Strona 1 z 2

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: czw lip 02, 2026 2:32 pm
autor: Kieran Burreau
Przeczesał dłonią włosy, wpatrując się w telefon. Jego wzrok wodził po krótkich wiadomościach, które wysłał mu Benjamin. Początkowo Kieran sądził, że chłopak pomylił numery, wszak nazwał go Williamem, a tak nie miał nawet na drugie. W następstwie tych słów wywiązała się jednak konwersacja, która doprowadziła do zaoferowania przez prawnika pomocy w odstawieniu pijanego chłopaka do domu, czego zaczął żałować.
Czy na pewno?
Westchnął. Po co zawracał sobie nim głowę? Powinien skupić się na referacie, od którego w dużej mierze zależało wcześniejsze podejście do egzaminu. Chciał zaliczyć wszystko jak najszybciej, mając więcej czasu na praktyki, które miały przygotować go do życia na salach sądowych. Tak, jak było mu pisane.
Cholerny Thallman po raz kolejny odwiódł go od nauki, stosując sztuczkę, obok której Burreau nie mógł przejść obojętnie, dając wciągnąć się w gry starszego chłopaka. Nie wybaczyłby sobie, gdyby Benjamin pod wpływem alkoholu potrącił lub zabił przypadkowego przechodnia.
Nie wybaczyłby sobie, gdyby i jemu coś się stało. Ostatecznie wiedział, że może wsiąść do samochodu po alkoholu. Zdecydowanie o to chodziło. Nie miał z tym nic wspólnego fakt, że zaczął się przyzwyczajać do jego obecności.
Zaczynał go l u b i ć.
Westchnął ponownie, wystukując kolejne wiadomości, usilnie ignorując jedno ze zdjęć, które od niego dostał. Niemoralne, nieetyczne, nachalne. To podchodziło pod molestowanie! A jednak kącik ust prawnika lekko powędrował ku górze w niekontrolowanym grymasie, wyrażając… no właśnie, co takiego? Kolejna wątpliwość, nad którą zaczął się rozwodzić. Przecież nie pierwszy i nie ostatni raz widzi nagie ciało mężczyzny. Fakt faktem, należało do niego. Może o to chodziło? To przed nim było obce, było nieznane, było jego.
Pokręcił głową. Na litość wszechświata, czemu Thallman musiał być tak niereformowalnym człowiekiem, który wpychał się do życia Burreau? Sam obiecał sobie nie ingerować w sprawy innych, a jednak teraz ubierał się i z kluczykami w dłoni szedł do samochodu rad, że rodziców nie było w domu. Nie chciał im się spowiadać, nie chciał wyjaśniać dokąd jedzie.
Nie chciał, żeby wiedzieli o Benjaminie.
Przymknął oczy, biorąc głęboki oddech. Coś było z nim nie tak. W głowie powinny mu wirować kolejne punkty z kodeksu karnego, a nie rzeczy dotyczące ludzi.
Wsiadł i odpalił pojazd mając nadzieję, że chłopak nigdzie się nie ruszał. Nie miał czasu, aby jeździć za nim po całym mieście. Miał jeszcze do dokończenia referat. Ach, aż go wewnętrznie cisnęło, żeby uraczyć swojego rozmówcę kolejnymi pouczeniami jakby w nadziei, że na coś się to zda.
Zaparkował możliwie jak najbliżej parku obawiając się, że grawitacja dzisiejszego dnia nie będzie sprzymierzeńcem.
Co ty tu właściwie robisz? Zadał kolejne pytanie w głowie.
Wypełniam moralny obowiązek.
Tak sobie wmawiał.
Chwilę zajęło mu odnalezienie pijanego kolegi, który postanowił uciąć sobie drzemkę na trawie. Na wszechświat, oby nie zasnął snem kamiennym.
-Benjamin? - powiedział, stając nad nim. Oddychał, to było na plus. - Naprawdę, jak mogłeś doprowadzić się do takiego stanu? - lekko brwi zmarszczył, cicho wzdychając.
Kucnął przy chłopaku, szturchając go w ramię.
-Jak zaraz nie wstaniesz, zostawię cię tutaj. Obaj wiemy, że nie jestem wystarczająco silny, by cię unieść - przyznał.

niereformowalny imprezowicz

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: czw lip 02, 2026 3:10 pm
autor: benjamin thallman
Obrazek
Nawet nie pamiętał, jak tam się zjawił.

Wiedział tylko, że miał wszystkiego dosyć. Próbował zapomnieć o kujonie, o tym, jak cholernie irytujący dla niego był i o tym, jak bardzo wkurwiało go, że w ogóle o nim myślał. Pocałunek z Dino, chociaż musiał przyznać, zadziałał na niego mocniej, niż mógłby przypuszczać, nie zmienił faktu, że ciągle miał nadzieję, że usta, które będzie całował, będą należały do Burreau. Działał na niego niczym pierdolony narkotyk. Jak jakieś jebane zioło, którym zaciągnął się raz i od razu chciał więcej, bo inaczej czuł się jakiś taki spięty... Głodny czegoś, czego nawet nie potrafił n a z w a ć.

Dudniło mu w uszach raz po raz, kiedy słyszał dźwięki, by zaraz potem niektóre z nich były zupełnie wygłuszone. To powodowało ścisk żołądka i dodatkowy stres, bo przecież ta death sentence przychodziła coraz szybciej, no nie? I co miał z tym zrobić? Drink za drinkiem... robił się coraz bardziej pijany, więc musiał wysłać Kieranowi wiadomość. Musiał wysłać mu zdjęcie. M u s i a ł się z nim podroczyć, bo inaczej... no właśnie. Co? Nie znał odpowiedzi na to pytanie. Wiedział tylko, że chciał, żeby tamten zwrócił na niego uwagę. Po tym, jak zaproponował mu przejażdżkę, stwierdził sobie why the fuck not? Ale najpierw oczywiście zmiana lokalizacji, bo poszedł z kumplem dalej pić.

- There’s a fireeeeeee starting in my hearrtttt! - darł się, chwiejąc się wzdłuż trawy. - Kurwa, Benji, Adele serio?! - prychnął David, czekając na swojego Ubera. - Nie obrażaj mi mojej queen of England, Dave - prychnął Benjamin, zaciągając kolejny łyk z butelki. Po chwili wysłał Kieranowi lokalizację, bo no... no właśnie. Bo musiał. - Babeeee, I have no story to be told... - kontynuował, machając ręką na Davida, gdy ten odjeżdzał. Zakręcił się jakoś wokół własnej osi, po czym oczywiście wyjebał się na plecy prosto na trawę. Przez kilka sekund tylko patrzył na niebo pełne gwiazd, - We could have had it alll... - dospiewał jeszcze ciszej.
I tak jakoś sobie przysnął.
Po czymś, co wydawało mu się sekundą zamknięcia oczu, poczuł szturchnięcie. Zamrugał kilka razy i zobaczył Kierana. - William? - wyrzucił z siebie z szerokim uśmiechem. - Książę! - Dokrzyknął to cały uchachany, kiedy zorientował się, że tamten faktycznie jest obok niego i pierwszą rzeczą, jaką Benjamin zrobił, było oczywiście rzucenie się na niego. Objął go tak gwałtownie, że Kieran stracił równowagę i poleciał plecami na trawę, a Benji wylądował na nim, śmiejąc się pod nosem, - Przyjechałeś - przez chwilę po prostu na niego patrzyl, a [potem opadł obok niego na plecy. Miał wyjebane, ile paragrafów Kieran zaraz mu wyrzuci.. więc chwycił jego dłoń i splótł ich palce, - Burreau, widzisz te gwiazdy? - zapytał, obracając twarz w jego stronę i wpatrując się w profil chłopaka. - Przy tobie to chuj.

william

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: czw lip 02, 2026 3:57 pm
autor: Kieran Burreau
Przyłapywał się na tym, że coraz częściej podejmował irracjonalne decyzje zwłaszcza, jeśli w jakikolwiek sposób dotyczyły Benjamina. Było w nim coś takiego, co zakłócało normalne funkcjonowanie Burreau przyzwyczajonego do porządku. Chaos, brak spójności, spontaniczne słowa i decyzje. W taki sposób mógł określić chłopaka, po którego jechał.
Jak właściwie do tego doszło? Potrzebował jasnej odpowiedzi, wariując powoli od przypuszczeń i niedomówień. Nie radził sobie tak, jak powinien, kiedy nie posiadał potrzebnych informacji, a wstępna analiza ludzkiego zachowania nie była wyczerpująca. Thallman nadal był zagadką pełną sprzeczności. Jednego dnia rzucał złośliwe komentarze, jawnie prowokując Kierana do reakcji zgoła innej, niż opanowanie, by kolejnego dnia stawać się bardziej miłym, bardziej ludzkim, bardziej sympatycznym. Jak od tego miała mu głowa nie puchnąć, skoro już jedna skrajność w charakterze chłopaka była dla niego wyzwaniem. Dokładając drugą powstawał kociokwik, którego skutkiem była nocna eskapada do parku po kogoś, kto nawet nie powinien się znajdować w gronie znajomych prawnika. Nie pasował, wyróżniając się już na starcie. Był narwany, buńczuczny, oryginalny, i n t e r e s u j ą cy.
Cholera.
Potarł twarz dłonią, analizując ich pierwsze spotkanie. Czy popełnił tam błąd? Może powiedział coś, co zachęciło Benjamina do dalszego nachodzenia go? Nie pomagały prośby o to, by go zostawił. Nie pomagały przedstawienia prawne. Miał wrażenie, że im bardziej próbował się odciąć, tym muzyk przylepiał się bardziej, wpychając się w tę odrobinę przestrzeni osobistej, która jeszcze została niezmącona.
Może powinien zmienić taktykę? Stać się przyjacielski, rozmowny. Stać się kimś zupełnie innym.
Niemożliwe.
Patrzył przez chwilę w spokojną twarz z lekko uchylonymi ustami, z których wydobywał się cichy świst. Benjamin naprawdę spał w najlepsze!
Potrząsnął nim bardziej, nie chcąc, żeby ktoś ich tutaj zauważył. Ostatnie, czego potrzebował, to skandal z udziałem upitego kolegi. Tabloidy tylko czekały, żeby znaleźć rysę w idealnej prezencji rodziny Burreau.
Nie chcesz też, żeby się przeziębił, co? Noc jest chłodniejsza, a on leży na mokrej trawie.
Postarał się zignorować cichy głosik w jego głowie, który coraz śmielej sobie poczynał odkąd Thallman na dobre zagościł w życiu Kierana, niczym nieproszony gość, którego wcale nie chciało się wyrzucić za próg.
Odetchnął wewnętrznie z ulgą, kiedy chłopak otworzył oczy. Jeden problem z głowy, nie będzie musiał się nadwyrężać, by go dobudzić. I kontaktował, to też było im potrzebne, jeśli miał odstawić go do domu.
-Majaczysz. Nie jestem księciem. Może masz zatrucie alkoholowe? Ile wypiłeś? - zasypał go pytaniami. Potrzeba wiedzy była nad wyraz silna. Zresztą musiał się dowiedzieć, czy nie szpital byłby lepszym miejscem dla Benjamina. Albo izba wytrzeźwień, w razie konieczności.
Poczuł bolesne uderzenie z przodu i z tyłu ciała, kiedy plecy zetknęły się z podłożem, a tors został przygnieciony przez ciało Benjamina. Przez chwilę zamarł, nie spodziewając się tej napaści. W tej chwili dotarło do niego kilka rzeczy.
Benjamin był zdecydowanie cięższy niż Kieran.
Zapewne zniszczył marynarkę, którą miał na sobie.
Serce Thallmana biło niemal w tym samym rytmie co jego własne.
-Powiedziałem, że będę, a ja dotrzymuję słowa - powiedział szeptem, nie widząc potrzeby, by krzyczeć. Wszak rozmówca znajdował się tak blisko. Zdecydowanie za blisko. Kieran dostrzegł zabawne iskierki w jego oczach tuż przed tym, jak się z niego zsunął, oddając mu kontrolę nad oddechem. Żebra całe, tyle wystarczyło.
Napiął się gwałtownie, gdy jego dłoń została wbrew woli zamknięta w dłoni Benjamina - większej, przyjemnie szorstkiej (!!), cieplejszej. Patrzył na to zjawisko, ignorując fakt, że serce zamarło na kilka sekund. Kolejny dotyk, kolejna nieproszona pieszczota, która wywoływała reakcję.
-Pour l'amour de Dieu, je t'ai dit de ne pas me toucher - wyrzucił po francusku. Zawsze, kiedy był zirytowany przechodził na ten język. Teraz jednak bardziej był zestresowany całą sytuacją.
Stres? On się przecież nigdy nie stresował.
-Molestowanie podlega karze i jest przestępstwem, według artykułu 271. Lubisz igrać z prawem, Benjamin. A ja nie będę wyciągał cię z więzienia - skomentował, zachowując na twarzy powagę, chociaż w środku zaczynało wiać coraz bardziej, niszcząc wypracowane opanowanie.
Powinien cofnąć rękę. Wyrwać ją i odejść wiedząc, że niczego nie osiągnie i nie uda mu się zgarnąć chłopaka z trawy.
Odłożył to na kilka kolejnych chwil, skupiając się na niebie. Gwiazdy rzeczywiście były ładne. Dostrzegł kilka znajomych konstelacji. Było w tym niebie coś pięknego, co sprawiło, że lekko się uśmiechnął, jakby z rozmarzeniem. Chciał to uwiecznić.
Zapomniał na chwilę o obecności, pozwalając by ich dłonie stały się jednością. Oprzytomniał w momencie, kiedy palce Benjamina mocniej zacisnęły się na jego skórze.
Usiadł gwałtownie, wyrywając rękę z dłoni chłopaka.
-Podaj mi swój adres, odstawię cię do domu - powiedział z dziwną paniką w głosie. Za bardzo pozwolił sobie odpłynąć. Za bardzo ten chłód na dłoni, który wkradł się po cieple skóry Thallmana, mu przeszkadzał.

molestator

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: pt lip 03, 2026 12:14 pm
autor: benjamin thallman
Podobno drunk thoughts are sober thoughts, czy jak to tam było. Zabawne, że nawet po pijaku pierwszą myślą, jaka chodziła Thallmanowi po głowie, był właśnie on. Kieran. Ten cholerny kujon, który irytował go samym istnieniem, a poza tym lubował się w płci, którą Benjamin nigdy nie będzie. Kieran w o l a ł kobiety. A przynajmniej usilnie próbował mu to wmówić. Benjamin nie był typem osoby, która łatwo się poddawała, ale też nie był kimś, kto wpieprzał się na siłę tam, gdzie wiedział, że nie był chciany. Potrzebował jakiegoś sygnału, kurwa. Znaku. Czegokolwiek, co powiedziałoby mu, że Kieran nie traktuje go jak randomowego typa, który po prostu zbyt głośno wszedł mu w przestrzeń. Czy to, że właśnie po niego przyjechał, świadczyło o tym, że jednak w jakimś stopniu mu zależało? Nie był pewien. Był też zdecydowanie zbyt pijany, żeby próbować to zrozumiec.

Najważniejsze było to, że jego buckingham palace właśnie się tutaj zjawił. Otwierając oczy, Benjamin uśmiechnął się szeroko i wysunął dłoń przed siebie. - Raz, dwa, pięć, naście? - spojrzał na niego, zanim sam wybuchnął śmiechem. No bo kurwa, serio nie pamiętał, ile wypił. Nie należał zresztą do osób, które szczególnie przejmowały się liczbą ani jakością wlewanego w siebie alkoholu. Nie chciało mu się rozmawiać. Chciał mu podziękować za ten jakże słodki czyn odebrania go, więc rzucił się na niego, bo co? Co Kieran zrobi? Najwyżej znowu go o coś oskarży. O cielesną napaść, naruszenie granic, albo cokolwiek innego, co zaraz urodzi się w tej jego idealnie poukładanej głowie. Leżąc chwilę później obok niego i splatając ich palce, Benjamin czekał tylko na moment dezaprobaty ze strony Burreau. Nie musiał długo czekać. Uśmiechnął się szeroko, słysząc, jak tamten znowu coś mówi. - Oui, oui, le baguette - parsknął pod nosem, bo nie rozumiał, czy tamten właśnie próbował brzmieć bardziej po włosku, francusku.. a tam cholera jego wiedziala!

Zacisnął jego dłoń mocniej, przejeżdżając kciukiem po jej wierzchu, i słuchał tego zabawnego kodeksiku, - Mmm, Kieran, talk dirty to me - zaśmiał się jeszcze raz. Ale w momencie, gdy Burreau się podniósł i wyrwał dłoń z uścisku Benjamina, coś w nim gwałtownie przeskoczyło. Benji od razu również się podniósł, może trochę za szybko, bo świat zakołysał się przez moment przed jego oczami, ale kompletnie to zignorował. Zbliżył się do niego, niezadowolony, z brwią ściągniętą w sposób, który nijak nie pasował do jego wcześniejszego pijackiego rozbawienia. - O co ci kurwa chodzi, Burreau? - zapytał, przysuwając się bliżej. - Tak bardzo obrzydza cię mój dotyk? - słowa wyszły z niego ostrzej, niż to zaplanwal, podniósł się całkiem i odsunął od niego o parę kroków - nagle sam nie mógł znieść tej bliskości. - The Beaches, dom numer dziewięć - wyrzucił z siebie urażony. Już nie miał pojęcia, co powinien robić. Cokolwiek próbował, spotykało się z odrzuceniem. Z chłodnym spojrzeniem. Z daniem mu do zrozumienia, jaki był chujowy, nieodpowiedni... Złość zaczęła panoszyć się w jego sercu,- Jaki jest twój problem, huh? - zapytał, mrużąc oczy. - Boisz się, że może ci się spodobam? Że ta twoja idealna wizytóweczka zabrudzi się w momencie, gdy przyznasz, że żadna z kobiet nigdy nie podobała ci się tak bardzo jak ja? - spojrzał mu prosto w oczy, a po chwili wybuchnął śmiechem przewracając oczami. - Unfuckingbelievable. - Pokręcił głową, wyprostował się i odwrócił do niego plecami, bo nie chciał już patrzeć. Nie teraz. Nie, kiedy czuł jak serce zaczynało bić mocniej, kiedy tylko jego wzrok zawisał na twarzy Kierana o kilka sekund za długo. - Zabierz mnie do domu - wyrzucił z siebie tylko... już nie chciał z nim rozmawiać.

Burreau

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: pt lip 03, 2026 3:47 pm
autor: Kieran Burreau
Ta chwila wydawała się być dziwnie beztroska i przywodziła na myśl krótkie przebłyski dzieciństwa, których zaznał dzięki Alice. Pomagała mu spojrzeć na świat oczami dziecka, a nie marionetki, którą był w rękach swoich rodziców. Chciała, by czerpał z życia, bawiąc się i popełniając błędy, jak na brzdąca przystało. Starała się jak mogła i chociaż spędzała z nim znacznie więcej czasu, niż jego rodzice, nie udało jej się całkowicie wyplenić z jego drobnego ciała zakorzenionej potrzeby spełniania oczekiwań dorosłych, którzy go poczęli. Miał w głowie jasno ustalony porządek. Plan, którego punkty kolejno odhaczał mając pewność, że wszystko było tak, jak powinno. Rutyna, która utrzymywała go w stanie stabilności.
Tą, którą Benjamin niszczył jednym nieprzemyślanym posunięciem.
Tą, którą Kieran dawał sobie niszczyć, ulegając starszemu chłopakowi.
Czy do tego dążyła jego niania w dzieciństwie? Chciała nauczy go spontaniczności? Jeśli tak, teraz mogła być z siebie dumna - pod wpływem impulsu znalazł się obok Thallmana, pijanego i mówiącego zwyczajnie bez sensu. Nie pierwszy zresztą raz.
Pokręcił głową na jego próbę doliczenia się spożytego alkoholu. Oczywiście, że nie wiedział. Ba, Kieran byłby w wielkim szoku, gdyby padła konkretna liczba. Sam fakt, że tu przysnął, narażając się na potencjalne niebezpieczeństwo w postaci zbirów, którzy tylko czyhają, żeby okraść każdego bezbronnego, jasno wskazywał, że teraz większość płynu w żyłach młodzieńca miała procenty.
Delikatny dotyk zostawił po sobie widmo wspomnienia. Przesunięcie opuszkami palców po jego skórze sprawiło, że mimowolnie zadrżał, ledwie dostrzegalnie. Nie panował nad tymi reakcjami, były dla niego nowością, której dopiero się uczył.
Czy powinien?
Nie.
Ta nowość była niebezpieczna, chociaż dziwnie kusząca. Już sama obecność Benjamina wywoływała sprzeczne emocje. Cząstka Kierana, głęboko w nim ukryta, kusiła go, żeby zobaczył, co dalej; żeby zbadał własne możliwości i sprawdził, czy świat, który znał, miał do zaoferowania coś jeszcze. Logika jednak nie pozwalała i własnie jej usilnie trzymał się Burreau. To ona pomagała mu w ostatnich latach i to ona stała się przyjaciółką. Wszystko inne było niepotrzebnym chaosem, który starał się zburzyć wykreowaną idealność.
Patrzył, jak muzyk gwałtownie się podnosi. Nie drgnął jednak kiedy ten się do niego zbliżył. Zaczynał traktować to jako stały punkt ich każdorazowego spotkania. Nauczył się, że Benjamin był mistrzem zakłócania przestrzeni osobistej, ignorując ją kompletnie.
Wodził wzrokiem po jego twarzy, której wyraz momentalnie się zmienił. Stał się chłodniejszy i… zły. Czy on gniewał się na niego? Jeśli tak, prawnik nie rozumiał. Nie sądził by zrobił coś złego. Ba, pofatygował się tutaj i już sam ten fakt powinien być traktowany jako akt miłosierdzia.
O co ci chodzi?
Pytanie zaczeło obijać się o ściany umysłu, zakorzeniając się coraz bardziej. Nie wiedział i była to odpowiedź zgodna z prawdą. W ogóle nie miał pojęcia o co tu w ogóle chodziło i czemu sam reagował tak przesadnie. Nie rozumiał też, czemu Benjamin patrzył na niego z urazą.
Obrzydza cię mój dotyk?
Podobał się i właśnie to było problemem.
Przymknął oczy na krótką chwilę. Opanowanie to podstawa. Thallman próbował tylko namieszać mu w głowie bardziej, to wszystko. Robił to specjalnie posuwając się do emocjonalnej manipulacji.
-Nie powinieneś dotykać ludzi bez ich pozwolenia. Zakłócasz moją przestrzeń osobistą i teraz gniewasz się, że próbuję ją odzyskać. Nie rozumiem tego, bo wydaje mi się, że jeśli ktoś powinien mieć coś komuś za złe, to ja tobie - powiedział spokojnie, dość logicznie, wracając do swojego jestestwa. Ta wersja benjamina była jeszcze bardziej niekomfortowa, głównie ze względu na różnorodność emocji, które malowały się na jego twarzy, a które kazały Kieranowi uważnie patrzeć, interpretując.
Iskierka drgnęła, kiedy chłopak się od niego odsunął. Tego właśnie chciał, odzyskać swoją przestrzeń. Czemu więc zdawał się być… rozczarowany?
-Nie mam problemu. Robisz mi awanturę o, nawet nie wiem o co. Benjamin, jesteś pijany i robisz się emocjonalny, a to nie jest dobre połączenie - zauważył spokojnie, czując, jak w gardle rośnie dziwna gula. Przełknął ślinę, chcąc tak usilnie zignorować jego słowa, które wyryły się tak krwistoczerwonymi literami.
Boisz się, że może ci się spodobam?
…żadna z kobiet nigdy nie podobała ci się tak bardzo jak ja?
Niedorzeczne. Burreau wiedział, że ta sama płeć nie może mu się podobać. Nie miał zamiaru pozwolić, żeby muzyk namieszał mu w głowie jeszcze bardziej, przekonując do swoich racji.
-Mylisz się, Benjamin i byłbym wdzięczny, gdybyś przestał co rusz sugerować co mi się podoba, a co nie. Wydaje mi się, że to ja znam siebie lepiej i przeszkadza mi fakt, że próbujesz mi coś wmówić, jakbyś wiedział o mnie wszystko - odpowiedział, czując się niekomfortowo. Nie z powodu słów chłopaka, a raczej własnego zmieszania.
Kłamca. Kłamiesz, próbując przekonać siebie.
Patrzył na jego plecy, gdy stał do niego tyłem. Niespodziewane.
-Samochód zaparkowałem tam. Jeśli będziesz potrzebował pomocy z chodzeniem, daj znać - rzucił, nie wiedząc co jeszcze miałby powiedzieć. Czuł emanujący od chłopaka żal.
Skierowali się do samochodu w ciszy oraz atmosferze tak gęstej, że można było kroić ją nożem. Zerkał na chłopaka, który nie tryskał już tą samą energią, co wcześniej. Nawet na niego nie patrzył i fakt ten zdawał się Kieranowi przeszkadzać, wprawiając go w jawne skonfundowanie.
O co w tym wszystkim chodziło?
Cisza towarzyszyła im przez całą drogę. Żadnego słowa, żadnego dźwięku płynącego z radia. Jedynie szum opon sunących po asfalcie.
Czuł się zmęczony. Miał do skończenia jeszcze pracę, jednak nie czuł się na sile, marząc jedynie o kąpieli i łóżku, w którym może odpocząć. I przestać myśleć, bo aktualnie w jego głowie panował taki rozgardiasz, który nie pozwalał mu się skupić na niczym innym, jak na towarzyszu, który siedział naburmuszony obok niego, w ciasnej przestrzeni samochodu. Zerkał na niego w lusterku, jednak ani razu nie trafił wzrokiem na jego.
Po co w ogóle się na tym skupiał?
Zaparkował samochód, wyłączając silnik. Dopiero wtedy dotarło do niego, że zamiast pojechać pod wcześniej wskazany przez Benjamina adres, mechanicznie przyjechał do własnego domu. Spojrzał na zegarek - było już za późno na dalszą wędrówkę, a Kieran był na tyle zmęczony, że nie ufał własnym reakcjom.
-Przenocujesz dzisiaj u mnie, a rano odstawię cię do twojego domu - skomentował, chociaż chciał powiedzieć więcej.
Poprowadził milczącego Thallmana do środka, uśmiechając się delikatnie do gosposi, którą jego rodzina zatrudniła jakiś czas temu. Przemiła kobieta.
-Proszę, nie mówi niczego moim rodzicom. Sama wiesz, jak reagują na moich gości - rzucił do niej, patrząc przepraszającym wzrokiem. Nie miewał gości, ale domyślał się, jak jego ojciec zareagowałby na widok Benjamina, który nie pasował do ich świata.
-Nie rozumiem cię - zaczął, kiedy kierowali się schodami na górne piętro, gdzie znajdowały się sypialnie. - Raz zalewasz mnie potokiem słów, komentując dosłownie wszystko. Zaczepiasz i drażnisz, a kiedy proszę, żebyś dał mi spokój, jest cię jeszcze więcej. Innym razem milczysz, patrząc na mnie tak, jakbym zabił ci kota. Skąd mam wiedzieć o co ci właściwie chodzi, Benjamin, skoro mam wrażenie, że sam tego nie wiesz? - wyrzucił z siebie, bo ta cisza była mimo wszystko przytłaczająca.
Zastygł, kiedy znaleźli się u niego w pokoju. Nie, tu z całą pewnością Thallman spać nie będzie. Obrócił się, ponownie stając twarzą w twarz z wyższym chłopakiem, zapominając, że ten podążał za nim tak blisko. Zmarszczył brwi, nadal widząc ten dziwny żal w jego spojrzeniu, teraz lepiej dostrzegalny.
-Na końcu korytarza jest sypialnia gościnna - powiedział, mimowolnie zniżając głos, nieprzerwanie wodząc po nim wzrokiem.

i don't understand u

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: ndz lip 05, 2026 3:05 am
autor: benjamin thallman
Zacisnal szczękę, słuchając tego całego wywodu o przestrzeni osobistej, blahblahblah, znowu kurwa to samo biadolenie. Burreau musiał ubrać nawet zwykłe wyrwanie dłoni w coś, co brzmiało jak paragraf z jakiegoś pierdolonego kodeksu dobrego zachowania. Tylko że Benji, nawet pijany, usłyszał w tym jedno… Nie dotykaj mnie. I cholera, strasznie to zabolało...

Zaśmiał się pod nosem, ale bylo to bardziej rozgoryczone parsknięcie. - Oh, jasne, przepraszam… zapomniałem, że do dotknięcia wielkiego Kierana potrzebna jest uprzednia zgoda na piśmie!! - rzucił, unosząc dłonie w teatralnym geście poddania sie. - Nie martw się, już zapamiętałem, jestem kurwa jakimś złem koniecznym. - a później blond chłopak nazwał go pijanym i emocjonalnym, coś w nim przeskoczyło jeszcze mocniej. Wygodne. Cholernie wygodne. Wszystko, co powiedział, można było teraz zrzucić na alkohol, czyz nie? ha! dobre sobie.. - O, zaaajeeeebiście. Czyli wszystko, co mówię, można zwalić na pijacki bełkot? - prychnął, odwracając wzrok. - Naprawdę imponujące, prawie tak imponujące jak twoja zdolność do udawania, że nic cię nie rusza. - Nie chciał już na niego patrzeć. Nie teraz. A potem padły kolejne słowa. Że Benjamin mu coś wmawiał. Że Kieran znał siebie najlepiej.. że przeszkadzało mu to ciągłe sugerowanie, co mu się podobało, a co nie. Thallman spojrzał na niego spod byka, - Jasne. Ty znasz siebie najlepiej - powiedział ciszej, - Pan perfekcyjny. Pan H E T E R O, który w życiu nie spojrzałby na innego mężczyznę bo jak tak można! - Przez sekundę patrzył mu prosto w oczy, ale zaraz odwrócił wzrok. - Zabierz mnie do domu - rzucił tylko i ruszył w stronę samochodu.

Kiedy Kieran zaproponował pomoc, Benjamin parsknął. Nawet jeśli świat lekko kołysał mu się przed oczami, nie zamierzał pozwolić, żeby Burreau go podtrzymywał po tym całym kazaniu o dotyku. - Nie trzeba. Jeszcze przypadkiem naruszę twoją przestrzeń. - W samochodzie milczał, siedział cicho, z głową opartą o szybę, bo skoro Kieran tak bardzo chciał przestrzeni, mógł ją sobie, kurwa, mieć. Dopiero gdy samochód się zatrzymał, Benjamin zmarszczył brwi. Spojrzał na dom przed nimi, potem na Kierana. - To nie jest The Beaches. - A kiedy usłyszał, że ma przenocować u niego, wybuchnął krótkim, niedowierzającym śmiechem. - jesteś niemożliwy, - wysiadł, ale tylko dlatego, że był zmęczony... no i pijany... no i cholernie wkurzony.

W środku domu poczuł się jeszcze bardziej nie na miejscu. Wszystko było zbyt czyste, zbyt drogie… Kiedy minęli kogoś z pracowników domu, Benjamin nawet się nie odezwał. Uniósł tylko wzrok, posłał tej osobie szeroki, pijany, zalotny uśmiech, po czym przyłożył dwa palce do ust i puścił buziaka w powietrze. Zaraz potem spojrzał na Kierana kątem oka mając nadzieję, że go tym gestem zirytowal. I poszedł dalej. Na schodach słuchał, jak Kieran mówi, że go nie rozumie.. Benjamin zatrzymał się na chwilę. - Bo ty wszystko musisz rozumieć, Kieran, no nie??? - powiedział, patrząc na niego spod przymrużonych powiek. - Wszystko musi mieć jakąś pierdoloną definicję - Podszedł bliżej, chociaż wiedział, że nie powinien. - A ja nie wiem, o co mi chodzi. Zadowolony? Wkurwiasz mnie w jednej sekundie, w drugiej podobasz mi się. Już sam nie wiem… - Zamilkł gwałtownie - Nieważne. Uznaj, że to też pijacki bełkot. - W pokoju Kierana nie odezwał się od razu. Nawet kiedy Burreau wspomniał o sypialni gościnnej, Benjamin po prostu go zignorował. Rozejrzał się po pomieszczeniu, potem bez słowa ściągnął z siebie kurtkę i rzucił ją na najbliższe krzesło. Buty poleciały gdzieś obok. Koszulka chwilę później wylądowała na podłodze. Rozpiął spodnie, zsunął je z bioder i został w samych bokserkach. Dopiero wtedy spojrzał na niego z uniesioną brwią - Nie idę do żadnej sypialni gościnnej - oznajmił, po czym opadł ciężko na jego łóżko. - Będę spał tutaj. - Wsunął się pod kołdrę, i obrócił się na bok, plecami do Kierana.

ɪ'ᴍ ꜱᴏ ᴛɪʀᴇᴅ ᴏꜰ ʏᴏᴜ ᴀɴᴅ ʏᴏᴜʀ ʀᴜʟᴇꜱ

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: ndz lip 05, 2026 4:36 am
autor: Kieran Burreau
Chłonął każdą emocję, która pojawiała się na twarzy Benjamina. Chciał je zrozumieć, chciał wiedzieć za co odpowiadały i co je wywoływało. Analizować i zapamiętać na przyszłość. Thallman był dla niego mieszaniną wszystkiego, o czym młody prawnik nie miał pojęcia. Sprzecznościami, które starał się rozpracować. Pytaniami, na które szukał odpowiedzi, a które gdzieś mu umykały niczym piórko niesione przez wiatr. Nie potrafił ich uchwycić, były dla niego zbyt subtelne, zbyt ulotne, a on reagował za wolno, skupiając się na teorii. Nie potrafił inaczej; poddawanie się spontanicznie chwili stanowiło dla Kierana barierę, której nie był w stanie przeskoczyć.
Czy właśnie to działało Benjaminowi na nerwy? Ten brak impulsywności, której nie umiał z siebie wykrzesać; której nawet nie znał? Nie w jego stylu było pochopne działanie pod wpływem emocji.
Westchnął. To wszystko było znacznie trudniejsze, niż podejrzewał. Dlaczego nie istniała szczegółowa instrukcja obsługi każdego człowieka? Wystarczyłoby po nią sięgnąć i dowiedzieć się najważniejszego. Burreau był dobry w zapamiętywaniu.
-Nie możesz się oburzać, bo komuś nie podoba się twój dotyk. Nie każdy człowiek lubi, kiedy bez zapowiedzi go łapią. To niepoważne, żeby się obruszać - wyraził swoja opinię, nie dostrzegając we własnym zachowaniu niczego złego. Nigdy nie lubił, kiedy ludzie przesadnie kierowali emocje w jego stronę, racząc go spoufalonymi gestami. Były dla niego obce, jakby nie na miejscu.
Ale przyjemne.
Dotyk dłoni Benjamina taki był i to w jakimś stopniu wystraszyło Kierana, wciskając w niego niepewność i rozpraszając myśli.
-Nie powiedziałem, że jesteś złem koniecznym. Nie jesteś zły. Niepoważny, skomplikowany, ale nie zły, Benjamin - zmarszczył lekko brwi, wypowiadając każde słowo w miękki sposób, jakby to miało pomóc w złagodzeniu tego dziwnego napięcia. Nie podobało mu się, niemal go dusząc.
Nie podobało mu się też gadulstwo starszego chłopaka.
A jednak teraz za nim… tęsknił?
Wodził po nim wzrokiem, kiedy ten zwyczajnie w świecie po nim jechał w sposób tak niezrozumiały, że Kieran nie wiedział nawet co powinien powiedzieć. Ten wybuch złości był irracjonalny biorąc pod uwagę, że zaledwie kilka chwil wcześniej Benjamin się śmiał. Kieran przeanalizował ich spotkanie od początku, aż do teraz, jednak nie wychwycił niczego, co zwiastowałoby załamanie osobowości.
Pan H E T E R O, który w życiu nie spojrzałby na innego mężczyznę bo jak tak można!
Czy to właśnie o to w tym wszystkim chodziło? Że jego seksualność nie spełniała oczekiwań Thallmana?
Tylko co on miał do tego?
Westchnął, skupiając się na drodze. Zazwyczaj lubił prowadzić, jednak teraz czuł się przytłoczony, chcąc znaleźć się w domu jak najszybciej. Zerknął przelotnie na Benjamina, który ani razu nie zareagował, siedząc cicho. Jak nie on. Czy Kieran powinien przeprosić? Ale za co? Fałszywie rzucane słowa nie były tym, czego Thallman by chciał, a i prawnik nie potrafił ciskać nimi na prawo i lewo.
Poddał się więc milczeniu, które trwało do momentu zatrzymania pojazdu. Jednak nawet wtedy zdania wypowiadane przez Benjamina były dziwnie niekomfortowe. Ton głos, gniewne drżenie. Może powinien wezwać mu ubera?
Myśl ta zdawała się pojawić w jego głowie zbyt późno, bo już zdążyli wejść do domu. Dodatkowo poczuł się za niego w jakiś sposób odpowiedzialny. Wszak sam obiecał, że zabierze go do domu. Z chwilowym przystankiem w jego własnym.
-Jak ma się czegokolwiek nauczyć, nie rozumiejąc? Trochę nielogiczne. Od teorii po praktykę - stwierdził, pozwalając by zapach jego perfum zmieszany z alkoholem dotarł do jego nozdrzy, gdy się zbliżył. Może jednak nie był na niego aż tak zły, skoro postanowił złamać własne postanowienie?
…podobasz mi się.
Z całej tej paplaniny umysł wychwycił to jedno stwierdzenie, które wywołało delikatne drżenie w okolicach serca.
…podobasz mi się.
Niczym starożytne zaklęcie, którego znaczenia nie pojmował.
…podobasz mi się.
Utkwiło mu to na długo, odcinając od rzeczywistości. Umysł analizował. Czy to kolejny żart? Próba manipulacji? Chęć wyprowadzenia go z równowagi.
Z tym, że Burreau nie rozumiał.
-Benjamin… - zaczął, widząc, jak chłopak zaczyna się rozbierać. Nagość była normalna, ale bałagan, który tworzył działał Kieranowi na nerwy. - Mogłeś je chociaż poskładać - skomentował z niezadowoleniem, patrząc na rozrzucone ubrania. Zaraz jednak uwaga została pochłonięta przez roznegliżowanego gościa. Wzrok śledził mięśnie ciała, przyglądając się każdej krzywiźnie. Był dobrze zbudowany, znacznie bardziej wysportowany, niż blondyn.
-Jak chcesz - wyrzucił z siebie, bo co innego miał powiedzieć. Nie był głupi, wiedział, że nie uda mu się wyciągnąć Benjamina ze swojego łóżka. Tego samego, w którym spał zawsze wiedząc, że nigdzie indziej nie wyśpi się tak dobrze. - Idę pod prysznic - oznajmił, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Potrzebował zmyć z siebie ten chaos, który tylko się pogłębił. Thallman niczego nie ułatwiał, nie chcąc nawet tłumaczyć Kieranowi o co mu za każdym razem chodziło. Dlatego właśnie ludzie byli skomplikowani, nie potrafiąc się komunikować.
Rzucił raz jeszcze spojrzenie w stronę chłopaka, niknąc w łazience przylegającej do jego sypialni. Pozwolił, by woda o odpowiednio wyważonej temperaturze obmyła jego ciało, budząc go wystarczająco, by podjął decyzję o powrocie do wypracowania. Może uda mu się je skończyć, pomimo obecności chwilowego współlokatora.
Wrócił do sypialni z mokrymi włosami, z których powoli ściekała woda, zatrzymując się na materiale piżamy. Usiadł przy biurku oddalonym zaledwie kilkanaście centymetrów od łózka. Obecność Benjamina niemal krzyczała, zwracając na siebie uwagę.
-W pokoju gościnnym wyśpisz się bardziej, ja jeszcze trochę posiedzę. Poza tym… tam miałbyś czystą pościel - zauważył, starając się raz jeszcze przekonać milczącego chłopaka. - Długo masz zamiar być na mnie zły? - westchnął, przeczesując dłonią mokre włosy, którym daleko było aktualnie do perfekcyjności.

i can't understand u, even if i'm trying

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: sob lip 11, 2026 1:57 pm
autor: benjamin thallman
Nie spał. Nie mógł. Był tak cholernie zły, ze chciało mu się krzyczeć ze złości. Leżał nieruchomo, z twarzą częściowo wtuloną w poduszkę Kierana, i wsłuchiwał się w szum wody dobiegający zza drzwi łazienki. Pachniała nim. Oczywiście, że pachniała nim. Cały ten pierdolony pokój był przesiąknięty Burreau. Porządkiem i czymś... czego Benjamin nie potrafił nazwać, a co działało na niego bardziej, niż powinno. Nie rozumiał samego siebie, no bo przecież to nie było tak, że nie miał doświadczenia, ani z kobietami, ani z mężczyznami. Może tu chodziło o to, że mógł mieć przeważnie każdego na kogo miał ochotę. A teraz, gdy miał ochotę na Kierana to ten notorycznie mu odmawiał co tylko raniło jego ego? Ugh... Powinien zasnąć. Alkohol ciążył mu na powiekach, a ciało domagało się odpoczynku, ale umysł uparcie powtarzał wypowiedziane wcześniej słowa.

Podobasz mi się.

Co Ci odpierdoliło Thallman? Kurwa mać. Mógł się zamknąć. Mógł niczego nie mówić. Mógł po prostu pozwolić, żeby Kieran nadal uważał go za irytującego idiotę, który nie wiedział, kiedy przestać. Byłoby łatwiej. Usłyszał otwierające się drzwi, jednak nie odwrócił się od razu. Dopiero gdy usłyszał specyficzny dzwiek, który świadczył, że tamten usiadł przy biurku to delikatnie poruszył się uchylając jedno oko. Przez chwilę obserwował Kierana siedzącego przy biurku... a jego spojrzenie skupiało się tylko na jednym... Na tym jak jego mokre włosy opadały mu na czoło, pozbawiając go tej całej perfekcyjnej, wypracowanej prezencji. Wyglądał lepiej. Zdecydowanie zbyt dobrze. - W pokoju gościnnym nie ma ciebie - mruknął, zanim zdążył przemyśleć własne słowa. Zaraz skrzywił się lekko - no bo sam siebie chciał kopnąć za tę odpowiedź. Przewrócił się na plecy i spojrzał w sufit, przecierając twarz dłońmi. - Znaczy... nie o to mi chodziło - dodał szybko. - Chodziło mi o to, że już tu jestem i nie bede teraz urządzał pielgrzymki przez pół twojego pałacu, tylko dlatego, że książę Burreau wstydzi się dzielić ze mną łóżko. - Opuścił dłonie i spojrzał na niego spod zmrużonych powiek. - Poza tym twoja pościel jest czysta. Chyba że robisz tutaj jakieś rzeczy, o których nie wiem. - Uniósł brew i parsknął śmiechem pod nosem. Na pytanie Kierana przez chwilę nie odpowiedział. Odwrócił głowę w jego stronę, przypatrując mu się dłużej. Cholera jego jasna... te mokre kosmyki włosów, skupione spojrzenie, dłoń spoczywająca na blacie.. it did things to him okay? Benjamin nie wiedział, czego oczekiwał. Przeprosin? Zaprzeczenia? Może chciał usłyszeć, że jego dotyk wcale nie był aż tak niepożądany. - Nie wiem - przyznał w końcu ciszej. - Tak długo, aż ta cała sytuacja przestanie mnie wkurwiać.

Przesunął językiem po wewnętrznej stronie policzka, uciekając wzrokiem. - I nie jestem zły dlatego, że nie pozwoliłeś mi się dotykać. Możesz nie chcieć, jasne. Rozumiem zgodę i te wszystkie rzeczy, nie jestem pierdolonym zwierzęciem. - Przełknął ślinę, naciągając kołdrę wyżej. - Po prostu przez sekundę pomyślałem, że może... - urwał, marszcząc brwi. - Nieważne, co pomyślałem. - Odwrócił się ponownie na bok, tym razem przodem do Kierana. - Bardziej wkurwia mnie to, że wszystko traktujesz jak zadanie do rozwiązania. Jakbym był jakimś twoim pieprzonym eksperymentem, który musisz rozgryźć bo inaczej nie da Ci to spokoju. - Wyciągnął rękę spod kołdry i wskazał na niego palcem. - Nie musisz mnie rozumieć, Burreau. Czasami wystarczy, że po prostu coś poczujesz. - Zamilkł, nadal patrząc mu w oczy. - A teraz wyłącz tę cholerną lampkę i chodź spać. Obiecuję, że nie będę cię dotykał bez żadnej werbalnej zgody. - Już chciał być w domu, pogadać z Deanem o tej całej sytuacji, bo cholera. Nikt nigdy, aż tak nie uciekał od bycia blisko z nim. Może faktycznie powinien sobie odpuścić? Zacząć go ignorować i zakończyc tę i tak krótką znajomość, która najwidoczniej nie pisała się w jego kartach. Tak… od jutra zacznie traktować to jako przygodę z której będzie się śmiał ze swoimi kumplami z zespołu.

i just can't stand you

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: sob lip 11, 2026 8:42 pm
autor: Kieran Burreau
Pozwalał, by chłodna woda spływała leniwie po jego ciele, dając ukojenie duszy, która zdawała się nie rozumieć, podążając za zagubionym sercem. Budziło się do życia, waleczniejsze, niż przez ostatnich kilkanaście lat. Postanowiło toczyć bitwę z rozumem, który nie chciał dopuścić go do słowa. Mogłoby powiedzieć zbyt wiele, wywracając uporządkowane życie do góry nogami. Teraz było bezpiecznie, było znajomo i przewidywalnie. Wprowadzenie chaosu wiązało się z nieoczekiwanymi konsekwencjami. Nieznanym, na które nie był gotowy. Blokował więc uczucia, podobnie jak blokowało się wannę tuż przed jej napełnieniem.
Odetchnął, czując się bardziej rozluźnionym. Wraz ze strużkami wody spływało napięcie, które narastało podczas spotkania z Benjamine. Dzisiejszego, wcześniejszego. Chłopak wprawiał w drgania strefy organizmu, do których wcześniej Burreau nie przywiązywał wagi. Były dodatkiem do całości. I to w dużej mierze go przerażało, dając do zrozumienia, że nie znał siebie.
…podobasz mi się.
Te słowa nie chciały dać mu spokoju. Nie można było wypowiadać ich z taką łatwością; nie kiedy miały stanowić prawdę. Przymknął oczy przypominając sobie wyraz twarzy chłopaka, kiedy je mówił. Czy dostrzegł jakieś emocje? Błysk w oku świadczący o jednym z żartów, które trzymały się Thallmana? Nikły uśmieszek, który wkradał się na jego twarz, ilekroć stawał na wprost Kierana. Nie potrafił odpowiedzieć, zbyt wtedy skupiony na samym zdaniu, usilnie próbując je rozszyfrować. Zrzucał wszystko na alkohol, który wypił Benjamin. Wiedział, że procenty potrafiły zmienić spojrzenie na rzeczywistość, przeinaczając intencje osoby pijanej. Pchał do irracjonalnych zachowań, których w żaden sposób nie dało się inaczej wyjaśnić.
Alkohol wyciągał też prawdę, której na trzeźwo człowiek nie chciał przyjąć.
Skołowany równie mocno, jak wcześniej, nie uzyskawszy żadnej odpowiedzi na wirujące w głowie pytania, wrócił do pokoju, a wzrok samoistnie powędrował ku skrytej pod kołdrą sylwetce. Prześlizgnął się po niej spojrzeniem, skupiając się na reakcjach własnego ciała.
Co powinien zrobić?
Nie wiedział, a jedyną ucieczką od tego mogła być nauka. Wypracowanie czekało, nie będąc tak łaskawym, by samoistnie się napisać. Zgarnął ubrania chłopaka, odkładając je na komodę. Bałagan działał na niego drażniąco.
Wziął do ręki pióro, skupiając się na literach. Dłoń zamarła w połowie zdania, gdy do uszu doleciały słowa, które ponownie rozproszyły spokój powoli wracający do umysły młodego prawnika. Wpatrywał się w litery, nie widząc ich.
W pokoju gościnnym nie ma ciebie.
Zmarszczył lekko brwi. Rozum był bezlitosny, łapiąc się każdej możliwości, by stłamsić emocje. Przecież nie mogło być go w innym pomieszczeniu, skoro był tutaj, prawda? Nielogiczne zdanie, które nie powinno ani na chwilę powstrzymać go od dokończenia pracy.
…nie ma ciebie.
Coś drgnęło, cholernie irytująco. Serce przeskoczyło jedno bicie, zmuszając Kierana do spojrzenia na Benjamina. Obserwował jego profil, tak ładnie zarysowany. Jak dziwnie było patrzeć na obcą sylwetkę znajdującą się w łóżku, w którym do tej pory leżał tylko on.
-Jeśli będę spał obok kogoś, nie wyśpię się. Ludzie mają tendencję do niekontrolowanego rzucania się podczas snu, a ty wyglądasz jakbyś wyjątkowo potrzebował spokojnego - stwierdził logicznie. Jak zawsze. Jednak tym razem w umyśle pojawiła się blada, niechciana myśl, że być może właśnie tak wyglądały reakcje obronne. - Nie, nie uprawiałem w nim seksu, jeśli to sugerujesz. Bardziej chodziło mi o zarazki. Ostatecznie spałem tu jeszcze dzisiaj rano - stwierdził. Pościel zmieniał co trzy dni, a raczej robiła to nowa gospodyni, która wyjątkowo dbała, by sprostać wymaganiom rodziców Kierana. Tylko czy ta informacja miałaby jakieś znaczenie?
Kiedy ich wzrok się spotkał, nie potrafił odwrócić głowy. Coś w spojrzeniu Thallmana zmuszało go do wytrwania. Hipntoyzowało, niczym oprawca swoją ofiarę. Z tej odległości i w tym świetle nie widział iskierek buszujących po jego tęczówkach, ale umysł potrafił odtworzyć obrazy tak dobrze zapamiętane. Czy teraz też tam były? Pasowały do niego znacznie bardziej niż mgła, którą dostrzegł podczas wybuchu w parku.
-Po raz kolejny to robisz, Benjamin. Chcesz czegoś ode mnie - może zaprzeczenia, odpowiedzi - ale sam nie wiesz, czego właściwie. Mówisz, że ja jestem skomplikowany, ale ty wcale nie jesteś prostszy - westchnął, ponownie patrząc na kartkę papieru, która nie była zapisana nawet w połowie. Nie skończy tego. Zaraz musiał iść spać, bo niewyspanie było wyjątkowo niekorzystne. Może zrezygnuje z porannego biegu, w spokoju dopisując brakujące stwierdzenia. Coś bowiem mówiło mu, że Benjamin do rannych ptaszków nie należał.
Odłożył pióro, obracając fotel tak, by znaleźć się na wprost Benjamina.
-Będę wdzięczny, kiedy następnym razem dokończysz zdanie. Nie lubię tych niedopowiedzianych - stwierdził. Co miał na myśli? Co pojawiło się w jego głowie przez sekundę? Tak mało czasu, a jednak mogło tyle przynieść. Kieran chciał wiedzieć. Coś mówiło mu, że to było istotne i kiedy już prawie miał złapać odpowiedź, ta wymknęła mu się, pozostawiając niesmak i mnóstwo myśli. Tak działały niedopowiedzenia. Chciało się je uzupełnić, ale człowiek nigdy miał się nie dowiedzieć, czy miał rację w swoich przypuszczeniach.
-Uczę się ludzi. W dzieciństwie nie miałem z nimi zbyt wiele do czynienia i nie zawsze ich rozumiem. Ale chcę i się staram - odpowiedział szczerze, wzrokiem śledząc twarz, która powoli wyrywała się w umyśle na stałe. - Chcę nauczyć się też ciebie. I cię zrozumieć. Nie widzę w tym niczego złego. To jak, sam nie wiem, nadrabianie zaległości - dodał. Nie mówił o sobie często, pozostawiając swoją przeszłość dla siebie. A jednak teraz, z jakiegoś powodu słowa przychodziły tak łatwo. Czy był aż tak zmęczony?
-Ale… jak mam czuć nie rozumiejąc? - Z ust wydobył się szept, który nie pasował do całości. Nie uciekał wzrokiem, kiedy Benjamin mierzył go własnym. Nie poruszył się, patrząc na niego, ogarniając chaos w głowie. Czucie nie było jego mocną stroną. Ojciec skrupulatnie powtarzał mu, że emocje były słabością. Miał teraz ją okazać, spełniając życzenie swojego pijanego gościa?
Słysząc zaproszenie, na chwilę się zawahał. Zazwyczaj pewien swoich gestów, swoich reakcji i zachowań, zamarł, walcząc ze sobą. Dłoń zacisnęła się lekko w pięść, dając wyraz wewnętrznej rozterce. Starły się dwa pragnienia - chęć wyspania się jak zawsze oraz ciekawość zobaczenia jak to jest, kiedy razem z nim obok zasypiał ktoś jeszcze.
Wstał, przeczesując włosy, które nie mogły już być w większym nieładzie.
-Nie będę ci przeszkadzał, prześpię się w gościnnym. Dobranoc, Benjamin.
Umysł wygrał. Chłopak wyszedł z pokoju, gasząc światło. Nie wyśpi się. Nie spał nigdzie poza swoim łóżkiem, a każda noc chociażby w hotelu doprowadzała go do szału, skutkując jedynie rzucaniem się na boki.
Położył się, długo nie mogąc zasnąć. Nie ta twardość materaca, nie ta miękkość pościeli, nie ten zapach. Brakowało mu czegoś, co zostało w jego własnej sypialni. Przymknął oczy, odpływając ostatecznie, z widmem koszmaru, który go nawiedzał co noc.
Po godzinie ciało się obudziło, chociaż umysł zamknięty był w sennej klatce. Usiadł, czując usilną potrzebę znalezienia brakującego elementu. Nieświadomy własnych ruchów, przekonany, że znajduje się w krainie fantazji, wyszedł z sypialni gościnnej, udając się do pokoju obok. To było znane, to było jego. Szedł cicho, automatycznie kierując się do swojego łóżka. Wsunął się do niego, nie rejestrując, że znajdowało się tam coś jeszcze.
Poczucie bezpieczeństwa, którego potrzebował.

let me dream next to you

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: czw lip 23, 2026 1:11 am
autor: benjamin thallman
Słuchał go w milczeniu.

Co już samo w sobie powinno być pierwszym ostrzeżeniem, bo Thallman rzadko kiedy milczał. Zazwyczaj miał odpowiedź na wszystko. Tym razem jednak tylko leżał na boku, z policzkiem wtulonym w poduszkę, i patrzył na Kierana spod ciężkich, zmęczonych powiek. Naprawdę chciał go zrozumieć, ale alkohol zdecydowanie nadal mieszał mu w głowie i nie mógł w stu procentach pojąć, o co do kurwy nędzy blondynowi chodziło. Przez moment miał ochotę coś powiedzieć. Miał na końcu języka kilka ostrych tekstów. Coś o tym, że nie był jego projektem badawczym, coś o tym, że jeśli Burreau najpierw potrzebuje zrozumieć, żeby poczuć, to może wcale nie powinien wychodzić do ludzi.
Ale nie powiedział nic.
Tylko wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilę, nie uśmiechając się. A kiedy Kieran wstał i stwierdził, że prześpi się w gościnnym, Benjamin nawet nie drgnął. Po prostu odwrócił wzrok, a gdy blondyn wyszedł, zacisnął tylko zęby tak mocno, że aż zabolała go szczęka. Nie zdziwiło go to. Właściwie wkurwiało go to, że wcale go to nie zdziwiło. Przewrócił się na drugi bok, naciągając kołdrę aż pod brodę. Pachniała Kieranem. Był to przyjemny zapach, który nawet nie wiedział kiedy, zaczął dziwnie łechtać jego duszę. Zamknął oczy i zasnął. Od jutra będzie miał wyjebane. Naprawdę.

Kiedy po jakimś czasie drzwi znowu uchyliły się cicho, Benjamin nie otworzył oczu od razu. Usłyszał kroki, a potem poczuł, jak materac ugina się obok niego. Dopiero wtedy uchylił powieki. Kieran wsunął się do własnego łóżka, jakby robił to przez sen, lub może zmienił zdanie i jednak miał ochotę na jakieś dotykanie się w środku nocy? Jezu, o czym ty myślisz Thallman. Miał ochotę przeklnąć się w myślach za to, że nawet teraz miał takie myśli. Kurwa, po prostu chciał poczuć, że ten księżniczkowaty blondyn jednak się nim interesował, że nie było to żadne jego widzimisię, ani nic z tych rzeczy. Już dawno Benjamin nie czuł czegoś takiego. Takiego niewyjaśnionego zaintersowania drugą osobą, do tego stopnia, że był skłonny znosić tamtego komentarze, jakieś dziwne insynuacje rzucane w jego kierunku. Thallman pomimo zachowywania się jak skończona szmata... naprawdę miał uczucia i zależało mu na ludziach, którzy byli blisko niego. Może ostatnimi czasy odwalało mu troszeczkę barzdiej niż zwykle, ale co mu się dziwić? Chłopak dowiedział się, że tracił słuch... najważniejszy zmysł w jego całym życiu, a teraz... Teraz spędzał swój wolny wieczór w łóżku chłopaka, który na każdym kroku lubił mu przypominać o tym, że jednak nie jest tak zajebisty jak mu się to wydawało. OUCH DO JEGO EGO, HUH?

Thallman przechylił głowę i patrzył na Kierana przez kilka sekund. Nie odezwał się. Nie skomentował, że jednak książę Burreau wrócił do swojej wieżyczki. Tylko westchnął głośno i odwrócił głowę w drugą stronę i zamknął oczy, udając, że śpi. Nawet kiedy ciepło Kierana zaczęło powoli docierać dojego plecow nie poruszył się ani o centymetr. Po chwili jednak nie mógł przestać myśleć o tym, że ten tak bezczelnie tutaj wparował, kiedy dał mu cały wykład jakieś, nie wiem, kilka godzin wcześniej. - Kieran? - mruknął cicho.

Brak odpowiedzi.

Westchnął głośno, odwracając się i wpatrując w śpiącego chłopaka. Przez moment nie poruszył nawet palcem. Oddychał płytko, przyglądając się twarzy Kierana, która w ciemności wyglądała jakoś inaczej. Mokre wcześniej włosy zdążyły przeschnąć, nadając mu ten uroczy, bałaganiarski wygląd. - Unfuckingbelievable - wymamrotał pod nosem. - Za dnia nie dotykaj mnie, Benjamin, przestrzeń osobista, Benjamin, ludzie rzucają się przez sen, Benjamin, a w nocy sam wchodzisz mi do łóżka jak jakiś zboczeniec. - Powinien go obudzić, ale Kieran wyglądał tak spokojnie. Nie chciał mu przeszkadzać. I Benjamin, choć był zły i nadal trochę pijany, nie potrafił tego wykorzystać. Westchnął ciężko, opadając z powrotem na poduszkę. - Jesteś najgorszym człowiekiem, jakiego poznałem - szepnął w ciemność, ale nie było w tym prawdziwej złości, a raczej kujaca bezradność. - Przysięgam, najgorszym. - Odwrócił się bokiem do niego, wysuwając dłoń delikatnie, żeby położyć ją na jego klatce piersiowej. Przesunął głowę bliżej, wystarczająco, by poczuć ciepło jego ciała. Zacisnął szczękę. Przez chwilę walczył ze sobą, po czym odsunal dłon która leżała na jego klatce piersiową, chwycił kołdrę i bardzo ostrożnie naciągnął ją wyżej na jego ramię. - Widzisz? - mruknął ciszej,- Potrafię być grzeczny.

Przyglądał się jego twarzy, którą teraz obejmował blask księżyca i...

Cholera.
Był piękny.

Przymknął oczy, próbując zasnąć, ale obecność Kierana obok sprawiała, że cały był dziwnie świadomy. Każdego oddechu... Dopiero po dłuższej chwili oddech Benjiego zaczął się uspokajać. - Czemu mi to robisz? - zapytał bezradnie, zanim wsunął ramię pod głowę i wpatrzył się w sufit. Po chwili uśmiechnął się krzywo do samego siebie i mruknął, - What a night, eh?

beautiful boy