Strona 1 z 1

Be my nurse whether you like it or not

: pt lip 03, 2026 6:50 pm
autor: Mikhail Iwanow
- Kurwa – warknął Misha, próbując zakrwawionymi dłońmi wyciągnąć klucze do mieszkania z kieszeni marynarki. Siedział właśnie pod drzwiami własnego apartamentu, próbując się do niego dostać, zanim zauważy go jakiś zatroskany sąsiad, który pewnie wezwie policję w obawie o własne życie.
A jak znalazł się w tej sytuacji?
Mafijne porachunki nie zawsze kończyły się sukcesem. Zawsze było niewielkie ryzyko, że druga strona ma coś w zanadrzu i plan nie pójdzie po jego myśli. Na początku wszystko zapowiadało się idealnie. Stał naprzeciwko grupki ludzi, wyjaśniając im na spokojnie, jakie konsekwencje ich czekają, jeśli nie zrobią tego, czego Iwanow od nich wymaga. A nie chciał wiele. Miał po prostu odzyskać trochę pieniędzy, wynegocjować akceptowalne dla jego strony warunki i wrócić do domu na kolację. Normalka. Dzień jak co dzień.
Ale jeden z nich musiał udawać cwaniaczka. Dzieciak wyciągnął broń, którą pewnie zdobył od starszych kolegów i postrzelił zaskoczonego Mishę w bok, zanim ten zdążył zareagować. Misha odpowiedział strzałem, trafiając go w nogę. Nie chciał go zabijać. Jeszcze nie. Młodzieniaszek tym zasłużył na karę i został przez jego ludzi zaciągnięty do jednego z budynków na obrzeżach miasta, wynajmowanego pod przykrywką niewielkiego lokalu gastronomicznego, a w piwnicy stworzył sobie niewielki areszt dla tego typu zakładników.
Później mu się dobierze do skóry. Teraz nawet pod wpływem adrenaliny nie chciał się nim zajmować. Z doświadczenia wiedział, że największy potwór wyjdzie z niego później, jak już trochę ochłonie. I opatrzy ranę postrzałową z której sącząca się krew już poplamiła jego drogą koszulę. Takie marnotrawstwo.
Warknął do swoich ludzi, by zajęli się resztą, a sam wsiadł do swojego auta, które też trzeba będzie oddać do czyszczenia i ruszył do zamieszkałego przez niego apartamentowca. Ryzykowne, ale tam miał całą apteczkę, przygotowaną właśnie na takie okazje. Zaparkował auto na wykupionym miejscu i windą wjechał na odpowiednie piętro, czując delikatne zawroty głowy. Ostatecznie był tylko człowiekiem i taka rana musiała dać mu się we znaki.
Zacisnął zęby, walcząc z chwilową słabością, by całkiem nie opaść z sił i skupił się na szukaniu odpowiedniego klucza.

Olivia Calvert

Be my nurse whether you like it or not

: pt lip 03, 2026 8:26 pm
autor: Olivia Calvert
Kolacja ze znajomymi była udana i Liv żałowała, że nie mogła zostać dłużej. Niestety, jutrzejsza poranna zmiana, plus niepotrzebny spór, który wywiązał się pomiędzy dwójką z kolegów sprawiły, że podjęła decyzję o powrocie. Nie potrzebowała kolejnych negatywów w swoim życiu, woląc zachować w pamięci śmiechu oraz przyjemne uczucie beztroski. Potrzebowała tego znacznie bardziej, niż był w stanie wcześniej przyznać. Relaksu po ciężkich dniach. Zapomnieniu od problemów - kłótni z ojcem, który po raz kolejny starał się przekonać ją, że czas zmienić specjalizację. Ile jeszcze razy będzie jej to wypominał? Liczyła, że w ciągu ostatnich lat się podda, rezygnując z próby nawrócenia jedynej córki, ale ten uparcie dążył do osiągnięcia celu, jedynie ciśnienie jej podnosząc. Była dorosła, miała prawo do podejmowania własnych decyzji nawet, jeśli nie zawsze były trafne. To jej błędy i jej doświadczenie, nie chciała wiecznie być zależna od swoich rodziców, którzy wystarczająco wiele jej odebrali w dzieciństwie.
Westchnęła, wchodząc po schodach na górę. Mogła skorzystać z windy, ale ostatnio szwankowała - wolałaby w niej nie utknąć. Dodatkowo ruch dobrze jej zrobi, wypłukując chociaż trochę alkohol krążącego w jej żyłach. Nie była przesadnie pijana, ale stan trzeźwości zgubiła cztery drinki temu, pozwalając myślom odpłynąć. Przynajmniej zapomniała rodzicach oraz tajemniczej personie, która postanowiła uprzykrzyć jej życie, co rusz wysyłając listy pozostawione na jej wycieraczce. Doprowadzało ją to do szału i powoli rozwijającej się paranoi. Jeszcze trochę, a każda osoba na ulicy będzie przez nią postrzegana jak stalker, który jej się uczepił, a którego nie mogła ująć.
Niespodziewanie usłyszała dźwięk na końcu korytarza. serce zabiło jej mocniej. O proszę, czyli mamy pierwsze skutki prześladowania. Wystarczył dźwięk przecinający nocną ciszę, by kobieta niemal zawału dostała.
Niczym nielogicznie postępująca bohaterka horroru skierowała się ku cichemu pobrzękiwaniu. Nie miała wyjścia - właśnie tam znajdowały się drzwi do jej mieszkania.
Odetchnęła niemal z ulgą, kiedy dostrzegła postać sąsiada - nie miała okazji zamienić z nim wielu słów, kojarzyła go głównie z widzenia i krótkiego powitania rzucanego gdzieś pomiędzy mijaniem się na korytarzu. Jak on się właściwie nazywał?
-Dobry wieczór - rzuciła do niego, podchodząc bliżej. Co z jego ruchach wzbudziło jej czujność. Może też dał się ponieść imprezie, walcząc teraz ze skutkami. - Pomóc panu? - Teraz stała dostatecznie blisko, by dostrzec klucze leżące na podłodze. Musiały mu wypaść. Uśmiechnęła się lekko, schylając się po nie.
-Ciężka noc, hm? - powiedziała pogodnie.
Chwilę później uśmiech zastygł na twarzy niczym niemrawy grymas. Dostrzegła czerwone ślady na metalowych przedmiotach. Wiedziona intuicją powiodła po ciele mężczyzny, który trzymał się za bok.
Krew.
Dopiero teraz uświadomiła sobie, że ten zapach opanował korytarz. Miała z nim tak często do czynienia, że zupełnie nie zwróciła na niego uwagi.
-Rany boskie! - wyrwało jej się z ust. Darowała sobie komentarz, że był ranny; to było zbyt oczywiste. - Pomogę panu. - Otworzyła drzwi do jego mieszkania, czując dziwny chłód. Co jeśli ktoś, kto go zaatakował, nadal był w budynku? Najlepiej było się schronić i dopiero wtedy wezwać odpowiednie służby.
Wprowadziła ich do środka, nawet nie pytając o pozwolenie. Wiele ją kosztowała pomoc sąsiadowi, który znacznie górował nad nią wzrostem.
-Proszę usiąść, zaraz wezmę karetkę i policję - rzuciła, ryglujące jego drzwi, zamykając ich w bezpiecznym z pozoru mieszkaniu.

Mikhail Iwanow