzie z nim tak, jak stała? No nie. Najpierw musiała się ogarnąć. Nie tyle wystroić, co po prostu jakoś wyglądać. Krótka spódniczka i obcisły top były jak najbardziej w porządku, ale wcześniej musiała obowiązkowo wziąć szybki prysznic, zrobić makijaż i doprowadzić się do ludzkiego stanu, żeby nie wyglądać jak ktoś, kto właśnie został wyrwany z łóżka. Była naturalnie ładna, ale bez make-upu czuła się naga. Miller sam był sobie winny, że teraz musiał na nią czekać.
Podskoczyła niekontrolowanie, słysząc walenie do drzwi. Dobrze, że zapewnił, że nie był żadnym złodziejem, bo znając Bremers, to po wyjściu z łazienki mogłaby być w lekkim szoku i jeszcze wyjebałaby mu suszarką do włosów prosto w zęby.
Pięć minut! — odkrzyknęła, słysząc w jego głowie ponaglenie. On tak serio? Mógł sobie zabrać na koncert jakiegoś kumpla, wtedy zaoszczędziłby trochę czasu. Facetom zwykle nie zależało na tym, żeby dobrze wyglądać. Nawet jak chodzili w samych slipach, to mieli się za wielkie bóstwa. Szkoda, że pod nimi zwykle skrywało się samo rozczarowanie.
A skąd wiesz? — wpadła do salonu z jeszcze mokrymi włosami. — A może właśnie znajdę? Nie znasz dnia ani godziny, kiedy poznasz swoją prawdziwą miłość, więc wychodzę z założenia, że zawsze trzeba wyglądać perfekcyjnie — wzruszyła lekko ramionami, zapominając guziczek od jeansowej spódniczki. — Lepiej mi powiedz, jak wyglądam — obróciła się kilka razy wokół własnej osi i dopadła do toaletki, żeby dokończyć makijaż. Kreska przy lewym oku wyszła jej trochę krzywo, ale może nikt tego nie zauważy? Jak już będzie się z kimś całować, to ten ktoś i tak będzie miał zamknięte oczy. A przynajmniej powinien mieć, inaczej to znak, żeby spierdalać jak najdalej, bo pewnie to jakiś dziwak. Kto normalny idzie w ślinę, mając otwarte oczy?
A ty idziesz tak? — spojrzała w lustrze na odbicie Lucasa, który rozjebał się na kanapie jak żaba po deszczu. Nawet nie przyszło jej do głowy, że chwilę wcześniej majstrował przy jej laptopie. — Ale wiesz, że masz plamę? O tutaj — wskazała na swój top, żeby pokazać mu, w którym miejscu zabrudził sobie t-shirt. Chyba coś żarł i trochę sosu skapnęło mu prosto na koszulkę. — Nie no, bez jaj. Nie możesz iść takie ubabrany — zawyrokowała, kręcąc z politowaniem głową. — Normalnie i tak nikogo nie wyrwiesz, ale w takim wydaniu to już w ogóle skaranie boskie — westchnęła i po tym, jak odłożyła maskarę do kosmetyczki, odepchnęła się od kosmetyczki i podeszła do szafy. — Mam tutaj gdzieś koszulkę mojego brata. Świeżą i wypraną. I bez zaschniętych śladów po ketchupie — zaznaczyła, a gdy udało jej się zlokalizować wspomniany t-shirt, cisnęła nim w Millera. To była zwykła, czarna koszulka z logiem Nike na piersi, która - jak na jej oko - powinna leżeć na kumplu jak ulał.

Lucas Miller

dumb & dumber in a drag club

: pn cze 29, 2026 10:26 am
autor: Lucas Miller
Pieć minut.
Baby to tak zawsze. Pięć minut, pięć minut, a potem człowiek siedział i czekał na niej z dobre dwadzieścia! Lucas już znał te wszystkie sztuczki jak własną kieszeń. Nie dość, że wychowywał się z dwiema starszymi siostrami, to jeszcze kumplował sie głównie z dziewczynami. A nawet swoją miał przecież do niedawna. I chociaż Charlotte lubiła chodzić bez makijażu, to jednak przed jakimkolwiek wyjściem ogarniała się z ponad godzinę! Jasne wyglądała potem ślicznie, ale jednak ile można?
Coven ku jego zaskoczeniu poszło nawet sprawnie i już po krótkiej chwili – akurat kiedy zdążył wyzerować jej miskę zwietrzałych chipsów – stała przed nim w jeansowej spódniczce, prezentując twój strój na dzisiejszy koncert i nawijała o tym, jak to przecież człowiek nie znał dnia ani godziny, kiedy miłość zapuka do bram ich serc.
Za dużo romansideł oglądasz, Cov – tak ją podsumował i poprawił się na kanapie, chowając telefon do kieszeni. – Nie każdy wypad do kawiarni czy na koncert kończy się historią miłosną – skwitował pewny siebie, bo przecież Lucas swego czasu również dość sporo randkował. Wiedział z czym to się jadło i żeby poznać kogoś naprawdę spoko, w dodatku spontanicznie to naprawdę potrzeba było jakiegoś jebanego cudu. Albo on był jakiś dziwny i laski, które spotykał były po prostu jakieś nudne. Nie to co ona. – Chociaż ty jak zakręcisz biodrami w tej kiecce, to może faktycznie kogoś wyrwiesz. Wyglądasz zajebiście – zawsze wyglądała. Coven była po prostu naturalnie śliczna. Jej wielkie, brązowe oczy i szeroki uśmiech zwracał na siebie uwagę od razu i naprawde potrafił zawrócic w głowie. Lucas coś o tym wiedział, bo swego czasu pewnie też robił do niej jakiś podchody zanim zostali przyjaciółmi. I zanim miał wspomnianą przez nią plamę na koszulce. Bo akurat o niej nie miał zielonego pojęcia.
Co? Gdzie? – mruknął i od razu zaczął się rozglądać po sobie. Z początku jej nie widział, ale po chwili, gdy go nakierowała, faktycznie zauważył całkiem spore zacienienie na jego koszulce z ACDC. – A takie małe coś? No przecież to są tylko jakieś resztki z szejka. Zajebisty był swoją drogą. Czekolada-malina. Do-je-ba-ny – wycedził przez zęby i szczerze? Miał zamiar zostać w tej uwalonej koszulce, bo akurat jemu to nie przeszkadzało. Tylko zaraz okazało się, że Coven już tak. Westchnął ciężko i oczywiście nie omieszkał przewrócić oczami, słysząc ten cały wywód o tym jak to źle wyglądał w tym wydaniu.
Ty to wiesz, jak złamać facetowi serce – mruknął, wbijając w nią ciemne spojrzenie, ale finalnie faktycznie zwlókł się z kanapy i podszedł do niej, kiedy grzebałą w szafie. Nawet nie zdążyła złapać koszulki z Nike, a Miller już ściągał z siebie T-shirt, pokazując całkiem pokaźną sylwetkę, otagowaną licznymi tatuażami. Lucas może i był szczupły, ale wszystkie lata grania w kosza sprawiły, że mieśni też nie miał się co powstydzić. Złapał od niej nowy Tshirt, a tym starym, uwalonym cisnął w Coven.
A wypierzesz mi ją? – oczywiście tak ją tylko zaczepił, uśmiechając się uroczo. – Albo lepiej nie, bo jeszcze znowu mnie zalejesz i będę tu musiał mieszkać przez tydzień – wypomniał jej ich pierwsze spotkanie. Nie było w tym nic przyjemnego, szczególnie kiedy woda kapała mu z sufitu, ale za to jak pięknie rozwinęła się dzięki temu ich relacja! Można powiedzieć, że wszystko było po coś.
Dobra, gotowa jesteś? – zmierzył ją spojrzeniem. Jak na niego była. Miała na twarzy makijaż, fikuśne ciuchy na tyłku i ładnie ułożone włosy. – Pojedziemy moją furą, a jutro ją sobie odbiorę. Ten adres i tak jest tylko ulicę od kina – wytłumaczył, kręcąc kluczykami na palcu i grzebiąc w telefonie coś na mapach. Nigdy wcześniej nie był we wspomnianym miejscu, nawet nie wiedział, że tam była sala koncertowa, ale to akurat fajnie!

coven bremers

dumb & dumber in a drag club

: pn cze 29, 2026 11:35 am
autor: coven bremers
Skoro Lucas miał dwie siostry, to tym bardziej powinien wiedzieć, że kobiety potrzebują czasu, żeby się wypindrzyć i że nie wolno ich poganiać. Chyba żadna nie zdzieliła go dobrze po głowie, żeby wpoić mu takie niepisane zasady do tego pustego łba. Ale nie, najlepiej było się wymądrzać, mając w dodatku upaćkaną koszulkę!
Na stwierdzenie, że ogląda za dużo romansów, prychnęła pod nosem. Coven naprawdę wierzyła, że miłość może czekać gdzieś za rogiem i nie chciałaby, żeby zastała ją w rozciągniętych dresach i pryszczem na czole. Wierzyła też, że jak ludzie są sobie pisani, to i tak ze sobą będą. Albo że jak łączą się w pary, to zostają ze sobą na zawsze. No i znaki zodiaku też odgrywały tutaj znaczącą rolę. Nic dziwnego, że z Lucasem nie dogrywali się w pewnych kwestiach, skoro on był Bykiem, a ona Lwem. Dzieci z tego nie będzie.
Przebieraj się i nie jojcz — powiedziała stanowczo, bo mógł to być nawet szejk z innej planety, ale jeśli Millier już zapraszał ją do ludzi, to sam powinien jak człowiek wyglądać. Przynajmniej tyle, bo na ludzi to on już nie wyjdzie. — Mam też dwóch braci, więc wiem również, jak złamać facetowi nos — spojrzała wymownie na kumpla, dając mu tym samym do zrozumienia, że nie powinien wdawać się z nią w żadną dyskusję odnośnie outiftu. Ubabrana koszulka miała zniknąć. To znaczy, nie na zawsze, nie musiał od razu palić jej nad palnikiem kuchenki gazowej, ale teraz nie było dla niej miejsca w stajence.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem, kiedy bezczelnie zapytał, czy wypierze mu jego rzeczy. No chyba do reszty zgłupiał!
Nie jestem twoją matką, Miller — odparła, poprawiając jeszcze włosy, które prawie już wyschły samoistnie, robiąc jej na głowie naturalny skręt. Sięgnęła po piankę, żeby jeszcze lepiej go utrwalić. — No właśnie lepiej, żebym nie robiła prania, bo jeszcze znowu cię podtopię. Przypominam, że to był naprawdę długi tydzień — powiedziała i chociaż dzięki temu mieli okazję lepiej się poznać, wolałaby nie gościć Lucasa w swoim mieszkaniu dłużej niż to było konieczne. Bremers i tak miała na chacie burdel, ale kiedy koczował tutaj Miller, to syf był dwa, jak nie trzy razy większy.
Ostatni raz przejrzała się w lustrze. No dobrze, może przedostatni, ale musiała ocenić i sprawdzić czy wygląda zajebiście. Wyglądała. Z przodu i z tyłu. W końcu skinęła głową i ruszyła w stronę drzwi. Poczekała, aż Lulu dołączy do niej na korytarzu i już miała je zamknąć, ale oczywiście zapomniała o telefonie, więc musiała się zawrócić.
Nie boisz się, że ktoś ci zawinie furę, jak zostawisz ją na ulicy w randomowym miejscu na całą noc? — zapytała, przekręcając klucz w zamku. Ona to by się jednak trochę cykała. Tyle się mówi i kradzieży aut, które potem ktoś sprzedaje na czarnym rynku (Kira Finch i jej znajomi pozdrawiają serdecznie), dlatego przezorny zawsze ubezpieczony. A przecież Coven była pierwsza do zabobonów. Pierwsze też weszła do winy i nacisnęła guzik, który sprowadził ich na partner.
O rany, mam ochotę napić się zimnego browarka! — oznajmiła, kiedy już wpakowała się na miejsce pasażera i zapięła pas. Koncert bez piwka to jak pizza bez sera i impreza bez muzyki!

Lucas Miller

dumb & dumber in a drag club

: sob lip 04, 2026 7:29 pm
autor: Lucas Miller
Nie jestem twoją matką, Miller.
Nie? — zaśmiał się na jej uwagę. — A myślałem, że tak, po tym jak się MĄDRZYSZ — rzucił z naciskiem na ostatnie słowo, które wręcz przecedził przez zęby. Pierwsze kazała mu na siebie czekać, a potem jeszcze pruła się do jego koszulki i malutkiej plamy, której praktycznie nie było widać. A poza tym przecież laski kochały, kiedy facet nie bał się ubrudzić, tak? No to w czym problem? Cóż, pewnie tym, że to bardziej chodziło o jakimś mechaników z wielką klatą, ubabranych smarem niż Millera z sosem po szejku, ale to akurat były jakieś marne szczegóły. Finalnie jednak zrzucił z siebie koszulkę i ubrał tą, którą mu wybrała, przewracając oczy na wieść, że nie dostanie darmowego pranka.
To był długi tydzień, jak tu mieszkałem? — prychnął, podchodząc do niej bliżej. — Coven, to był najlepszy tydzień w twoim życiu — jebaniutkie siedem dni w jego towarzystwie? No przecież to jak wygrać na loterii! Lucas Miller nie tylko był człowiekiem pełnym energii, ale również chodzącym komikiem! Miał wyborne żarty, a do tego robił świetną jajecznicę. Może jednak za bardzo ją rozpieścił, skoro teraz nie potrafiła tego docenić? Cóż, znajdzie sobie faktycznego chłopaka, to zobaczy, jaki był GORSZY do Millera.
Złapał ze stolika jeszcze kilka chipsów i ruszył w stronę drzwi, kręcąc kluczykami od auta na palcu. Nawet zastanowił się na moment, gdy Bremers spytała, czy nie bał się zostawić samochodu na pastwę lodu do kolejnego dnia.
No a ty co myślisz, że ludzie, który tam blisko mieszkają, to gdzie parkują swoje fury? — dla niego to akurat było oczywiste, że również na parkingach i przy jednokierunkowych uliczkach. Nie można było z góry zakładać, że każdy rzuci się na jego auto, bo złodzieje będą wiedzieć, że to akurat jego i on tu wcale nie mieszka. Już bez przesady. Poza tym… — I tak nikt nie chciałby ukraść tego staruszka — pięknie mówił o swoim Jeepie, ale taka była prawda! Auto Lucasa może i wyglądało całkiem okej (bo akurat nie to dbał jak należy), ale też miało swoje lata. Psuło się od czasu do czasu pomimo tego, że lakier błyszczał. Każdy szanujący się złodziej (pozdrowienia dla Kiry i jej znajomych) z pewnością trochę się znali i od razu zobaczyliby, że nie było co tego nawet kraść. — Poza tym, widziałaś ile jest stopni na zewnątrz? Przecież się roztopimy w autobusie — dodał, wchodząc za Coven do winy. Lucas nie-na-wi-dził komunikacji miejskiej. Gardził nią bardziej niż Kasik kolendrą, a to już były poważne słowa! Zdecydowanie wolał już żeby mu zajebali auto, niż jakby miał się tułać autobusami.
Zimny browarek to jest MUST HAVE! — zgodził się z kumpelą, kiedy tylko znaleźli się w samochodzie. Miller od razu odpalił furkę i nastawił kilmatyzację, żeby nawiewy dobrze na nich dmuchały. — Byłaś kiedyś w tej Różowej Żabce? — spytał po chwili, włączając się do ruchu drogowego. — Tak się nazywa ten klub, w którym jest koncert — Lucas nigdy wcześniej o nim nawet nie słyszał. Zazwyczaj na imprezy chodziło się do The Shop (zanim jakiś dziwny Vincent zmienił mu nazwę, god knows why) albo The Fifth Social Club, ale Różowa Żabka? Dziwne. A jeszcze dziwniejsze w tym było to, że miał tam grać taki zespół jak Radiohead.
To opowiadaj co tam u ciebie słychać? — zagadał gdzieś w połowie drogi. — Oglądałaś ostatnio jakiś nowy Horror? No powiem ci, że ten co mi ostatnio poleciłaś o Zombiebobrach to był kurwa zajebisty — przyznał, chociaż prawda była taka, że Lucas trochę się pośmiał ale też co się postraszył to jego. Szczególnie, że przed oglądaniem zajarał sobie jointa, którego dostał od koleżanki w kinie.

coven — ᨳଓ .

dumb & dumber in a drag club

: sob lip 04, 2026 7:55 pm
autor: coven bremers
Faceci to byli jednak jak duże dzieci. Nic dziwnego, że Coven nie wyobrażała sobie przyszłości u boku żadnego z nich. Trzeba było ich ciągle niańczyć i prowadzić za rękę. Jedynie, co dobrze robili, to się ruchali, a i to nie zawsze. A wtedy to w ogóle nie było z nich pożytku.
Twoją matkę, to ja mogę zaliczyć — rzuciła, poruszając wymownie brwiami. No patrzcie ją! Nie dość, że tak się mądrzyła, to była w dodatku TAKA ZABAWNA.
Westchnęła ciężko, kiedy Lucas stwierdził, że tydzień pod jednym dachem, był jej najlepszym czasem. No tak, bawiła się wybornie. Zwłaszcza, kiedy musiała zbierać po nim brudne skarpetki, które znajdowała dosłownie wszędzie. Nawet na stole w kuchni! Best week, kurwa, ever. No naprawdę, drugiego takiego chłopa-jełopa to ze świecą szukać!
Jak to gdzie? Może w jakichś podziemnych garażach? — wzruszyła ramionami, bo przecież co innego parkować samochód pod blokiem, a co innego gdzieś przy głównych ulicach. Przecież tam postój musiał kosztować fortunę! Może to nie było ścisłe centrum, ale strefa opłat była wszędzie taka sama i obowiązywały w niej określone stawki i limity czasowe. Ale Bremers w ogóle się na tym nie znała. A wiadomo, że jak się nie znała, to musiała się wypowiedzieć! — Masz absolutną rację. Kto by chciał ukraść takiego gruchota? — posłała mu rozbawione spojrzenie. Jej szesnastoletni Nissan też był w całkiem niezłym stanie, ale ona i tak częściej poruszała się po mieście rowerem. Tak było szybciej i wygodniej. Może niekoniecznie bezpieczniej, ale przecież nie rzucała się od razu pod koła rozpędzonych ciężarówek. — Ale dramatyzujesz! Nie jest wcale aż tak gorąco. Po prostu przyznaj, że gardzisz komunikacją miejską i całym tym plebsem — wystawiła rękę za okno, żeby poczuć na skórze pęd chłodnego powietrza.
Ściągnęła w zamyśle brwi, próbując skojarzyć nazwę klubu, do którego właśnie zmierzali. Nic to nie dało, bo Coven miała pamięć złotej rybki - dobrą, ale krótką. Dlatego tylko pokręciła głową, dając mu do zrozumienia, że nie zna wspomnianej miejscówki.
Różowa żabka? — powtórzyła po nim, ale wypowiedzenie nazwy na głos też nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Nic nie miała w tym łbie, tylko zęby. — Nie wiem, nie znam. Jesteś pewien, że to nie jest żadna kawiarnia dla influencerów? Taka, gdzie można sobie cykać fotki na ładnym tle, a kawę serwują w kubkach, które wyglądają jak zabawkowe? — upewniła się i jakoś wcale nie zdziwiłaby się, gdyby Millerowi zwyczajnie coś się pomyliło. Już sam fakt, że Radiohead miało grać w jakimś randomowym klubie powinno dać im do myślenia, ale oboje byli zbyt tępi, żeby jakoś to rozgryźć.
Mówiłam ci, że ci się spodoba! — przyklasnęła z ekscytacji w dłonie. — A jak ci o tym opowiadałam, to stwierdziłeś, że to żałosne. Oglądałam ostatnio Atak trzygłowego rekina! Totalnie musisz to zobaczyć! A poza tym, to co? Chyba nic, oprócz tego, że w końcu zagadałam do dziewczyny, która dość często przychodzi do naszego lumpa — uśmiechnęła się całą sobą na wspomnienie o Bonnie. — No a u ciebie? Jak tam z tą... jak jej było? Indie? — zagadnęła, kiedy Lucas wjeżdżał w jedną z bocznych uliczek. Byli już prawie na miejscu, teraz trzeba było jedynie znaleźć jakieś wolne miejsce. Najlepiej takie, żeby nikt nie uznał jego jeepa za wrak, który trzeba odholować na złom.

Lucas Miller

dumb & dumber in a drag club

: pt lip 10, 2026 8:28 pm
autor: Lucas Miller
Różowa żabka.
Dokładnie tak nazywał się klub, w którym miał występować Radiohead.
Lucas sprawdził to jeszcze trzy razy po drodze, żeby się upewnić, że to nie jest żadna kawiarnia dla infduencerów, jak zasugerowała Coven. Chociaż to też było dziwne, bo co to kurwa była kawiarnia dla influencerów? Takie rzeczy w ogóle istniały? Lucas był mocno średni w media społecznościowe. Tak naprawdę miał konto jedynie na insta — głownie po to, żeby zaczepiać dziewczyny — i tiktoka, wiadomo, żeby oglądać śmieszne filmiki. Szczególnie od momentu, jak algorytm już nauczył się jego poczucia humoru i potem non stop podrzucał mu najbardziej durne rzeczy, które potrafił scrollować do trzeciej w nocy. Piękna sprawa. Ale kawiarnia dla influencerów? Pierwsze słyszał.
Nie no, co ty gadasz, przecież to jest normalny klub — pokręcił głową i nawet spojrzał przelotnie na Coven, żeby posłać jej karcące spojrzenie. — Nawet jak na Google wpiszesz to się pokazuje jakiś bar i kolorowe alkohole. Może to po prostu jest taki niszowy koncert? Wiesz, ostatnio widziałem, że coraz więcej muzyków robi takie kameralne występy. Zaprasza się wygraną grupę fanów i przynajmniej jest klimatycznie — wyjaśnił, chociaż Miller osobiście na żadnym takim nie był. Ale w końcu wieczór był jeszcze młody, a oni w drodze na jeden! To mógł być naprawdę świetny wypad. Kto jak kto, ale on i Coven zawsze się dobrze bawili. Oboje umieli imprezować, lubili tańczyć i gdzieś w tym wszystkim mieli wspólny język dębili. Rozumieli się. Pięknie dopełniali.
Słuchał jej uważnie, gdy nawijała o horrorach, chociaż gdy wspomniała o trzygłowym rekinie, Lu skrzywił się nieznacznie. Nie brzmiało mu to za dobrze. Już jeden rekin sam w sobie był wystarczająco straszny, po co kurwa dodawać mu kolejne dwie głowy? Ktoś mocno się zjarał, jak pisał scenariusz. Całkiem niezły scenariusz również los pisał Coven jak się zaraz okazało.
Fajna jakaś? — zainteresował się od razu tematem dziewczyny z lumpa. — Dużo ich tam przychodzi? Może ja też zacznę? — naturalnie nie byłby sobą, gdyby jej nie zaczepił w ten sposób. Lucas lubił sobie pogadać. Czasami kompletnie od czapy, bez sensu albo tylko dla samego gadania. — A z Indie… sam nie wiem. Chyba okej? — westchnął ciężko, co mogło sugerować, że no, tak nie do końca wszystko było okej. — Sam nie wiem Cov. Niby coś tam znowu się do siebie zbliżamy, niby nam zależy, ale… sam nie wiem. Trochę jakbym już z automatu czekał, aż coś się wypierdoli. Rozumiesz? Opowiadałem ci kiedyś, jak za pierwszym razem spakowała się i spierodliła na drugi koniec kraju… — mogła nie rozumieć. W końcu ten, kto tego nie przeżył na własnej skórze mógł nie mieć pojęcia jakie emocje za tym wszystkim szły. Nie wymagał tego od niej, ale chciał przynajmniej trochę nakreślić jej sytuację, skoro już o to pytała. Lucas ostatnio dużo się miotał. Sam nie wiedział, czego chciał. Dlatego właśnie ten wypad dzisiaj tak bardzo był mu potrzeby!
Ej to chyba tutaj — wskazał na telefon przyklejony do klimy, a na nim GPS pokazujący minutę drogi. Od razu rozejrzał się za miejscem parkingowym. Nie udawało się w tej samej uliczce, ale za to jedną dalej znalazł całkiem pokaźne, bardzo ładne miejsce przy drodze. Specjalnie takie przy innych, ładniejszych samochodach, żeby jak już Kira chciała jakiś zawinąć, to stanęło na tych innych, a nie jego, wiadomo. IQ tysiąc. Wyjebało poza skale.
Nie widzę wjeścia — a to akurat był problem, jeśl chcieli znaleźć się w środku. Trzy razy spojrzał na telefon, potem na dziwny, stary blok przed nimi. — Pokazuje, że to gdzieś tutaj… — mruknął zmieszany. Ściany były obskurne i nie było na nich żadnego szyldu. Dopiero kiedy przeszli kawałek dalej na jednym z okien można było zobaczyć naklejkę przedstawiajacą różową żabkę. A zaraz pod nią strzałka w dół.

coven ‎‧₊˚✧🪩✧˚₊‧

dumb & dumber in a drag club

: ndz lip 12, 2026 5:29 pm
autor: coven bremers
Nie dało się nie zauważyć, że Miller był raczej kiepski w prowadzeniu swoich social mediów. Posty, które udostępniał, były wrzucane na odpierdol. Ale kim była Coven, żeby go za to oceniać? Sama też nie należała do osób, które godzinami dopracowywały relacje czy planowały publikacje z wyprzedzeniem. Jej profile żyły własnym życiem i pojawiało się na nich to, na co akurat miała ochotę. Różnica polegała na tym, że Bremers nadrabiała wyglądem. Nawet przeciętne zdjęcie potrafiło zebrać masę polubień tylko dlatego, że znajdowała się na nim właśnie ona. Lucas niestety nie mógł liczyć na podobny efekt. Nie z taką gębą. Ale żeby nie wiedzieć, czym były lokacje w stylu kawiarni dla influ? Przesada.
No już dobra — machnęła ręką. — Może masz rację. Dawno nie słyszałam o Radiohead. Nawet nie wiedziała, że dalej koncertują, więc pewnie wypadli z obiegu — stwierdziła, co w sumie mogło być prawdopodobne. Niejeden zespół już tak skończył.
Na pytanie o to, czy dziewczyna, którą poznała w second handzie była fajna, aż się calutka rozpromieniła. Pokiwała burzą włosów, uśmiechając się przy tym szeroko.
Bardzo fajna! I śliczna! Ma na imię Bonnie. Pomogłam jej wybrać spodnie. W obu parach, które przymierzała, wyglądała obłędnie, więc namówiłam ją, żeby wzięła dwie. Szkoda, żeby jakieś trafiły w niepowołane ręce. A raczej na niepowołany tyłek — westchnęła z rozmarzeniem, przypominając sobie, jak dobrze dziewczyna prezentowała się w tamtych jeansach. Jednych i drugich. — Na pewno w lumpie spotkasz więcej kobiet niż facetów. Ale uprzedzam, że większość to panie koło pięćdziesiątki. Nie wiem, czy w takich gustujesz — wyjaśniał pokrótce, jak to bywało z klientkami u niej w pracy. Młodzi też wpadali, ale znacznie rzadziej. Wtedy jednak mogli zawsze liczyć na pomoc Coven. — No powiedz, kręcą cię starsze panie, Miller? — poruszyła fikuśnie brwiami i sprzedała mu kuksańca w bok. Na bank kumpel miała taki ukryty fetysz.
Nie mogła się dziwić, że w relacji z Indie zachowywał dystans. Kto wie, co znowu jej odbije i czy znowu nie wywieje jej w świat. Dlatego pokiwała ze zrozumieniem głową i nawet nie próbowała go nagabywać do tego, żeby coś tam spróbował z nią działać, jak to miała w zwyczaju. No i poza tym Lucas nie tak dawno rozstał się z dziewczyną, prawda? Chyba najlepiej byłoby, gdyby pobył sobie chwilę sam.
O rany — jęknęła żałośnie, kiedy dojechali na miejsce, a ich oczom ukazał się obskurny budynek. Czy Różowa żabka nie powinna być... różowa? Może przynajmniej nadrobi wnętrzem. — Czyli trzeba zejść na dół? — zapytała głupio, mimo że widziała strzałkę. Wolała się upewnić, okej? Nieraz zdarzało jej się pomylić kierunek, a kiedy ktoś mówił, że trzeba iść w prawo, to szła w lewo. Po co tak ryzykować? Miller na pewno nie był pod tym względem o wiele bardziej rozgarnięty.
Pociągnęła go za rękaw koszulki i zaczęli schodzić po stromych schodach. Kto w ogóle konstruował takie stopnie? Nic, tylko stracić równowagę i rozwalić sobie głupi ryj. Pchnęła drzwi, zza których dobiegała jakaś muzyka. Koncert jeszcze się nie zaczął, więc przynajmniej byli na czas. Ich oczom ukazały się neonowe, różowiutkie ściany. Ha! Czyli było dokładnie tak, jak zakładała Bremers!
To jakieś show przed koncertem? — zapytała, dostrzegając, że po scenie kręcą się ucharakteryzowani faceci w szpilkach i full makeupem. — Weź sprawdź program — podsunęła, bo na pewno dorzucili rozpiskę do biletów. A przynajmniej powinni. To musiał być po prostu jakiś suport!

Lucas Miller

dumb & dumber in a drag club

: sob lip 18, 2026 1:49 pm
autor: Lucas Miller
Lucas nie wiedział… wielu rzeczy.
Głównie dlatego, że był po prostu głupi, nie zawsze łapał wszystko za pierwszym razem, ale całe szczęście nadrabiał wyglądem i dobrym sercem. A przynajmniej tak powtarzała mu matka — że jak ktoś jest dobry i szczerze kocha, to wszystko inne jakoś samo się ułoży. Jemu nawet się układało. Nawet ten nudny wieczór w planie układał się zupełnie inaczej, niż to założył, lepiej.
Słuchał uważnie, kiedy przyjaciółka opowiadała mu o lumpie i nowej dziewczynie, która jej się spodobała. Ciekawe to było. Miller jakoś zawsze żył w przekonaniu, że Coven jednak bardziej ciągnęło do facetów, a tu proszę! Jakaś piękna pani zawróciła jej w głowie, a zaraz jeszcze okazało się, że…
O zajebiste imię — rzucił zadowolony. — Tak samo jak moja siostra — dodał jakby od niechcenia. I może nawet dobrze? Bo jeszcze zaczęliby o tym więcej rozmawiać, a Miller finalnie pokazałby Coven zdjęcie Bonnie. I co? I mogłoby z tego wyjść niezłe zamieszanie. Szczególnie, że oboje nie mieli zielonego pojęcia, że rozmawiali właśnie o tej samej osobie. Całe szczęście oboje nie byli zbyt kumaci i pewnie trochę im zajmie, zanim to ogarną.
Lubie starsze, no — odpowiedział na jej zaczepkę praktycznie od razu, nie potrafiąc przejść obok tego obojętnie, kiedy już kierowali się do wejścia, a raczej go wciąż szukali. — Milfy są zajebiste — wtrącił bardziej po to, żeby zobaczyć reakcję Coven niż bo faktycznie miał jakąś chorą fascynacje starszymi babkami. Jasne, niektóre były naprawdę piękne i pewnie nie raz z kumplami dyskutowali o tych bardziej hot mamuśkach swoich znajomych, ale akurat Millerowi po głowie chodziła ostatnio tylko taka jedna, ciemnowłosa, w dodatku w jego wieku.
Przeszli po kręconych schodach w dół, o mały włos nie kręcąc sobie przy tym karku, a kiedy w końcu stali na dole im oczom ukazał się wielki, różowy neon. Różowa żabka. Czyli trafili do odpowiedniego miejsca. Wybornie! Przeciągnął się jak na drodze spędził co najmniej cztery godziny, po czym rozejrzał po wnętrzu. Pierwszą i chyba główna rzeczą, która rzucała się w oczy był fakt, że… wszystko było różowe. Dosłownie wszystko. Nawet ściany i stoły. Raj dla Coven, dla niego… niekoniecznie. Niemniej spojrzał wciąż zadowolony na przyjaciółkę.
No bo może jeszcze nie zaczęli? Co ty nie wiesz, że główny akt zawsze się spóźnia? — sprawdził zegarek, ale okazało się, że to chyba oni byli spóźnieni. Zmarszczył brwi. — Jaki program mam sprawdzić? Czekaj, spytamy kogoś, będzie szybciej — wymyślił plan, a w następnej sekundzie już zaciskał długie palce na kurtce Coven i ciągnął ją w stronę baru za którym stała jakaś wysoka blondynka. A przynajmniej Lucas z początku myślał, że to kobieta, bo kiedy tylko się odwróciła, okazało się, że tak naprawdę był to facet z brodą w peruce i skórzanej spódniczce.
Co dla ciebie, kochanieńki? — rzucił zalotnie, a Miller aż się wyprostował. W pierwszym odruchu schował się lekko za Coven, lekko przerażony otwartością persony przed sobą, ale kiedy typ miło się uśmiechnął, Miller sięgnął do kieszeni.
Weźmiemy na pewno jakieś drinki, ale ogólnie to chcieliśmy podpytać… — rozwinął kawałek papieru, który był już cały pomięty i przesunął po blacie w stronę barmana/ki. — Kiedy będzie Radiohead? Bo ten no, ten support akt to już chyba powinien kończyć?— spytał grzecznie, oczekując równie grzecznej odpowiedzi. Szkoda tylko, że zamiast tego typ spojrzał na kartkę, potym na nich, potem znowu na kartkę, a potem… jebnał śmiechem. Głośnym.
O jezu ale się uśmiałem — złapał się za brzuch i wytarł samotną łezkę, która zebrała mu się pod okiem. — Co was teraz w szkołach czytać nie uczą? — prychnął i nachylił się nad blatem, wskazując wielką nazwę zespołu na samym środku. — Tu jest napisane RADIOHOES a nie Radiohead!!

coven ⋆.𐙚 ̊

dumb & dumber in a drag club

: sob lip 18, 2026 2:34 pm
autor: coven bremers
To naprawdę było fascynujące, w jaki sposób ta dwójka ze sobą funkcjonowała i jeszcze jakimś cudem nie doprowadziła do własnej zagłady. Bo to, że się ze sobą skumali, było akurat oczywiste. Swój swego zawsze znajdzie. A może właśnie o to chodziło? Oboje byli głupi i najwyraźniej nie potrzebowali do szczęścia niczego więcej. Jeśli do trzydziestki Coven nikogo sobie nie znajdzie, to po prostu wyjdzie za Lucasa i problem z głowy. Co z tego, że on będzie wtedy w związku? Dziewczyna nie ściana, można przesunąć. Chociaż Bremers była idealnym przykładem na to, że ścianę też czasami dało się przesunąć. Kiedyś uderzyła w nią głową i wpadła do środka z butelką piwa w ręce, z której nie uroniła ani jednej kropli. Co prawda ściana była z jakiejś dykty, ale wśród jej znajomych ta historia do dziś cieszyła się ogromną popularnością.
Myślałam, że twoja siostra ma na imię Zaylee — odparła, bo pierwszy raz słyszała, żeby wspominał o jakiejś Bonnie. Podejrzana sprawa. Na pewno coś zmyślał!
Skrzywiła się na samą wzmiankę o milfach. Naprawdę młodym facetom podobały się starsze kobiety? Sama nie wyobrażała sobie być z kimś, kto byłby od niej dekadę albo dwie starszy. Głównie dlatego, że ludzie koło czterdziestki wydawali jej się potwornie nudni. Co ona miałaby robić z kimś takim? Chodzić do opery i umawiać wizyty u gastrologa?
Lubisz, jak kobieta ma rozklapiochę, Miller? — zapytała, bo właśnie tak wyobrażała sobie takie sytuacje. W jej głowie starsze kobiety były już po prostu mocno żużyte, a to chyba niekoniecznie musiało być dla każdego atrakcyjne. No i jeszcze te obwisłe piersi, poprawki i nieudolne próby zatrzymania upływającego czasu.
Była oczarowana wnętrzem lokalu. Kompletnie zapomniała, że przyszli tutaj na koncert. Dopiero kolejne słowa Lucasa wytrąciły ją z amoku.
A tak, zapytajmy — powiedziała, dalej przyglądając się gościom paradującym w szpilkach. Chodzi na obcasie lepiej niż ona! Doprawdy niesamowite. Straciła równowagę, kiedy kumpel pociągnął ją w stronę baru, przypadkowo taranując jakąś kobietę, która kobietą wcale nie była. W tych czasach to naprawdę łatwo się pomylić. Spojrzała na Miller trochę zbita z tropu, kiedy tak się za nią kitrał. Czego on się tak bał? Typa w spódnicy? Niepoważny jakiś.
Było to dla niej tak niezrozumiałe, jak niezrozumiały był śmiech, którym zaniósł się barman. Barmanka? Ono/jenu? Gapiła się na niego z szeroko rozdziawioną gębą w oczekiwaniu, aż ten w końcu się uspokoi i wyjaśni, o co właściwie tutaj chodziło. Zaraz okazało się, że Lucas Miller był po prostu skończonym debilem, a Coven jeszcze mu w tym przyklaskiwała. I właściwie nie odstępowała na krok w braku inteligencji, bo sama nie zauważyła, że na bilecie widniała zupełnie inna nazwa zespołu.
Radiohoes? Przecież to brzmi zajebiście! — podekscytowała się, ale Miller nie miał tak samo entuzjastycznej miny.
Nie możecie przegapić takiego spektaklu! Nasze dziewczyny robią świetny show — powiedział z uśmiechem, po czym wskazał rękę w stronę zaplecza. — Ale najpierw musicie się przebrać. Wyglądacie zbyt... zwyczajnie — stwierdził i Bremers nie trzeba było dwa razy powtarzać, bo już ciągnęła Lucasa we wskazanym kierunku.
W pomieszczeniu czekał na nich cały wieszak różnych pstrokatych sukienek. Od długich po takie, które ledwo zakrywały dupę. Coven oczywiście wybrała dla siebie najkrótszą z możliwych, w dodatku w homo-cekiny, a dla znalazła Lucasa coś z dużą ilością różu. Zawsze uważała, że to jego kolor!
Rzucasz się jak wesz na grzebieniu. Przestań się tak wić, zaraz ci pomogę — powiedziała, kiedy kumpel zaplątał się w materiał. Złapała za dolną część i naciągnęła ją porządnie. Szybko okazało się, że to nie była zwykła sukienka. To był... tort. A dokładniej sukienka w kształcie tortu. Normalnie miała warstwy i piętra z naszytymi wisienkami. Bremers przyglądała się tej stylówce przez dłuższy moment, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Aż w końcu głośnym, niepohamowanym śmiechem, który zgiął ją w pół. Rechotała jak wariatka i spłakała się tak samo, jak ono/jenu za barem.

Lucas Miller