Strona 1 z 1

coffee and pistols for two

: śr lip 01, 2026 11:04 pm
autor: helena peregrine
26
outfit


Musi stale sobie przypominać, że to służbowy wyjazd.
Nie do końca tak go sobie wyobrażała. Co prawda pozornie jej wizja się zgadzała – miała stale podniesione ciśnienie, a Percival jest absolutnie nieznośny... tyle że chwilami powody były zupełnie inne, niż to sobie zakładała.

Dlatego skrzętnie ograniczała długość zatrzymywanych na nim spojrzeń. W rozmowie też próbowała pozostać na zawodowym gruncie. Raz w życiu próbowała użyć swojego rozsądku. Sprawa na szczęście dostarczała wystarczająco dużo materiału, by taktycznie zajmował jej myśli.

Moja teoria jest taka, że ta siksa powiadomiła kogoś, że chciałam umówić się z nią na spotkanie — opowiada w drodze na strzelnicę, wbijając wzrok w auto przed nimi. Dobrze, że nie wspominała Percivala w rozmowie z podejrzaną, której śladem przybyli do Edmonton. Może tylko dlatego uniknął nieszczęścia – na pewno nie zawdzięczał tego instynktowi samozachowawczemu. Jej teoria wyjaśniałaby natomiast, dlaczego białe Audi zdawało się być bardziej zainteresowane Heleną; uważała, żeby nikt na policji nie wiedział, w jaki sposób zajmuje się powierzoną sprawą. Oficjalnie jest na zwolnieniu lekarskim. — Niepotrzebnie się przedstawiłam... właśnie dlatego potrzebujemy aliasów. — Nie mogła w końcu dłużej pobłażać sprawom bezpieczeństwa. Po jej spotkaniu z informatorem mieli więcej szczęścia, niż czegokolwiek innego, a im dalej grzebała w sprawie Torres, tym bardziej zdawała sobie sprawę, że stąpają po cienkim lodzie i to jeszcze na obcym terenie.

A ona w to wszystko wciągnęła Percivala, który broni pewnie nigdy nawet nie trzymał w dłoni, a do obrony miał drogi zegarek.

Gdy tylko BMW zatrzymuje się na parkingu przed strzelnicą, Helena wysiada, nie czekając nawet, aż silnik zgaśnie. Ogląda się tylko niecierpliwie na Gardnera, ostrożnie rzucając spojrzenia tylko tak gdzieś w jego kierunku. Po prostu kontroluje okolicę, upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnych białych aut.

Naprawdę próbuje zostać jedynie na służbowym gruncie... ale z drugiej strony przecież nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała ugrać czegoś na swojej idealnej taktycznej pozycji bycia niedocenioną.
Założę się, że lepiej mi pójdzie — rzuca więc po krótkiej rozmowie z obsługą, gdy młody instruktor oddala się, by przygotować dla nich stanowisko, ochronne gogle i słuchawki. Helena odpowiednio dawkuje krnąbrny ton. — W twoim wieku już pewnie nie jest tak kolorowo ze wzrokiem, co? — Krzywy uśmieszek tańczy na jej ustach, gdy odchyla się delikatnie, by spojrzeć przez ramię na Percivala.

Percival Gardner

coffee and pistols for two

: pt lip 03, 2026 11:24 pm
autor: Percival Gardner
#16
Jak on wyobrażał sobie ten wspólny wyjazd? Właściwie wcale go sobie nie wyobrażał. Niemal do ostatniej chwili był przekonany, że z tego wszystkiego zrezygnuje. Kiedy jednak podczas ostatniej rozmowy telefonicznej rzucił: „Jedziemy moim autem. Podaj adres”, wiedział już, że nie zamierza odpuszczać. Mógł przecież zostawić ją na lodzie. Powiedzieć, żeby jechała sama, bo ma na głowie ważniejsze sprawy niż szukanie ludzi, którzy mogli mieć cokolwiek wspólnego z morderstwem Torres. Mógł.
I takim oto sposobem od kilku dobrych dni byli już w drodze…
Zerkał na nią tylko czasami i tylko czasami jego spojrzenie zatrzymywało się na niej odrobinę zbyt długo. Najprostsze wyjaśnienie? Brak bliskości od dłuższego czasu. Problem w tym, że odkąd wyprowadził się z domu, bliskości wcale mu nie brakowało. Jednorazowe spotkania stały się dla niego równie normalne, co świadomość, że na poprawę relacji z Gigi raczej się nie zanosiło. A ona z pewnością nie uznałaby za normalne tego, że zamiast próbować ratować ich związek, pieprzył kogoś innego. Bo tak było łatwiej. A może po prostu przestało mu już zależeć?
Helena była natomiast… niemiłosiernie wkurwiająca. Była też ładna, co Percy'ego irytowało jeszcze bardziej. Gdyby nie była atrakcyjna, pewnie nie zwracałby na nią aż takiej uwagi. Wojowniczy charakter to jedno, ale połączenie go ze śliczną buźką? Najgorsze z możliwych.
„Niepotrzebnie się przedstawiłam…”.
Co zrobiłaś? — odparł momentalnie, patrząc to na drogę, to na nią. Jeszcze chwilę wcześniej sprawiał wrażenie nieobecnego, pogrążonego we własnych myślach. To jedno zdanie skutecznie sprowadziło go na ziemię. — No trzeba było jeszcze dodać, że przyjechałaś ze mną. — W jego głosie pobrzmiewała czysta ironia. Pokręcił głową. — Ja pierdolę, Peregrine. I kto tu powinien uważać, co?
Na parkingu wcale się nie spieszył. Wysiadając z auta narzucił na siebie rozpinaną, czarną bluzę i ruszył za Heleną. Widok Percivala w dresowej bluzie i dżinsowych spodniach należał do rzadkości.
Do środka wszedł z przekonaniem, że za chwilę wyjdzie stamtąd usatysfakcjonowany, bo uda mu się utrzeć jej nosa. Dlatego na słowa Hellie odpowiedział jedynie krótkim śmiechem.
Pewnie. Lepiej ci pójdzie. — Znów ten sam ironiczny ton. — A kask zabrałaś? Bo żadnego nie widziałem w aucie. — Posłał jej rozbawione spojrzenie.
Zdjął bluzę, odłożył ją na ławkę stojącą nieopodal i oparł się biodrem o kant biurka przy recepcji.
Z moim wzrokiem wszystko w porządku. Lepiej zajmij się swoim. Pamiętaj, strzelamy w tarczę, nie obok.
W międzyczasie wrócił do nich instruktor i zaprowadził ich do przygotowanego boksu.
— Dobra, to kto pierwszy?
Panie przodem — powiedział Percy, uśmiechając się zadziornie.
Naprawdę był święcie przekonany, że za chwilę Helena udowodni mu, jak bardzo się nie mylił. Gdyby tylko wiedział…
Splótł ręce na piersi i z bezpiecznej odległości obserwował, jak zakłada gogle i słuchawki.

helena peregrine

coffee and pistols for two

: sob lip 04, 2026 9:01 pm
autor: helena peregrine
"I kto tu powinien uważać, co?"

Jeden z kącików ust unosi się nieznacznie, bez wesołości. Powinna. — Przedstawiłam się panieńskim nazwiskiem. Przynajmniej potwierdził się kret na policji. — W końcu nie działała zupełnie przypadkowo, chociaż teraz jest dla niej absolutnie jasne, że decyzja była pochopna. Za duże ryzyko, zbyt desperacki krok, ale wtedy nie wiedziała jeszcze, że rozmowa z informatorem będzie tak owocna.

"A kask zabrałaś?"
Wywraca oczami.
Nie, lubię ryzyko — stwierdza. Ewidentnie lubi, bo posyła w jego kierunku spojrzenie – wciąż ostrożne, badawcze, bo rozważa swoją strategię. Nie odwraca go jednak może o sekundę za długo.
Nie lubi przyznawać sama przed sobą, że Percy jest atrakcyjny. Kiedyś w ogóle nie rozpatrywała go w takich kategoriach – zawsze stał na jej drodze do celu i tak naprawdę tylko to się liczyło. Łatwo było go wtedy nienawidzić. Teraz...

Teraz jego obecność działa na nią inaczej, ale wciąż nie potrafi odmówić sobie okazji, by zajść mu za skórę.
To może serio chcesz się założyć? — Unosi zaczepnie brew. Udaje, że sama się nad tym zastanawia. Rozpina swoją znoszoną ramoneskę i jego śladem rzuca ją na ławkę, zostając w czarnym półgolfie bez rękawów. Krzyżuje ręce na piersi, zanim odwraca się w stronę Percivala z bezczelnym uśmieszkiem. — Jeśli będę mieć wyższy wynik z trzech serii, to oddasz mi ten swój głupi zegarek — mówi w końcu, na poczekaniu wymyślając, co chciałaby wygrać – w końcu bardziej ciekawi ją utarcie mu nosa.

A potem pozwala, by ta myśl zawisła w powietrzu, żeby Percy mógł zastanowić się, co on chciałby ugrać. Peregrine nawet pozwala instruktorowi wytłumaczyć sobie zasady bezpieczeństwa, kiwając uważnie głową. Potem zakłada ochronę oczu i uszu, bierze Glocka do ręki.

Najpierw celuje w prawy bok, tuż za punktowaną sylwetkę. Drugą kulę posyła jeszcze dalej, zanim pozwala sobie trafić, oczywiście w niżej punktowane miejsca. Pięć trafień z dziesięciu kul, w tym jedna siódemka. Lepiej jej poszło nawet za swoim faktycznym pierwszym razem, ale unosi zwycięsko ręce do góry, gdy instruktor mówi obowiązkowo:
— Brawo! To bardzo dobry wynik dla początkującego.
Z całego tego przedstawienia tylko pełen pewności siebie uśmieszek, który posyła Percivalowi, jest prawdziwy. Może nawet byłoby jej go szkoda, gdyby nie to, że jeśli złapie się na ten jej gambit, to tylko dlatego, że jej nie docenia.

To jak będzie, Gardner? — pyta. — Chyba że się boisz?

Percival Gardner

coffee and pistols for two

: ndz lip 05, 2026 9:53 pm
autor: Percival Gardner
„To może serio chcesz się założyć?”.
Zdrowy rozsądek podpowiadał mu: nie wchodź w to. Jego duma mówiła natomiast: oczywiście, że się założysz.
„Jeśli będę mieć wyższy wynik z trzech serii, to oddasz mi ten swój głupi zegarek”.
Percy prychnął pod nosem. Ten głupi zegarek od Patek Philippe, który kosztował prawie tyle, co jego samochód. Praktycznie się z nim nie rozstawał. Mimowolnie spojrzał więc na swój nadgarstek, niesłyszalnie przełykając ślinę.
Wiesz, ile on jest warty? — Osłupiał. — Wysoko się cenisz jak na kogoś, kto nie potrafi strzelać.
Nie odpowiedział jednak od razu, czego chciałby w zamian. Bo w jego głowie zakład już dawno był rozstrzygnięty. Helena miała przegrać. Spektakularnie.
A on nie mógł tak po prostu powiedzieć „nie”, bo to by znaczyło… że się boi.
Dobra, księżniczko — odparł po chwili, idealnie w czas. Instruktor właśnie skończył wyjaśniać zasady bezpieczeństwa. — Swoją nagrodę wymyślę za pół godziny. Kiedy już wygram — dodał z przekonaniem.

Obserwował ją z rękami skrzyżowanymi na piersi, z tym swoim irytująco pewnym siebie wyrazem twarzy. Nawet kiedy pierwsze strzały poleciały daleko od sylwetki, nie drgnął. Wręcz przeciwnie. Kącik jego ust powędrował w górę.
No proszę.
Dopiero kolejne trafienia sprawiły, że zmarszczył brwi. Niby przypadek. Początkującemu czasem coś wyjdzie. Pięć trafień nie robiło na nim większego wrażenia… przynajmniej tak sobie wmawiał.
„Brawo! To bardzo dobry wynik dla początkującego”.
Percy przeniósł wzrok z tarczy na instruktora.
Bardzo dobry? — powtórzył, niedowierzając. — To chyba mamy wyjątkowo niskie standardy.
Instruktor z uśmiechem na twarzy rozłożył ręce.
„To jak będzie, Gardner? Chyba że się boisz?”.
Percival zaśmiał się krótko.
Ciebie? Nie schlebiaj sobie.
Zatrzymał się przy stoliku z bronią, przez ułamek sekundy patrząc na Glocka trochę dłużej, niż powinien. Wystarczająco długo, żeby przypomnieć sobie wszystko, co widział kiedyś u innych. Ułożenie dłoni. Postawę. Oddychanie.
Bo prawda była taka, że sam niemal nigdy nie strzelał. Na strzelnicy był może dwa razy… dziesięć lat temu.
Gorzej, że kiedy złapał za broń, poczuł to cholerne ukłucie frustracji. Nie dlatego, że bał się Glocka. Bał się tylko jednego: że za chwilę Helena zobaczy dokładnie to, co on od początku tak usilnie próbował ukryć.

Skupił się i…
…z dziesięciu kul trafił r a z. Ledwo.
Syknął cicho, odkładając broń na miejsce. Zsunął słuchawki z uszu, a potem zdjął gogle.
— Nieźle, nie było najgorzej! Ręka bardziej w-…
Wiem — uciął szorstko instruktorowi.
Zerknął na Helenę i z miną, która miała sprawiać wrażenie całkowicie niewzruszonej, demonstracyjnie wskazał dłonią na pistolet. Jej kolej.

helena peregrine

coffee and pistols for two

: pn lip 06, 2026 12:47 pm
autor: helena peregrine
"Wiesz, ile on jest warty?"
Prycha. — Tak, zdążyłeś się już pochwalić — rzuca drwiąco. Nadal sądziła, że jest absolutnie niedorzeczny. Kto wydaje tyle pieniędzy na zegarek? Godzinę pewnie i tak sprawdza na telefonie; ciężka, złota bransoleta ma przecież przede wszystkim komunikować status materialny. Peregrine nie potrafi sobie wyobrazić większej głupoty.
"Wysoko się cenisz".
Możesz jeszcze tego nie wiedzieć, ale jestem bezcenna — dodaje spokojnie. Pomijając absolutną pewność swoich umiejętności – okupionych wieloma obsesyjnie zbieranymi godzinami doświadczenia, ale i naturalnym talentem – czuje się swobodnie na strzelnicy. W kontroli. Są teraz w jej świecie, na jej terenie.

"Dobra, księżniczko".
Gdy Percival przyjmuje zakład, Helena uśmiecha się szeroko. Ma go tam gdzie chciała.
Rzadko się tak uśmiecha – symetrycznie, tak, że nagle widać dołeczek w policzku – tylko jeden, z lewej strony. Symptom szczerej uciechy.

To śmieszne, że w czasie gdy on nie docenia jej, ona jego przeceniła. Naprawdę sądziła, że pójdzie mu lepiej – że będzie musiała nadrabiać punkty stracone na wrobienie go w zakład. Tymczasem to będzie proste jak zabranie dziecku cukierka.
Zdusza w sobie chichot. Jego postawę koryguje tylko w myślach; widzi ten spięty kark i szczękę, które krępują mu ruchy. O strzały praktycznie walczy przeciwko sobie. A potem jeszcze fuczy na instruktora, który próbuje coś podpowiedzieć.
Nie kpi sobie z niego otwarcie tylko dlatego, że jej nauczka i tak będzie go już trochę kosztować.

To czas na bezcenną lekcję. Absolutna podstawa. Nigdy nie lekceważ swojego przeciwnika — mówi mijając go w drodze do stanowiska, na którym znudzony chłopak już sprawnie załadowuje naboje. Umyślnie lekko zaczepia ramieniem Percy'ego. — A już szczególnie mnie — dorzuca, odwracając się przez ramię.

Gdy następnym razem bierze do rąk Glocka, nie daje instruktorowi szansy zaserwować sobie kilku cennych uwag, chociaż ten już otwiera usta, gdy Helena podchodzi. Tym razem odbezpiecza broń płynnym ruchem i wystrzeliwuje dziesięć kul praktycznie jedna za drugą.

Jedna za drugą lądują w celu.
Już nawet nie liczy punktów. Kilka strzałów w głowę, kilka w pierś – każdy z nich byłby zabójczy.

Instruktor otwiera usta w szoku, patrząc to na nią, to na tarczę, to na Percivala. Zajmuje mu trochę, by połapać się, co właśnie się stało, ale to nie jego reakcję chce zobaczyć Helena. Ściąga pospiesznie słuchawki i gogle i odwraca się. Z niewinnym uśmieszkiem na ustach szuka spojrzenia Percy'ego.
I nagle dociera do niej, że chyba
chce
mu...
zaimponować. Chce zobaczyć tam podziw.

Żenujące.
Wyraz jej twarzy zmienia się raptownie, chociaż nieznacznie, gdy w myślach przerabia całą swoją litanię. Zły pomysł. Służbowy wyjazd. S z a l e ń s t w o.
Przełyka ślinę i chowa ręce do kieszeni. Nie po to go tu przecież przyprowadziła, żeby robić wrażenie. To głupie. Po prostu wymaga tego sytuacja. A poza tym chciała go wykiwać i trochę wkurwić. Cokolwiek innego byłoby zwyczajnym szaleństwem.

Zrób nam obojgu tę przysługę i posłuchaj pana. Chyba że chcesz instruktaż ode mnie? — Unosi brew.

Percival Gardner

coffee and pistols for two

: śr lip 08, 2026 12:34 pm
autor: Percival Gardner
„Nigdy nie lekceważ swojego przeciwnika. A już szczególnie mnie”.
Uśmiechnął się kpiąco. Nadal nie wierzył, że potrafiła strzelać. Ale im dłużej patrzył i śledził jej ruchy, tym dobitniej zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo – ale to b a r d z o – się ośmieszył.
A to zdecydowanie mu się nie podobało.
Dziesięć kul. Dziesięć trafień.
Stał bez ruchu, jak osłupiały. Tylko jego mina zmieniała się z sekundy na sekundę. Od skwaszonej, przez dezorientację i to cholerne niedowierzanie, aż po widoczne w k u r w i e n i e.
Olał spojrzenie instruktora, od razu wyłapując to należące do Peregrine – zadowolone i tak irytująco dumne, że zrobiło mu się niedobrze. Nie dlatego, że jej się udało. Dlatego, że sam zrobił z siebie idiotę.
Tylko na krótką chwilę kącik jego ust uniósł się nieznacznie, zdradzając zachwyt. Bo był zachwycony. Nawet dumny. Chyba bardziej niż ona sama. Problem w tym, że Percy był w tamtym momencie również niemiłosiernie wkurzony. I właśnie ta emocja górowała nad wszystkimi pozostałymi. Helena mogła być z siebie podwójnie dumna.
„Zrób nam obojgu tę przysługę i posłuchaj pana. Chyba że wolisz instruktaż ode mnie?”.
Nie prychnął, jak ostatnio miał w zwyczaju. Po prostu podszedł do załadowanej broni, ponownie założył słuchawki i gogle. I zaczął strzelać.
Instruktor próbował coś powiedzieć, ale Percy go nie słuchał. Strzelał bardziej ze złości niż z faktycznej chęci trafienia. Z tego wszystkiego trafił tylko trzy razy. Raz niemal perfekcyjnie.
Czy teraz był z siebie dumny?
Nie.
Odłożył pistolet, zdjął słuchawki i gogle. Ruszył w stronę wyjścia, po drodze zgarniając bluzę, którą zostawił na ławce. Nie planował tego, ale poczuł, że musi po prostu wyjść. Bo jeśli nie wyjdzie…
Dopadł samochodu, otworzył drzwi i wyciągnął ze schowka papierosy oraz zapalniczkę. Odpalił jednego, zanim Helena wyszła na zewnątrz.
Gdy tylko ją zobaczył, ruszył w jej stronę, po drodze zsuwając z nadgarstka złoty zegarek.
Stanął naprzeciwko Hellie. Bardzo blisko. Zbyt blisko. Złapał ją za dłoń i wcisnął w nią zegarek.
Zaciągnął się papierosem.
Zadowolona? — rzucił pozornie spokojnie, choć w jego głosie wyraźnie pobrzmiewała irytacja. — Masz. Będziesz mogła sobie kupić porządne auto — wycedził.
Był wkurwiony na siebie czy na nią?

helena peregrine

coffee and pistols for two

: czw lip 09, 2026 5:24 pm
autor: helena peregrine
Udało się – wkurwiła go.
Tyle że zupełnie jej to nie satysfakcjonuje.
Zazwyczaj Percival nie szczędził sobie komentarzy i narzekania. Cicha wściekłość jest czymś innym. Im dłużej trwa jego milczenie, tym bardziej zadowolenie Heleny zmienia się we wzbierającą frustrację. Jego uśmiech nie trwa wystarczająco długo, żeby w oczach Peregrine nie zlał się z matowym ze złości spojrzeniem.

Jej własny rzednie dosyć szybko.

Nie spodziewała się, że Percival po prostu wyjdzie. Czuje na sobie spojrzenie instruktora, ale przez kilka sekund wbija uporczywy wzrok w ten jeden ślad po strzale na tarczy – niemal idealny, ale najwyraźniej niewystarczający, żeby zadowolić urażoną dumę.

Zaraz wrócę — mówi – za Gardnera nie może przecież ręczyć – i wychodzi, zostawiając na ławce kurtkę, żeby zasygnalizować, że nie ma zamiaru uciekać bez płacenia.

"Zadowolona?"
Ma ochotę odsunąć się przed papierosowym dymem, ale zamiast tego zadziera głowę do góry, by posłać Percy'emu gniewne spojrzenie i zaciska mocno palce na tym pieprzonym zegarku.
"Będziesz mogła sobie kupić porządne auto".
Prycha.
Nie mam zamiaru go sprzedawać — rzuca. Nigdy nie miała, jej plan był inny – chciała oddać go Percivalowi, kiedy ten przestanie polegać na nim jako jedynym środku obrony. Teraz ostentacyjnie wsuwa bransoletę na nadgarstek. Jej dłoń drży, gdy próbuje ją zapiąć, chociaż Helena, podobnie jak on, próbuje ukryć emocje pod maską niewzruszenia. Zegarek zwisa z jej szczupłego przegubu; jest ciężki. — Teraz za każdym razem, kiedy go zobaczysz, będziesz musiał przypomnieć sobie, że jestem śmiercionośna. — Jej głos jest szorstki od goryczy, chociaż mówi spokojnie; w tych słowach nie ma dumy ani wyzwania. Nie mówi nawet o swoim strzelniczym talencie, nie do końca.

Wyciąga rękę, żeby szybkim ruchem ukraść mu zapalonego papierosa. Na początku ma zamiar rzucić go na ziemię, ale zanim zdąży o tym pomyśleć, sama się zaciąga.
Tyle razy marzyła o papierosie podczas tego wyjazdu – i znów spotyka ją rozczarowanie. Zamiast ulgi, czuje tylko nieprzyjemny smak i drapanie w gardło.

Powinieneś wrócić do domudo żony, prawie dodaje. — Czy chcesz w to wierzyć, czy nie, jestem wystarczająco kompetentna, żeby doprowadzić tu sprawy do końca. Wyniki śledztwa wyślę ci kurierem. Jedź do Toronto. — Słowa są suche, ale kącik jej ust drży, gdy je wypowiada.
Najgorsze jest to, że wcale nie chce, żeby wyjeżdżał bez niej – ale naprawdę wierzy, że powinien. Niepotrzebnie wciągała go w to bagno. Spodziewała się, że policja będzie najgorszym elementem tej sprawy, ale z każdym dniem grzebanie w niej okazywało się coraz bardziej niebezpieczne. Dla niej to chleb powszedni, ale dla niego – ewidentnie nie.
Trzymanie się od niej z daleka byłoby rozsądnym wyborem.

Percival Gardner

coffee and pistols for two

: pt lip 10, 2026 10:33 am
autor: Percival Gardner
„Nie mam zamiaru go sprzedawać”.
Nie? — spytał kpiąco. — A przydałoby ci się trochę kasy. Bo ta po mężu w końcu się skończy.
Sam nie wiedział, po co właściwie to powiedział. Przecież nie miało to żadnego znaczenia. Był jednak wyjątkowo wściekły. O ile wcześniej bywał przy niej zły, o tyle teraz ledwo nad sobą panował. I wszystko przez durną potrzebę udowodnienia, że to ona się myliła. Tymczasem mylił się wyłącznie on.
Śmiercionośna? — Zaśmiał się głośno. — Masz na myśli tą popisówę w środku? — Spróbował odciągnąć rękę, ale Helena była szybsza. Wbił w nią jeszcze bardziej wzburzone spojrzenie, gdy zaciągnęła się jego papierosem.
Ale to, co powiedziała potem… Oburzenie Gardnera było już tak widoczne, że nie potrafił ustać w miejscu. Zrobił krok do tyłu, potem znowu do przodu, aż w końcu przesunął wierzchem dłoni po ustach.
Naprawdę sądziła, że tak po prostu wsiądzie do auta i odjedzie?
Ty siebie, kurwa, słyszysz? — Zaśmiał się ponownie, szyderczo. — Przyłazisz do mnie, opowiadasz bajeczkę o wymierzaniu sprawiedliwości, ściągasz mnie tutaj, a teraz myślisz, że powiesz mi, żebym wracał, a ja po prostu to zrobię? — Stanął blisko, patrząc na nią z góry. — Przejrzyj, kurwa, na oczy — wycedził, po czym ją wyminął, lekko zahaczając ramieniem o jej ramię. — I wsiadaj do samochodu. Idę zapłacić — warknął, oddalając się w stronę wejścia. W międzyczasie znowu wyciągnął kluczyki, a charakterystyczny dźwięk zakomunikował otwarcie BMW.
Nie szedł szybko, a jednak nerwowo. Nawet się nie odwracał. Bo gdyby zauważył, że wcale nie zamierzała wsiadać do auta… mógłby przysiąc, że złapie ją i sam zaciągnie do środka.
W strzelnicy napotkał spojrzenie zdezorientowanego instruktora, który najwyraźniej nie wiedział, co powiedzieć. Percy od razu przeszedł do rzeczy. Wyjął portfel z kieszeni spodni, wyciągnął kilka banknotów i położył je na recepcji.
Proszę wybaczyć. Bez reszty — rzucił, bo tak wypadało.
Nie miało już dla niego znaczenia, ile faktycznie powinien zapłacić. Z pewnością wyłożył za dużo.
Zerknął na ławkę, na której leżała kurtka Heleny, i sięgnął po nią.

helena peregrine

coffee and pistols for two

: pt lip 10, 2026 5:51 pm
autor: helena peregrine
"Myślisz, że powiesz mi, żebym wracał, a ja po prostu to zrobię?"
Przez chwilę jest gotowa przekonywać go dalej, ale coś w jego spojrzeniu sprawia, że nagle brakuje jej tlenu. Słowa docierają do niej powoli – zanim ich sens na dobre osiadł w jej myślach, Percival już odchodził w stronę strzelnicy.

Odwraca się za nim i wbija uporczywy wzrok w jego plecy – nawet gdy zamykają się za nim szklane drzwi, ona ciągle nie odrywa spojrzenia od ciemnej plamy. Przez chwilę słyszy tylko swoje własne tętno; serce łomocze w piersi jak oszalałe.

Pod całym tym ciśnieniem coś w niej powoli pęka.

Zaciąga się jeszcze raz, zanim nie rzuca papierosa na ziemię. Znowu się krzywi.

A potem przechodzi przez szklane drzwi jak torpeda – obsługa aż się wzdryga. Zabiera swoją kurtkę tuż sprzed nosa Percivala, a potem podchodzi do recepcji. Prycha, gdy widzi ilość banknotów w rękach kasjera.

Proszę przygotować więcej amunicji. Instruktor niech zrobi sobie przerwę — mówi zanim nie odwraca się w stronę Percy'ego. — Gdybym w taki sposób rozpierdalała swoje pieniądze, może faktycznie musiałabym pomyśleć o sprzedawaniu trofeów — rzuca ironicznie, unosząc wymownie rękę z zegarkiem. Potem podpiera dłonie na talii i podchodzi – blisko. Nie przejmuje się nawet tym, że każdy pracownik strzelnicy w tym momencie uważnie przysłuchuje się ich rozmowie, bo robią z siebie widowisko. Zupełnie przestała zwracać uwagi na otoczenie – wzrok wbija jedynie w Percivala. — Torres zadarła z niebezpiecznymi ludźmi — a przez to i ona sama, ale tego nie mówi już głośno — więc jeśli chcesz stąd teraz wyjść, bo uraziło cię, że ja coś potrafię, a ty nie, to naprawdę lepiej, żebyś jechał prosto do Toronto. Jeśli coś ci się stanie, to ja będę za to odpowiedzialna — cedzi. W jej spojrzeniu buzuje gniew – gniew, który jest łatwiejszy do okazania, niż strach o jego bezpieczeństwo. — Ja tu zostaję. A ty rób co chcesz. — Po tych słowach robi krok w tył, a potem odwraca się, by obejść recepcję i oddalić w stronę wcześniej zajmowanego stanowiska.

Percival Gardner