are you reaching out?
: czw lip 02, 2026 8:04 pm
but i look up until i lose the light...
Cholera, minęły już dwa miesiące, odkąd poznał łabądka.
Godnego sobie przeciwnika, dla którego stracił głowę i jakikolwiek rozum. Caspian sprzed dwóch miesięcy spojrzałby na siebie, uniósł brew i z kpiącym uśmieszkiem kopnąłby go zdrową nogą, dorzucając coś w stylu, że ten widok był żałosny. Teraz? Teraz nie potrafił przestać myśleć o baletnicy o kruchym ciele. Wszystko mu się w niej podobało. To, z jaką swobodą i złośliwością odpowiadała mu nawet po tylu tygodniach. To, jak go dotykała, jak go całowała, udając, że wcale, ale to wcale nie działał na nią tak, jak ona działała na niego. No stracił głowę. Przepadł. Może jeszcze się zakochał? Nie no, tego, kurwa, było już za wiele.
Wiedział jedno. Nie mógł zaprzepaścić tej szansy, zwłaszcza po tamtej nocy, po której dzień w dzień próbował nie tylko jej to wynagrodzić, ale też wybaczyć samemu sobie. Przepracowywał to u terapeutki, która, o ironio, przez jedną noc była jego kochanką. To życie było jakimś niekończącym się żartem od losu, tylko że Caspian? Caspian zapomniał się śmiać. Zdawał sobie sprawę, jak bardzo Elena tęskniła za swoim krajem. Nigdy właściwie nie rozmawiali o swoich rodzinach, więc pomyślał, że może dobrze im zrobi, jeśli wyrwą się z torontońskiej metropolii, przepełnionej oparami, samochodami i wysokimi wieżowcami, do czegoś znacznie milszego. Do zielonych zakątków Portofino, przepełnionych barwami, zajebiście dobrym winem, jedzeniem i, co najważniejsze, pięknym towarzystwem.
Czekając na nią na lotnisku, oparł się o swoją nową laskę, którą specjalnie zamówił, a po chwili uśmiechnął się szeroko, kiedy ją zobaczył. - Piccolina!- krzyknął z zadowoleniem. - Zobacz moją laskę! - Uniósł laskę ku górze dokładnie w momencie, w którym poczuł uderzenie w bok czymś cholernie ciężkim.- Zboczeniec! - rzuciła jakaś babuszka, przyciągając z powrotem do siebie skórzaną torebkę, którą najprawdopodobniej przed chwilą mu przygrzmociła. - Cholera, nie tę laskę. - Tę dostanie później, pomyślał, ale nie odważył się powiedzieć tego przy Elenie, bo jeszcze mocniej by mu przywaliła, tam gdzie by później ostro pożałował. Parsknął tylko pod nosem, odwrócił się do niej, przyciągnął ją do siebie i złożył długi pocałunek na jej ustach. - Widzisz, jak zapowiada się nasza podróż? Już jestem atakowany - mruknął z rozbawieniem, po czym skinął głową w stronę Eleny, żeby obsługa lotniska podeszła i wzięła od niej torby. Chwycił ją za dłoń i razem ruszyli powoli w kierunku odprawy.
Po jakichś dwóch godzinach siedzieli już w samolocie lecącym w stronę Włoch. Caspian poprosił dla nich po lampce wina, a kiedy stewardessa wręczyła im kieliszki, zerknął na Elenę z lekko bezczelnym uśmieszkiem, - Come ti senti a tornare nella tua terra natale, mia dolcezza?
𝐦𝐢𝐚 𝐝𝐨𝐥𝐜𝐞𝐳𝐳𝐚 ˚.⋆
Cholera, minęły już dwa miesiące, odkąd poznał łabądka.
Godnego sobie przeciwnika, dla którego stracił głowę i jakikolwiek rozum. Caspian sprzed dwóch miesięcy spojrzałby na siebie, uniósł brew i z kpiącym uśmieszkiem kopnąłby go zdrową nogą, dorzucając coś w stylu, że ten widok był żałosny. Teraz? Teraz nie potrafił przestać myśleć o baletnicy o kruchym ciele. Wszystko mu się w niej podobało. To, z jaką swobodą i złośliwością odpowiadała mu nawet po tylu tygodniach. To, jak go dotykała, jak go całowała, udając, że wcale, ale to wcale nie działał na nią tak, jak ona działała na niego. No stracił głowę. Przepadł. Może jeszcze się zakochał? Nie no, tego, kurwa, było już za wiele.
Wiedział jedno. Nie mógł zaprzepaścić tej szansy, zwłaszcza po tamtej nocy, po której dzień w dzień próbował nie tylko jej to wynagrodzić, ale też wybaczyć samemu sobie. Przepracowywał to u terapeutki, która, o ironio, przez jedną noc była jego kochanką. To życie było jakimś niekończącym się żartem od losu, tylko że Caspian? Caspian zapomniał się śmiać. Zdawał sobie sprawę, jak bardzo Elena tęskniła za swoim krajem. Nigdy właściwie nie rozmawiali o swoich rodzinach, więc pomyślał, że może dobrze im zrobi, jeśli wyrwą się z torontońskiej metropolii, przepełnionej oparami, samochodami i wysokimi wieżowcami, do czegoś znacznie milszego. Do zielonych zakątków Portofino, przepełnionych barwami, zajebiście dobrym winem, jedzeniem i, co najważniejsze, pięknym towarzystwem.
Czekając na nią na lotnisku, oparł się o swoją nową laskę, którą specjalnie zamówił, a po chwili uśmiechnął się szeroko, kiedy ją zobaczył. - Piccolina!- krzyknął z zadowoleniem. - Zobacz moją laskę! - Uniósł laskę ku górze dokładnie w momencie, w którym poczuł uderzenie w bok czymś cholernie ciężkim.- Zboczeniec! - rzuciła jakaś babuszka, przyciągając z powrotem do siebie skórzaną torebkę, którą najprawdopodobniej przed chwilą mu przygrzmociła. - Cholera, nie tę laskę. - Tę dostanie później, pomyślał, ale nie odważył się powiedzieć tego przy Elenie, bo jeszcze mocniej by mu przywaliła, tam gdzie by później ostro pożałował. Parsknął tylko pod nosem, odwrócił się do niej, przyciągnął ją do siebie i złożył długi pocałunek na jej ustach. - Widzisz, jak zapowiada się nasza podróż? Już jestem atakowany - mruknął z rozbawieniem, po czym skinął głową w stronę Eleny, żeby obsługa lotniska podeszła i wzięła od niej torby. Chwycił ją za dłoń i razem ruszyli powoli w kierunku odprawy.
Po jakichś dwóch godzinach siedzieli już w samolocie lecącym w stronę Włoch. Caspian poprosił dla nich po lampce wina, a kiedy stewardessa wręczyła im kieliszki, zerknął na Elenę z lekko bezczelnym uśmieszkiem, - Come ti senti a tornare nella tua terra natale, mia dolcezza?
𝐦𝐢𝐚 𝐝𝐨𝐥𝐜𝐞𝐳𝐳𝐚 ˚.⋆