007. Summertime sadness? No, summertime luxury
: czw lip 02, 2026 9:10 pm
007. Summertime sadness? No, summertime luxury | Outfit
Nigdy nie przepadałam za słowem wakacje. Brzmiało ona dla mnie zbyt lekko, niemal niedbale, tak jakby człowiek miał obowiązek na kilka dni odłożyć rozsądek i wszystkie obowiązki na bok. Mimo to właśnie tego ranka stałam w swojej garderobie i zamykałam ostatnią walizkę i dokładnie sprawdzałam, czy wszystko zostało ułożone dokładnie tak, jak powinno.Nie była to ucieczka. Nie uciekałam od obowiązków związanych ze szpitalem czy ratuszem, które zwykle wymagały mojej obecności. Ustaliłam harmonogram z wyprzedzeniem, wydałam odpowiednie polecenia i upewniłam się, że każdy będzie wiedział, co ma robić pod moją nieobecność. Tylko ludzie, którzy byli źle zorganizowani nazywali podobne wyjazdy ryzykiem. Dla mnie był to po prostu kolejny projekt, który należało doprowadzić do perfekcji. Nie potrafiłam jednak całkowicie zignorować faktu, że tym razem chodziło o moją Audrey.
Przez ostatnie tygodnie coraz częściej łapałam się na tym, że myślałam o niej nie tylko jak o córce, którą należało odpowiednio pokierować, ale jak o osobie, która powoli wymykała się wszystkim schematom, jakie próbowałam jej narzucić. Nie lubiłam tego uczucia. Było ono zbyt miękkie i trudne do nazwania, a przede wszystkim zbyt mało praktyczne. A jednak istniało i pojawiało się w momentach, w których powinnam była analizować dokumenty albo podejmować kolejne decyzje. Uznałam więc, że wyjazd może okazać się użyteczny.
Nie zamierzałam udawać matki z tych wszystkich żałosnych magazynów, które sprzedawały kobietom iluzję bliskości w pastelowych kolorach. Nie planowałam nagłych wyznań, ckliwych rozmów przy zachodzie słońca ani sztucznego nadrabiania lat kilkoma dniami luksusu. Chciałam tylko stworzyć warunki, w których mogłabym przyjrzeć się Audrey na spokojnie. Zamierzałam zobaczyć, co naprawdę w niej zostało ze mnie, a co zdążyło już rozwinąć się poza moją kontrolą.
Poprawiłam materiał na spodniach i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam nienagannie, a to zawsze pomagało. Sięgnęłam po torebkę, zgasiłam światło w garderobie i wyszłam z pokoju z przekonaniem, że jeśli ten wyjazd miał cokolwiek zmienić, to wyłącznie na moich warunkach. Wsiadłam do limuzyny, która już stała przed drzwiami, a następnie ruszyliśmy pod mieszkanie Audrey, aby ją odebrać. Dopiero stamtąd miałyśmy ruszyć już na same lotnisko.
Audrey LeBlanc