knight to e3
: czw lip 02, 2026 5:31 pm
Numer
Anthony Bellore jadł kanapkę w wypożyczonym samochodzie zaparkowanym przed dworcem kolejowym na przedmieściach nowojorskiego Buffalo. O tej porze zwykle tego nie robił, żeby zostawić miejsce na rodzinną kolację, ale coraz więcej wskazywało, że tym razem się na nią spóźni. Oto bowiem pociąg, którym podróżowała redaktor Roderick, zaliczył na granicy blisko półtoragodzinny postój i dopiero teraz wjeżdżał na peron, więc już na samym starcie brakowało im kilkudziesięciu minut, których Tony nie przewidział w swoim planie.
Tony nie przewidział ich w swoim planie, bo ciągle naiwnie zakładał, że ten po prostu musi powieść się – tak jak go sobie rozpisał – od „a” do z” i że nic nie jest w stanie mu przeszkodzić. W końcu – jak mógłby myśleć inaczej, skoro jak dotąd wszystko układało się po jego myśli i nie było mowy o jakichkolwiek przeszkodach. Dość byłoby powiedzieć, że Northbridge Solutions udało się rozpracować jednym telefonem, ale i zorganizowanie spotkania Love z Malarzem okazało się wręcz bułką z masłem; ukryty w przygranicznym mieście świadek już tak bardzo znudził się bezczynnością, że nawet rozmowa z pismakiem (to jego słowa) brzmiała jak doskonała rozrywka i wkrótce sam zaczął na nią naciskać. I to jeszcze zanim dowiedział się, że nie chodzi o żadnego nudziarza w okularach, tylko ładną panią z telewizji, którą jeszcze do niedawna oglądał w wieczornych programach. W każdym razie – najtrudniejsza była logistyka, bo podróż do Buffalo należało zorganizować w taki sposób, aby nikt nigdy nie mógł im zarzucić, żeby odbyli ją razem. Ich współpraca musiała pozostać tajemnicą tak długo, jak tylko było to możliwe i nie można było się wyłożyć już na samym starcie. Stąd ten pociąg, wypożyczony samochód, komunikatory włączane na publicznym wifi czy powrót tego samego dnia. Mieli być parą duchów i nie pozostawić po sobie żadnego śladu.
Ponieważ większość pasażerów wysiadła na głównym dworcu w Buffalo, wypatrzenie Love spośród grupki ludzi opuszczających malutką stację w Depew nie sprawiło Anthony’emu żadnego problemu. Otworzywszy drzwi wynajętego forda (taurusa w ohydnym brązie), wychylił się i pomachał do niej ręką, w której trzymał kanapkę, a potem znów wcisnął się w fotel kierowcy i uważnie przyglądał się jej, gdy zbliżała się do auta. Wyglądała na trochę zmęczoną, trochę znudzoną i trochę wściekłą(czyli była głodna), więc odezwał się pierwszy, kiedy tylko pociągnęła za klamkę.
– Tylko nie trzaskaj drzwiami. Nie wiem, co tu może odpaść. – Kiwnął wymownie głową za siebie, jakby chciał, żeby na własne oczy zobaczyła, z czym mieli do czynienia. Wbrew pozorom – wcale nie było tak źle, ale Bellore już za bardzo przyzwyczaił się do wygody i luksusu, żeby nie kpić z zaniedbanej tapicerki albo ciasnoty. – Założyłem, że nie zostałaś weganką, czy coś w tym stylu – powiedział, gdy już zastygła w fotelu pasażera, układając jej na kolanach papierową torbę, po którą sięgnął na tylną kanapę. – Czekała jakieś pół godziny. Powinna być jeszcze ciepła – kiwnął głową, razem z Love przyglądając się nadrukowi z logo knajpy, w której Tony zamówił kanapki. – Jesteśmy już trochę za bardzo spóźnieni, więc musisz zjeść po drodze. Kiedy ostatnio byłaś w zoo? – Bellore dokończył jedzenie i czując na sobie jej spojrzenie, wymownie wzruszył ramionami. To nie oni dyktowali warunki. Musieli się dostosować.
Love Roderick
Anthony Bellore jadł kanapkę w wypożyczonym samochodzie zaparkowanym przed dworcem kolejowym na przedmieściach nowojorskiego Buffalo. O tej porze zwykle tego nie robił, żeby zostawić miejsce na rodzinną kolację, ale coraz więcej wskazywało, że tym razem się na nią spóźni. Oto bowiem pociąg, którym podróżowała redaktor Roderick, zaliczył na granicy blisko półtoragodzinny postój i dopiero teraz wjeżdżał na peron, więc już na samym starcie brakowało im kilkudziesięciu minut, których Tony nie przewidział w swoim planie.
Tony nie przewidział ich w swoim planie, bo ciągle naiwnie zakładał, że ten po prostu musi powieść się – tak jak go sobie rozpisał – od „a” do z” i że nic nie jest w stanie mu przeszkodzić. W końcu – jak mógłby myśleć inaczej, skoro jak dotąd wszystko układało się po jego myśli i nie było mowy o jakichkolwiek przeszkodach. Dość byłoby powiedzieć, że Northbridge Solutions udało się rozpracować jednym telefonem, ale i zorganizowanie spotkania Love z Malarzem okazało się wręcz bułką z masłem; ukryty w przygranicznym mieście świadek już tak bardzo znudził się bezczynnością, że nawet rozmowa z pismakiem (to jego słowa) brzmiała jak doskonała rozrywka i wkrótce sam zaczął na nią naciskać. I to jeszcze zanim dowiedział się, że nie chodzi o żadnego nudziarza w okularach, tylko ładną panią z telewizji, którą jeszcze do niedawna oglądał w wieczornych programach. W każdym razie – najtrudniejsza była logistyka, bo podróż do Buffalo należało zorganizować w taki sposób, aby nikt nigdy nie mógł im zarzucić, żeby odbyli ją razem. Ich współpraca musiała pozostać tajemnicą tak długo, jak tylko było to możliwe i nie można było się wyłożyć już na samym starcie. Stąd ten pociąg, wypożyczony samochód, komunikatory włączane na publicznym wifi czy powrót tego samego dnia. Mieli być parą duchów i nie pozostawić po sobie żadnego śladu.
Ponieważ większość pasażerów wysiadła na głównym dworcu w Buffalo, wypatrzenie Love spośród grupki ludzi opuszczających malutką stację w Depew nie sprawiło Anthony’emu żadnego problemu. Otworzywszy drzwi wynajętego forda (taurusa w ohydnym brązie), wychylił się i pomachał do niej ręką, w której trzymał kanapkę, a potem znów wcisnął się w fotel kierowcy i uważnie przyglądał się jej, gdy zbliżała się do auta. Wyglądała na trochę zmęczoną, trochę znudzoną i trochę wściekłą
– Tylko nie trzaskaj drzwiami. Nie wiem, co tu może odpaść. – Kiwnął wymownie głową za siebie, jakby chciał, żeby na własne oczy zobaczyła, z czym mieli do czynienia. Wbrew pozorom – wcale nie było tak źle, ale Bellore już za bardzo przyzwyczaił się do wygody i luksusu, żeby nie kpić z zaniedbanej tapicerki albo ciasnoty. – Założyłem, że nie zostałaś weganką, czy coś w tym stylu – powiedział, gdy już zastygła w fotelu pasażera, układając jej na kolanach papierową torbę, po którą sięgnął na tylną kanapę. – Czekała jakieś pół godziny. Powinna być jeszcze ciepła – kiwnął głową, razem z Love przyglądając się nadrukowi z logo knajpy, w której Tony zamówił kanapki. – Jesteśmy już trochę za bardzo spóźnieni, więc musisz zjeść po drodze. Kiedy ostatnio byłaś w zoo? – Bellore dokończył jedzenie i czując na sobie jej spojrzenie, wymownie wzruszył ramionami. To nie oni dyktowali warunki. Musieli się dostosować.
Love Roderick