The day we sat down for coffee and stayed a little longer
: wt cze 30, 2026 12:28 am
Nie potrafił racjonalnie wyjaśnić sytuacji, w której się znalazł. Jedno nieprzemyślanie wypowiedziane zdanie sprawiło, że przez własną nieuwagę utknął w towarzystwie osoby, która wprowadziła wystarczająco chaosu do jego spokojnego świata. Nie potrzebował zawirować, były mu wręcz zbędne. Lubił ustalony porządek, wraz z którym postępował każdego dnia, odhaczając kolejne kwadraciki na liście życia. Lubił harmonię oraz powtarzalność, nad którymi panował, mając całkowitą kontrolę. Miał pewność, która była tak sprzeczna z tym, co działo się na salach sądowych. Kontrasty, które mógł znieść, a które nie były dla niego niczym nowym.
Benjamin jednak burzył to wszystko, ładując prawdziwe tornado, którego nie dało się okiełznać. Zazwyczaj spokojny i chłodno logiczny umysł Kierana szalał. Czuł się tak, jakby nagle pojawił się sztorm, z którym na bieżąco trzeba było się mierzyć, nie mając pewności, czy ostatecznie wyjdzie się z tego cało.
Burreau aktualnie pogrążał się bardziej, nijak nie potrafiąc jasno określić, gdzie wyjścia właściwie się znajdowało. Mógł milczeć. Zbyć chłopaka jednym zdaniem, stwierdzając, że przecież jego propozycja nie była szczera. Ot, palnął głupio, biorąc przykład z Benjamina, który momentami plótł trzy po trzy. Nic nieznaczące słowa.
Z tym, że dla Kierana każde miało znaczenie, kiedy tylko opuszczało jego usta. Musiał wziąć za nie odpowiedzialność i zmierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów.
A w tym wszystkim nie był nawet pewien, czy faktycznie to krótkie zapytanie zostało wypowiedziane bez chęci uzyskania na nie pozytywnej odpowiedzi. Czy faktycznie czaiła się tam nieszczerość, czy umysł został zmuszony, by poddać się małemu pisklęciu chcącemu szybko stać się dorosłym ptakiem?
Ostatecznie wylądował z Benjaminem w swojej ulubionej kawiarni, zdradzając mu tym samym miejsce, w którym przesiadywał. Gdyby tylko nie ten ład wprowadzony do życia, wybrałby przypadkowy lokal, jednak nie był w stanie zmienić nawyków. To właśnie tutaj zielona herbata z imbirem smakowała najlepiej.
Czuł się dość dziwnie wchodząc do lokalu w towarzystwie. Osoby tu pracujące znały go, był niemal stałym klientem, który mimo wszystko zawsze pojawiał się tutaj samotnie, zawsze zajmując ten sam stolik. Dzisiaj rutyna została złamana - miał towarzystwo, co nie obyło się bez zdziwionego spojrzenia baristy, który miał tego dnia zmianę.
-Dzień dobry, Ralph - zwrócił się do młodego chłopaka, zręcznie ignorując fakt, że ten przyglądał się Benjaminowi tak, jakby był co najmniej królem Wielkiej Brytanii. - To, co zawsze proszę. A dla… - chwila zawieszenia, której potrzebował, by jakoś określić swojego towarzysza. Kolega? On? Po prostu Benjamin? Nie składał zamówień za innych, skąd miał mieć pewność, jak powinien zwrócić się do kogoś, kto był tu z czystego przypadku, a jednak zaproszony? - Co ty właściwie pijesz? - rzucił, uprzytomniwszy sobie, że nie znał jego preferencji. To skutecznie pozwoliło mu również wybrnąć z niedokończenia wcześniejszej wypowiedzi.
Mr Chaos
Benjamin jednak burzył to wszystko, ładując prawdziwe tornado, którego nie dało się okiełznać. Zazwyczaj spokojny i chłodno logiczny umysł Kierana szalał. Czuł się tak, jakby nagle pojawił się sztorm, z którym na bieżąco trzeba było się mierzyć, nie mając pewności, czy ostatecznie wyjdzie się z tego cało.
Burreau aktualnie pogrążał się bardziej, nijak nie potrafiąc jasno określić, gdzie wyjścia właściwie się znajdowało. Mógł milczeć. Zbyć chłopaka jednym zdaniem, stwierdzając, że przecież jego propozycja nie była szczera. Ot, palnął głupio, biorąc przykład z Benjamina, który momentami plótł trzy po trzy. Nic nieznaczące słowa.
Z tym, że dla Kierana każde miało znaczenie, kiedy tylko opuszczało jego usta. Musiał wziąć za nie odpowiedzialność i zmierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów.
A w tym wszystkim nie był nawet pewien, czy faktycznie to krótkie zapytanie zostało wypowiedziane bez chęci uzyskania na nie pozytywnej odpowiedzi. Czy faktycznie czaiła się tam nieszczerość, czy umysł został zmuszony, by poddać się małemu pisklęciu chcącemu szybko stać się dorosłym ptakiem?
Ostatecznie wylądował z Benjaminem w swojej ulubionej kawiarni, zdradzając mu tym samym miejsce, w którym przesiadywał. Gdyby tylko nie ten ład wprowadzony do życia, wybrałby przypadkowy lokal, jednak nie był w stanie zmienić nawyków. To właśnie tutaj zielona herbata z imbirem smakowała najlepiej.
Czuł się dość dziwnie wchodząc do lokalu w towarzystwie. Osoby tu pracujące znały go, był niemal stałym klientem, który mimo wszystko zawsze pojawiał się tutaj samotnie, zawsze zajmując ten sam stolik. Dzisiaj rutyna została złamana - miał towarzystwo, co nie obyło się bez zdziwionego spojrzenia baristy, który miał tego dnia zmianę.
-Dzień dobry, Ralph - zwrócił się do młodego chłopaka, zręcznie ignorując fakt, że ten przyglądał się Benjaminowi tak, jakby był co najmniej królem Wielkiej Brytanii. - To, co zawsze proszę. A dla… - chwila zawieszenia, której potrzebował, by jakoś określić swojego towarzysza. Kolega? On? Po prostu Benjamin? Nie składał zamówień za innych, skąd miał mieć pewność, jak powinien zwrócić się do kogoś, kto był tu z czystego przypadku, a jednak zaproszony? - Co ty właściwie pijesz? - rzucił, uprzytomniwszy sobie, że nie znał jego preferencji. To skutecznie pozwoliło mu również wybrnąć z niedokończenia wcześniejszej wypowiedzi.
Mr Chaos