Strona 1 z 1

long time no see

: sob lip 04, 2026 3:26 pm
autor: Darcy Bowman
Pozmieniało się. Prawdę powiedziawszy jej życie zmieniło się w momencie, w którym pochowała Daniela i nie miała pojęcia… naprawdę nie wiedziała, co z tym zrobić. Została sama z rzeczami, z którymi nie potrafiła sobie poradzić – bo i jak, prawda? Była dziewczyną z biednego domu, z którego uciekła jak była nastolatką, która przez większość życia po prostu kręciła tyłkiem na rurze, żeby zarobić na rachunki. Pierwszy przewrót nastąpił, gdy trafiła do Fifth, gdy wpadła w oko Danielowi i ta relacja z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc i roku na rok – po prostu ewoluowała. Już nie musiała się martwić tańcem, klientami, rachunkami i właściwie czymkolwiek. Była dodatkiem, była ładnym elementem przy jego boku, ale nie musiała się niczym przejmować. Nagle jej życie weszło na poziom, którego nigdy nie miała przecież dosięgnąć i odnalazła się w nim. Polubiła się z luksusem, polubiła się z drogą biżuterią, eleganckimi restauracjami i swoim pięknym domem, w którym zadbała o każdy szczegół. Była przy jego boku w momentach, w których prawdopodobnie być nie powinna, ale miała w sobie tą umiejętność dostosowywania się… więc nie paplała, nie mieliła językiem, była obok, obserwowała i korzystała z życia, które jej dawał. Zamknął jej w złotej klatce i przez dłuższy czas jej to pasowało. I dopiero, gdy zginął, gdy nagle zniknął z jej życia – uświadomiła sobie jak bardzo jej w tej klatce brakowało powietrza. Była zagubiona i oszołomiona… i absolutnie przerażona. Jednocześnie wiedziała, że nie może dać sobie wejść na głowę, bo wtedy wielki świat, w którym żył jej mąż ją pożre.
Zaczęła odzyskiwać kontrolę nad swoim życiem, wreszcie miała coś do powiedzenia i wreszcie mogła robić to, co jej się podobało. I jeszcze mocniej zaczęła doceniać tą garstkę ludzi, których w ostatnich latach poznała i polubiła. I chociaż znowu pozwoliła, żeby facet postawił jej życie do góry nogami – nie zapominała o całej reszcie. Tym bardziej, że nie miała w życiu wielu osób.
- No proszę… zawsze doceniam gości VIP. – rzuciła swobodnie podchodząc do loży, w której obsługa posadziła Ophelię, która rzeczywiście zawsze (a przynajmniej od kiedy klub należał do Darcy) była traktowana jak gość VIP – Chcesz zostać tutaj… – widok na scenę zapewne był doskonały, chociaż nie nachalny… bezpieczna odległość, która dawała prywatność i dobrą perspektywę. Nie każdy jednak chciał oglądać damskie pośladki i śliniących się do nich mężczyzn – Czy przejść na tyły? – póki co przywitała się ze znajomą – Swoją drogą muszę przyznać, że ostatnio nie jest wcale łatwo mnie tu spotkać. Mało tego… nie chcesz może kupić klubu? – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, zupełnie jakby sobie żartowała, ale jednocześnie… wcale nie? Tylko Ophelia mogła sobie zdawać sprawę, że w the Fifth mogły tkwić trupy pochowane w przysłowiowych szafach – Zabrałam się za robienie z nim porządku. Wszelki czas i pora. – żeby te trupy wreszcie wynieść.


Ophelia Attwood

long time no see

: pn lip 06, 2026 5:24 pm
autor: Ophelia Attwood
Jeśli chodziło o Ophelię to jej życie wyglądało... stabilnie. Przynajmniej tak to mogła opisać w swoim mniemaniu. Głównie dlatego, że nie nastąpiły w nim żadne gwałtowne zmiany. Wciąż menadżerowała Tranzac, spotykała się ze znajomymi, a w jej życiu pojawiały się te czy inne przelotne romanse, które urozmaicały jej czas. Podobnie jak nałogi, z których nie mogła zrezygnować, ale które wciąż nie wymykały się zbytnio spod kontroli. Wszystko było zatem w jak najlepszym porządku.
To była dla niej norma. Zwyczajna rutyna, z której nie potrafiła się wyrwać. Można było też stwierdzić, że z pewnością powinna już mieć dosyć imprezowania w klubach skoro zajmowała się jednym z nich, ale pewna zmiana scenerii zawsze mogła jej wyjść na dobre. Poza tym od dawna nie miała okazji do tego, aby spotkać się z Darcy.
Dlatego właśnie wyszykowała się najlepiej jak umiała i ruszyła do the Fifith, aby móc zabawić się w miejscu, gdzie nie była na dobrą sprawę niczyją szefową i mogła pozwolić sobie na więcej luzu. Mimo wszystko przy swoich ludziach starała się trzymać nieco bardziej fason niż w miejscu, które nie znajdowało się pod jej opieką. Nie wspominając już o tym, że mogła tutaj liczyć na nieco inne atrakcje niż u siebie.
Obsługa klubu znała ją na tyle, aby zagwarantować jej całkiem przyjemne miejsce w loży dla VIPów oraz drinka na koszt firmy. Postawiła bez zastanowienia na jakiegoś klasyka, którego sączyła leniwie, przyglądając się tańczącym na rurach dziewczynom i w gruncie rzeczy... zdawała sobie sprawę, że nie była w zasadzie o wiele lepsza od tych mężczyzn, którzy ślinili się na ich widok. Różnica polegała na tym, że Attwood z pewnością potrafiła być nieco subtelniejsza. Nawet jeśli jej spojrzenie badawczo przyglądało się tancerkom.
- Darcy! Miło cię widzieć! - przywitała kobietę, uśmiechając się serdecznie na jej widok. - Loża mi odpowiada, ale jeśli chcesz porozmawiać w bardziej zacisznym miejscu to możemy się tam przenieść.
Nie miała problemu z prowadzeniem rozmowy w głównej części klubu, ale jeśli tylko kobieta chciała nieco cichszą atmosferę, aby móc na spokojnie nadrobić zaległości, które nagromadziły się od ostatniego razu, gdy się ze sobą widziały.
- A gdzie cię tak nosi, kochana, że ostatnio coraz rzadziej tu bywasz? - dopytała, znajdując idealną okazję do tego, aby dopytać ją o to, co ostatnio działo się w jej życiu, a na wzmiankę o kupnie klubu prawie się zaśmiała. - Nie sądzę, abym miała fundusze do tego, aby kupić tak wyszukany lokal, ale brzmi kusząco.
Na pewno bycie właścicielką takiego lokalu wiązało się ze sporym prestiżem, ale pewnie trudno byłoby jej się pożegnać z jej swoistym artystycznym światkiem, który rozwijał się w Tranzac. Istotniejsze jednak było dla niej jakie to zmiany zachodziły w życiu Darcy, że decydowała się na podobne porządki.

Darcy Bowman

long time no see

: ndz lip 12, 2026 10:35 am
autor: Darcy Bowman
Widok kobiet w klubie już dawno przestał ją zaskakiwać. Widziała tu chyba już cały ich przekrój. Od tych, które przerażony przychodziły w towarzystwie swojego perwersyjnego męża, który liczył, że w ten sposób uda mu się ją namówić na odrobinę szaleństwa i towarzystwo w łóżku, aż po te, którym to zwyczajnie sprawiało taką samą przyjemność jak facetom. Tylko faktem było, że faktycznie zawsze robiły to z większą klasą. I Darcy właściwie potrafiła je zrozumieć… kto nie doceniał pięknego ciała, prawda? Szczególnie, że od ładnego kawałka czasu, gdy odnalazła w sobie wystarczająco dużo pewności, żeby faktycznie rządzić tym miejscem – zmieniło ono charakter na znacznie mniej wulgarny. Tym samym i coraz więcej kobiet się w nim pojawiała. Chociaż w pierwszy odruchu pomyślała, że Ophelia przyszła tu raczej towarzysko, a nie imprezowo. Prawdopodobnie błędne założenie, ale jakoś… logika nie była ostatnio jej najmocniejszą stroną. Za dużo rzeczy kręciło jej się po głowie.
Gdy kobieta stwierdziła, że loża jej odpowiada – momentalnie pokręciła lekko głową i sama na nią opadła, zapadając się lekko w poduszkach i jednocześnie skinęła na kręcąc się w bezpiecznej odległości dziewczynę, która mogła przynieść im drinki.
- Jeszcze raz to samo? – spojrzała na Ophelię zanim złożyła zamówienie. Wzięła dokładnie dwa razy to samo i przesunęła spojrzeniem po sali, na krótki moment zatrzymując spojrzenie na scenie. Z tej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej i zdała sobie sprawę, że coraz mniej pamięta jak wyglądało to ze sceny. Czy tęskniła? Niekoniecznie. A przynajmniej nie za każdym elementem – Skąd pomysł, że miałabym cię za niego zedrzeć? – skwitowała w odpowiedzi, lekko rozbawiona wracając spojrzeniem do blondynki. Może to było nierozsądne… okej, to na pewno było nierozsądne, ale pieniądze ze sprzedaży klubu były ostatnią rzeczą, o którą się martwiła – Chyba po prostu bardziej chciałabym się go pozbyć… jak już ogarnę ten bałagan, żeby nikogo w nim nie utopić. – odebrała od kelnerki ich ekspresowo przyniesione drinki, ale bycie kimś ważnym miało swoje plusy. Przynajmniej nie musiała długo czekać, żeby umoczyć usta w alkoholu – I nigdy mnie nie nosi… dorosłam do tego, żeby zamknąć za sobą niektóre drzwi i tematy. Jednym z nich jest Daniel, a trudno wykreślić go ze swojego życia, gdy siedzę tutaj. – uśmiechnęła się pod nosem, odłożyła szklankę na blat stolika i znów mocniej zapadła się w poduszkach. Przesunęła opuszkami palców po obiciu kanapy – nawet coś tak banalnego było z nim związane – Ale jeśli znasz miejsce na świecie, do którego warto uciec i nie wracać to chętnie przyjmę propozycje. – dodała pół żartem, pół serio, uśmiechając się pod nosem – Co słychać? - zapytała swobodnie, wbijając w nią uważne spojrzenie.


Ophelia Attwood

long time no see

: wt lip 14, 2026 11:09 pm
autor: Ophelia Attwood
Oczywiście, że głównym powodem, dla którego pojawiła się w klubie była Darcy. W końcu od dawna nie miały okazji do tego, aby się zobaczyć i musiały nadrobić pewne zaległości, ale nic nie stało na przeszkodzie, aby po prostu nie mogła rozkoszować się rozciągającym przed nią widokiem. W końcu miała nieco czasu dla siebie nim w końcu Bowman odnalazła ją w loży. Wystarczająco, aby przyjrzeć się uważnie znajdującej się najbliżej niej tancerce, która poruszała się z wyjątkowym wdziękiem. Ophelia wydawała się być równie oczarowana samymi jej ruchami jak i samą urodą skąpo ubranej dziewczyny. Umiała w końcu docenić wszelkie rodzaje sztuki i piękna jeśli tylko miała je przed oczami.
A więc loża. Jakby nie patrzeć to jednak faktycznie spotykały się towarzysko i nie potrzebowały bardziej ustronnego miejsca, a tocząca się wokół impreza w niczym im nie przeszkadzała. Dlatego uśmiechnęła się, gdy tylko przyjaciółka opadła na kanapę, a następnie przytaknęła na pytanie o drinka. Na razie nie potrzebowała żadnej odmiany, więc mogła postawić na powtórkę. potem pewnie dopiero skusi się na coś innego, aby nie pić przez cały wieczór tego samego.
- Rozejrzyj się, kochanie - poleciła jej, samej poświęcając chwilę na kontemplację otaczającego je miejsca. - To świetny lokal. Zapewne przynosi też ogromne zyski, więc to nie kwestia zdzierstwa, a uzyskania za niego uczciwej ceny.
Może i naprawdę Darcy nie chciała uzyskać za niego prawdziwych kokosów, ale Attwood nie mogłaby przejąć czegoś takiego za bezcen. Zwłaszcza od kogoś, kto władował w to wszystko masę pracy. Z jednej strony wydawało jej się, że przejęcie the Fifth byłoby czymś ciekawym, ale miałaby tak nagle porzucić Tranzac?
- Rozumiem, że możesz chcieć się go pozbyć, ale nie pozwól, żebyś była na tym stratna. Tak się nie godzi - upomniała ją po raz ostatni nim uśmiechnęła się do kelnerki, od której odebrała swojego drinka. - I jak ci dotychczas idzie zamykanie tego wszystkiego? Potrzebujesz z tym jakiejś pomocy?
Wystarczyłoby jedno słowo, a już ruszyłaby jej na ratunek, aby wspomóc ją jakkolwiek mogła. Ophelia dbała o ludzi, a Bowman była jej dosyć bliska, więc tym bardziej chciała być dla niej pomocna. Chociaż z pewnymi sprawami człowiek musiał uporać się sam.
- Mówimy teraz o miejscach w Toronto czy bardziej globalnie? - odparła ze śmiechem, bo może znalazłaby mimo wszystko kilka przydatnych lokalizacji. - U mnie wszystko w porządku. W klubie się kręci, praca pochłania, a prywatnie... Cóż, raczej niewiele się u mnie zmieniło. Dalej stara panna z kotem.
Co prawda może i zakręciło się ostatnio paru ładnych kawalerów, ale nie było to nic na dłużej. Czasem żałowała, że brakuje jej pewnych zawirowań, które uczyniłyby jej życie ciekawszym, ale może jednak lepiej wieść życie nudniejsze, ale za to pozbawione większych problemów?

Darcy Bowman

long time no see

: śr lip 15, 2026 4:27 pm
autor: Darcy Bowman
Uśmiechnęła się pod nosem. Nie musiała się rozglądać, żeby wiedzieć, co Ophelia miała na myśli. To był świetny lokal… i prawdę powiedziawszy była z nim związana właściwie od osiemnastego roku życia. No może niewiele później! Spędziła w nim właściwie całe swoje dorosłe życie będąc po obu stronach tego biznesu. Jednocześnie była brutalnie świadoma tego, że trafiło jej się coś, do czego nie miała większych praw… to że siedziała w tym miejscu to zbieg okoliczności. Seria niefortunnych zdarzeń – Jasne, przynosi… ale to nigdy nie miały być moje zyski. Może miałam mieć z tego parę nowych torebek albo brylantów, ale nie wszystko. – wzruszyła lekko ramionami i upiła niewielki łyk swojego drinka – Więc każda cena będzie uczciwa. Jeśli wiem, że trafi w dobre ręce. A już szczególnie jeśli kobiece. Powiedzmy, że… będę trochę niesprawiedliwa przy ocenie potencjalnych kupców i będę faworyzować jedną grupę. – zaśmiała się i wzruszyła bezradnie ramionami, bo co zrobisz jak nic nie zrobisz! Naprawdę uważała, że to miejsce lepiej funkcjonowało, gdy rządziła nim kobieta… i większość tancerek pewnie się z nią zgadzało. Dałaby sobie rękę uciąć, że pracowało im się lepiej!
- Pomocy? Niee… nie zawracaj sobie tym głowy. Pamiętaj też, że im człowiek mniej wie, tym lepiej śpi. – przypomniała, bo przecież nie po to chciała zrobić problem ze wszystkimi trupami w szafach przed sprzedażą, żeby teraz wciągać w to bliskie jej osoby – Wygrzebałam numer telefonu do prawnika i przyjaciela Daniela. Czy to droga przez mękę i wybujałe męskie ego? Nawet sobie nie wyobrażasz. – kolejny łyk alkoholu i jeszcze mocniej zapadła się w poduszkach. Odrobinę dłużej zatrzymała też wzrok na dziewczynie na scenie. Na tyle długo i na tyle uważnie, że pytanie Ophelii dotarło do niej z lekkim opóźnieniem. Automatycznie uśmiechnęła się też pod nosem – Globalnie. Najlepiej gdzieś, gdzie jest dużo słońca… podobno pasuje mi mocna opalenizna. – trudno było jej skórę nazwać bladą, bo jednak geny robiły swoje, ale musiała się zgodzić z tym, że gdy już spróbowała… słońce robiło jej dobrze, zdecydowanie! – I znajdź sobie faceta. Albo dziewczynę. Albo jedno i drugie… po co się ograniczać, prawda? – zażartowała, wracając spojrzeniem do Attwood. Nigdy nie interesowała jej orientacja seksualna znajomej. Właściwie nigdy nie interesowała się orientacją seksualną jakiegokolwiek człowieka na świecie, bo wychodziła z założenia, że to ostatnia rzecz, która kogokolwiek definiuje – Chociaż jednocześnie chyba jestem ostatnią osobą, która powinna dawać takie rady. – nie była najlepsza w życie uczuciowe, po śmierci Daniela długo była sama, zaliczyła kilka przypadkowych znajomości, nawet jakąś dłuższą i mniej przypadkową, ale i tak nie miała najlepszych doświadczeń i spektakularnych osiągnięć. Prawdopodobnie szukała za daleko.



Ophelia Attwood

long time no see

: pn lip 20, 2026 2:21 pm
autor: Ophelia Attwood
Nie trzeba było szczególnie się rozglądać, aby dojść do wniosku, że klub naprawdę dobrze prosperuje. Świadczył o tym zarówno wygląd lokalu oraz liczba klientów, która się przez niego przewijała. Wszędzie było ich widać: przy barze, na kanapach, bliżej dziewczyn czy kręcących się zwyczajnie po terenie the fifth. Różnił się on zdecydowanie od podrzędnego baru, gdzie można było podziwiać kilka tancerek wyginających się na rurach.
- Może i oryginalnie nie miały, ale teraz klub jest twój i rozkwitł. Powinnaś z tego skorzystać zamiast się go pozbyć za bezcen. Pomogłoby ci się to lepiej ustawić na przyszłość - dorzuciła jeszcze, ale nie namierzała na nią naciskać.
Jeśli zależało jej na czasie to mogła rzecz jasna zaniżyć cenę, ale w przeciwnym razie powinna wziąć pełną sumę za lokal. Może i Darcy nie miała powodów do narzekania na swój stan konta bankowego, ale zawsze lepiej było mieć na nim nieco większą sumę. Nawet na wszelki wypadek.
- Domyślam się czemu. Dziewczyny na pewno też doceniłyby to, że mają nad sobą kobietę - przytaknęła, bo kto mógłby je lepiej zrozumieć niż ktoś kto mógł się borykać z podobnymi problemami i postawić się w ich sytuacji?
Unikała nadmiernego wtrącania się w nie swoje sprawy. Nie miała pojęcia z czym dokładnie boryka się Bowman, ale była gotowa zawsze wspomóc ją jakkolwiek tylko mogła. Nawet jeśli miałaby jej po prostu wysłuchać przy butelce wina, aby w końcu jej ulżyło.
- Jak wolisz, ale w razie czego wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć - zapewniła ją po czym uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem, gdy tylko usłyszała o drodze przez mękę, wyczuwając, że jednak może to być ciekawa historia. - Opowiesz coś więcej o tym prawniku?
Niech na niego trochę ponarzeka. Chyba, że miała to być kolejna z rzeczy, którymi Ophelia miała się zupełnie nie przejmować. Wtedy mogła całkowicie opuścić ten temat i skupić się na dużo przyjemniejszych kwestiach takich jak znalezienie nowego miejsca, w którym Darcy mogłaby się zatrzymać.
- Może zatem gdzieś w Europie? Okolice Morza Śródziemnego? Alicante? - zasugerowała, bo w sumie to było pierwsze konkretne miejsce, które przyszło jej na myśl.
Ciepłe piaski plaż i cudowne widoki na pewno były czymś, co mogłoby rozkochać Bowman w podobnym miejscu oraz nakłonić ją do tego, aby ze swoją boską opalenizną została na dłużej w słonecznej Hiszpanii. Zapewne Lia również powinna pomyśleć o jakimś urlopie, ale na razie nie miała do tego głowy. Zresztą, od czego są last minute?
Na wspomnienie o znalezieniu sobie kogoś, lub nawet więcej niż jednej osoby, jedynie uśmiechnęła się z pewnym rozbawieniem po czym upiła drinka, rozważając te opcje. W zasadzie nigdy nie przeszkadzało jej zbytnio to, że jest sama, ale ostatnio coraz częściej słyszała, że miło byłoby, gdyby w końcu się z kimś związała. Może powinna to przemyśleć>
- Też jestem zdania, że nie warto się ograniczać - odpowiedziała, bo póki ktoś faktycznie ją zainteresował w odpowiedni sposób to takie rzeczy jak płeć czy uroda nie miały dla niej większego znaczenia. - Wiesz, to nie  tak, że nie spotykam się z ludźmi, ale zdecydowanie trudniej jest się zaangażować, gdy przesiadujesz wieczorami w klubie, a za dnia załatwiasz sprawunki.
W Tranzac było zdecydowanie sporo roboty, a to nie sprzyjało posiadaniu atrakcyjnego harmonogramu. Lubiła jednak to, co robiła. Chociaż doceniłaby też odrobinę więcej wolnego czasu na eksplorowanie samej siebie oraz swoich zainteresowań.

Darcy Bowman

long time no see

: ndz lip 26, 2026 11:46 am
autor: Darcy Bowman
Może Ophelia miała rację, może klub przynosił zyski i zapewniłby jej stabilność finansową… problem stanowiło to, że byłaby to stabilność tylko finansowa. Nie miała pojęcia jak wiele kobieta wiedziała o przeszłości tego miejsca i o tym jakim człowiekiem był jego poprzedni właściciel. O tym jak wiele trupów kryło się w szafach The Fifth i jak wielu nieprzyjemnym osobom wydawało się, że nic się nie zmieniło i nadal mogą pozwalać sobie na więcej niż wypadało… to była niekończąca się walka. Na dodatek całkiem niebezpieczna. I o ile Darcy od wielu lat żyła na krawędzi tych dwóch światów to nigdy nie należała do tego… niebezpiecznego. Była obserwatorem. Miała wiedzę, której nie wykorzystywała w sposób, który przyniósłby jej jeszcze więcej korzyści. Najczęściej swoją wiedzą dzieliła się z policją, czym kopała sobie jeszcze głębszy grób. Gdyby tylko ktoś się dowiedział.. I jak długo miał trwać stan, w którym nikt o niczym nie wiedział? Jeśli się od tego wszystkiego odsunie… miała większe szanse, żeby w ogóle przetrwać.
- Opowiedzieć ci o prawniku? – zdziwiła się, a jej brew powędrowała wymownie do góry, bo tego się nie spodziewała. I właściwie… nie była pewna, co mogła powiedzieć – To dawny znajomy Daniela. Często się tu kręcił wieczorami, a za dnia grzecznie siedział za biurkiem jednej z tych prestiżowych kancelarii. Przyjaźnili się, robili interesy… i mam wrażenie, że brakuje mu Daniela bardziej niż mi. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, ale ukryła to za szklanką z alkoholem, gdy podniosła ją do ust i wzięła spory łyk napoju. Palił w gardło i przypominał, że powinna bardziej ważyć słowa – W każdym razie nie jest zachwycony, że chcę się pozbyć tego, co należało do mojego męża… chociaż osobiście uważam, że to najlepszy na to moment. Razem możemy zrobić z tym porządek, a później? Później będzie tylko gorzej. – gdy ktoś przejmie po niej klub tak jak teraz stoi, gdy dokopie się do wszystkich nieścisłości i papierów, które Daniel miał pewnie na wszystkich, którzy coś w tym mieście znaczyli… rozpęta się piekło. Chciała tego uniknąć. Chciała wyjść z tego wszystkiego obronną ręką i nie ponosić konsekwencji czynów swojego męża.
- Ale lepiej jest mieć do kogo wrócić po tych godzinach spędzonych w klubie. Wierz mi… wiem, o czym mówię. Najpierw byłam tą, do której się z niego wracało. – i spędziła tak parę ładnych lat i z perspektywy czasu wiedziała dlaczego Daniel szukał kogoś, kogo może owinąć sobie wokół palca i z kim samotność tak bardzo nie dokuczała – Później trzymałam się z daleka od zobowiązań. Właściwie od ludzi. A dokładniej rzecz biorąc to od mężczyzn. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, ale taka była prawda. Na palcach jednej ręki mogłaby policzyć tych mężczyzn, z którymi spotkała się od czasu śmierci Daniela aż do teraz. Po trzydziestce była zdecydowanie mniej rozwiązła – Teraz jak mam wybór, czy jechać do siebie, czy nie… zdecydowanie częściej wybieram „nie” – zaśmiała się, kręcąc lekko głową i upijając kolejny łyk alkoholu, bo żałosne… naprawdę znacznie częściej wybierała łóżko w mieszkaniu faceta niż swoim. Jak do tego doszło? – Trzeba korzystać póki trwa. Raczej nie jestem stworzona do związków. – dodała – Nawet jeśli przestałam je już demonizować. – i wcale nie było jej w nim tak źle!


Ophelia Attwood