the other woman
: pt lip 03, 2026 10:36 pm
bby
To miał być tylko jeden raz.
Szybki numerek, żadnych imion, żadnych telefonów, żadnych szczegółów.
Ale jeden raz przerodził się w serię spotkań, a wszystkie wyglądały podobnie: krótka nie-randka, drink w hotelu, kawa na mieście w miejscach do których nigdy nie chodził, by przypadkiem nie spotkać nikogo ze znajomych. I przystanek w jej mieszkaniu. Czysta przyjemność, fizyczne spełnienie, którego tak brakowało mu w związku. Krótka rozmowa, żarty. I w końcu zbierał swoje ubrania z podłogi, bo przecież w rozpędzie namiętności nawet wyprasowana koszula lądowała w końcu w kącie.
Znał to mieszkanie coraz lepiej. Wiedział gdzie są kubki, które z okien ma zepsuty zamek i się nie otwiera, na którym kanale emitują sport.
Czuł się podle, za każdym razem, kiedy drzwi windy zamykały się za nim i patrzył na swoje odbicie kątem oka. To co robił nie było fair wobec Kristin, z którą był umówiony kolejnego dnia na piknik w parku. A Ariel nie miała pojęcia że ma dziewczynę. Coraz lepiej ją poznawał, a te małe szczegóły, które tworzyły jej obraz zaczynały mu się zagnieżdżać w myślach na stałe. A przecież nie tak miało być. Jest przecież monogamistą i to chorym monogamistą, który zgrywa idealnego chłopaka. Ale jeżeli tak było, to dlaczego z taką łatwością przychodziło mu składanie pocałunków na ciele Ariel? Przez te dwie godziny w tygodniu zapominał na dobre o swojej dziewczynie i miał tylko ją. Ariel Sanders. Pisarkę, która pracowała w bibliotece. Pisarkę o ciele pilatesiary.
I teraz nie było inaczej. Leżał w jej łóżku, a wokół nich porozrzucane zostały jego ubrania, jej ubrania. Sukienka, w której jak ją zobaczył, to nie mógł przestać myśleć o tym, że chce ją z niej zdjąć. Jego koszula, którą rano wybierał do pracy z myślą o trudnej rozmowie, którą musi przeprowadzić w firmie. Ślady ról w które wchodzili na codzień. Podciągnał się na łóżku i wyciąga rękę, żeby mogła się na niej oprzeć i przytulić. Miał ochotę włączyć sobie meczyk i zostać tu jeszcze trochę, ale wiedział dobrze, że nawet taka myśl jest już niebezpieczna. Bo czy przez takie właśnie zachowanie nie zaczyna mącić w głowie Arielce?
- Muszę ci coś powiedzieć Ariel - zdecydował w końcu, spoglądając w dół na jej kolano, które zarzuciła mu na udo. Powinien był jej to powiedzieć przed tym jak się z nią przespał, ale coż, co się wydarzyło tego się nie cofnie. - Nie będziesz zadowolona z tego, ale wolałbym, żebyś wiedziała - zaczyna i kiedy Ariel spogląda na niego z dołu, przez chwilę się zawahał. Dziewczyny w takim momencie raczej wolałyby usłyszeć, że on zaczyna mieć wobec nich prawdziwe uczucia, a nie, że nie moga na nic liczyć. - Ja um... ja mam dziewczynę
To miał być tylko jeden raz.
Szybki numerek, żadnych imion, żadnych telefonów, żadnych szczegółów.
Ale jeden raz przerodził się w serię spotkań, a wszystkie wyglądały podobnie: krótka nie-randka, drink w hotelu, kawa na mieście w miejscach do których nigdy nie chodził, by przypadkiem nie spotkać nikogo ze znajomych. I przystanek w jej mieszkaniu. Czysta przyjemność, fizyczne spełnienie, którego tak brakowało mu w związku. Krótka rozmowa, żarty. I w końcu zbierał swoje ubrania z podłogi, bo przecież w rozpędzie namiętności nawet wyprasowana koszula lądowała w końcu w kącie.
Znał to mieszkanie coraz lepiej. Wiedział gdzie są kubki, które z okien ma zepsuty zamek i się nie otwiera, na którym kanale emitują sport.
Czuł się podle, za każdym razem, kiedy drzwi windy zamykały się za nim i patrzył na swoje odbicie kątem oka. To co robił nie było fair wobec Kristin, z którą był umówiony kolejnego dnia na piknik w parku. A Ariel nie miała pojęcia że ma dziewczynę. Coraz lepiej ją poznawał, a te małe szczegóły, które tworzyły jej obraz zaczynały mu się zagnieżdżać w myślach na stałe. A przecież nie tak miało być. Jest przecież monogamistą i to chorym monogamistą, który zgrywa idealnego chłopaka. Ale jeżeli tak było, to dlaczego z taką łatwością przychodziło mu składanie pocałunków na ciele Ariel? Przez te dwie godziny w tygodniu zapominał na dobre o swojej dziewczynie i miał tylko ją. Ariel Sanders. Pisarkę, która pracowała w bibliotece. Pisarkę o ciele pilatesiary.
I teraz nie było inaczej. Leżał w jej łóżku, a wokół nich porozrzucane zostały jego ubrania, jej ubrania. Sukienka, w której jak ją zobaczył, to nie mógł przestać myśleć o tym, że chce ją z niej zdjąć. Jego koszula, którą rano wybierał do pracy z myślą o trudnej rozmowie, którą musi przeprowadzić w firmie. Ślady ról w które wchodzili na codzień. Podciągnał się na łóżku i wyciąga rękę, żeby mogła się na niej oprzeć i przytulić. Miał ochotę włączyć sobie meczyk i zostać tu jeszcze trochę, ale wiedział dobrze, że nawet taka myśl jest już niebezpieczna. Bo czy przez takie właśnie zachowanie nie zaczyna mącić w głowie Arielce?
- Muszę ci coś powiedzieć Ariel - zdecydował w końcu, spoglądając w dół na jej kolano, które zarzuciła mu na udo. Powinien był jej to powiedzieć przed tym jak się z nią przespał, ale coż, co się wydarzyło tego się nie cofnie. - Nie będziesz zadowolona z tego, ale wolałbym, żebyś wiedziała - zaczyna i kiedy Ariel spogląda na niego z dołu, przez chwilę się zawahał. Dziewczyny w takim momencie raczej wolałyby usłyszeć, że on zaczyna mieć wobec nich prawdziwe uczucia, a nie, że nie moga na nic liczyć. - Ja um... ja mam dziewczynę