Strona 1 z 2

Worries for another day

: sob lip 04, 2026 3:41 pm
autor: Lian Mei

Włosy dosychały mu leżąc płasko na ręczniku przewieszonym przez ramiona, a drobny, mały deszcz zraszał trawnik i mącił powierzchnię oczka wodnego, w którym leniwie orbitowały plamiste karpie. Od godziny był w domu, a mimo że walizki wciąż stały nietknięte w przedpokoju i wydawałoby się, że lada moment miał szykować się do kolejnego wyjazdu, Lian w nietrwałej ciszy dopijał mocną czarną kawę.
Jego kardiolog poczęstowałby go pewnie skrupulatnym wyliczeniem lat, którymi ryzykował doprowadzając serce do stanów przedzawałowych, choć w obliczu innych przewinień kofeina była jednym z jego mniejszych problemów.
Przez duże kuchenne drzwi uchylone wąsko na ogród czuł znajomy, wilgotny zapach ziemi przekopanej niedawno pod nowe sadzonki piwonii, czuł petrichor i, to już w sposób bardziej intuicyjny, nadchodzącą zmianę. Podskórnie już odbierał ten ruch, zdawało mu się, że dostrzega znaki, ale wciąż było za wcześnie by stwierdzić z przekonaniem w którą stronę biegł ten nowy nurt. Wiosna tego roku zdawała się nieść nie tylko przykry obowiązek rozliczenia się z podatku, opłacenia ubezpieczeń i rozplanowania tych koncertów, których nie obejmował piekielny kontrakt z TRN, ale również coś, czego brakowało mu odkąd pamiętał. Jedynie nie potrafił tego nazwać.
Powietrze stało się rzadsze, noce przykrótkie, choć te nawet w swoim pełnym wymiarze nie były w stanie pomieścić jego bezsenności. Oglądał więc różowe, chłodne poranki, podlewał się pachnącymi cierpko ziołowymi herbatami i kiedy wreszcie czuł, że być może jakimś fortelem wymodlił sobie kilka godzin płytkiego snu domykał okno, kładł się na kanapie w salonie i owijał ciasno grubym kocem.
Gruby grafitowy szlafrok zsuwał mu się z ramion razem z opitym wody ręcznikiem, więc ściągnął go i przewiesił przez oparcie kuchennego krzesła. Odstawił filiżankę tylko po to by poprawić pas utrzymujący wszystko w ryzach, pod spodem dodatkowa warstwa swetra i grubych dresowych spodni grzała, choć niewystarczająco by Mei odczuł ulgę. Zawsze było mu zimno, zupełnie jakby chłód mieszkał w jego kościach i czuł się tam na tyle dobrze by nie chcieć dać się tak łatwo przegnać tak prostym źródłom ciepła.
Małym dylematem, który wstrzymał go w miejscu w trakcie przygotowań - dokładnie w połowie schodów, gdzie przystanął i spojrzał na trzymaną w rękach poduszkę - był wybór miejsca, a ten ostatecznie padł na salon wypierając opcję sypialni. Nie korzystał z niej co prawda, ostatnim rezydentem był Daniel, mimo to wrodzona paranoja i jakaś wewnętrzna niewygoda podskubująca go wątpliwościami podpowiadały mu, że nie wypadało.
Zbyt sugestywne.
Moore pojawił się w sam raz by uświadczyć go w progu z wielkim kubkiem rooibosa; kanapa w salonie została rozłożona i obrosła w zatrważającą ilość poduszek, a ponieważ Lian wciąż nie był pewien na ile etap podchodów Daniel miał już za sobą, wspaniałomyślnie (choć nie do końca z zadowoleniem) zgodził się na dwa koce zamiast jednego.

Dwie i pół godziny, tak?


Daniel Moore

Worries for another day

: sob lip 04, 2026 7:29 pm
autor: Daniel Moore
4
Porywające plany na weekend zakładały wiszenie nad podręcznikami, powtarzanie materiałów z minionego tygodnia i przekopywanie się przez najświeższe prace domowe, włącznie z dokumentem w Wordzie zawierającym konspekt i rozgrzebany wstęp do wypracowania z wpływu rewolucji naukowej XVII wieku na społeczeństwo. Historia nie była jego najsilniejszą dziedziną nauki, znacznie lepiej radził sobie z zagadnieniami ścisłymi, a rozszerzony kurs nie rozpieszczał, jednak wybierając kursy co semestr jak mantrę powtarzał sobie, że wszechstronność mogła otworzyć przed nim więcej drzwi i ścieżek rozwoju. Z pełną świadomością własnej zdolności poradzenia sobie z kwestiami humanistycznymi, jeśli naprawdę się postarał, zaczął zbierać materiały i argumenty już w piątek po powrocie ze szkoły i pierwsza wiadomość Liana rozświetliła ekran jego komórki, gdy gorączkowo poszukiwał między książkami jednego konkretnego cytatu, który zapisał sobie bez źródła.
Z uśmiechem rosnącym na ustach po raz pierwszy od otwarcia laptopa był w trakcie pisania odpowiedzi jedną ręką i pocierania szczypiącego oka drugą, gdy pod rzędem smsów wskoczyło zdjęcie. Zamarł z telefonem przed twarzą i palcami przyciśniętymi do zamkniętej powieki, dopiero po dłuższej chwili orientując się, że w międzyczasie przestał nawet oddychać. Wszelkie zbłąkane myśli wyfrunęły z jego głowy, włącznie z tym co chciał napisać wcześniej, zostawiając go z niezdolnością złożenia jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi. Bo co tak naprawdę mógłby na to odpisać?
O umówionej godzinie pojawił się w drzwiach Liana z wilgotnymi, przyklejonymi do czoła i rumianych od szybkiego marszu policzków lokami oraz w miękkiej, pastelowo fioletowej bluzie z kapturem, którego najwyraźniej zapomniał naciągnąć na głowę. Strój uzupełniały beżowe spodnie dresowe z kocimi łapkami wkradającymi się po lewej nogawce i czarne trampki w różnokolorowe gwiazdki, które skopał zaraz po przekroczeniu progu.
Łapiące go od wejścia pytanie zatrzymało Daniela wpół kroku i zmusiło do powolnego, przeczącego pokręcenia głową z zębami nerwowo zaciśniętymi na dolnej wardze.
- Nie, ja... dokończę kiedy indziej - podzielił się zmianą planów na resztę dnia, co, pomimo świadomego podjęcia tej decyzji jeszcze zanim opuścił dom, ułożyło się obco na jego języku. Nie pamiętał ostatniego razu, kiedy odkładał na później naukę czy zadania domowe, z założenia obowiązki szkolne znajdowały się na samym szczycie jego priorytetów i dopiero po nich nadchodził czas na inne rozproszenia i przyjemności. Lian po cichu dał radę wkraść się na samą górę i wywrócić dotychczasowy porządek do góry nogami i stało się na tyle naturalnie by Daniel nie zastanawiał się dwa razy przed odłożeniem wypracowania na później i zebraniem się do wyjścia.
Zsunął z ramienia podejrzanie wypchany, pstrokaty od przypinek plecak i odłożył go na podłogę pod ścianą, by przejść dwa kroki w stronę gospodarza i zatrzymać się tuż przed nim. Opierając dłonie płasko o jego klatkę piersiową podniósł się na czubki palców i wzniósł na Lina wyczekujące spojrzenie szeroko otwartych oczu. Gdyby znalazł w zasięgu wzroku wygodne do wspinaczki krzesło, skorzystałby z niego podobnie jak z ławki na ich pierwszej randce i poradził sobie sam, tym razem musiał jednak liczyć na usłużność mężczyzny, za którym zdążył się stęsknić.

Lian Mei

Worries for another day

: sob lip 04, 2026 9:18 pm
autor: Lian Mei
Uzyskana odpowiedź wyciągnęła na jego blade wąskie wargi zdawkowy uśmiech, który nawet niespecjalnie starał się ukryć za kubkiem z herbatą. Spokojnie zdmuchnął znad niego obłoczek pary, ale nie zdążył się napić, bo Daniel podgoniony tęsknotą pokonał dzielącą ich odległość jednym susem i wyrósł mu między ramionami garnąc się do piersi. Niewątpliwie domagał się atencji, Lian widział to w jego zniecierpliwionym spojrzeniu, w sposobie w jaki wiercił się i skubał dolną wargę, w wypiekach na policzkach i skroniach oraz nietypowej w nietypowej dla niego małomówności. Zgadywał, że Moore wciąż uczył się werbalizować swoje potrzeby.
Ręka z kubkiem uniosła się ponad głowę Moore'a gdy Mei szarpnięty jakimś mięśniowym automatyzmem wyratował herbatę, cmoknął pod nosem mamrotliwe hej i finalnie odstawił naczynie na komodę, drugim ramieniem obejmując ciasno wiercącego się nastolatka.
Początkowo poklepał go między łopatkami bez pomysłu, ale zażenowanie zalało go momentalnie i Lian zamiast ostukiwać go jak zwykłego znajomego zaczął rozmasowywać mu ramiona kolistym, jeszcze nieskoncentrowanym ruchem dłoni. Drugą ręką rozsunął mu włosy od boku, kilka loków wypędził za ucho, parę z tych, które nie chciały dać się ujarzmić chwycił między palce, aż wreszcie ugiął kolano i oparł usta o czubek jego głowy. On również tęsknił.
Zawsze możesz powiedzieć, że zjadłem twój referat 一 wymruczał mu prosto w ciepłą, pachnącą kojarzonym już szamponem skroń, gdy czubkiem nosa pchał mu się we włosy jakby czegoś w nich szukał. Jego dłonie wciąż szukały sobie miejsca, wciąż nie czuły się do końca u siebie, nadal chwytały się materiału bluzy, kilka razy nawet prawie zawędrowały pod nią, ale zdążył dać im inne zajęcie zanim Moore w ogóle by zauważył; pochylił się głębiej i uniósł go mocno trzymając za biodra. Kłębek ruchu jakim zazwyczaj był Moore był trudny do utrzymania w jednym miejscu, Lian wciąż się go uczył.
Przebookowałem lot 一 zaczął od tłumaczeń, poprawiając chwyt w taki sposób, by móc trzymać Daniela jednym ramieniem i jednocześnie nieść kubek rooibosa w drugiej ręce. 一 Odpuściłem sobie drugą część bo to już tylko wystawy, nic na czym by mi szczególnie zależało. 一 Powolnym krokiem prowadził ich z przedpokoju do salonu, cztery razy próbując zgasić światło barkiem, aż wreszcie udało mu się łokciem przy akompaniamencie zniecierpliwionego przekleństwa. 一 Wylądowaliśmy z opóźnieniem bo przegapili wolny pas. Transport publiczny to piekło, pierdolę koncerty, nigdzie więcej nie jadę 一 ciągnął niestrudzenie tym samym beznamiętnym, monotonnym głosem. Przystanął przed rozłożoną kanapą i najpierw bardzo ostrożnie rozstał się z kubkiem, by zupełnie bez ostrzeżenia puścić Moore'a w kłębowisko koców i poduszek. Ale - zanim Daniel zdążyłby się wzburzyć i czymkolwiek odgrozić - Lian wepchnął mu się między kolana, podparł obiema dłońmi po obu stronach jego głowy i uziemił go dodatkowo ciężkim od intensywności spojrzeniem zdolnym zniechęcić do ruchu nawet najbardziej narwany okaz przynajmniej na chwilę. Brwi drgnęły mu, podobnie jak kącik ust, zbiegły się jakby gniewnie, a w chwili ciszy dało się słyszeć wyłącznie jak Mei nabiera głęboko powietrza, wstrzymuje je i wreszcie wypuszcza przez uchylone usta.
Stęskniłem się.
To było jedyne wyjaśnienie jakie dla niego posiadał, tłumaczące jednocześnie przyczynę dla której olał uczestnictwo w tym, co nieobligatoryjne oraz manewrowanie nim od ostatnich kilku minut wedle własnego widzimisię.
Wzrok Liana sięgnął w końcu warg, które Daniel wciąż podskubywał nerwowo, co irracjonalnie jego również zaczynało irytować, przez co przypominał w tym momencie psa gapiącego się na zbyt długo trzymaną w rękach piłkę.
Opuścił się niżej by zamiast na dłoniach oprzeć ciężar swojego ciała na przedramionach, jednocześnie nie pozostawiając między nimi żadnej odległości. Nie był na tyle bezczelny by przygnieść go sobą dokumentnie, co najwyżej pozwolił mu odczuć sam kontakt zmiękczony warstwami swetra, bluzy, dresów oraz szlafroka, mimo że najchętniej wchłonąłby go w siebie i nosił wszędzie.

A ty? 一 zapytał, zanim nos Daniela zmuszony został przyjąć skubnięcie zębami. Chciał to usłyszeć, nawet jeżeli jakaś jego część znała już odpowiedź. Pewnym było już teraz, że dopóki Lian nie otrzyma wszystkich swoich wyjaśnień i zadośćuczynień, złośliwie zamierzył sobie kontynuowanie (choć była to broń obosieczna) utrzymywania się na ten niewielki dystans rozbudzający coraz głębszy niedosyt. Potrafił być cierpliwy.


Daniel Moore

Worries for another day

: sob lip 04, 2026 11:45 pm
autor: Daniel Moore
Pakując się w przestrzeń osobistą Liana cicho liczył iż ten będzie w stanie wczytać się w jego myśli bez używania słów i pochyli się chociaż na krótką chwilę potrzebną do powitalnego buziaka. Tak to przynajmniej zwykle wyglądało w wyobrażeniu jakie wykreowały mu liczne romansidła, jakich się naoglądał. Otrzymane w zamian objęcie oraz Mei pochylający się nad nim dostatecznie by otoczyć go z każdej strony coraz bardziej komfortowym dotykiem i zapachem stanowiły równie przyjemną alternatywę, a po krótkiej chwili ulgi wywołanej akceptacją zainicjowanej bliskości Daniel przesunął dłonie niżej i sam owinął mężczyznę ramionami w pasie. Przytłumione prychnięcie śmiechem wymierzone między obojczyki muzyka odjęło także tę odrobinę nerwowości, która nawracała po każdej, nawet krótkiej rozłące, jakby Moore od nowa musiał przypomnieć sobie jak blisko niego znajdował się wcześniej.
- Od tego raczej mam Alonso - zauważył z rozbawieniem, dzięki podejściu do sprawy z humorem pozwalając sobie odrzucić resztki poczucia winy wywoływane przez wyjście z domu pomimo niewykonanych zadań. W następnej chwili ziemia uciekła mu spod nóg i chociaż miał już okazję wisieć w powietrzu na łasce Liana, zaskoczenie wyrwało mu spomiędzy warg krótki, żenujący skrzek, gdy bezcelowo wierzgał i asekuracyjnie owijał ręce wkoło ramion mężczyzny.
- Ostrzegaj - upomniał go, zaczynając chichotać w połowie słowa zarówno przez własną reakcję, jak i z czystej wesołości na możliwość zobaczenia się z nim szybciej niż było to planowane. Schował twarz w jego szyi, zaciskając palce na materiale szlafroka w drodze do salonu. - W-wiesz, że dałbym radę przejść sam..? - dopytał, gdy zgaszenie światła okazało się sprawiać większość trudność niż zazwyczaj. - A jak sam kon-... LIAN - pisnął lecąc w dół, z żołądkiem momentalnie podchodzącym do gardła pomimo wylądowania na wyjątkowo miękkim stosie poduszek i koców. Z rękami bezradnie leżącymi po obu stronach głowy, okularami w połowie nosa i jednym zgiętym kolanem zaczął wiercić się by spróbować podnieść się do siadu zanim pojawiający się nad nim Mei powstrzymał wszelkie próby odzyskania kontroli nad własnym ciałem. W milczeniu skakał rozbudzonym wzrokiem między ciemnymi tęczówkami, zmarszczką nad nasadą nosa, drgającym kącikiem ust i bladym policzkiem, po którym przemknęły znacznie bardziej muśnięte słońcem palce. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, że należały do niego. Dwa słowa, odbijające to z czego sam zdał sobie sprawę na krótko po ostatnim spotkaniu z mężczyzną twarzą w twarz, zmieniły jego serce w spłoszonego kolibra wyrywającego się na wolność.
Zmniejszenie i tak minimalnego dystansu zapędziło dłoń Daniela z policzka na kark Liana, z palcami wplątującymi się między jeszcze wilgotne kosmyki włosów, a powietrze na zmianę wstrzymywane i wypuszczane ciężkimi wydechami gwałtownie falowało jego klatką piersiową.
- Nie... Nie widzieliśmy się przez szesnaście dni i około cztery godziny. Mogę podać w minutach - zaoferował szeptem, ponownie unosząc powieki po przymknięciu ich podczas ataku na czubek swojego nosa. Zarówno data ich ostatniego spotkania, wylotu, jak i powrotu Liana były oznaczone kolorowymi markerami na kalendarzu wiszącym nad biurkiem Daniela, a kolejne mijające dni wykreślane z nadzieją, że następne przelecą szybciej. - A-ale nie żebym liczył - dodał, przechylając jedno z kolan by przycisnąć je do biodra Liana i podświadomie dociskając opuszki palców do jego szyi w chęci ściągnięcia go jeszcze chociaż trochę niżej. Możliwość podniesienia się i przejęcia inicjatywy nie wydawało mu się realną opcją, leżał przyszpilony pod ciężarem jego spojrzenia i pomimo zniecierpliwienia cieszył się z każdej mijającej sekundy.

Lian Mei

Worries for another day

: ndz lip 05, 2026 1:16 am
autor: Lian Mei
Daniel, wparty w kanapę zarówno przez impet jak i ciężar dwóch ciał, z tej perspektywy i w takim świetle jeszcze bardziej łagodniał w i tak okrągławych rysach twarzy. Lian widział te subtelności, a gdy przyciskał nos do skroni, zbliżał się by skubnąć to w brodę to w szczękę, czuł nawet zapach słońca na jego skórze i tak, jakby była to jedyna jego forma na jaką nie był oporny, pragnął chłonąć je z każdego miejsca do jakiego zaoferowano mu dostęp.
Dopiero po jakimś czasie zauważył, że sam również jest dotykany, z podobną ciekawością z jaką sam wyciągał do niego ręce.
Tak? No to podaj w minutach 一 zażądał bez mrugnięcia powieką, tak, jakby próbował przyłapać go na kłamstwie, aczkolwiek zaledwie po chwili przymknął ze spokojem oczy, odchylił głowę do tyłu, tam gdzie palce Daniela wędrowały pomiędzy jego wciąż dosychającymi włosami. 一 Możesz policzyć teraz.
Głowa opadła mu nagle niekontrolowanie w dół, przez co prawie zderzył się z Moorem, a czego z pewnością nie planował, bo w ostatniej chwili przyhamował ostro i tylko cudem nie zderzył się z jego czołem. Jego spojrzenie szybko odzyskało klarowność, ramiona drgnęły raz jeszcze i prowizoryczny powód stał się jasny; miał diabelnie wrażliwy kark, a przechodzący go dreszcz dało się wyczuć nawet przez warstwę swetra i szlafroka.

Więc... doba ma dwadzieścia cztery godziny, tak? Podobno tak. Ile to daje minut? No dalej, wiesz że ledwo prześlizgnąłem się z klasy do klasy.
W tym momencie Moore mógł podać mu kompletnie przypadkowe wartości, a Lian zapewne uwierzyłby mu na słowo. Nie skupiał się zresztą nawet za bardzo na liczeniu, bo nie interesował go dokładny wynik a odpowiedź na zadane wcześniej pytanie.
Deszcz rozszalał się za oknem szarpiąc świeżą zieleń krzewów w ogrodzie i siłując się z koronami drzew, więc Daniel najwyraźniej miał szczęście tego wieczora. Salon opierał się chłodnej, wczesnowiosennej aurze, zamiast w ciemnościach tonął w miodowym świetle jednej przygaszonej lampy i szklanego, wysokiego lampionu, w którym Lian pierwszy raz od przeprowadzki zdecydował się zapalić świece. Sam mógł przeboleć wizerunkowe braki i przymknąć oko na niedociągnięcia, ale odkąd Moore częściej przebywał po tej stronie płotu zaczął odczuwać potrzebę zadbania, by zechciał po niej zostać jak najdłużej.

Godzina w teorii... sześćdziesiąt minut? To nam daje sto pięćdziesiąt jakie dobrodusznie mi dzisiaj zaoferowałeś, tyle potrafię przeliczyć 一 wypunktował mu złośliwie, a kilka pasm jego ciemnych włosów, zwłaszcza te dłuższe, zawisły nad Danielem na tyle nisko by połaskotać go w policzki i nos. Lian nie kłopotał się by mu pomóc, za to chętnie krążył bez konkretu w okolicach jego ust i policzków, drażniąc oddechem i czasami dokuczliwie trącając głową byle wywołać reakcję. 一 Wiesz o co mi chodzi. Czemu tego nie powiesz?
Przez moment patrzył na niego w pełnym skupienia oczekiwaniu, z cichym westchnieniem wahającym się na jego wąskich wargach, jakby Lian nie poddał się jeszcze, ale był temu bliski.
Kolano Daniela przesunęło się bliżej jego biodra, a on w odpowiedzi sięgnął niżej by je pochwycić. Jedynym czego w tym układzie udało mu się w miarę komfortowo dosięgnąć była jego upatrzona grubą skarpetką stopa, więc ścisnął go z rozżaleniem w piętę za dotkliwy i niesprawiedliwy opór wobec wciąż aktualnej prośby.



Daniel Moore

Worries for another day

: ndz lip 05, 2026 2:46 am
autor: Daniel Moore
Okrężna odpowiedź, w jego personalnym przekonaniu przedstawiająca jego stan oczekiwania na powrót Liana w dostatecznie szczegółowy sposób, spotkała się z niespodziewanym oporem, a dalszy nacisk wyciągnął z Daniela głębsze westchnienie by zebrać się w sobie i kontynuować temat. Dla odzyskania odrobiny trzeźwości umysłu uciekł wzrokiem na bok, po skosie śledząc tańczące na suficie światło świec.
- Dwadzie-... Och, przepraszam. Wszystko gra? - wymamrotał szybko, wracając przejętym wzrokiem do twarzy mężczyzny, który dopiero co prawie dał mu z dyńki z niejasnego powodu. Przyglądał mu się kontrolnie przez dłuższy moment by sprawdzić czy nie chodziło czasem o nagłe omdlenie, bądź czy nie zrobił mu krzywdy dotykając jakiegoś wyjątkowo delikatnego punktu z tyłu jego głowy, a dopiero gdy Mei kontynuował temat liczenia minut zdecydował, że raczej nie było żadnego bezpośredniego zagrożenia jego zdrowia i życia.
- Tysiąc czterysta czterdzieści - odpowiedział mechanicznie jakby ten wypytywał go przy tablicy, pomimo gryzącego wrażenia, że ten nie chce wcale rozmawiać o liczbach nie będąc w stanie znaleźć drogi ucieczki z kierunku, w który sam poprowadził rozmowę. Przełknął ślinę, poruszył się nerwowo w miejscu i przeciągnął zębami po wardze, zostawiając w niej głębokie bruzdy zanim powoli wróciła do naturalnej pulchności.
- To nie... Nie o to mi chodziło - spróbował wybronić się po kolejnym wytknięciu mu pierwszego przeliczenia ich możliwego wspólnego czasu, chociaż wszelka wola walki uciekła z niego wraz z celnym trafieniem w sam środek problemu. Wypuścił powietrze i spuścił wzrok, nagle bardzo zainteresowany czarnym materiałem szlafroka napierającym na jasnofioletową bluzę i wychylającym spod niego swetrem. - Dwadzieścia trzy tysiące dwieście czterdzieści cztery. Jakbyś... jakbyś chciał wiedzieć - dokończył jeszcze kwestię minut, obliczonych do, cóż, co do minuty od chwili, gdy Lian zniknął mu za rogiem ostatni raz przed wyjazdem na drugi koniec świata, aż do stanięcia w progu jego domu.
Nadwyrężanie cierpliwości Mei'a wyraźnie dobiegało końca, skoro zaczął zniżać się do rękoczynów, przez które niekontrolowany śmiech uciekł spomiędzy warg Moore'a, a całe jego ciało drgnęło niespokojnie od łaskotek.
- Wiem, ja tylko... Czekaj - poprosił, odnosząc się przede wszystkim do zaprzestania tykania go po piętach, jeśli chciał cokolwiek od niego usłyszeć. - Bo tak właściwie to... za-zaczęło mi ciebie brakować tego samego dnia, kiedy... no, kiedy się widzieliśmy - wyznał cicho ze spojrzeniem utkwionym w kolczykach wyłaniających się spomiędzy kosmyków włosów Liana, potykając się o słowa i zaczynając skubać palcami rant swetra poniżej karku, który tymczasowo zostawił w spokoju. - I ja nie wiem czy to... Nie umiem dobrze wyrazić tego j-jak bardzo na ciebie czekałem i nie zabrzmieć jak... - desperat, prześladowca, całkowicie niedoświadczony w bliższych relacjach dzieciak. Nie potrafiąc znaleźć lepszej alternatywy po kilku sekundach milczenia porzucił dalsze próby i złapał się tego, co faktycznie wiedział. - Cieszę się, że wróciłeś. I też się za tobą stęskniłem. Bardzo - pozwolił sobie zwerbalizować to, co próbował przekazać na inne sposoby od kiedy zawiesił na niego spojrzenie jeszcze w korytarzu.
Po otwierającej oczy randce ich relacja wkroczyła na nowe, niezbadane tereny, co poza niezliczonymi pozytywami niosło za sobą zdrową dawkę niepewności. Daniel poruszał się po nich w ciemno, a chociaż spędzanie z Mei'em czasu było banalnie proste i naturalne, w chwilach jakich jak ta boleśnie zdawał sobie sprawę z własnego braku obycia oraz zrozumienia ich aktualnej sytuacji.

Lian Mei

Worries for another day

: ndz lip 05, 2026 2:25 pm
autor: Lian Mei
Istniały takie miejsca na mapie jego ciała, co do których Lian nie miał pełnego zaufania. Dotyk zresztą był czymś mocno ambiwalentnym, jego odbiór cechował się ogromnym relatywizmem i zależał od wielu czynników, przez co niejednokrotnie, zwłaszcza gdy frustracja mieszanym stanem dobijała go w niektóre dni, definiował się podczas terapii z doktor Ross jako „touch starved in denial“.
Kark był jedną z bardziej ryzykownych opcji. Daniel nie miał prawa o tym wiedzieć, Lian nie miał zamiaru uświadamiać go w powodach, zamiast tego podejmując próbę oswojenia się z czymś, co powinno być normalne.
Przyjemne.
Jego dłoniom ufał w niezaprzeczalnie większym stopniu niż innym, i tak jak wiele lat temu mozolnie uczył się wpuszczać w swoją przestrzeń osobistą Han Seung-yeon, tak tym razem wchłaniał Moore'a powoli, hartując skórę i nadpisując skojarzenia.
Wszystko w porządku 一 zbył gładko, dla wiarygodności machnął nawet głową by załaskotać go znów koniuszkami ciężkich od wilgoci pasm włosów. Tak ciepłe i wyczekane wieczory należały w jego życiu do rzadkości, nie chciał więc tracić żadnej z wyliczonych przez Daniela minut na coś, od czego i tak uciekał na co dzień.
Dręczona przez zęby poduszeczka jego dolnej wargi przykuwała spojrzenie Liana jak alarmująca flara wystrzelona w ciemne nocne niebo. Wracał do niej bezwiednie nawet wtedy, kiedy starał się poświęcać uwagę rozmowie, mimo to i tak za każdym skubnięciem wracał do niej z tą samą przemożną chęcią zajęcia jej czymś innym.
Zmiana tonu wraz z małym rejterem danielowego spojrzenia w okolice zbiegu dwóch klap szlafroka przekonała go, by jeszcze chwilę zaczekał.

Dwadzieścia trzy tysiące dwieście czterdzieści cztery.
Jego usta rozchyliły się wypuszczając bezgłośny, wydechowy śmiech, a kilka z tych kolczyków, które zwisały lub ciągnęły się łańcuszkami przy brzegu ucha zakołysało się gdy podparł policzek o jedną ze swoich dłoni. Głośniejszy i barwny dla odmiany chichot należał do Daniela, obecnie walczącego heroicznie przeciw palcom podskubującym mu piętę. Lian zaprzestał tak czy inaczej, kiedy delikatna korekta kierunku rozmowy sprowadziła temat na to, co interesowało go od samego początku.
(...) bardzo na ciebie czekałem.
Cieszę się, że wróciłeś.
I też się za tobą stęskniłem.

Domknął wreszcie usta czując nadchodzącą falę ciepła, a idiotycznie pensjonarski rumieniec jaki zaczynał rozwijać mu się pigwową czerwienią na chorobliwie bladym płótnie policzków schował po prostu opuszczając głowę i wciskając ją Danielowi w bluzę. To, że wiedział doskonale co chciał usłyszeć nie oznaczało jeszcze, że wiedział jak powinien na to zareagować.
W wydłużającej się i tak w przedziwnie komfortowy jak na okoliczność ciszy Mei zbierał się kawałek po kawałku, oddychał głęboko tym, czym przesiąkł materiał i zastanawiał się czy każde oczekiwanie wyglądało w ten sam sposób. Jego ciche „cieszę się, że wróciłeś“ było jak powrót do ciepłego, jasno oświetlonego i pachnącego normalnym życiem domu po długiej i męczącej wędrówce przez zamieć.
Zamiast odpowiedzieć Lian zwinął go ramieniem razem ze zrolowanym kocem, wymiętą poduszką i zabłąkanym w tym wszystkim pilotem, przetoczył się na bok i znieruchomiał na chwilę po prostu oddychając najpierw prosto w jego bluzę, a po zadarciu głowy we włosy, z ustami przyciśniętymi wciąż do czubka znajomo pachnącej głowy aby nacieszyć się tym, że przez krótki moment był absolutnie kontent.

Chciałbyś... myślisz, że mógłbyś zawsze tak na mnie czekać? 一 zapytał z wyraźnym potknięciem o zawahanie, jakie wkradło się pomiędzy. Nie pytał go o to jak zachłyśnięty pierwszą bliskością nastolatek, spokój w jego głosie i brak z góry narzuconego oczekiwania świadczyły raczej o tym, że Mei liczył na odpowiedź opartą o realną możliwość i był gotowy na każdą ewentualność. Nawet na taką, o której nie miał ochoty słuchać.


Daniel Moore

Worries for another day

: ndz lip 05, 2026 11:35 pm
autor: Daniel Moore
Wyłożenie na stół wszystkich trzymanych blisko serca kart wymagało sięgnięcia do okrojonych zasobów odwagi, możliwego głównie dzięki łagodnemu dociśnięciu ze strony Liana, a opłaciło się wraz z zalążkiem szybko uciekającego z widoku zaróżowienia policzków. Efekt wyznania był z perspektywy Daniela na tyle niespodziewany by dłuższą chwilę zajęło mu zrozumienie dlaczego mężczyzna nagle uciekał przed jego wzrokiem, a moment jasności ciepło rozszedł się w jego klatce piersiowej jakby nieśmiałe serce rozkwitło niczym pąk w pełnym słońcu. Niezwyczajny do bycia po tej drugiej stronie, wbiegł palcami w miękkie, czarne włosy i powoli zaczął przeczesywać kosmyki w ramach cichego wsparcia. Wsłuchał się w równomierny oddech, podświadomie stopniowo dostosowując do niego swój własny, pozwalając by przeciągająca się cisza komfortowo wyciszyła jego umysł.
Przez ostatnie miesiące dotychczas przewidywalne życie Moore'a rozpędziło się do zawrotnego tempa, nawet jeśli jego dni z zewnątrz wyglądały praktycznie identycznie do tygodni tuż po rozpoczęciu roku szkolnego. Między szkołą, zajęciami dodatkowymi, stresowaniem się przyszłością i sporadycznymi spotkaniami ze znajomymi pojawił się element nie dający mu spokoju nawet w chwilach z ograniczonym kontaktem. Dotychczas nie widywali się szczególnie często, zwłaszcza w okresach wymagających od Liana wylotów na drugi koniec świata, jednak ta garstka spotkań i praktycznie codzienne wiadomości zawierające przynajmniej ciekawostkę dnia czy zdjęcie aktualnego zajęcia bądź ładnego zachodu słońca starczyły, by myśli Daniela uparcie krążyły wkoło wysokiego muzyka z sąsiedztwa. I nie wszystkie z nich były w pełni pozytywne. Wątpliwości, niepewność, intensywne emocje czasem wydające się zbyt gwałtowne po tak krótkim czasie znajomości zajmowały stałe miejsce w repertuarze pomimo usilnych prób skupienia się na tym, co dobre. Entuzjazm wywołany wcześniejszym powrotem Liana, serce szarpiące się do niego jakby fizycznie miało dać radę przebić się przez klatkę piersiową oraz mieszanka wstydliwych uczuć trzymały Moore'a na szpilkach aż do komfortowego przetoczenia się na bok w ramionach, których nie chciał opuszczać.
- Mógłbym - wymamrotał, przyciskając czubek nosa do szyi Mei'a. Zawsze brzmiało poważnie, abstrakcyjnie i Daniel nie mógł mieć pewności co to tak właściwie znaczyło, jednak ta deklaracja nie należała do wymagających najmniejszego przemyślenia. - I będę - poprawił się, gubiąc warstwę hipotetyczną. Czy Lian o tym wiedział, czy nie, i tak będzie zostawał sam ze swoim kalendarzem i boleściwym wykreślaniem zbyt wolno mijających dni markerami we wszystkich kolorach tęczy.
- Ale chyba nie będę miał okazji, skoro nigdzie więcej nie jedziesz..? - zacytował jego własne słowa, uśmiechając się tuż przy skórze, którą przez ostatnie minuty ogrzewał swoim oddechem. Przesunął się w jego objęciach, wciskając zgięte kolano między opakowane w czarny dres nogi, a dłoń, która nie plątała się we włosach mężczyzny, zapędziła się pod wierzchnią warstwę ubrań by zatrzymać się między materiałem szlafroka a swetrem na jego plecach. Lekkość wypełniająca jego ciało pomagała odejść od zbędnego spięcia i rozważania każdego słowa nawet po tym jak zdążyło wyfrunąć w eter. Zdawało mu się, że w tym momencie wszystko było na swoim miejscu.
- Czy to też będę musiał powiedzieć na głos? - dopytał szeptem po chwili milczenia, zdając sobie sprawę jak daleko zdążyli odejść od banalnego planu na rozpoczęcie tego spotkania, z jakim wpakował się Lianowi przed twarz tuż po przybyciu.

Lian Mei

Worries for another day

: pn lip 06, 2026 12:32 am
autor: Lian Mei
Od ich pierwszego spotkania w charakterze pary minął ponad miesiąc, a pomiędzy krótkimi widzeniami i rozjazdami Lian zdążył odbyć wizytę u doktor Ross, online i niespełna półgodzinną z uwagi na pośpiech, ale i tak uważał ją za jedną z ważniejszych w ostatnim czasie.
Z części pytań, które miał przygotowane z wyprzedzeniem w notatniku na telefonie kilka okazało się chybić adresata. Niektóre musiał zadać samemu sobie i to z nimi miał największy problem, choć udało mu się opracować kilka odpowiedzi. Wiedział na przykład, że nie powinien się spieszyć. Doktor Ross uczuliła go na tę kwestię i zgodził się wówczas - wciąż zresztą obstawał przy tym całym sobą - a jednocześnie czuł wewnętrzną potrzebę sięgnięcia po więcej. Dwa tygodnie temu, kiedy pakował walizki i robił odprawę przez moment zaświtała mu szalona myśl, by rzucić to wszystko i zwyczajnie nie pojechać.
Nie pojechać - jak każdy inny normalny człowiek zmienić zdanie, zakaszleć w słuchawkę i zamiast gnieść się samolotem zrobić sobie Danielowi niespodziankę. Spędzić z nim cały ten czas, z którego obierał go cyrograf z agencją, rozpaskudzić do nieprzyzwoitości jedzeniem, wygodą i filmami, których listę do obejrzenia tworzyli od niedawna na bocznym kanale komunikatora na którym codziennie wymieniali się wiadomościami o wszystkim i o niczym.
Ale Daniel miał szkołę, na której słusznie mu zależało, a on umowy, których sztywne zapisy uniemożliwiały jakąkolwiek ewentualność. Jego kalendarz prawdopodobnie zatrzymałby się dopiero z dniem, w którym zatrzymałoby się również jego serce.
Nie było mu za to spieszno do pogłębiania cielesności, intymność była w jego przypadku szarą strefą i choć naturalnie byłby bardziej niż zachwycony mogąc doświadczyć Daniela w każdy możliwy sposób, z pewnych względów wizja zainicjowania fizyczności która mogłaby zostać odrzucona, albo, och, co gorsza - zaakceptowana pod wpływem presji a nie faktycznej chęci - cholernie go przerażała. Co innego, gdyby propozycja wyszła ze strony Moore'a, bo był absolutnie pewien, że nie potrafiłby odmówić mu czegokolwiek.
Był za to świadomy, że posiadał tendencję do spieszenia się z innymi rzeczami, na które na tym etapie ich znajomości było zdecydowanie za wcześnie, a jednak irracjonalnie i beznadziejnie pragnął ich żałośnie i desperacko, a kogoś tak niedoświadczonego jak Daniel mogło to spłoszyć bardziej niż zbyt pochopna cielesność. Och, o czym on zresztą myślał. Przecież sam był niedoświadczony, licznik obecności innych ciał na jego własnym miał się nijak do prawdziwych relacji.
Nie spieszył się za to, gdy w kocach, z nosem wciśniętym w jego sprężyste loki postanowił smakować sobie tę chwilę i tę bliskość, zanim przyszłoby tę atmosferę rozcieńczyć dla równowagi. Zwłaszcza, że wpychające mu się w ramiona chuchro także nie wykonało żadnego ruchu, który mógłby świadczyć o chęci zmiany tempa, a jego oddech staje łaskotał go na wysokości jabłka Adama. Nowością natomiast było odkrycie namolnie wwiercającej mu się między kolana stopy, więc Lian niewiele myśląc najpierw pochwycił ją i unieruchomił, a dopiero później łaskawie wpuścił głębiej, tak samo jak dłonie, dla jakich znalazło się miejsce pomiędzy szlafrokiem a swetrem.
To też bym chętnie usłyszał 一 stwierdził całkiem serio, może co najwyżej odrobinę zaskoczony tym swoim zachceniem. 一 Ale nie trzeba. Leż.
Wrócili do poprzedniej pozycji i Lian wparł go w materac bezwstydnie, a zamiast nadwyrężać cierpliwość (obustronnie zresztą) pochylił się i pocałował go krótko, raz tylko, w samą dolną wargę. Nie pozwolił jednak zeźlić się Danielowi na dobre; jego cichy śmiech wyprzedził ten właściwy pocałunek i jeżeli Moore sądził, że depresyjnych muzyków nie dotyczył ani sentyment ani długoterminowa tęsknota, miał okazję przekonać się, że był w błędzie.
Lian całował go tak, jakby jednocześnie robił to już setki razy i nigdy wcześniej. Miękkie liźnięcia nagląco domagały się otwartych ust, ale gdy Daniel łamał się i godził, Mei zwalniał i przypominał sobie, że przecież wcale nie chciał pochłonąć go w całości na raz. Mieli czas, przynajmniej tego wieczora.



Daniel Moore

Worries for another day

: pn lip 06, 2026 3:18 pm
autor: Daniel Moore
Po spędzeniu całego życia na jednym osiedlu, wyrabiając sobie pełne przekonanie o odkryciu już wszystkiego co miało ono do zaoferowania, wliczając znajomość każdego kamienia wykopanego z wypielęgnowanych ogródków, znalezienie tak obezwładniającego szczęścia tuż za płotem przypominało przeniesienie się do innej rzeczywistości. Dodatkowe trzymanie nowej relacji blisko serca, dzieląc się szczegółami wyłącznie z Milo i stale kryjącą go przed rodzicami Charlotte, wzmagało poczucie prowadzenia drugiego życia, jakby rozmowy i spotkania z Lianem znajdowały się na innej płaszczyźnie niż jego codzienność. Sposób w jaki zwyczajne troski, zajmujące całą jego uwagę jeszcze kilka miesięcy wcześniej, blakły ustępując miejsca temu co działo się tu i teraz uświadamiał go jak wiele go dotychczas omijało. Jednocześnie nie potrafił wyobrazić sobie znajdowania się tak blisko kogokolwiek innego, a każda sekunda spędzona w ramionach Liana była warta czekania aż ten pojawi się w jego życiu.
Brak potrzeby wyrażania werbalnie tego, na jakie powitanie z jego strony tak właściwie czekał, przyjął z ulgą, a ponowne przewrócenie na plecy skomentował przyduszonym śmiechem przerwanym przez usta opadające na jego własne. Początkowy niedosyt wyrażony został wypchnięciem budzącej zainteresowanie dolnej wargi, a następny, wyrażający jego własną tęsknotę pocałunek przyjął z wesołym dźwiękiem z głębi gardła.
W ciągu kilku dotychczasowych okazji na zapoznanie się ze smakiem Mei'a, pomimo wciąż wyczuwalnego braku pewności siebie i doświadczenia, zdążył polubić ten typ bliskości. Nawet bardzo. Bez śladu po wcześniejszych zahamowaniach dostosowywał się do zachcianek kręcącego się wkoło swoich warg języka, coraz naturalniej przyjmując zmiany tempa, a nawet dokładając własne trzy grosze. Z palcami ostrożnie obejmującymi szczękę mężczyzny przechylił głowę w bok, goniąc usta Liana gdy ten próbował spłycić upajający kontakt. Nie miał pojęcia jak bardzo tak naprawdę brakowało mu zajęcia, które przetestował pierwszy raz zaledwie miesiąc wcześniej. Otoczony z każdej strony dotykiem, ciężarem i kojącym zapachem zatracał się w chwili całym sobą, a zamglony wrażeniami umysł zaczynał krążyć. Miękkie gniazdko uwite na kanapie stało w kontraście z dotykiem chłodnej skóry i wrażeniem unieruchomienia pod większym ciałem, które rozlało falę ciepła w krwiobiegu Daniela.
Cisza salonu i brak innych domowników oferowały prywatność nieosiągalną w małej sali z pustym akwarium w środku pełnego turystów budynku, co w zestawieniu z czułym ruchem warg i dotykiem bioder zamkniętych między kolanami Moore'a dopuściło parę przebłysków rozpędzonej wyobraźni. Zaskoczony, speszony i może odrobinę zestresowany kierunkiem, w jaki podążył jego umysł, Daniel drgnął niekontrolowanie pod ciałem Liana, w spazmie wbijając mu kolano w okolicę lewej nerki. Otworzył szeroko oczy i wziął w płuca powietrze by wylać z siebie falę przeprosin, jednak to zamarło w trakcie drogi, przyblokowane przez znajomy ścisk w klatce piersiowej. Poza wcześniejszym szokiem i wstydem, w rozszerzonych źrenicach błysnęła panika, a następne urwane oddechy stawały się coraz płytsze i gwałtowniejsze.
- L-li-... - zaczął i nie był w stanie dokończyć, desperacko próbując złapać powietrze, podczas gdy długie cienie zaczęły wkradać się po brzegach jego wizji. Z wilgocią stającą w oczach podniósł jedną dłoń do mostka, podczas gdy drugą wskazał na oślep w kierunku przedpokoju, w którym porzucił przytaszczony bagaż. Pomimo usilnych prób nie potrafił znaleźć luki na próbę zwerbalizowania swoich potrzeb między wdechami, a wzrastający stres uniemożliwiał skupienie się dostatecznie by spowolnić atak bez pomocy.

Lian Mei