Strona 1 z 2

knight to e3

: czw lip 02, 2026 5:31 pm
autor: anthony bellore
Numer

Anthony Bellore jadł kanapkę w wypożyczonym samochodzie zaparkowanym przed dworcem kolejowym na przedmieściach nowojorskiego Buffalo. O tej porze zwykle tego nie robił, żeby zostawić miejsce na rodzinną kolację, ale coraz więcej wskazywało, że tym razem się na nią spóźni. Oto bowiem pociąg, którym podróżowała redaktor Roderick, zaliczył na granicy blisko półtoragodzinny postój i dopiero teraz wjeżdżał na peron, więc już na samym starcie brakowało im kilkudziesięciu minut, których Tony nie przewidział w swoim planie.
Tony nie przewidział ich w swoim planie, bo ciągle naiwnie zakładał, że ten po prostu musi powieść się – tak jak go sobie rozpisał – od „a” do z” i że nic nie jest w stanie mu przeszkodzić. W końcu – jak mógłby myśleć inaczej, skoro jak dotąd wszystko układało się po jego myśli i nie było mowy o jakichkolwiek przeszkodach. Dość byłoby powiedzieć, że Northbridge Solutions udało się rozpracować jednym telefonem, ale i zorganizowanie spotkania Love z Malarzem okazało się wręcz bułką z masłem; ukryty w przygranicznym mieście świadek już tak bardzo znudził się bezczynnością, że nawet rozmowa z pismakiem (to jego słowa) brzmiała jak doskonała rozrywka i wkrótce sam zaczął na nią naciskać. I to jeszcze zanim dowiedział się, że nie chodzi o żadnego nudziarza w okularach, tylko ładną panią z telewizji, którą jeszcze do niedawna oglądał w wieczornych programach. W każdym razie – najtrudniejsza była logistyka, bo podróż do Buffalo należało zorganizować w taki sposób, aby nikt nigdy nie mógł im zarzucić, żeby odbyli ją razem. Ich współpraca musiała pozostać tajemnicą tak długo, jak tylko było to możliwe i nie można było się wyłożyć już na samym starcie. Stąd ten pociąg, wypożyczony samochód, komunikatory włączane na publicznym wifi czy powrót tego samego dnia. Mieli być parą duchów i nie pozostawić po sobie żadnego śladu.
Ponieważ większość pasażerów wysiadła na głównym dworcu w Buffalo, wypatrzenie Love spośród grupki ludzi opuszczających malutką stację w Depew nie sprawiło Anthony’emu żadnego problemu. Otworzywszy drzwi wynajętego forda (taurusa w ohydnym brązie), wychylił się i pomachał do niej ręką, w której trzymał kanapkę, a potem znów wcisnął się w fotel kierowcy i uważnie przyglądał się jej, gdy zbliżała się do auta. Wyglądała na trochę zmęczoną, trochę znudzoną i trochę wściekłą (czyli była głodna), więc odezwał się pierwszy, kiedy tylko pociągnęła za klamkę.
Tylko nie trzaskaj drzwiami. Nie wiem, co tu może odpaść. – Kiwnął wymownie głową za siebie, jakby chciał, żeby na własne oczy zobaczyła, z czym mieli do czynienia. Wbrew pozorom – wcale nie było tak źle, ale Bellore już za bardzo przyzwyczaił się do wygody i luksusu, żeby nie kpić z zaniedbanej tapicerki albo ciasnoty. – Założyłem, że nie zostałaś weganką, czy coś w tym stylu – powiedział, gdy już zastygła w fotelu pasażera, układając jej na kolanach papierową torbę, po którą sięgnął na tylną kanapę. – Czekała jakieś pół godziny. Powinna być jeszcze ciepła – kiwnął głową, razem z Love przyglądając się nadrukowi z logo knajpy, w której Tony zamówił kanapki. – Jesteśmy już trochę za bardzo spóźnieni, więc musisz zjeść po drodze. Kiedy ostatnio byłaś w zoo? – Bellore dokończył jedzenie i czując na sobie jej spojrzenie, wymownie wzruszył ramionami. To nie oni dyktowali warunki. Musieli się dostosować.

Love Roderick

knight to e3

: sob lip 04, 2026 3:30 pm
autor: Love Roderick
ciuch

Burza w głowie Love Roderick wcale nie malała. Ani trochę! Właściwie z każdym dniem, każdą stroną raportu, którą czytała jeszcze raz i jeszcze… i następny! Te kartki, daty, nazwiska (a raczej pseudonimy) i wydarzenia zaczynały jej się mieszać, ale przede wszystkim – nie chciały wyjść jej z głowy. I wiedziała, że to nic dobrego, że jeśli nie zrobi kroku w tył albo nie zwolni – oszaleje. Jednocześnie czuła jakąś głupią wewnętrzną potrzebę jak najszybszego doprowadzenia tego do końca… rosnącą presję, że to od niej coś zależało. I niestety tym razem to naprawdę mogło być ludzkie życie i to nie jest świadomość, z którą dobrze funkcjonuje się samotnej dwudziestoośmiolatce. Spotkanie z mężczyzną, z którym umówił ją Anthony jednocześnie ją przerażało i ekscytowało. Czuła, że to jakiś poważny krok i przełom, że może po tej rozmowie wszystko stanie się jasne i proste… ehe, na pewno! Na pewno.
Szkoda tylko, podekscytowana tym wszystkim zapomniała jak szczerze nienawidzi podróżować pociągami. W samolotach mogła spędzić długie godziny, ale w pociągu? Ugh. Umierała z nudów. Z przegrzania. Albo zimna. Odpadał jej tyłek. Cierpły jej nogi. Nie mówiąc o tym, że toalety w pociągach absolutnie ją przerażały. Generalnie wszystko, co złe i najgorsze – to właśnie pociągi. Jeśli dodać do tego opóźnienie? Ugh. Była bliska, żeby po prostu wysiąść, rzucić tym wszystkim i wrócić do Toronto. Tylko głosik z tyłu głowy ciągle uparcie powtarzał jej, że chodzi o coś więcej, że w tym wszystkim chodzi o coś więcej. Więc siedziała na swoim miejscu aż dotarła do odpowiedniej stacji.
Za Bellore nie musiała się rozglądać długo i szczególnie intensywnie. Spojrzała na niego i przeklęła pod nosem za pierwszą myśl, która pojawiła się w jej głowie. Szlag by to trafił. Ale jak zawsze potrafiła takie rzeczy zachować dla siebie, a zresztą miała dużo więcej powodów do niezadowolenia, więc nie powinien połączyć kropek.
- Jest wynajęte na twoje nazwisko? Obstawiam, że nie, więc czym się przejmujesz? – wzruszyła ramionami i zamknęła za sobą drzwi. Starając się nie trzaskać, ale wiadomo… wyszło jak wyszło. Nie przeprosiła. I spojrzała na torbę, która wylądowała na jej kolanach. Brew drgnęła jej wymownie – I tym razem to faktycznie coś do jedzenia, a nie supertajny telefon? – czuła jednak na udach, że zawartość torby była letnia, więc po prostu ją odpakowała – Następnym razem nie zapominaj o frytkach. – bo cóż… nie została weganką, ale jednocześnie była tą, która zawsze zamawiała frytki. No a przynajmniej zawsze, gdy miała ku temu okazję – niezależnie, czy był to średniej jakości fastfood, czy room service w hotelu, za który płacił Bellore – I nie pamiętam, chyba dawno… pewnie mogłabym cię uraczyć wzruszającą historią o tym, że ostatni raz, gdy moja matka jeszcze żyła. – czyli naprawdę dawno. Na szczęście na takich emocjach grała rzadko – Spotykamy się z nim w zoo? Przy zagrodzie dla lwów, żeby dać mu do zrozumienia, że jak nam nie pomoże to skończy podobnie do ich obiadu, czy w jakimś creepy terrarium, żeby było ciemno i chłodno dla podtrzymania klimatu? – była złośliwa, odrobinkę! Ale przecież wiedział, że sobie zasłużył! Chociażby tym, że kazał jej tu przyjechać pociągiem – Gdzie dzisiaj jesteś? Oficjalnie?



anthony bellore

knight to e3

: pn lip 06, 2026 5:54 pm
autor: anthony bellore
Co zrobić – „kiedy wejdziesz między wrony” i tak dalej; Anthony Bellore grał tę partię poza protokołem, dlatego zachowanie dyskrecji było sprawą priorytetową, a jej podróż pociągiem – kolejną sztuczką ze szpiegowskiego kapelusza, do którego zaglądał dzięki znajomościom zrobionym podczas pracy dla fundacji. Poza tym – bez przesady. Love przyszła na gotowe – musiała jedynie odebrać ze skrytki kupione już wcześniej bilety i w samym centrum Toronto wsiąść do pociągu, który miał ją zawieźć na jankeską stronę Niagary, a potem na przedmieścia Buffalo. Nawet jeśli nie lubiła jeździć koleją, to przecież mogło być dużo gorzej – podejrzana furgonetka, autokar bez klimatyzacji, rozklekotany sedan-uber albo – o zgrozo – miejsce pasażera w jego samochodzie.
Ale niech będzie – gdyby Anthony jej w to nie wplątał, Love nie musiałaby się nad tym zastanawiać, więc jeśli ktokolwiek miał prawo narzekać na swoją podróż, to tylko ona. Zresztą… W gruncie rzeczy doceniał, że podeszła do tego w taki sposób – to znaczy, że nie zadawała zbędnych pytań, nie negocjowała ani nie marudziła, tylko pogodziła się ze swoim losem i dzielnie znosiła jego przeciwności na czele z opóźnieniem, zimnem i cierpnącymi nogami. To dlatego jakoś mniej zastanawiał się nad swoim honorem w kwestii przywitania jej kanapką (ależ gest, kto by pomyślał). Po wiadomości o hotelu powinien być chociaż odrobinkę obrażony. Ot tak, dla zasady. Bo przecież wcale się tego nie bała.
Tymczasem jednak mieli na głowie ważniejsze rzeczy.
Bez znaczenia. Ktoś i tak musiałby… – Zamilkł akurat w momencie, w którym zamykała drzwi. – … Za to zapłacić. A podpis pod rachunkiem za naprawę… Naprawę czegośtam trochę kłóci się z ideą nie zostawiania śladów, więc niczego nie popsujmy, okay? Okay? – „Okay?” powtórzył jeszcze ze dwa razy – aż Love od niechcenia kiwnęła głową albo bąknęła jakieś prawie niezrozumiałe „aha” znad papierowej torby z jedzeniem. – Ty i te twoje frytki – prychnął pod nosem i parę razy z niedowierzaniem potrząsnął głową na boki. Nawet jeśli teraz robiła to prawdopodobnie tylko, żeby ukryć stres (bo tak sądził – że miała tremę), to i tak było w tym coś uroczego; coś, co mu się w niej kiedyś podobało – że w przeciwieństwie do niego nie miała takich oporów przed byciem sobą i na przykład jadła to, na co miała ochotę. – Przestań z tymi filmowymi pomysłami – odezwał się dopiero po krótkiej chwili. Chyba naprawdę rzadko uciekała się do takich opowieści, bo Bellore zgłupiał i nie od razu wiedział, jak powinien potraktować jej słowa; czy Love potrzebowała pogadać, czy żaliła się na biznesowy charakter ich kontaktów, czy jednak rzuciła to mimochodem, bez oglądania się przez ramię. Dobrze, że gonił ich czas. – Chodzi o to, żebyśmy nie wiedzieli, gdzie ukrywa się na co dzień. Wiesz, w razie czego – gdyby coś poszło nie tak. Sama sobie odpowiedz na pytanie, czy się o nas troszczą, czy jednak nie mają do nas zaufania – wytłumaczył, siląc się na żartobliwy ton, ale jednak to rozżalenie najmocniej wybrzmiewało z jego słów. To nie było panowanie nad sytuacją i nie bardzo mu się to podobało. – Na zlocie Związku Weteranów z Niagara Falls. Zjadłem oficjalne śniadanie, a teraz… – Anthony przelotnie zerknął na zegarek. – O, pięć minut temu skończyłem słuchać obrad. Jeszcze kolacja i do domu – parsknął, kręcąc głową na boki. Co ciekawe – wcale się z tym nie krępował. Przy niej przecież nie musiał. – A ty? – Zapytał, rzucając jej krótkie spojrzenie zaraz po tym, jak przekręcił kluczyk w stacyjce i auto powoli wytoczyło się z miejsca parkingowego na alejkę. – Na pewno wyłączyłaś telefon zanim wsiadłaś do pociągu, tak? – Był pewien, że to zrobiła (i gotów, że się o to oburzy), ale hej – musiał się upewnić. Zwłaszcza, że nie bardzo wiedział, o czym z nią mówić. Według nawigacji czekało ich przynajmniej 40 minut drogi. To za długo, żeby milczeć.

Love Roderick

knight to e3

: śr lip 08, 2026 9:52 pm
autor: Love Roderick
Nie zadawała zbędnych pytań… może to był właśnie błąd. Bo przecież powinna? Czy jej dziennikarska natura – jeśli ją w ogóle miała – nie powinna właśnie tak działać? Czy nie powinna go zalewać mnóstwem dodatkowych pytań? Wątpliwości? Bo to nie tak, że ich nie miała… nienie. W głowie Love Roderick działo się bardzo dużo, ale odgrywała swoją oscarową rolę udając, że znosiła to wszystko bardzo dojrzale. Więc, gdy dostała bilety na konkretny pociąg… po prostu w niego wsiadła. Poza wszelkimi niewygodami wreszcie miała też czas poczytać coś dla przyjemności – bo jednak głupio byłoby w publicznym środku transportu wyciągać do wertowania tajne dokumenty rządowe. Postawiła więc na książki. Albo poradnik… Jak nie dać się owinąć na mały paluszek. Znowu..
- W takich sytuacjach płacisz gotówką trochę więcej niż wynoszą koszty naprawy i nagle nikt nie pamięta o podpisach. Mało tego… nie pamiętają kim byłeś i jak wyglądałeś. Biały po czterdziestce, czy dwudziestoletni czarny? Trudno stwierdzić. – wzruszyła ramionami, bo naprawdę… żeby ona musiała mu takie rzeczy tłumaczyć? Chociaż z drugiej strony wydawało jej się, że wcale nie musiała… to on po prostu musiał zwrócić jej uwagę. Może przyzwyczajenie? Od kiedy się z nią nie spotykał miał więcej czasu z rodziną, a dzieciaki trzaskały drzwiami? Jakkolwiek źle by to nie brzmiało. I wzruszyła tylko wymownie ramionami w odpowiedzi na jego okay, ale tyle musiało mu wystarczyć – Są filmowe? – zdziwiła się i wymownie zmarszczyła czoło, przyglądając mu się uważniej. Prychnęła, bo szczerze mówiąc z całego tego przedstawienia uważała się za najmniej filmowąPowiedział koleś, który spotkał się ze mną w kościele. – rzuciła pod nosem tak cicho, że prawdopodobnie jej nawet nie usłyszał. Mógł, ale nie musiał…. Wyrażała bardziej własną frustrację niż czegokolwiek się czepiała. Chociaż musiał przyznać, że jego wybory były teatralne – mogła sobie za dużo wyobrazić.
Zlot Weteranów. Obrady. Kolacja i do domu. Była pod wrażeniem jak łatwo przychodziło mu wymyślanie tych bredni… znaczy wierzyła, że tak właśnie wyglądały zloty i pewnie właśnie jakiś się odbywał, bo Kimberly nie była tak głupia, żeby tego nie sprawdzić. A przynajmniej Love wyobrażała sobie, że to właśnie kobieta robiła – Będą korki po drodze, że spóźnisz się do domu? – bo jak już sam zauważył – mieli poślizg. Czyżby oficjalna kolacja miała się przedłużyć? Tylko, czy to wtedy nie wzbudza podejrzeń? Zadumała się nad tym chwilę… naprawdę pierwszy raz zaczęła się zastanawiać, czy Kimberly faktycznie niczego nie podejrzewa. I skupiła się na tym tak bardzo, że jego pytanie dotarło do niej z lekkim opóźnieniem. Pytania. Kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu…
- Pytasz, czy wymyśliłam bajkę dla swojego chłopaka dlaczego nie ma mnie w domu i nie odbieram telefonu? – nie mogła sobie odmówić. Jednocześnie wbijając uważne spojrzenie w męską twarz, starając się zauważyć na niej jak najwięcej… szczególnie, gdy mówiła o chłopakuNie muszę się tłumaczyć. – stwierdziła jednak ostatecznie i ugryzła kanapkę, którą dla niej kupił, więc zanim się ponownie odezwała – musiała chwilę potrzymać go w ciszy i niepewności. A przynajmniej dla podbudowania własnego tak właśnie myślała – Zmiany też nie miałam, więc nikt się nie zainteresuje moim zniknięciem. Nawet jeśli postanowisz to jednak mnie wrzucić do zagrody z lwami, bo wiem i mówię za dużo. – i powiedziała to zdecydowanie zbyt beztrosko – Szukałeś tej firmy? – szybko jednak zmieniła temat na mniej… osobisty. Jakby to coś miało zmienić.


anthony bellore

knight to e3

: sob lip 11, 2026 1:54 pm
autor: anthony bellore
Twarz Anthony’ego stopniowo rozchmurzała się pod wpływem słów Love. Bellore raczej nie bywał złośliwy, ale tym razem z trudem powstrzymywał śmiech, mocno zagryzając wargi. Ironia losu uderza inaczej, kiedy zaatakuje z nienacka.
A może od razu waterboarding? Miałaś tylko przeczytać te dokumenty, a nie się z nich uczyć. – Tony cwaniacko się uśmiechnął, posyłając jej przelotne spojrzenie. Jak na kogoś kto brzydził się torturami, wyjątkowo uważała na lekcjach z nadużywania swojej pozycji, manipulacji i tak dalej. Albo po prostu oglądała dużo w filmów. W każdym razie – chciała tego albo nie, poprawiła mu nastrój, a w dodatku zrobiła to w idealnym momencie. – Strzelam, że gdyby przyszli do niego faceci z FBI albo CSIS, to nawet dodatkowa stówka mogłaby nie pomóc. Te wszystkie wypożyczalnie to pralnie pieniędzy – dodał po krótkiej chwili, żeby sobie nie pomyślała, że tak po prostu się z niej nabijał. A że wiedział tylko tyle, że bije dzwon, to zupełnie inna sprawa. Nie musiał być najmądrzejszy na świecie. Miał od tego ludzi. – Z tymi podtekstami i metaforami? Tak. Trochę tak. – Anthony twierdząco pokiwał głową. – Jedyny problem polega na tym, że mógłby ich nie zrozumieć. Dołączył w okresie, w którym przyjmowali wszystkich. Śmialiśmy się, że żywią się kredkami, bo są tak cholernie głupi. – Mówił prawie równocześnie z nią, dlatego mogła pomyśleć, że uszło jej na sucho, ale na jej nieszczęście jeszcze tak bardzo nie ogłuchł. – I słyszałem to. Nie myśl, że nie – dodał jeszcze, wywracając oczami. W normalnych okolicznościach pewnie dodatkowo szturchnąłby ją w ramię (albo niekoniecznie szturchnął i niekoniecznie w ramię), ale czasy, w których zaczepki miały konkretny podtekst już się skończyły, a Love wcale nie chciała, żeby jej dotykał. Komentowała z miłości do gry. A on to szanował.
Może. To nie jest moje pierwsze rodeo – odparł krótko i chyba trochę zbyt oschle jak na kontekst, w którym osadzona była rozmowa o wymówkach, alibi i tak dalej. Powinien mieć wyrzuty i się tego wstydzić, a tymczasem zdawał się tym chełpić; jakby to była sztuka, a on był artystą. – Kim wie, że te spotkania się zawsze przedłużają. Na ostatnim, na którym byliśmy razem, siedzieliśmy przy stoliku z facetem, który lądował w Normandii. Wystarczyło, że tylko powąchał szkockiej i od razu prosił ją do tańca, a gadaniem zmęczył się dopiero po północy – opowiedział w ramach anegdotki, uśmiechając się do siebie pod nosem. Pewnie nie potrzebowała tylu szczegółów, ale przynajmniej wiedziała, że był bezpieczny.
Love – na to wyglądało – też nie musiała się niczym przejmować. Anthony w zaciekawieniu uniósł brew, znów kątem oka zerkając w jej stronę. To nie powinno go obchodzić – temat był zamknięty, a jej życie musiało toczyć się dalej. Tylko, że… Trochę jednak go obchodziło. I to nie tylko z sentymentu albo – co gorsza – zazdrości, ale również z troski; jakkolwiek gównianie by to nie brzmiało.
Pytam, jak łatwo będzie znaleźć dowód na to, że kontaktowałaś się z podejrzanym o zbrodnię wojenną, ale skoro tak, to mam taką nadzieję, że nie musisz się tłumaczyć. – Uśmiechnął się grzecznie i porozumiewawczo kiwnął głową, choć nie był przekonany, że na pewno dobrze zrozumiał jej słowa. Miał za to wrażenie, że właśnie w ten sposób chciała to rozegrać. I postanowił zagrać w jej grę. – W schowku – rzucił. – Ale nie obiecuj sobie za dużo. Zadbali o BHP. To książkowy słup. Książkowy – wytłumaczył jeszcze zanim sięgnęła po papierowy folder z dokumentami, który na nią czekał, a potem poczekał aż go otworzyła i „wgryzła się” w druk, i wreszcie zagrał w jej grę. – Znam go?

Love Roderick

knight to e3

: ndz lip 12, 2026 10:41 am
autor: Love Roderick
Spojrzała na niego wymownie, a nawet bardziej niż wymownie. Czy naprawdę myślał, że urodziła się wczoraj, że nie wiedziała jak skonstruowany był świat? Mogła nie wiedzieć niż o torturach i życiu na wojnie, ale władza i znajomości? Tak, na ten temat już jakąś wiedzę miała. Zaczynając na korpoświecie, w którym przyszło jej pracować, a… kończąc na nim. No cóż. Trudno było zignorować fakt, że w towarzystwie Bellore dowiedziała się sporo o tym jak funkcjonuje świat polityki. To, czy to dobrze, czy nie? To już zupełnie inna kwestia! I chociaż patrzyła na niego wymownie to spiorunowała go spojrzeniem dopiero w momencie, gdy sięgnął po argument służb, o których znów nie wiedziała nic. Zresztą uparcie odpychała od siebie myśl, że mogłaby się tym wszystkim wpakować w aż takie problemy, że interesowałyby się nią służby specjalne… w końcu koniec końców to nie ona zrobiła coś złego! Naiwne.
- Żadnych podtekstów i metafor, spoko… zapamiętam. Dużo rozmawiam z politykami, nauczyłam się schodzić do ich poziomu, więc tu też nie powinno być problemu. – wytknęła złośliwie, żeby nie było, że tylko on mógł być dla niej złośliwy. Odbiła sobie! Tym bardziej, że wcale nie kłamała i większość polityków naprawdę była głupia, powtarzając po prostu w kółko te same slogany, które ktoś u góry wbił im go głowy i nie dało się z nimi rozsądnie porozmawiać. Czasami było gorzej niż z małpami w zoo! Chociaż nigdy nie próbowała rozmawiać z małpami, więc prawdopodobnie trochę przesadzała, ale no musiał przyznać… no musiał, że wcale się nie myliła!
I nie powstrzymała się przed prychnięciem. Nie chciała, nie planowała… samo wyszło i momentalnie tego pożałowała, bo powinna była się powstrzymać. Powinna sobie darować tego typu reakcje, bo doskonale wiedziała, że to nie było jego pierwsze rodeo. Sama brała w tym wcześniej udział. To jednak nie była jej sprawa, nie powinna się wtrącać i nie powinna się tym w ogóle interesować, a skoro już się zainteresowała… powinna bardziej nad sobą zapanować. Skoro kim wiedziała, że takie spotkania się przedłużały i to kupowała… to już była ich sprawa. Musiała to sobie tylko jeszcze kilka razy powtórzyć w głowie, żeby utrwalić sobie wiadomości.
Zejdź na ziemię, Roderick. Nie łączy was już nic poza pracą. To tylko praca..
I skupiła się na pracy, wyjmując ze schowka dokumenty, które dla niej wygrzebał. Sunęła spojrzeniem po literach, licząc na to, że uda jej się od razu na coś wpaść, chociaż doskonale wiedziała, że to tak nie działa… po prostu musiała skupić wzrok na czymś innym niż profil mężczyzny, który siedział obok niej. Prowadząc auto.
- Co? – wszystkie wyczytane litery nagle straciły jakikolwiek sens i znowu cała jej uwaga wróciła do Bellore – Kogo? – zapytała głupio, bo zdążyła zapomnieć, że przed chwilą odpowiedziała mu tak jakby faktycznie miała faceta, któremu musiałaby się tłumaczyć z nieobecności w domu. Tylko nie miała i to było bardziej niż oczywiste – Ah, nie. Nie znasz. Ja też ich za bardzo nie znam. Nie skupiam się na tym aspekcie znajomości. – wzruszyła ramionami jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie i wcale nie było to dziwne, że opowiada mu o swoim rozwiązłym trybie życia – Zazwyczaj nie zapamiętuję też imion, nie dają swojego numeru telefonu, wychodzę przed świtem, albo chcę żeby oni wyszli. I nie daję się zapraszać na randki. – podsumowała z lekką nutą satysfakcji, bo obserwując jego minę, gdy mówiła… czuła, że wcale tego nie chciał słuchać. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, panie Ballore. Spojrzeniem wróciła do dokumentów – Może ten facet coś więcej nam o tym powie… w końcu to oni go zatrudniali, mógł coś słyszeć. – wróciła do tematu, znowu zagryzając wargę, gdy sunęła spojrzeniem po treści dokumentów.



anthony bellore

knight to e3

: czw lip 16, 2026 6:51 pm
autor: anthony bellore
Och, oczywiście, że nie chciał tego słuchać. Albo inaczej – chciał słuchać, ale niekoniecznie tego. Tylko, że nie z tego powodu, o którym myślała.
Po tym, jak przestali się spotykać, Anthony przestał się interesować życiem Love. To, rzecz jasna, nie wydarzyło się z dnia na dzień, bo – jak się okazuje – w kryzysie wieku średniego mężczyźni też zmagają się z zazdrością, ale zdrowy rozsądek nakazywał pośpiech, więc zgubił ją z radaru stosunkowo szybko i praktycznie całkowicie. Kiedy jednak już zdarzało mu się o niej pomyśleć, wyobrażał sobie, że jej się układało – że realizowała te wszystkie plany, o których czasem rozmawiali, że poznała kogoś wartościowego i była bezpieczna, zaopiekowana i po prostu szczęśliwa. Nie dlatego, że miał wobec niej wyrzuty sumienia albo coś w rodzaju sentymentu, ale ponieważ zwyczajnie na to zasługiwała; na to – czyli na znacznie więcej niż sam mógł jej zaproponować. Nic dziwnego zatem, że kiedy ich ścieżki przecięły się na nowo, życie Love znów zaczęło go ciekawić, a przy tym wcale nie uważał, że pchał się w gips do piekła. Nie przetrwalibyśmy jako gatunek, gdyby człowiek pierwotny nie był ciekaw, co się stanie po potarciu o siebie dwóch krzemieni. Czy coś w tym stylu.
Sęk w tym, że zadanie tego pytania wcale nie doprowadziło do jakiegoś przełomowego wynalazku. Wręcz przeciwnie – Anthony był rozczarowany tym, co usłyszał. Nie dlatego, że zazdrościł facetom, z którymi rzekomo sypiała, ale ponieważ nie rozumiał, skąd wzięła się u niej złośliwość w tym konkretnym momencie (rozmawiali, jego zdaniem, poważnie), a przede wszystkim bo zaczął się obawiać, że „u niej” było jeszcze bardziej nie w porządku, niż sugerowała to jej sytuacja w pracy. I co gorsza nie wiedział, czy i jak właściwie powinien z nią o tym rozmawiać. Chyba miała rację z tym swoim zejdź na ziemię i to tylko praca.
Nie mów tak – spróbował jej przerwać, gdy mówiła o zapamiętywaniu imion, ale ponieważ nie dała się przegadać, strofował ją jedynie wyrazem twarzy – wąsko ściągniętymi wargami, zmarszczeniem brwi i nerwowym potrząsaniem głową na boki. To mógł być pierwszy raz (i to ever), gdy jej krnąbrny charakter dał mu się we znaki. Ileż przyjemniej było się z nią mierzyć, gdy prowokowała w jednym tylko celu. – Zadałem normalne pytanie, Love. Nie chcesz na nie odpowiadać? W porządku. Nie pytałem. Ale nie wygaduj takich bzdur. Stać cię na więcej – powiedział, gdy pozwoliła mu na chwilę dojść do głosu. Mówił niby spokojnie, powoli i w ogóle w ojcowsko-mentorskim stylu, ale męskie napięcie było wyczuwalne. Wszystko przez stres związany ze spotkaniem.
To dobry pomysł – stwierdził lakonicznie i bez emocji, trochę jakby godził się z próbą ucieczki przed rozmową o „innych” sprawach. Przez chwilę milczał, a kiedy zatrzymali się na światłach, odchrząknął i zawiesił na niej spojrzenie na dłużej. – Na pewno chcesz być z nim sama? Może być… Może być specyficzny w bezpośrednim kontakcie. – Bellore powoli spuszczał z tonu i chyba nawet wiarygodnie wypadał w roli tego zatroskanego. Albo przynajmniej tak mu się wydawało.

Love Roderick

knight to e3

: czw lip 16, 2026 8:39 pm
autor: Love Roderick
Poznał ją, gdy miała dwadzieścia kilka lat i bez większego zawahania weszła w relację bez przyszłości z dużo starszym od siebie i szczęśliwie żonatym mężczyzną. Naprawdę myślał, że jej następny związek mógłby być z kimś wartościowym, kto dałby jej wszystko to, czego właściwie można chcieć od związku? Nie. Love Roderick miała tendencję do sabotowania własnego szczęścia i to nawet nie dlatego, że uważała, że nie jest wystarczająco dobra i nie zasługuje. Tu nie pewność siebie była problemem. Ona zwyczajnie nie miała pojęcia jak wygląda zdrowy, dobrze funkcjonujący związek… nigdy czegoś takiego nie doświadczyła – ani sama, ani nie mogła tego obserwować, gdy dorastała. Jej matka również spotykała głównie frajerów, a widocznie niedaleko pada jabłko od jabłoni, czy coś takiego.
Ściągnęła mocniej brwi i przyglądała mu się czujnie… trochę bojowo. Bo co to właściwie znaczyło, że było ją stać na więcej? Czym było więcej? Kim było więcej? Bo czy chciała czegoś innego? Oczywiście, ale jednocześnie doskonale wiedziała, że nie może i nigdy nie będzie tego mieć. Nie zapytała jednak, zdążyła się ugryźć w język, bo gdzieś pod skórą czuła, że to w tym momencie mogłoby się obrócić przeciwko niej – Bzdury… – czyli myślał, że właśnie ukręciła tu na kolanie piękne kłamstwo tylko po to, żeby zagrać mu na nosie, wzbudzić odrobinę męskiej zazdrości i dowiedzieć się, że stać ją na więcej? Aż prychnęła. Chciałaby, żeby to było kłamstwo… żeby jej życie nie było aż tak ż a ł o s n e, ale niestety. Miał o niej zdecydowanie lepsze zdanie niż powinien.
Dlatego zmieniła temat. Nie chciała się nad tym dłużej zastanawiać, a wydawało jej się, że powrót do s p r a w y będzie najskuteczniejszym rozpraszaczem. Przecież tylko ona ich teraz łączyła, nic więcej. Może jak powtórzy to sobie odpowiednio wiele razy to naprawdę weźmie to sobie do serca.
- Specyficzny w bezpośrednim kontakcie? – powtórzyła za Bellore, a jej brew drgnęła, bo nie rozumiała. Naprawdę nie zrozumiała! – Co masz na myśli? – co chciał jej powiedzieć? Że mężczyzna mógł być niebezpieczny? Chociaż właściwie chcieli mu pomóc, więc powinno mu zależeć na udanej współpracy. Czy miał niewybredne poczucie humoru? Pracowała w telewizji, pracowała z politykami i właśnie przyznała się, że miała spore doświadczenie z mężczyznami, więc nagle miałoby ją to speszyć? Zdenerwować? Przestraszyć? I dlaczego miałoby go to w ogóle interesować? Chyba była zmęczona tą podróżą – albo całym tym bałaganem, w który się wpakowała – bardziej niż przepuszczała, bo cóż… była strasznie wrogo nastawiona do wszystkiego, co mówił.
Chociaż istniała też spora szansa, że była to jej reakcja obronna. Po prostu. I będzie tego wszystkiego żałowała dopiero, gdy zostanie sama.


anthony bellore

knight to e3

: śr lip 22, 2026 4:23 pm
autor: anthony bellore
Oczywiście, że myślał w ten sposób. Duh. Był starszym mężczyzną w relacji z dużo młodszą od siebie kobietą. Niby skąd pomysł, że mógłby myśleć inaczej?
Umówmy się – czegokolwiek by sobie nie wmawiał i jak bardzo nie próbowałby się okłamywać, Anthony nie zrobił za dużo, żeby Love wyszła z tego wszystkiego suchą stopą. Pewnie – być może faktycznie trochę pomógł w zdynamizowaniu rozwoju jej kariery albo, nie wiem, naprawił cieknący w jej kuchni kran, ale poza tym raczej nie przejmował się nad szerszą perspektywą i krzywdami, które mógł jej wyrządzać swoim… Swoim jestestwem; swoim byciem facetem nie dobrym. Robili ze sobą rzeczy zarezerwowane przede wszystkim dla dorosłych, więc dokładnie w ten sposób ją traktował – jak dorosłą. I nawet nie śmiał myśleć o tym, żeby podejść do wszystkiego inaczej: bardziej po ludzku i z perspektywy tego starszego, bardziej doświadczonego człowieka, którym chyba jednak dla niej nie był, skoro zostawił po sobie aż takie rany.
Tym razem jednak – przynajmniej na to się zanosiło – zdążył już dojrzeć do swojej roli, dlatego odkąd weszli na ten niewygodny grunt, obserwował ją już nie tylko czujnie, ale i z czymś w rodzaju troski, dzięki czemu wcale nie zlekceważył wyrazu twarzy Love ani syknięcia, którym skwitowała jego słowa. Nie rozumiał, co prawda, skąd wynikała ta bojowa postawa, ale za to dobrze wiedział, że to odpowiedni moment na odwrót. I że prędzej czy później będą musieli do tego wrócić, bo cokolwiek działo się „za kulisami”, nie mogło być dobre.
Że jest specyficzny w bezpośrednim kontakcie. – Bellore ani trochę nie zaprotestował przeciwko zmianie tematu, choć sposób w jaki jej odpowiedział brzmiał trochę tak, jakby myślami był jeszcze przy tych facetach, których imion nie zapamiętywała. – To znaczy… – Odchrząknął po chwili, kiedy już zdał sobie sprawę, że jeśli nadal patrzyła na niego z tą samą miną, z którą podsumowała jego wcześniejszy wywód, to znalazł się w autentycznym bezpieczeństwie i należało mówić dalej. – Po prostu po powrocie nigdy nie leczył się tutaj – powiedział wreszcie, stukając się palcem w skroń. – Wtedy mieli to w dupie jeszcze bardziej niż teraz, więc jeśli sam nie szukał pomocy, to nikt na siłę nie próbował mu jej udzielić. A jemu akurat była… A jemu akurat wciąż jest potrzebna. Zresztą, nie muszę ci o tym opowiadać. Wiesz to. To nie mogło tak po prostu po nim spłynąć. – Auto zatrzymało się na dużym skrzyżowaniu, dzięki czemu Tony mógł zawiesić spojrzenie na Love przez nieco dłuższą chwilę. – Jest… Jest elektryczny. Trudno to wyjaśnić. Będzie się ciągle rozglądał wokół siebie, będzie ci patrzył na ręce, będzie cały czas kontrolował wyjście i tak dalej. Będzie po prostu „dziwny”, okay? Nawet bardzo dziwny. Ale nie niebezpieczny, jeśli teraz o tym myślisz. Wystarczy, że nie będziesz robić gwałtownych ruchów i będzie w porządku. – Kiwnął krótko głową do góry, niby pokrzepiająco, bo instynkt w końcu się włączył i podpowiedział mu, że nie najlepiej to rozegrał. – Nic się nie stanie, jeśli jednak chcesz z tego zrezygnować. Możemy zorganizować konferencję na teamsach, czy coś w tym stylu – rzucił luźno w ramach propozycji, ciągle odważnie patrząc jej w oczy, mimo że przeszło mu przez myśl, że pchał się w ten sposób w gips

Love Roderick

knight to e3

: śr lip 22, 2026 5:08 pm
autor: Love Roderick
Tylko prawda była taka, że Love weszła w relację z nim bez oczekiwań. Chociaż wydawało się to nielogiczne, bo przecież w takich układach zawsze chodzi o coś więcej to… nie. Znaczy jasne – wykorzystała jego znajomości, parę kontaktów, kilka nie do końca ‘legalnie’ zdobytych numerów telefonów i dodatkowych informacji z kuluarów przez, które faktycznie jej kariera nabrała tempa, a dziennikarska gwiazda rozbłysła trochę jaśniej, ale to wszystko poniekąd zadziało się przy okazji. Wypadek przy pracy. Znaczy okej... mooooże na samym początku przeszło jej przez myśl, że będzie miała z tej znajomości benefity, ale szybko przestała się na nich skupiać. Przynajmniej na tych, na których skupiać się powinna. Była tak naiwna, że nawet jakoś szczególnie mocno go nie wykorzystała… chociażby finansowo! Żałosne! Większość dziewczyn sypiających ze starszymi facetami złapałaby się za głowę. Ale Roderick cholernie doceniała właśnie to, że traktował ją jak dorosłą i to był jeden z powodów, przez które ma miała do niego taką słabość.
A teraz się nie popisała. Wiedziała, że to, co sobą przed chwilą zaprezentowała było szczeniackie. Pasowało do dwudziestoośmiolatki z problemami… z rzeczami na głowie, które ewidentnie ją przerastały, więc uciekała w najgorsze możliwe opcje na odreagowanie. Imprezy, alkohol i przypadkowy seks. Szalenie dojrzałe! I jeszcze pół biedy jakby zachowała to dla siebie… może nawet by się o tym nie dowiedział! Nie przypuszczała, że obserwował ją w social mediach. Czy po tym krótkim wybuchu od razu pożałowała? Oczywiście. Jak tylko zamknęła usta, a wyraz jego twarzy był w tym wszystkim wisienką na torcie. A Love Roderick miała ochotę zapaść się pod ziemię. Zmiana tematu naprawdę była potrzebna!
Ściągnęła mocniej brwi i przyglądała mu się, gdy tłumaczył, co miało oznaczać specyficzne zachowanie mężczyzny, z którym miała się spotkać. Był wariatem, fantastycznie! – Ma PTSD. – skwitowała, nie potrzebowała potwierdzenia Bellore – A ja mam zamiar rozgrzebać jego rany. Fantastycznie! – czy się tym zmartwiła? Oczywiście, że tak! Czy zamierzała z tego powodu zrezygnować? Absolutnie nie – Postaram się nie wykonywać gwałtownych ruchów – podsumowała i wzruszyła ramionami jakby mimo wszystko nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Zrobiła. – Jeśli w połowie nie rzuci się na mnie z łapami i nie zacznie mnie dusić, bo dziecku parę metrów dalej pęknie balonik i huk wyprowadzi go z równowagi tooo… chyba będzie dobrze. Więc nie potrzebuję towarzystwa, dam sobie radę sama. – odnalazła na krótką chwilę spojrzenie Bellore i uśmiechnęła się. Trochę niepewnie, trochę przepraszająco… naprawdę powinna częściej gryźć się w język. Nie chciała w nim wroga – Dziękuję. – że zaproponował, że w jakimś stopniu chciał, żeby było to dla niej komfortowe, że dał jej wybór. Chociaż znalazła się tutaj pomimo tego, że miała wybór… po prostu podjęła złą decyzję i teraz było już za późno – Jak właściwie chcesz to wszystko upublicznić?


anthony bellore