and suddenly, we were strangers again
: czw lip 02, 2026 7:38 pm
O nowym programie, który miał okazać się hitem wakacyjnej ramówki, mówiło się już od pewnego czasu. Bronte niejednokrotnie słyszała, jak jej znajomi z pracy podszeptywali o tym, iż ktokolwiek zostanie wybrany do jego prowadzenia, będzie miał szansę zaistnieć, ponieważ projekt docelowo miał być czymś w i e l k i m. Czymś, do czego na pewno nie zaciągnęliby żółtodzioba.
Był to zresztą powód, dla którego przez dość długi czas biła się z myślami. Wiedziała, że w oczach wielu osób nie nadawała się do tego. Była przecież tą uroczą, wiecznie uśmiechniętą blondynką, która była w stanie podołać wyłącznie tematom, które były typowe dla śniadaniówki. Mogła rozmawiać o innowacyjnych formułach karm dla psów, o zajęciach jogi z kozami, czy kolejnym biznesplanie lokalnej dziedziczki fortuny.
Innymi słowy, nie nadawała się do niczego ambitnego.
Nie chciała jednak, aby ta łatka przylgnęła do niej na zawsze, a jeszcze bardziej nie chciała doprowadzić do sytuacji, w której ewentualny sukces przypisywany był jej związkowi z Maxem. Ten nadal pozostawał czymś, czym nie chwaliła się w pracy, dlatego zamierzała wykorzystać ten moment na to, aby ponownie wziąć ster we własne ręce. Nie mówiąc mu o niczym, postanowiła wziąć udział w potyczkach o angaż w programie. I teraz miała za sobą rozmowę, która bynajmniej nie miała być lekka.
Ale miała ją za sobą. Co więcej, d ł u g a dyskusja zamieniła się w treściwą rozmowę o potencjalnych planach oraz pomysłach. Całe spotkanie utrzymane zostało w wyjątkowo przyjemnej atmosferze przepełnionej anegdotami i pochwałami. Przebiegło o wiele lepiej, niż Bronte mogła się tego spodziewać, a to ściągnęło na nią nadzieję.
Naprawdę myślała, że to mogło się udać.
Kiedy wyszła z gabinetu, nie tylko odetchnęła z ulgą. Pozwoliła sobie też dać upust własnej euforii, czemu sprzyjał fakt, że na korytarzu była zupełnie sama. Kilka razy podskoczyła w miejscu, jednokrotnie obracając się nawet wokół własnej osi, co zwieńczone zostało cichym piskiem. Na tyle dyskretnym, iż nie powinni usłyszeć jej za ścianą, a jednak wystarczającym, aby zagłuszyć dźwięk kroków, kiedy k t o ś wszedł do korytarza.
Pochyliła się lekko i wzięła kilka głębszych wdechów, chcąc ukoić buzujące w jej emocje. Musiała odrobinę nad nimi zapanować, ponieważ pomimo wszechobecnego szczęścia, była też odrobinę poddenerwowana. Kiedy wyprostowała się, momentalnie opuściło ją to pierwsze uczucie.
Głównie dlatego, że spojrzała prosto w j e g o oczy.
Malujący się na jej ustach uśmiech przygasł. Przez krótką chwilę nie była w stanie uwierzyć w to, że rzeczywiście miała przed sobą Reece’a. Nie widzieli się od czasu sprawy rozwodowej, choć po niej wysłała jeszcze do niego kilka wiadomości. Próbowała przeprosić, ale on skutecznie ją ignorował.
Temu ani trochę się nie dziwiła.
Teraz jednak stał przed nią, prezentując się równie nienagannie, jak miał to w zwyczaju w przeszłości. Jego widok momentalnie sprowadził ją na ziemię, a jednocześnie odebrał mowę, choć przecież zwykle usta niemal jej się nie zamykały.
Dopiero po dłuższej chwili wypuściła głośniej powietrze i już jakby odruchowo wygładziła ubranie, mając to dziwne wrażenie, że sama nie prezentowała się nawet w jednej setnej tak dobrze, jak on. Poza tym, cholera… Czy przypadkiem nie widział tego dziwnego przypływu euforii, któremu przed chwilą się poddała? Na samą myśl o tym ogarnęło ją przeogromne zażenowanie.
— Cześć — wydusiła z siebie w końcu. — Myślałam, że jesteś w Australii — palnęła zupełnie nieprzemyślanie. Nie próbowała śledzić jego kariery. Przerwała to, kiedy po raz pierwszy poczuła, jak skutecznie wpędzało ją to w kompleksy.
Reece Murray
Był to zresztą powód, dla którego przez dość długi czas biła się z myślami. Wiedziała, że w oczach wielu osób nie nadawała się do tego. Była przecież tą uroczą, wiecznie uśmiechniętą blondynką, która była w stanie podołać wyłącznie tematom, które były typowe dla śniadaniówki. Mogła rozmawiać o innowacyjnych formułach karm dla psów, o zajęciach jogi z kozami, czy kolejnym biznesplanie lokalnej dziedziczki fortuny.
Innymi słowy, nie nadawała się do niczego ambitnego.
Nie chciała jednak, aby ta łatka przylgnęła do niej na zawsze, a jeszcze bardziej nie chciała doprowadzić do sytuacji, w której ewentualny sukces przypisywany był jej związkowi z Maxem. Ten nadal pozostawał czymś, czym nie chwaliła się w pracy, dlatego zamierzała wykorzystać ten moment na to, aby ponownie wziąć ster we własne ręce. Nie mówiąc mu o niczym, postanowiła wziąć udział w potyczkach o angaż w programie. I teraz miała za sobą rozmowę, która bynajmniej nie miała być lekka.
Ale miała ją za sobą. Co więcej, d ł u g a dyskusja zamieniła się w treściwą rozmowę o potencjalnych planach oraz pomysłach. Całe spotkanie utrzymane zostało w wyjątkowo przyjemnej atmosferze przepełnionej anegdotami i pochwałami. Przebiegło o wiele lepiej, niż Bronte mogła się tego spodziewać, a to ściągnęło na nią nadzieję.
Naprawdę myślała, że to mogło się udać.
Kiedy wyszła z gabinetu, nie tylko odetchnęła z ulgą. Pozwoliła sobie też dać upust własnej euforii, czemu sprzyjał fakt, że na korytarzu była zupełnie sama. Kilka razy podskoczyła w miejscu, jednokrotnie obracając się nawet wokół własnej osi, co zwieńczone zostało cichym piskiem. Na tyle dyskretnym, iż nie powinni usłyszeć jej za ścianą, a jednak wystarczającym, aby zagłuszyć dźwięk kroków, kiedy k t o ś wszedł do korytarza.
Pochyliła się lekko i wzięła kilka głębszych wdechów, chcąc ukoić buzujące w jej emocje. Musiała odrobinę nad nimi zapanować, ponieważ pomimo wszechobecnego szczęścia, była też odrobinę poddenerwowana. Kiedy wyprostowała się, momentalnie opuściło ją to pierwsze uczucie.
Głównie dlatego, że spojrzała prosto w j e g o oczy.
Malujący się na jej ustach uśmiech przygasł. Przez krótką chwilę nie była w stanie uwierzyć w to, że rzeczywiście miała przed sobą Reece’a. Nie widzieli się od czasu sprawy rozwodowej, choć po niej wysłała jeszcze do niego kilka wiadomości. Próbowała przeprosić, ale on skutecznie ją ignorował.
Temu ani trochę się nie dziwiła.
Teraz jednak stał przed nią, prezentując się równie nienagannie, jak miał to w zwyczaju w przeszłości. Jego widok momentalnie sprowadził ją na ziemię, a jednocześnie odebrał mowę, choć przecież zwykle usta niemal jej się nie zamykały.
Dopiero po dłuższej chwili wypuściła głośniej powietrze i już jakby odruchowo wygładziła ubranie, mając to dziwne wrażenie, że sama nie prezentowała się nawet w jednej setnej tak dobrze, jak on. Poza tym, cholera… Czy przypadkiem nie widział tego dziwnego przypływu euforii, któremu przed chwilą się poddała? Na samą myśl o tym ogarnęło ją przeogromne zażenowanie.
— Cześć — wydusiła z siebie w końcu. — Myślałam, że jesteś w Australii — palnęła zupełnie nieprzemyślanie. Nie próbowała śledzić jego kariery. Przerwała to, kiedy po raz pierwszy poczuła, jak skutecznie wpędzało ją to w kompleksy.
Reece Murray