you and me got ourselves a problem
: pn cze 29, 2026 11:46 pm
there's too much
smoke to see it...
Ponad trzy tygodnie minęły odkąd zaczęła spotykać się z Aidenem na nic nieznaczący seks, który bardzo szybko przestał być tylko seksem. Zamienił się w coś przepełnionego pasją, rozkoszą i uczuciami, których wcześniej chyba nigdy tak naprawdę nie doświadczyła. Podpisali przecież kontrakt. Co prawda esemesowo, ale Vita miała wszystko napisane czarno na białym.
Bo to był tylko seks, tak?
Szkopuł był tylko taki, że oboje ignorowali niektóre punkty z tego ich cudownego i bardzo dojrzałego kodeksu. Widywali się prawie codziennie. Pisali każdego dnia. A Vita? Vita postanowiła olać kolejne dwa punkty, bo myślała o nim niemal w każdej chwili dnia, tęskniła za nim bardziej, niż powinna, a co najgorsze, chyba zaczynała się w nim zakochiwać. To już nie był dla niej tylko seks. To było coś więcej. Tylko że nie mogła mu tego powiedzieć. Nie mogła zaryzykować utraty osoby, z którą tak kurewsko dobrze się zgrała. Zresztą wiedziała, że zakochiwanie się w sobie nie wchodziło w grę. Przynajmniej nie dla Aidena. Inaczej nie dopilnowałby, żeby ta zasada znalazła się w ich kodeksie nie raz, a dwa razy.
Dzisiejszego poranka obudziła się z bólem brzucha i chujowym nastrojem. Nie dość, że kończyła dwadzieścia siedem lat, czuła się rozemocjonowana i miała wrażenie, że wyzionie ducha przez skurcze, to jeszcze ciągle myślała o tym, co powinna zrobić w kwestii Vohnyka. Jedyne, co udało jej się wymyślić, to ewakuowanie się z dzisiejszego spotkania. Wysłała mu SMS-a, że musi odwołać. Nie miała ochoty spędzać z nikim swoich urodzin. Tym bardziej że on nawet nie miał o nich pojęcia, a mówienie mu następnego ranka czegoś w stylu - och, tak swoją drogą, miałam wczoraj urodziny, brzmiało tak koszmarnie niezręcznie, że aż cringeowała na siebie. Więc poniekąd okres był jej zbawieniem. Nie musiała kłamać. A o urodzinach po prostu nie wspomniała, więc technicznie miała czyste sumienie. Po wysłaniu wiadomości poszła wziąć szybki prysznic, przebrała się w ciuchy, których nie będzie szkoda, jeśli je upieprzy, i rozłożyła się na kanapie w salonie, oglądając Love Island dla odmóżdżenia. Leżała zwinięta w kłębek, z jedną ręką przyciśniętą do brzucha, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Zmarszczyła brwi, próbując to zignorować. Może ktoś się pomylił? Tylko że po chwili rozległo się kolejne pukanie.
Westchnęła pod nosem, zwlekła się z kanapy i podeszła szybciutko do drzwi. Zajrzała przez judasza, zauważając kogoś w czapce z daszkiem i z kwiatami w ręce. Poczta kwiatowa, powiedział? - What the hell? - mruknęła do siebie. Przez chwilę zastanawiała się, czy w ogóle powinna otwierać. Może to był jakiś AliExpress Joe z You? Mimo to odkluczyła drzwi i uchyliła je ostrożnie. A potem zobaczyła Aidena. Stał przed nią z kwiatami... what????? Vita otworzyła szerzej oczy, a potem zmarszczyła brwi, bo jej mózg potrzebował kilku sekund, żeby nadrobić rzeczywistość. Naprawdę stał przed nią... miał kwiaty.. z resztą jej ulubionę i przyszedl?? Szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy, zanim zdążyła go powstrzymać. - co ty tutaj robisz? Miałeś pracować - wyrzuciła z siebie, odsuwając się, żeby wpuścić go do środka. A potem, kompletnie wbrew rozsądkowi, podeszła bliżej i objęła go w pasie, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. - Tęskniłam - dodała cicho. Rozum mówił jej, że nie powinno go tu być. Że to wszystko tylko bardziej skomplikuje sprawę. Że jeśli dalej będą tak robić, to ten ich genialny układ rozpadnie się szybciej, niż zdążą udawać, że nadal mają nad czymkolwiek kontrolę. Ale serce? Serce cieszyło się jak głupie, że znowu mogła usłyszeć bicie jego.
𝚢𝚘𝚞'𝚛𝚎 𝚒𝚗 𝚖𝚢 𝚟𝚎𝚒𝚗𝚜 𝚊𝚗𝚍 𝚒 𝚌𝚊𝚗𝚗𝚘𝚝 𝚐𝚎𝚝 𝚢𝚘𝚞 𝚘𝚞𝚝❥
smoke to see it...
Ponad trzy tygodnie minęły odkąd zaczęła spotykać się z Aidenem na nic nieznaczący seks, który bardzo szybko przestał być tylko seksem. Zamienił się w coś przepełnionego pasją, rozkoszą i uczuciami, których wcześniej chyba nigdy tak naprawdę nie doświadczyła. Podpisali przecież kontrakt. Co prawda esemesowo, ale Vita miała wszystko napisane czarno na białym.
- Sypiają tylko ze sobą.
- Randki, żeby dbać o ich dobrą relację. Raz na tydzień lub dwa.
- Piszą do siebie przynajmniej dwa razy w tygodniu, żeby sprawdzić, co u nich.
- Szczerość, gdyby nagle pojawił się ktoś inny. Bez zostawiania drugiej osoby w niewiadomej.
- W ich układ nie wchodzi zakochanie się w drugiej osobie.
- Mogą za sobą tęsknić od czasu do czasu.
- Trzymają emocje na wodzy, żeby się w sobie nie zakochać.
Szkopuł był tylko taki, że oboje ignorowali niektóre punkty z tego ich cudownego i bardzo dojrzałego kodeksu. Widywali się prawie codziennie. Pisali każdego dnia. A Vita? Vita postanowiła olać kolejne dwa punkty, bo myślała o nim niemal w każdej chwili dnia, tęskniła za nim bardziej, niż powinna, a co najgorsze, chyba zaczynała się w nim zakochiwać. To już nie był dla niej tylko seks. To było coś więcej. Tylko że nie mogła mu tego powiedzieć. Nie mogła zaryzykować utraty osoby, z którą tak kurewsko dobrze się zgrała. Zresztą wiedziała, że zakochiwanie się w sobie nie wchodziło w grę. Przynajmniej nie dla Aidena. Inaczej nie dopilnowałby, żeby ta zasada znalazła się w ich kodeksie nie raz, a dwa razy.
Dzisiejszego poranka obudziła się z bólem brzucha i chujowym nastrojem. Nie dość, że kończyła dwadzieścia siedem lat, czuła się rozemocjonowana i miała wrażenie, że wyzionie ducha przez skurcze, to jeszcze ciągle myślała o tym, co powinna zrobić w kwestii Vohnyka. Jedyne, co udało jej się wymyślić, to ewakuowanie się z dzisiejszego spotkania. Wysłała mu SMS-a, że musi odwołać. Nie miała ochoty spędzać z nikim swoich urodzin. Tym bardziej że on nawet nie miał o nich pojęcia, a mówienie mu następnego ranka czegoś w stylu - och, tak swoją drogą, miałam wczoraj urodziny, brzmiało tak koszmarnie niezręcznie, że aż cringeowała na siebie. Więc poniekąd okres był jej zbawieniem. Nie musiała kłamać. A o urodzinach po prostu nie wspomniała, więc technicznie miała czyste sumienie. Po wysłaniu wiadomości poszła wziąć szybki prysznic, przebrała się w ciuchy, których nie będzie szkoda, jeśli je upieprzy, i rozłożyła się na kanapie w salonie, oglądając Love Island dla odmóżdżenia. Leżała zwinięta w kłębek, z jedną ręką przyciśniętą do brzucha, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Zmarszczyła brwi, próbując to zignorować. Może ktoś się pomylił? Tylko że po chwili rozległo się kolejne pukanie.
Westchnęła pod nosem, zwlekła się z kanapy i podeszła szybciutko do drzwi. Zajrzała przez judasza, zauważając kogoś w czapce z daszkiem i z kwiatami w ręce. Poczta kwiatowa, powiedział? - What the hell? - mruknęła do siebie. Przez chwilę zastanawiała się, czy w ogóle powinna otwierać. Może to był jakiś AliExpress Joe z You? Mimo to odkluczyła drzwi i uchyliła je ostrożnie. A potem zobaczyła Aidena. Stał przed nią z kwiatami... what????? Vita otworzyła szerzej oczy, a potem zmarszczyła brwi, bo jej mózg potrzebował kilku sekund, żeby nadrobić rzeczywistość. Naprawdę stał przed nią... miał kwiaty.. z resztą jej ulubionę i przyszedl?? Szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy, zanim zdążyła go powstrzymać. - co ty tutaj robisz? Miałeś pracować - wyrzuciła z siebie, odsuwając się, żeby wpuścić go do środka. A potem, kompletnie wbrew rozsądkowi, podeszła bliżej i objęła go w pasie, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. - Tęskniłam - dodała cicho. Rozum mówił jej, że nie powinno go tu być. Że to wszystko tylko bardziej skomplikuje sprawę. Że jeśli dalej będą tak robić, to ten ich genialny układ rozpadnie się szybciej, niż zdążą udawać, że nadal mają nad czymkolwiek kontrolę. Ale serce? Serce cieszyło się jak głupie, że znowu mogła usłyszeć bicie jego.
𝚢𝚘𝚞'𝚛𝚎 𝚒𝚗 𝚖𝚢 𝚟𝚎𝚒𝚗𝚜 𝚊𝚗𝚍 𝚒 𝚌𝚊𝚗𝚗𝚘𝚝 𝚐𝚎𝚝 𝚢𝚘𝚞 𝚘𝚞𝚝❥