(nie) ta randka
: ndz cze 28, 2026 10:25 pm
Pierwsza wypłata miała smak satysfakcji. A skoro przez ostatnie tygodnie zaciskała pasa, odmawiając sobie praktycznie wszystkiego, uznała, że jeden drobny kaprys zwyczajnie jej się należał. Grecka restauracja zdecydowanie nie należała do miejsc, które odwiedzała regularnie. Wręcz przeciwnie — ceny skutecznie przypominały, dlaczego na co dzień wybierała znacznie tańsze rozwiązania. Tym razem jednak zrobiła wyjątek. Obiecała sobie, że po pierwszej wypłacie zamówi ulubione danie i choć przez jeden wieczór nie będzie liczyć każdego wydanego dolara. Może właśnie dlatego poświęciła odrobinę więcej czasu również sobie.
Jasna sukienka w drobne kwiaty miękko podkreślała talię, a usztywniany gorset nadawał sylwetce lekkości i elegancji. Charly odruchowo wygładziła materiał na biodrach i poprawiła ramiączko, zanim weszła do środka. Nie ubrała się dla nikogo. Po prostu po raz pierwszy od dawna mogła pozwolić sobie poczuć, że ciężka praca naprawdę zaczyna się opłacać. Czekając przy ladzie, bezwiednie wsłuchiwała się w rozmowy pracowników.
— Biedny facet… — westchnęła jedna z kelnerek, zerkając dyskretnie w głąb sali. — Czeka już chyba z pół godziny.
— Chyba go wystawiła. Nawet mi go szkoda. Charly odruchowo podążyła za ich spojrzeniami. Przy stoliku dla dwojga siedział mężczyzna. Sam. Co chwilę zerkał na telefon, później na wejście i z powrotem na puste krzesło naprzeciwko siebie.
Kącik jej ust drgnął. To nie była jej sprawa. Naprawdę nie była. — Zamówienie numer trzydzieści siedem! — rozległ się głos zza lady. Nie zareagowała. Całą jej uwagę pochłaniał teraz tamten stolik. — Numer trzydzieści siedem? — kelner powtórzył głośniej. Charly tylko machnęła ręką, nawet się nie odwracając. — Zaraz wrócę! — rzuciła przez ramię z takim przekonaniem, jakby sama wierzyła w te słowa. Nie wierzyła.
Już po chwili pewnym krokiem przemierzała salę, czując, jak z każdym metrem rozsądek coraz usilniej próbuje zawrócić ją z obranej drogi. Bezskutecznie. Zatrzymała się przy stoliku, wygładziła jeszcze raz materiał sukienki i nabrała powietrza. — Przepraszam za spóźnienie — odezwała się z uśmiechem, odsuwając krzesło naprzeciwko niego. — Obiecuję, że mam naprawdę dobrą wymówkę… tylko jeszcze jej nie wymyśliłam. - powiedziała na powiedziała na powitanie uroczo się przy tym uśmiechając.
Jayce Byrne
Jasna sukienka w drobne kwiaty miękko podkreślała talię, a usztywniany gorset nadawał sylwetce lekkości i elegancji. Charly odruchowo wygładziła materiał na biodrach i poprawiła ramiączko, zanim weszła do środka. Nie ubrała się dla nikogo. Po prostu po raz pierwszy od dawna mogła pozwolić sobie poczuć, że ciężka praca naprawdę zaczyna się opłacać. Czekając przy ladzie, bezwiednie wsłuchiwała się w rozmowy pracowników.
— Biedny facet… — westchnęła jedna z kelnerek, zerkając dyskretnie w głąb sali. — Czeka już chyba z pół godziny.
— Chyba go wystawiła. Nawet mi go szkoda. Charly odruchowo podążyła za ich spojrzeniami. Przy stoliku dla dwojga siedział mężczyzna. Sam. Co chwilę zerkał na telefon, później na wejście i z powrotem na puste krzesło naprzeciwko siebie.
Kącik jej ust drgnął. To nie była jej sprawa. Naprawdę nie była. — Zamówienie numer trzydzieści siedem! — rozległ się głos zza lady. Nie zareagowała. Całą jej uwagę pochłaniał teraz tamten stolik. — Numer trzydzieści siedem? — kelner powtórzył głośniej. Charly tylko machnęła ręką, nawet się nie odwracając. — Zaraz wrócę! — rzuciła przez ramię z takim przekonaniem, jakby sama wierzyła w te słowa. Nie wierzyła.
Już po chwili pewnym krokiem przemierzała salę, czując, jak z każdym metrem rozsądek coraz usilniej próbuje zawrócić ją z obranej drogi. Bezskutecznie. Zatrzymała się przy stoliku, wygładziła jeszcze raz materiał sukienki i nabrała powietrza. — Przepraszam za spóźnienie — odezwała się z uśmiechem, odsuwając krzesło naprzeciwko niego. — Obiecuję, że mam naprawdę dobrą wymówkę… tylko jeszcze jej nie wymyśliłam. - powiedziała na powiedziała na powitanie uroczo się przy tym uśmiechając.
Jayce Byrne