Strona 1 z 1

#2

: wt cze 30, 2026 2:03 pm
autor: Iris Valentine
Kalendarz był bezlitosny. Długie godziny spędzone w szpitalu również były bezlitosne i Iris zupełnie ignorowała fakt, że sama sobie była winna, bo po prostu brała więcej (i dłuższe) zmiany niż powinna i niż nakazywał zdrowy rozsądek. Ale mimo wszystko po prostu wolała skupić się na pracy, pacjentach i całym tym szpitalnym bałaganie, a nie wszystkim innym. Tak było znacznie łatwiej! Spotkanie z Teddy jednak widniało jako bardzo jasny punkt w harmonogramie jej tygodnia i naprawdę nie mogła się doczekać. Tego dnia nie przedłużyła swojej zmiany nawet o kwadrans. Gdy tylko wybił koniec – po prostu odłożyła wszystko, co robiła, przekazała pacjentów następnej zmianie i ruszyła do szatni, żeby jak najszybciej móc wyjść ze szpitala. Zadowolona jak nigdy!
Po drodze do domu zgarnęła tylko kawę, żeby chociaż w minimalnym stopniu postawić się na nogi. Resztę załatwić miał prysznic pod który weszła zaraz po tym jak przekroczyła próg mieszkania. Nieszczególnie długi i raczej chłodny, żeby faktycznie spełnił taką funkcję. Po wyjściu z łazienki zdążyła nawet ogarnąć trochę salon, więc gdy Teddy stanęła na progu jej mieszkania – to wyglądało całkiem względnie! Sama Valentine? Pewnie miała jeszcze wilgotne włosy, ale przynajmniej założyła coś na tyłek. Bardzo gustowny dres! – Mam nadzieję, że docenisz, że jednak się dla ciebie ubrałam. Założyłam nawet świeżą koszulkę, żadnej plamy! – zażartowała sobie głupio, prezentując swoją najzwyklejszą białą koszulkę. Oczywiście, że była absurdalnie dopasowana i oczywiście, że nie miała pod nią stanika, bo miała tylko dwie komórki mózgowe i obie były przepracowane, więc nie wzięła pod uwagę, że tym samym Darling będzie musiała się bardziej postarać, żeby trzymać wzrok na wysokości jej oczu. I może się ubrała, ale zadania wcale nie ułatwiała – I mam nadzieję, że wzięłaś na poważnie moje przynieś kolację, bo umieram z głodu. – przyznała, zamykając za Darling drzwi od mieszkania i przechodząc w głąb mieszkania, nawet się nie fatygując, żeby powtarzać jakieś tysięczne „czuj się jak u siebie”. Już dawno powinna to wiedzieć – I możesz zdecydować, co pijemy. Do wyboru masz… białe wino i szkocką. – czyli był raczej ograniczony, ale zrobiła to z pełną premedytacją. Im mniej kombinowania tym lepiej. – I twoja dziewczyna wie, że nie wracasz na noc? – bo ciągle upierała się, że tak będzie znacznie lepiej. To nie byłby przecież pierwszy raz! I pewnie nawet nie ostatni. Jednocześnie zabrała się za przygotowywanie alkoholu, który wybrała Darling.


teddy darling

#2

: wt cze 30, 2026 3:40 pm
autor: teddy darling
060
Zawsze miały problem ze zgraniem się w czasie. Powód był jeden i była nim praca. W ich zawodach naprawdę trudno było cokolwiek przewidzieć, bo grafik wraz z przebiegiem wydarzeń stawał się ruchomy. Teddy w teorii miała mieć dzisiaj wolne, a i tak musiała pojawić się w remizie, bo potrzebne były dodatkowe ręce przy zawalonym budynku w północnej części miasta, do którego doszło poprzez wybuch gazu. O dziwo poszło im całkiem sprawnie i popołudnie mogła poświęcić narzeczonej. Obyło się też bez przekładania wieczornych planów, choć Darling dopóki nie zeszła ze zmiany, niczego nie była do końca pewna.
Pod drzwiami przyjaciółki zjawiła się trochę spóźniona, ale akurat po strażaczce nie można spodziewać się czegoś innego. Miała problem ze stawianiem się w umówionym miejscu o wyznaczonej porze. Na szczęście dzisiaj siedziały na swoich zgrabnych tyłkach, bo żadna nawet nie chciała słuchać o wyłażeniu z domu.
Jestem ci dozgonnie wdzięczna, ale pidżama też by wystarczyła — stwierdziła, wchodząc w głąb mieszkania. Sama miała na sobie pasiasty t-shirt i bawełniane szorty. Na jednym ramieniu wisiała sportowa torba, a w drugiej ręce trzymała papierową torbę wypchaną burgerami, frytkami i gazowanymi napojami. — Dzisiaj pełna rozpusta, moja droga — oznajmiła, unosząc jedzenie nieco wyżej. Jak miałaby zapomnieć o żarciu? Tego Darling nie trzeba było dwa razy powtarzać. — Tylko nie wiem, co na to ta twoja świeżutka koszulka bez ani jednej plamy — wyciągnęła rękę i szturchnęła Iris palcem w mostek. Kiedy ta odruchowo spuściła wzrok, żeby sprawdzić, o co chodzi, Teddy wykorzystała okazję i pstryknęła ją lekko w nos. Niesamowite, że przyjaciółka dała się nabrać na numer stary jak świat!
Słysząc, że może wybrać, czym się dzisiaj upijają, pokiwała z aprobatą głową. Ludzka pani z tej Valentine! Przez chwilę dumała, żeby przypadkiem nie podjąć niewłaściwej decyzji, ale nie mogła tak zastanawiać się w nieskończoność. Bycie kobietą bywało czasami strasznie męczące.
Może jednak wino? Ostatnio trochę zaszalałam z chłopakami z jednostki i poranek był okrutny — aż się wzdrygnęła na samo wspomnienie. Kac nie miał dla niej ani grama litości. To pewnie była kara za rozdawanie Instagrama obcym babom. — A z nocowaniem nie ma żadnego problemu — dodała, kiedy weszły do salonu. — W ogóle co to za pytanie? Spodziewałaś się, że nie dostanę zgody? — posłała przyjaciółce rozbawione spojrzenie.
Nie były z April taką parą. Jakiekolwiek większe ograniczenia w ich przypadku nigdy by się nie sprawdziły. Owszem, uwielbiały spędzać razem czas - w końcu zanim zostały narzeczonymi, przez lata były przede wszystkim przyjaciółkami - ale równie mocno ceniły sobie własną przestrzeń. Zawsze informowały się gdzie są i co robią, ale nie musiały pytać się nawzajem o pozwolenie na każde wyjście, spotkanie czy noc poza domem. Ufały sobie na tyle, żeby każda mogła organizować swój czas tak, jak chciała i z kim chciała. To była połowa sukcesu do zdrowiej i długotrwałej relacji.

Iris Valentine

#2

: wt cze 30, 2026 9:08 pm
autor: Iris Valentine
Tak się też chyba trochę kończy dorosłość… że nagle masz mniej czasu dla przyjaciół i po prostu spotkania towarzyskie. Chociaż szczerze? W przypadku Iris i tak nie było źle, bo przecież chwilę po studiach wstąpiła do wojska i przy pierwszej lepszej okazji wyjechała na Bliski Wschód uciekając od Toronto, a przede wszystkim własnej rodziny. Po powrocie dała się zamknąć w szpitalu, a później we własnym domu, żeby w jakimkolwiek stopniu dojść do siebie i normalności. Aktualny brak czasu i rozmijające się grafiki i tak były sporym progresem, bo hej… jeśli wtedy dały radę i jeszcze ze sobą rozmawiały to teraz tym bardziej im się uda! Nawet jeśli nie będzie to spotkanie raz na trzy dni. Zresztą mogły nie rozmawiać tygodniami, a Valentine jakoś nie czuła, żeby to coś zmieniało. Nie było jakoś niezręcznie, czy niekomfortowo. Było dokładnie tak jak zawsze.
Na wiadomość o tej kalorycznej rozpuście aż jej się oczy zaświeciły, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nie po to tyle pracowała i jeszcze trenowała, żeby teraz nie móc sobie pozwolić na największego możliwego burgera na kolację – Doskonały wybór, Darling, doskonały… – rzuciła zadowolona, szczerząc kły w szerokim uśmiechu. Przez chwilę przynajmniej! Bo gdy wykorzystała jej łatwowierność i nieogarnięcie jakby znowu miały po trzynaście lat? No to spojrzała na Teddy tak, że gdyby wzrok mógł zabijać to ta właśnie padłaby trupem – Masz szczęście, że cię lubię. – mruknęła pod nosem, cicho i przekornie, ale jednak trochę złośliwie, bo może numer stary jak świat, ale nadal bezczelny!
A gdy tylko Teddy wybrała wino to przyniosła do niskiego salonowego stolika wino i dwie kieliszki, nawet jeśli średnio pasowało to do burgerów – Ale wiesz, że po winie też jest kac, prawda? – upewniła się, żeby Darling nie była czasem rozczarowana, bo chyba nie myślała, że zamierzała jej pozwolić zakończyć na jednej kulturalnej lampce. Nie były kulturalnie, nie było sensu się oszukiwać – I nie wiem, czego się spodziewałam… skąd mam wiedzieć jak funkcjonują poważne związki? – nigdy w takim nie funkcjonowała! Ograniczała się do krótkich znajomości albo skomplikowanych relacji. Nigdy z nikim nie zamieszkała! No chyba, że liczyć mieszkanie w jednej bazie wojskowej jako wspólne… zadumała się nad tym krótko i przelotnie, ale zaraz potrząsnęła głową i po prostu rozlała to wino do kieliszków – Ale cieszę się, że cię wiesz… nie ogranicza. To chyba często początek końca. – bo podporządkowywanie całego życia drugiej osobie nigdy nie oznaczało nic dobrego – I co to była za impreza? Z chłopakami z jednostki? Bardzo popłynęłaś? Bardzo źle było? – kącik ust drgnął jej wymownie, gdy spojrzała kontrolnie na Teddy znad torby z jedzeniem, do której zajrzała, gdy już rozsiadła się wygodnie po turecku na podłodze przy stoliku.



teddy darling

#2

: wt cze 30, 2026 9:52 pm
autor: teddy darling
Bardzo starała się nie zaniedbywać przyjaciół i poświęcać im tyle uwagi, ile mogła. Oczywiście najłatwiej było z Jettem, bo razem pracowali, ale faktycznie z Iris miała ten komfort, że mogły nie widzieć się tygodniami, a nawet miesiącami, a kiedy się spotykały, to wszystko było tak, jakby widziały się wczoraj. No i ciągle pozostawały w kontakcie telefonicznym. Zresztą dziwnego, gdyby było inaczej, przecież znały się od liceum i od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Może jedynie wystrzeliły nieco w górę i urosły im cycki. No dobra, tutaj poniosła mnie fantazja, bo cycki pozostawały też takie same.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy przyjaciółka pochwaliła jej wybór. A potem zaśmiała, kiedy dostrzegła jej minę na tego wybitnego psikusa. Nawet zbiła z samą piątkę w głowie, taka była z tego dumna!
Jasne, że lubisz. I to nawet bardzo! — wzruszyła lekko ramionami, jakby to byłą najoczywistsza rzecz na świecie. Bo była! Gdyby Valentine stwierdziła nagle, że przestała ją lubić, Teddy nawet przez chwilę nie uwierzyłaby w ten stek kłamstw.
Machnęła ręką w przekonaniu, że wino nie sponiewiera jej tak, jak zrobiło to pięć butelek wódki, które wypiła z siódemką znajomych z jednostki. Miała mocną głową, więc jedno wino czy dwa nie poskładają jej na amen. Chyba. Wszystko w sumie zależało od dnia. Ale dziś wcale nie była zmęczona i zamierzała przegadać z Iris calutką noc!
Od razu zakładasz najgorsze — powiedziała i wyjęła z papierowej torby dwa kartonowe pudełka z burgerami i paczuszki frytek. Napoje olała, bo w sumie po co im jakaś dietetyczna cola, skoro miały wino? Właściwie trudno było stwierdzić, czy Darling nawiązuje do wina czy do relacji. Pewnie jedno i drugie. — Poważne i zdrowe związki funkcjonują tak, że nie mimo wiążącej was relacji, wcale nie jesteście jednym organizmem. Czasem bardzo chciałoby się nim być i wtopić się w tę drugą osobę, ale na koniec dnia jesteście osobnymi jednostkami. Poza tym mamy inne zainteresowania i różnych znajomych. Zawsze jest coś do roboty i nie ma tutaj miejsca na nie wiadomo jakie zakazy— wyjaśniła swój punkt widzenia i wgryzła się w swojego burgera. A kiedy tylko poczuła jego smak, to aż zamruczała z zachwytu! Teddy nieczęsto pozwalała sobie na śmieciowe żarcie ze względu na trzymanie formy, ale od czasu do czasu lubiła ulec pokusie. — Kurwa mać, Iris. Musisz tego spróbować — dodała i teraz już ewidentnie mówiła o burgerze. Chętnie zaczęłaby ją też nagabywać do związku, najlepiej z Donovanem, ale to zostawi sobie na którąś tam lampke wina.
Wzięła jeszcze jeden kęs, przeżywając swój wewnętrzny orgazm. W końcu przełknęła i upiła kilka łyków wina.
Blaze, nasz dowódca zmiany, będzie miał trzecie dziecko, więc musieliśmy to opić. Chłop nie jest jakoś wybitnie zachwycony, więc popłynął na smutno. Czy ja popłynęłam? Trudno stwierdzić. Byłam najebana, to na pewno. Ale jeszcze przed tym, jak się najebałam, to taka laska zagadała do mnie przy barze o Instagrama i zaproponowała, że mogłaby zrobić mi i chłopakom strażacką sesję. Taką trochę jak ta z kalendarza, pamiętasz? — spojrzała na przyjaciółkę znad swojego kieliszka. — No i jak Donovan odprowadził mnie do domu, to mu się to wszystko wymsknęło mu się przy April i zaczął pierdolić jakieś farmazony, że niby ja rzekomo z tą typiarą flirtowałam, co nijak miało się z prawdą. Nie było kwasu, ale zrobiło się tak... sama nie wiem. Dziwnie — wzruszyła lekko ramionami, bo sama nie potrafiła określić, jak dokładnie czuła się w tamtym momencie. — Nawet zaproponowałam, żeby sprawdziła sobie moje powiadomienie, ale nie chciała. Potem zasugerowałam, że możemy w sumie przejrzeć je razem, ale jakoś temat się urwał i potem do tego nie wróciłyśmy. To tak w skrócie — zakończyła, spojrzeniem dając przyjaciółce znać, że czeka na komentarz, zanim zacznie wiercić jej dziurę w brzuchu i dopytywać o szczegóły z jej życia miłosne.

Iris Valentine

#2

: sob lip 04, 2026 3:31 pm
autor: Iris Valentine
Mina Iris mówiła nie mniej i nie więcej jak nie testuj mnie. Bo oczywiście, że ją lubiła. Uwielbiała. Teddy Darling była jedna z jej ulubionych osób, które chodziły po tym świecie, ale kto powiedział, że musiało to trwać zawsze? No kto?! Wystarczająco dużo żartów zawsze może sprawić, że magiczna granica zostanie przekroczona. Tym bardziej, że no… Valentine gdzieś po drodze zgubiła swoje poczucie humoru. Zgorzkniała i teraz już była tego całkowicie świadoma. Jeszcze tylko po prostu nie wiedziała, co z tym fantem zrobić. Może ktoś (Teddy) później ją oświeci. Później. Teraz były ważniejsze tematy do omówienia… jak chociażby to, jak wyglądają prawdziwe poważne związki.
Czy Iris jej wierzyła? Tak. Generalnie nie miała powodu, żeby nie wierzyć. Tym bardziej, że brzmiało to bardzo logicznie i bardzo… idealnie. Tak. To, co mówiła Darling zdarzało się w idealnych związkach i naprawdę cieszyła się, że przyjaciółka na taki trafiła. Naprawdę trafiła, a nie że jej przedstawiała jakiś wyidealizowany obrazek, żeby mogło ja zżerać z zazdrości! Póki co po prostu zapiła to sporym łykiem alkoholu.
- I jesteś pewna, że mówisz o jedzeniu, a nie o związku. – wytknęła pół żartem pół serio, gdy Darling tak bardzo zależało, żeby spróbowała! Nie trzeba było jej jednak dwa razy namawiać – przynajmniej, gdy chodziło o burgera i wgryzła się w niego z największą przyjemnością. Pokiwała głową uznaniem, starając się zapanować nad zbyt dużym gryzem, ale tak… właśnie tego potrzebowała po zdecydowanie zbyt długiej szpitalnej zmianie. Tego, alkoholu i ploteczek.
Oparła się wygodniej o kanapę za swoimi plecami – bo jednak siedziała na podłodze – i wbiła uważne spojrzenie w przyjaciółkę, gdy ta opowiadała o swojej służbowej imprezie. Zmrużyła jednak podejrzliwie oczy w momencie, gdy wspomniała o jakiejkolwiek lasce w połączeniu z Instagramem. No musiała przyznać, że nie brzmiało to najlepiej.
- Nie chciała, bo chce ci ufać… i pokazać ci, że ci ufa. I nie potrzebuje przeglądania twojego telefonu, żeby wierzyć, że nie zrobiłaś jej żadnego świństwa. Jednocześnie zrobiło jej się przykro. Bo jednak twój przyjaciel zasugerował, że z kimś flirtowałaś… a trochę głupio flirtować jak w domu czeka na ciebie narzeczona. – zawyrokowała i wzruszyła ramionami – Ale co ja tam mogę wiedzieć. – tak jej się po prostu wydawało, tak jej to wyglądało… przynajmniej z perspektywy, która została jej przedstawiona. A przecież wiadomo, że prawda była jak dupa i każdy miał swoją, a o co chodziło April wiedziała tylko April – Naprawdę z nią nie flirtowałaś? Wiesz… nawet tak nieświadomie? Przecież wiesz, że pewnych przyzwyczajeń się trudno pozbyć, a bądźmy szczerzy. Darling… ty zawsze flirtowałaś z dziewczynami poznawanymi w barze! – więc była ciekawa jak było tym razem. Czy to da się w ogóle wyłączyć? Czy może to było silniejsze od niej i nawet nie zdawała sobie z tego sprawy?



teddy darling

#2

: sob lip 04, 2026 6:02 pm
autor: teddy darling
Dalej trudno było jej uwierzyć, że to, co przydarzyło się jej z April, przez tyle lat miała właściwie na wyciągnięcie ręki. A przecież równie dobrze mogła to być Iris. Niech teraz żałuje i pluje sobie w brodę, że zamiast obściskiwać się z Teddy, traciła czas na oglądanie się za jakimiś żonatymi facetami. Oczywiście Darling wcale tak nie uważała. Szanowała - może niechętnie, ale jednak — orientację przyjaciółki i nie zamierzała na siłę przeciągać Valentine na jasną stronę mocy. Bardziej niż czegokolwiek chciała po prostu, żeby Iris znalazła kogoś, przy kim będzie tak szczęśliwa, jak ona była przy Finch.
Wywróciła oczami, dając jej do zrozumienia, że powinna spróbować tego burgera. Chociaż kto wie? Może wcale nie chodziło o jedzenie. Może mówiła o miłości, związkach i wszystkich tych rzeczach, których Valentine uparcie unikała jak ognia. Tak czy inaczej, Iris zdecydowanie powinna skosztować jednego i drugiego. Teddy już od dawna nie mogła się doczekać dnia, w którym będzie bawić się na jej weselu, a potem zostanie matką chrzestną jej pierwszego dziecka. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby taki scenariusz miał się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Wszystko zapowiadało raczej, że to Darling pierwsza stanie na ślubnym kobiercu. No i fajnie, ale Valentine też mogłaby w końcu wziąć się do roboty!
Czemuwszyscyuważacieżeflirtujęzkażdąnapotkanąkobietą — wymamrotała z pełną buzią, jednak szybko zorientowała się, że przyjaciółka może zbyt wiele z tego nie zrozumieć, dlatego przełknęła jedzenie i od razu się poprawiła. — Dlaczego wy wszyscy myślicie, że ja flirtuję ze wszystkimi dupami na świecie? — powtórzyła już wyraźniej, ale z wyczuwalną pretensją w głosie. — Bo jestem miła? Ja po prostu jestem miłym człowiekiem, Iris. Nie moja wina, że inni odbierają to jako flirt — wzruszyła ramionami, jakby sprawa była oczywista.
Nie dawała nikomu żadnych sygnałów, przynajmniej nie świadomie. Nie wciskała nikomu numeru telefonu, nie namawiała na wspólne ulotnienie się z baru i nie robiła nic, co sama uznałaby za przekraczanie granic. Po prostu rozmawiała. Była uprzejma. Słuchała ludzi!
Naprawdę nie flirtowałam. Przecież mnie znasz! — spojrzała na Iris ze szczerym niezrozumieniem. Jak w ogóle mogła powiedzieć coś takiego! — Jeśli ktoś uważa, że flirtuję poprzez bycie miłą, to po prostu za dużo sobie wyobraża— oświadczyła, nie do końca przekonana, że problem w ogóle istnieje.
Zamilkła na chwilę, wyjmując ze swojego burgera skórkę od rozpaćkanego pomidora i odłożyła ją na kartonowe opakowanie. Dopiero wtedy podniosła wzrok na przyjaciółkę.
Naprawdę uważasz, że flirtuję z dziewczynami w barach? Niby jak? — zapytała, tym razem bardziej zaciekawiona niż oburzona, wpatrując się w Valentine z wyraźnym oczekiwaniem na odpowiedź.

Iris Valentine

#2

: sob lip 04, 2026 6:45 pm
autor: Iris Valentine
Równowaga we wszechświecie musiała być zachowana. Może Teddy mogła być tak szczęśliwa z April właśnie dlatego, że ktoś taki jak Iris miała pecha w związkach i wszyscy faceci, z którymi kiedyś coś ją łączyło – byli żonaci. Swoją drogą jeszcze się nie pochwaliła, że poznała żonę swojego byłego faceta, ale no… no nadal uważała, że to nie było coś, czym warto się było dzielić. Teddy i tak ze wszystkich ludzi wiedziała najwięcej, ale no… no spodziewała się, że zobaczy jej oceniające spojrzenie. Więc lepiej nie! Im dłużej zachowa to dla siebie tym lepiej. Przynajmniej tak do połowy butelki wina. I pełnych brzuchów!
Zapchała sobie paszczę kilkoma frytkami i aż ją zatkało, więc nie mogła od razu jej odpyskować. Bo wcale nie uważała, że była jak wszyscy! Wcale nie uważała, że Teddy flirtuje z KAŻDĄ napotkaną kobietą. Powiedziała, że FLIRTOWAŁA w czasie przeszłym… kiedyś, zanim związała się z April. Przecież miała okazję, dwie lub dziesięć albo i jeszcze więcej żeby się o tym przekonać – wychodziły razem na miasto i Teddy flirtowała bardziej zawzięcie z kobietami niż Iris kiedykolwiek z facetami. No i cóż… może się to opłaciło! Teraz jednak ściągnęła mocniej brwi i przyglądała się uważnie przyjaciółce, czekając aż ta skończy dramatyzować.
- Flirtowałaś. Powiedziałam, że flirtowałaś. – powtórzyła, żeby nie było żadnych wątpliwości – A nie, że teraz flirtujesz. Robiłaś to zanim zeszłaś się z April i obie dobrze o tym wiemy. – nie było sensu się tego wypierać. Tym bardziej, że Valentine jej szczerze zazdrościła tej lekkości w rozmowach z obcymi ludźmi. Nawet nie tyle samego flirtowania, co po prostu tej umiejętności… bycia miłą do obcych ludzi – I ludzie nie są przyzwyczajeni do tego, że obcy są mili. Większość ludzi jest jednak jak… ja. Resting Bitch Face i nawet jak próbuję być miła, albo chociaż zabawna to zazwyczaj to nie wychodzi. Albo ludzie tego nie łapią. Poznałam ostatnio faceta, który każde moje słowo odbierał jako atak… i okej, może zaczęłam od tego, że zarzuciłam mu bycie ćpunem i wyłudzanie recept na leki przeciwbólowe, ale później starałam się żartować i zdecydowanie tego nie łapał. – prychnęła, ale aż się musiała uśmiechnąć pod nosem, bo przecież nie była głupia i wiedziała, że brzmiało to absurdalnie. Zapiła to porządną porcją wina i spojrzała na przyjaciółkę – No i na czym to wszystko stanęło? April przeszło? Zaliczyłyście świetny seks na zgodę i rano wszystko było dobrze, a Donovan dostał w łeb? – bo jednak trochę mu się należało! Nawet jeśli lubił April i nie miał nic złego na myśli to powinien trzymać stronę Teddy, po prostu.


teddy darling