Strona 1 z 1

Santa's Kingdom

: pt lip 03, 2026 8:49 pm
autor: Magnus Grimstad
Decyzja, którą podjął na pierwszy rzut oka wydawała się łatwa, jednak doskonale wiedział z jakimi będzie się wiązać dla niego konsekwencjami. Przez znakomitą większość swojego życia kierował się logiką. To właśnie to utrzymało go przy życiu tak długo w tym świecie. To co zrobił tym razem nie było logiczne, ani tym bardziej mądre zważając na to, że kierował się uczuciami, których sam jeszcze nie do końca rozumiał. Właściwie w ogóle nie rozumiał tego, co się między nimi rodziło. Wiedział jedynie, że nie potrafił zostawić jej w tym wszystkim samej. Nawet jeśli była bardziej niż zdolna sobie poradzić, przynajmniej tak chciał sądzić. Może mu się wydawało, ale ta cała sprawa wstrząsnęła nią bardziej niż chciała się do tego przyznać przed nim, a nawet przed sobą.
Wydostanie się z Toronto nie było trudne. Nie dla niego. Musieli zrobić szybki postój na wyrobienie jej nowych dokumentów. Nie ufał tym, które miała już w swoich kryjówkach. Skoro mieli jej wizerunek, z odpowiednimi środkami mogli poznać jej stare przykrywki. Lepiej było nie ryzykować. Chciał im dać jak najwięcej czasu na przygotowania. W samolocie nie mieli dla siebie zbyt wiele czasu. Magnus spędził większość czasu na swoim laptopie czy telefonie ustawiając swój grafik na najbliższe kilka dni, uprzedzając wszystkich, że przez tydzień czy dwa pewnie będzie niedostępny. Do tego wypadało przygotować jeszcze kilka niespodzianek dla potencjalnych nieproszonych gości. Więc Sierra mogła zobaczyć go w tej bardziej biznesowej wersji. Prezesa, filantropa. Słyszała go czasami na telefonie, lecz to była zaledwie namiastka. Tym razem mogła zobaczyć go w pełnej krasie. Tę część jego życia, której jeszcze nie widziała.
Na miejscu czekał już na nich samochód. Nie musieli czekać na bagaże. Podróżowali lekko. Wszystko było już przygotowane na miejscu. On siedział za kierownicą doskonale znając drogę. Nie zatrzymywali się w mieście. Mknęli na północ. W nieznane.
- Zawsze tędy wracałem do domu. Pochodzę z Norwegii, jednak zawsze stwarzam pozory tego, że żyję w Finlandii. Stąd przekraczam granicę w kilku tylko sobie znanych miejscach. Tak odseparowywałem swoje życie prywatne od zawodowego. - odezwał się w drodze na miejsce spoglądając w jej stronę na pustej, asfaltowej drodze - Staramy się stworzyć takie same pozory. Mam tutaj małe miasteczko. - uśmiechnął się do niej nieco zażenowany tym jak to brzmiało - Nie jestem aż tak bogaty. Tu po prostu założyłem pierwszą siedzibę, później wykupowałem kolejne nieruchomości pod różnymi spółkami i po kilku latach... nikt tego nie wie, ale miasteczko o populacji kilkuset osób jest właściwie moje. - wzruszył ramionami wracając wzrokiem do drogi.
- Papiery powinny sprawić, że będziemy mieli chwilę dla siebie. Gdy ktoś niecodzienny pojawi się w okolicy będę o tym wiedzieć. Mam opłaconych ludzi na lotnisku. To moje królestwo. - położył wyraźniejszy nacisk na ostatnie zdanie - Znam każde wzgórze, każdy zagajnik i każdą jaskinię. Nie ma lepszego miejsca by ich zaskoczyć. - powiedział z delikatnym uśmiechem pewności siebie na ustach.
Może powrót w prawie rodzinne strony to z nim robił. Doskonale wiedział, że jakakolwiek arogancja mogła prowadzić do zguby. Niemniej tutaj był u siebie. To jego teren łowiecki, a teraz przemawiał przez niego łowca, którym był przez większość swojego życia. Tu wiedział, że był w stanie ją obronić. Tutaj mógł być po prostu sobą.

Sierra Valencia