Strona 1 z 1

die for you

: czw lip 02, 2026 10:20 pm
autor: Leo Rosenhall
30.11.2023

Nothing can come between
You and I



Z Jiji poznali się na koncercie dwa lata temu i natychmiast skradła całą jego uwagę. Był to dokładnie... siedemnasty listopada, między kolejnymi lockdownami. Gdy koncerty znów zostały odwołane, dużo czasu spędzali zamknięci w czterech ścianach, z dala od blasku fleszy, wyścigów i tras koncertowych - przez ten czas było im razem naprawdę dobrze, rzadko się kłócili i… planowali wspólną przyszłość. Dopiero gdy świat znowu ruszył z kopyta, zaczęły się schody - kalendarz Leo pękał w szwach, grafik prób Jinx zbiegał się z jego weekendami wyścigowymi w różnych krajach… Mijali się i tęsknili, ale walczyli.

No i właśnie dlatego Leo chciał, żeby druga rocznica ich związku była wyjątkowa. Nie żałował ani grosza. Zlecił asystentce wynajęcie luksusowego jachtu na Karaibach, bo o tej porze roku słońce grzało tutaj jak szalone, a woda była turkusowa. Chciał, żeby cały pokład tonął w kwiatach - wybrał białe róże, które teraz zdobiły barierki i otaczały elegancko nakryty stolik z kolacją przygotowaną przez prywatnego szefa kuchni. W kieszeni jego marynarki z kolei spoczywało małe, aksamitne pudełeczko z absurdalnie drogim pierścionkiem zaręczynowym, który wybrał osobiście u jednego z jubilerów w Monako.

Not even the Gods above
Can seperate the two of us


Byli jeszcze w samochodzie, kiedy zawiązał jedwabną opaskę w okolicy jej oczu. - Mam nadzieję, że ci się spodoba - wymruczał jej do ucha, po czym pomógł jej wysiąść z auta. Zaczął prowadzić ją po pomoście, gdzie zostali powitani przez załogę jachtu uprzejmym skinieniem. Obejmował ją w pasie i prowadził powoli dalej, w stronę głównego pokładu. Zaczynał się denerwować. Wszystko miało być idealnie, bo - cholera - kochał Jiji Harts całym sercem. Chciał wziąć z nią ślub, założyć rodzinę i być razem z nią do końca świata i jeden dzień dłużej. Jeszcze nigdy nie był tak pewny swojej decyzji, nawet przed wyjazdem do Anglii miał wątpliwości, ale teraz… Teraz obejmował ramieniem kobietę swojego życia, a serce biło mu jak szalone, jednak jeszcze nigdy nie czuł się taki żywy. - Jeszcze dwa kroki, skarbie… uważaj na stopień - wyszeptał, prowadząc ją na sam środek udekorowanego pokładu.

Gdy w końcu się zatrzymali, delikatnie rozwiązał węzeł i pozwolił opasce opaść. Blask zachodzącego słońca odbijał się w setkach białych płatków, a przed nimi rozpościerał się ocean. No i podczas gdy Jiji patrzyła z zachwytem w horyzont, Leo uklęknął za nią i wyciągnął przed siebie otwarte pudełeczko z pierścionkiem. Cierpliwie czekał, aż brunetka się odwróci, po czym załoga jachtu włączy na głośnikach utwór fortepianowy, który wybrał specjalnie na tę okazję… Rosenhall przygotował nawet przemowę. Cholera, nigdy nie był aż tak pewny swojej przyszłości. Ten jacht, białe róże… oświadczyny… jej zgoda… to miał być dopiero początek ich wspólnej drogi.

Mieli przed sobą wspólne, bajeczne życie.

No, nothing can come between
You and I


𝑚𝑦 𝑚𝑜𝑜𝑛 𝑎𝑛𝑑 𝑠𝑡𝑎𝑟𝑠

die for you

: pt lip 03, 2026 1:44 am
autor: Jinx Hart
Leo Rosenhall pojawił się w jej życiu w momencie, kiedy samotność zaczynała jej już pomału doskwierać. Najpierw pandemia, która zamknęła wszystkich w czterech ścianach, aż można było oszaleć, a następnie rzucenie się w wir pracy nie mając możliwości na złapanie oddechu. Wracała do pustego domu i pokoju hotelowego. Nikt na nią nie czekał. Nikt nie pytał się każdego wieczoru jak minął jej dzień. Nikt nie tulił jej do snu i nie ocierał łez, które ukradkiem spływały po jej policzku, gdy oglądała ckliwe filmy romantyczne podczas menstruacji. Kiedyś nie miała z tym problemu, ale miesiące spędzone w osamotnieniu, pokazały jej, że potrzebuje od życia czegoś więcej.
I wtedy pojawił się On.
Z tym swoim uroczym, czarującym uśmiechem. Na pozór niewinny, a w rzeczywistości zawładnął jej światem aż straciła dla niego głowę. Przypomniał jej co to miłość. Pokazał jej, co to znaczy spokój, że można na kimś polegać. Nawet jeśli mieli tygodnie rozłąki, to rozmawiali każdego dnia. I z każdym kolejnym była w nim zakochana coraz bardziej.
Dwa lata minęły jej błyskawicznie. W końcu te dobre chwile szybko mijają, prawda? A oni mieli za sobą naprawdę przepiękny czas. Pełen miłości, wzajemnego wsparcia i szacunku do swoich pasji. Oboje spędzali dużo czasu w podróżach służbowych, więc momentami ich związek mógł się wydawać nietuzinkowy, ale najbardziej Jiji ceniła w Leo to, że doskonale rozumiał jej fascynację tańcem, bo sam miał własne pasje.
Nie mogła się doczekać tego wyjazdu i odliczała dni do wylotu na Karaiby, gdzie mieli spędzić swoją rocznicę, a na dodatek całość zaplanowane właśnie przez Leo. Czy mógł istnieć bardziej idealny facet? Nie. - Oh to wtedy liczę na jakąś rekompensatę- uśmiechnęła się do niego zadziornie, gdy nachylał się w jej kierunku, aby zawiązać jej chustkę na oczach. Instynktownie i tak zamknęła powieki, a wzdłuż jej pleców przebiegł dreszcz ekscytacji w oczekiwaniu na przygotowaną przez niego niespodziankę. Prowadzona przez niego w nieznanym kierunku, czuła się bezpiecznie. Ufała mu w pełni, ale to nie oznaczało, że nie mogła nieco zażartować.- Mam nadzieję, że nie okażesz się teraz seryjnym mordercą- rzuciła z rozbawieniem, uważając na stopień zgodnie z jego poleceniem. Szum oceanu podpowiadał jej już, gdzie ją zabrał, ale i tak była w szoku, kiedy ściągnął chustkę z jej oczu.
- Oh…- wyrzuciła z siebie na widok przystrojonego pokładu. Wszystko było perfekcyjne - białe róże. Naszykowany stolik. I ten widok… Wstrzymała powietrze podziwiając widok zachodzącego słońca tuż nad horyzontem. Miała cudowne życie. Cudowne życie z Leo.
Odwróciła się, aby go objąć i mu podziękować za zorganizowanie wszystkiego. Spodziewała się , że stoi tuż za nią, aby ją objąć albo już nalewa szampana do kieliszków, aby mogli rozpocząć kolację od wzniesienia toastu. Jednak, aby móc spojrzeć mu w oczy, zmuszona była opuścić wzrok, gdyż mężczyzna klęczał przed nią. Z pierścionkiem. Z wielkim brylantem. I z tym pytaniem malującym się na jego pięknej twarzy.
W tym momencie Jinx się poczuła jakby była ułamek sekundy przed wypadkiem. To właśnie ten moment, kiedy podobno życie Ci przelatuje przed oczami. W takiej sytuacji powinna mieć w głowie tylko ten czas spędzony z Leo przez ostatnie dwa lata. Wszystkie chwile tylko z nim. Tak jednak nie było


Spoiler
Obrazek
Nagle był maj 2016 roku. Burza w Toronto, lotnisko i O N. Uścisk dłoni, który był jak połączenie dwóch dusz. Wspólne przesiadywanie w hali odlotów, potem lot, włoskie uliczki, gorące noce, wymięta pościel, pocałunki, łzy, szok, kłótnia, ślub, pocałunki, dotyk… Każdy moment. Każdy cholerny przemknął jej przed twarzą. Te dobre i te złe. Te, które nosiła w sercu jak najdroższy w życiu skarb, ale i te, które wolałaby zapomnieć, a prawda była taka, że pamiętała doskonale każdą chwilę z nim spędzoną. Sądziła, że o nim zapomniała. Nie mieli kontaktu już od dłuższego czasu, a w dodatku ona była zakochana w Leo.
Lecz kiedy nagle obrazy w jej głowie zniknęły przywodząc na myśl czarną plamę, spojrzała na Rosenhalla i zakryła dłonią usta, kręcąc przy tym głową. Nie kontrolowała tego -ani swoich wspomnień ani reakcji swojego ciała. - Leo, nie- zaczęła szeptać wciąż zakrywając dłonią usta, a na jej twarzy próżno było szukać szczęścia. Był ból utraty i świadomości, że oddałaby wszystko, żeby ktoś inny klęczał przed nią z pierścionkiem w ręku.



my love <3

die for you

: śr lip 08, 2026 6:01 pm
autor: Leo Rosenhall
Był przekonany, że zaledwie kilka chwil dzieliło go od szczęśliwego życia u boku Jinx Hart. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się mylił.

Cierpliwie czekał, klęcząc za jej plecami, z pierścionkiem zaręczynowym wysuniętym w jej stronę. Gdy tylko się odwróciła, uśmiechnął się do niej delikatnie, przekonany, że ta chwila była tylko formalnością. Nagle z głośników popłynęły pierwsze nuty Marriage d’Amour wykonywanego na fortepianie w aranżacji jego przyjaciela - dokładnie tak, jak zaplanował. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, że coś było nie tak. Zobaczył w oczach Jiji przerażenie. Chyba nie tak powinna wyglądać przyszła panna młoda? Przełknął ślinę, nie ruszając się z miejsca, dalej siląc się na uśmiech. No i wtedy… Jiji zakryła sobie usta dłonią i pokręciła głową. Szok na jej twarzy nie zmienił się w radosne łzy. Um…

Leo, nie.

Zamarł z wyciągniętym pudełeczkiem, wpatrując się w kobietę, którą kochał ponad wszystko, i z którą chciał spędzić resztę swoich dni. Leo, nie. Przecież to… niemożliwe? Przecież wszystko było idealnie. Byli razem dwa lata, przetrwali pandemię, rozłąkę, wspierali się na każdym kroku… Co zrobił źle? Dlaczego odmówiła mu, zanim w ogóle zdążył zadać jej to pytanie? - Jinx? - wymówił cicho jej imię, dalej nie rozumiejąc. Był w szoku. Powoli opuścił rękę z pierścionkiem i wstał. Patrzył na nią, na jej dłoń zasłaniającą usta i na te przerażone oczy, w których widział wszystko oprócz… miłości do niego, tak? To, co widział w jej oczach, raczej nie było strachem przed zobowiązaniem albo nagłym atakiem paniki. Nie kochała go i zrozumiała to dopiero teraz, tak? - Nie? - powtórzył, po czym schował pierścionek do kieszeni. Zrobił krok w jej stronę, odruchowo chcąc złapać ją za ramiona i upewnić się, że wszystko było z nią w porządku, ale powstrzymał się, bo dalej kręciła głową. Cofnął dłoń.

Okej, wyglądało na to, że znów zaufał zbyt szybko i pokochał za mocno. Świetnie. Tylko jemu mogły przytrafiać się takie rzeczy. Przeklął pod nosem i wbił dłonie w kieszenie. Spojrzał na bogato udekorowany pokład i wszystkie te dekoracje wydały mu się nagle bardzo drogim, nieśmiesznym żartem. - Myślałem, że chcesz tego samego - powiedział w końcu, zaraz odwracając się do tyłu, bo ta przeklęta, romantyczna muzyka dalej grała. - Czy może ktoś wyłączyć tę przeklętą muzykę?! - zawołał głośniej, licząc na to, że zaraz zjawi się ktoś z obsługi. Wzrokiem odnalazł kelnera, który zaczął nerwowo i szybko klikać różne przyciski na głośniku, ale w wyniku jego działań muzyka zaczęła grać głośniej. Kelner zatkał usta dłonią i chyba spanikował, bo zawołał swoją koleżankę, której w końcu udało się wyłączyć cholerne urządzenie. Nastała cisza. Kelnerzy skinęli Leo głowami i opuścili pokład.

Zostali sami. Leo westchnął i oparł dłonie o barierkę, przenosząc wzrok na ocean. - Powiedz mi chociaż, dlaczego - zwrócił się po długiej chwili milczenia w stronę Jiji. Jeszcze nie dotarło do niego w stu procentach, co się właściwie wydarzyło. Nie mógł w to uwierzyć. Naprawdę myślał, że byli razem szczęśliwi… że niczego jej nie brakowało. Poświęcił na tę relację dwa lata. Myślał o tych wszystkich chwilach spędzonych na FaceTime, kiedy krążyli po hotelowych pokojach w Europie, Azji czy Australii. Myślał o tym, jak bardzo starał się być dla niej oparciem. Myślał o tym, jak była przy każdym jego sukcesie i skandalu. A teraz miał o tym wszystkim zapomnieć? - Przecież rozmawialiśmy o przyszłości, Jiji - dodał, nie mogąc pozbyć się uczucia, że go oszukała.

Naprawdę go oszukała.

𝑦𝑜𝑢'𝑟𝑒 𝑛𝑜𝑡 𝑚𝑖𝑛𝑒, 𝑟𝑖𝑔ℎ𝑡? 💔

die for you

: śr lip 15, 2026 1:03 am
autor: Jinx Hart
Kiedy Leo zawiązywał szarfę na jej oczach, czuła dreszcz ekscytacji na myśl o zbliżającym się wieczorze. Ich rocznica. Druga. Przepiękne wspólne dwa lata spędzone na wspieraniu siebie nawzajem - na dobre i na złe. Była przy nim, gdy wybuchał skandal. On ją podnosił na duchu, gdy nie przedłużyli jej kontraktu i wyleciała z trasy Madonny. To z nim uczyła się surfować na falach w Portugalii, tak jak od zawsze marzyła. To on szeptał jej do ucha Jiji - tylko dwie osoby tak do niej mówiły. To w ramionach Rosenhalla płakała i śmiała się. Kochała go. Boże, jak ona go kochała.
Dlatego pokonując kolejne kroki, z zamkniętymi oczami szła bez poczucia strachu. W końcu miała go u swojego boku i wierzyła, że przy nim nic się jej nie stanie. To miał być kolejny miły wieczór spędzony w swoim towarzystwie świętując kolejny wspólny rok.
Leo, nie…
To było chyba najgorsze, co mógł usłyszeć mężczyzna klęczący z wielkim diamentem przed swoją kobietą. Jinx zrobiłaby dla Leo wszystko, ale tego jednego nie była w stanie i to właśnie dlatego, że go kochała. Wpatrywała się w pierścionek, który świecił aż z daleka obrzydliwą liczbą karatów, której pewnie wolałaby nie znać, bo jej wyrzuty sumienia byłyby jeszcze większe. Już i tak nie była w stanie spojrzeć na Leo. Czy dostrzegał, że jej wzrok jest skierowany te kilka centymetrów niżej? Czy jej reakcja przysłoniła mu możliwość rejestrowania czegoś poza tymi dwoma słowami.
Czy może ktoś wyłączyć tę przeklętą muzykę?!
A jednak docierało do niego wszystko z zewnątrz i to ona aż drgnęła na jego słowa. Poprzednie docierały do niej jakby z oddali, blokowała je. Ale kiedy pojawiła się obsługa i zaczęła w amoku próbować wyłączyć przepiękną piosenkę, Jiji wykorzystała ten moment, aby zetrzeć z kącika oczu zbierające się łzy. Nie odzywała się, czekając na kolejną reakcję mężczyzny, ale i zbierając w sobie siłę i wyjaśnienia. Czy w ogóle było możliwe, znaleźć jakieś ich pokłady? Szczerze w to wątpiła.
Stała w ciszy wpatrując się w miejsce, gdzie przed chwilą znajdował się mężczyzna, którego kochała przez ostatnie ponad siedemset dni. Złamała mu serce, wiedziała że to jej wina. A On? On był winny temu, że ulokował serce w nieodpowiedniej kobiecie. Musiała stawić czoła sytuacji, do której doprowadziła i ruszyła stając obok niego, ale opierając się plecami o barierki. Nie miała jednak odwagi na niego spojrzeć, więc utkwiła wzrok w kawałku drewnianej podłogi pod ich stopami. Nawet kiedy w końcu się odezwał, nie podniosła głowy. Była tchórzem.
- Wiem Leo, wiem- przytaknęła słysząc i czując jak łamie się jej głos. Potarła dłońmi nagie ramiona, czując nagle przeszywający chłód. Tak naprawdę zgadzała się z nim w obu kwestiach - zarówno w tym, że potrzebuje wyjaśnień, ale także w tym, że przecież rozmawiali o wspólnej przyszłości. Wtedy wszystko wydawało się proste, przyjemne i realne. Wszystko w teorii, ale kiedy przyszło zrobić krok w kierunku praktyki, zamarła… - Leo, to nie jest takie proste…- zaczęła skruszona z opuszczoną głową, szukając odpowiednich słów, by nie bolało aż tak bardzo i aby spróbował ją zrozumieć, bo ona sama siebie nie rozumiała.- Kocham Cię Leo. Naprawdę Cię kocham- podniosła głowę, by w końcu pierwszy raz na niego spojrzeć. Na mężczyznę, który zamieszkał w jej sercu, które było wyprute ze wszelkich uczuć, gdy go poznała. To on jej na nowo pokazał, co to jest miłość. Jak mogłaby mu złamać serce jeszcze bardziej? - Po prostu, to nie mi powinieneś się oświadczyć. Poznasz niesamowitą kobietę, zakochacie się w sobie, weźmiecie ślub i będziecie mieć gromadkę dzieci- nie była w stanie mu powiedzieć o Callumie. Nie mogła tego zrobić. Nie chciała wprowadzać tego wszystkiego do miłości do innego mężczyzny, o którym już dawno powinna zapomnieć. Jednak nie potrafiła go wyrzucić z serca.


Leo Rosenhall