Strona 1 z 2

Another side, another level

: ndz lip 05, 2026 12:53 am
autor: Skye Mercier
Odkąd opuściła szeregi Forward Interiors, rozpoczynając pracę w firmie konkurencyjnej, czas nagle przyspieszył jeszcze bardziej. Dominic wykazywał się na dyrektorskim stanowisku i Skye starała się go wspierać w tym, wiedząc ile pracy go kosztowało, aby znaleźć się właśnie tam. Ona również chciała odnosić sukcesy tak jak i on, ale jeszcze spora droga przed nią. Miała mniejsze doświadczenie, ale i w jej mniemaniu - mniejsze umiejętności. Mimo, że jako jego asystentka miała możliwość nauki od mistrza, to potrzebowała ćwiczyć jeszcze więcej. W dodatku miała poczucie, że musi się wykazać nie tylko w nowej firmie, ale przede wszystkim na stanowisku samodzielnego architekta. Dotychczas pracowała jako asystentka i mimo, że awansowała już w Forward Interiors, to dosyć krótko była na tym stanowisku w tamtym miejscu.
Dlatego godziny spędzane w biurze wcale się nie skracały z biegiem czasu, a wręcz przeciwnie - wydłużały. Dostawała kolejne zlecenia i bardziej skomplikowane projekty, które wymagały współpracy z innymi. Otrzymała nawet swojego mentora, który tak jak dawniej Dominic, miał jej pomóc nabrać wiedzy i doświadczenia. Była więc zmuszona przesiadywać do wieczora przy monitorze komputera i nad kartką papieru, gdy rozważali różne rozwiązania techniczne. Thomas dobijał już czterdziestki i miał naprawdę wysokie kompetencje, więc Skye starała się czerpać od niego jak najwięcej. Współpraca z nim była dla niej dużą szansą. W dodatku zależało jej też na zgraniu się z zespołem, bo przecież są to ludzie, z którymi spędza większość dnia, więc nie chciała się zamykać na nowe znajomości. Zawsze była otwarta, aby poznawać nowych ludzi, a w obecnym miejscu pracy mogła zacząć od zera bez łatki „tej, która sypiała z nowym szefem”.
I niestety z owym szefem spędzała już znacznie mniej czasu niż kiedykolwiek. Dawniej to z nim przesiadywała większość dnia w biurze. Kiedyś to z nim jadała każdy lunch i nie raz kolację, gdy zasiedzieli się w pracy. Teraz bywały dni, że nawet się nie widywali, bo była tak zmęczona, że wracała do swojego mieszkania, gdzie miała bliżej. Kiedyś to z nim odkrywała nowe restauracje, a teraz sobie nawzajem polecali miejscówki, które znaleźli z innymi. To bolało - Skye tęskniła za Dominicem. Tęskniła za jego ciepłym uśmiechem, który zawsze jej posyłał ilekroć mijali się na korytarzu. Tęskniła za podjadaniem z jego talerza każdego dnia. Tęskniła za jego ramionami, gdy zasypiała i ciepłymi pocałunkami, którymi ją obsypywał z samego rana. Starali się oboje spędzać więcej czasu razem, ale przecież Murray nie przeskoczy pewnych rzeczy, prawda? Reyes musiał to zrozumieć. Dlatego mimo, że tęskniła za nim, to nie dostrzegała ciemnych chmur , które pomału zaczęły się zbierać nad ich związkiem. Przecież kiedy on zaczynał na rynku pracy, to też spędzał większość dnia w biurze, więc nie mógł oczekiwać od niej, że będzie inaczej.
Tego dnia mieli się spotkać na mieście na kolacji , o czym niestety brunetka całkowicie zapomniała. Zasiedziała się z Thomasem nad projektem, więc zamówili sushi, które podjadali podczas burzy mózgów.
Słońce ☀️
Przepraszam, zapomniałam o spotkaniu, a muszę zostać w biurze
Spotkajmy się u Ciebie, już jadłam
Wiadomość...
my love <3

Odpisała na jego pytanie o to za ile będzie w restauracji . Była pochłonięta pracą i odpisała na szybko. Wyszła dopiero po jakiejś godzinie, więc ostatecznie do Dominica trafiła po dwóch godzinach od ostatniej wiadomości, którą mu wysłała. Użyła kluczyka, który dał jej jakiś czas temu i który przydał się, kiedy organizowała w maju jego urodziny. Wciąż jej było głupio z niego korzystać, więc powoli przekręciła zamek w drzwiach wchodząc po cichu do mieszkania.

Another side, another level

: wt lip 07, 2026 11:48 pm
autor: Dominic Reyes
Dominic nie tak wyobrażał sobie pierwsze miesiące związku. Czas ulatywał mu zdecydowanie zbyt szybko, ale spędzał go głównie na pracy i krótkich, intensywnych spotkaniach ze Skye, które jednak z biegiem czasu stawały się coraz rzadsze. Nie przypuszczał, że pogoń za karierą wpłynie aż tak na ich relację. Ani nie spodziewał się, że to Mercier porwie ten świat.
Oczywiście, rozumiał jej ambicje dotyczące wykazania się w nowym miejscu pracy, ale z każdym późniejszym powrotem Skye albo odwołanym spotkaniem odnosił coraz większe wrażenie, że zaczynali się od siebie oddalać. I to w momencie, w którym nadal powinni chwytać każdą wolną chwilę razem.
Poza tym miała nie znajdować sobie dla niego zastępstwa, tymczasem nawet, kiedy udawało im się zobaczyć, w trakcie rozmowy przemykało imię mężczyzny, który stał się jej nowym mentorem. Thomas. Wspominała o nim często, gdy opowiadała o swoim dniu czy tygodniu, bo i często spędzała z nim czas w trakcie pracy. Oraz długie godziny po pracy, kiedy ślęczeli nad projektem, nie rzadko wychodząc z firmy jako ostatni. Na samą myśl o tym Dominic nerwowo zaciskał szczęki, próbując jednak nie dać po sobie poznać tej gniewnej iskry, która podsycała w jego żyłach ogień. Przecież sam dokładnie wiedział, jak to działało. Żaden facet nie miał zupełnie czystych intencji, zostając z kobietą sam na sam do późna w pracy. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodziło wspólne zamawianie jedzenia, na które Skye zawsze była bardzo łasa.
Nie chciał psuć sobie głowy głupimi myślami, które nie dawały mu spokoju za każdym razem, gdy myślał o tym, jak ciemnowłosa spędzała dzień. Wolał zająć się czymś pożytecznym, dlatego sam zaczął brać na siebie więcej, przyjmując nowe oferty i skupiając na nich całą uwagę. W międzyczasie jego grafik obejmowały liczne spotkania z klientami i lunche biznesowe. Jedynym pozytywem, jaki wyciągał z pracowitego dnia, oraz chwilą oddechu, były od czasu do czasu wizyty Sydney w biurze. Czasem wyciągała go z pracy na lunch albo późniejsze spotkanie z inwestorami. I choć jej towarzystwo było przyjemną odskocznią od wiecznie poważnych spraw i ludzi, z którymi musiał współpracować na co dzień, tak trzymał stosowny dystans i wyznaczał granice, kiedy próbowała go nakłonić do pozostania dłużej.
Tego wieczoru również uprzejmie odmówił jej propozycji uczczenia podpisania umowy z cholernie ważnym deweloperem. Taki sukces chciał świętować wyłącznie z jedną osobą. Która najwyraźniej zapomniała o kolacji. Ujrzawszy wiadomości na telefonie mimowolnie zacisnął mocniej zęby i rozejrzał się po lokalu w poszukiwaniu kelnerki. Kiedy młoda dziewczyna w końcu podeszła i poprosił o rachunek, starał się nie dostrzegać cienia współczucia rysującego się na jej twarzy. W końcu w ciągu ostatnich dwudziestu minut, odkąd pojawił się w restauracji, kilkukrotnie podchodziła do niego z pytaniem, czy coś podać. Nienawidził wychodzić na ofiarę, a został wystawiony przez osobę, po której się tego nie spodziewał.
Kiedy Skye cicho weszła do mieszkania, już dawno siedział w dresach przed telewizorem z padem w ręku, grając w drugą część Kingdom Come Deliverance. Na stoliku leżało puste opakowanie po jedzeniu na wynos i dwie butelki piwa - jedna całkiem pusta, a druga opróżniona do połowy. Słyszał ją, mimo to nie oderwał wzroku od ekranu, starając skupić się na fabule gry, choć jedyne, co teraz zajmowało jego umysł to próba zachowania spokoju dla nerwów, jakie kołatały się w nim przez obrazy, które podpowiadała mu wyobraźnia. W dodatku skradała się, jakby była czemuś winna.
Hej - mruknął, kiedy ciemnowłosa weszła do salonu, siląc się na neutralny ton. Wciąż pilnował się, żeby nie spuścić wzroku od gry.

Skye Mercier

Another side, another level

: śr lip 08, 2026 1:24 am
autor: Skye Mercier
Była winna i zdawała sobie z tego sprawę, stąd to skradanie się do mieszkania. W końcu zapomniała o ich wspólnej kolacji i to nie była dla niej nic nieznacząca błahostka, bo przecież kochała Dominica. To on był jej miłością życia i najchętniej spędzałaby każdy wieczór z nim. Jednak wiedziała już, że nie można mieć wszystkiego, a życie nie jest czarno-białe. Miało wiele odcieni szarości i z pewnych rzeczy człowiek musiał zrezygnować, a żeby niektóre osiągnąć, musiał włożyć w nie wiele wysiłku. Nie było możliwości, aby zrobiła karierę zawodową nie siedząc po godzinach i nie poświęcając nieco swojego wolnego czasu. Takie były zasady gry i nie znała żadnego człowieka sukcesu, który na początku swojej drogi siedział równo osiem godzin w biurze. Sukces wymagał ciężkiej pracy i Skye zdawała sobie z tego sprawę. Była pewna, że Dominic również. Chociaż podskórnie czuła, że nie do końca jest z tego faktu zadowolony. Teraz, oczywiście. W końcu jak przesiadywała z nim po godzinach, to było wszystko w porządku, prawda?
Ale to też nie dlatego Skye się skradała po cichu do mieszkania. Był jeszcze jeden, kluczowy powód tego zachowania - to nie było jej mieszkanie. Była tutaj gościem, a nie lokatorem. Nawet jeśli bywały momentami okresy, że większość tygodnia nocowała u niego, niż u siebie. To jednak to było jego mieszkanie, a nie jej czy co ważniejsze - ich wspólne. Nawet jeśli nie dawał jej tego odczuć, to cały wystrój mieszkania krzyczał, że to jaskinia samotnego mężczyzny- i to bez względu na kilka dodatków, które wprowadziła. To on wybierał lokalizację, wygląd, narzutę do sypialni czy kanapę. Ona po prostu tutaj nocowała od czasu do czasu, więc nie czuła się na tyle pewnie, aby teraz wchodzić jak do siebie, bo nie była u siebie.
Nie poruszała jednak tego tematu. Pamiętała ich rozmowę podczas pierwszego wspólnego wyjazdu, kiedy wprost zakomunikowała mu, jakie ma oczekiwania wobec związku. Ona nie szukała przelotnych romansów, a mężczyzny, z którym może założyć rodzinę i zestarzeć się u boku. Natomiast od Dominica usłyszała wtedy, że chce się nią nacieszyć. Nie dopytywała, nie naciskała- ani wtedy ani kiedykolwiek po powrocie. Dawała mu przestrzeń i czas, aby mógł się odnaleźć w nowej dla siebie sytuacji i zweryfikować swoje priorytety życiowe. Czekała na jego ruch.
W oczekiwaniu nie zamierzała jednak siedzieć zamknięta w czterech ścianach przez cały ten czas. Nie szukała żadnego zastępstwa dla niego, bo żaden mężczyzna i tak nie potrafił choć w połowie wzbudzić w niej takiego zainteresowania co Dominic. Nie wspominając o przyspieszonym biciu serca za każdym razem, gdy był obok bądź o nim myślała. Jednak skupiła się na sobie i swojej karierze zawodowej, która najwyraźniej teraz się odbijała na ich związku. Związku, który narodził się z romansu w pracy.
Skye nie dostrzegała ani obecnych zależności ani nadciągających ciemnych chmur. Była pochłonięta pracą, starając się łapać wolne chwile na przyjemnościach z Dominicem. Dzisiaj miał być jeden z takich właśnie wieczorów, ale wypadło jej z głowy, że miał się zacząć od wspólnej kolacji w restauracji. Pod tym względem zawaliła i zdawała sobie z tego sprawę, ale przecież wieczór się jeszcze nie skończył, prawda?
Zamknęła za sobą drzwi słysząc za plecami głos mężczyzny. Odwróciła się i posłała mu lekki uśmiech, chociaż nawet na nią nie spojrzał. - Hej- rzuciła luźno swobodnym tonem. Czuła, że coś jest nie tak. Czuła to w kościach. Cholera, był zły, że zapomniała. Wiedziała, że to dzisiaj zawaliła. Ponadto, zrzucając z siebie buty i żakiet, czuła jeszcze jedno - tęsknotę. Tęsknotę za swoim mężczyzną. Dlatego podeszła do kanapy i mimo, że zauważyła, że jest zajęty graniem, to stanęła przed nim zasłaniając mu ekran swoim ciałem. Jednak nie tylko to było jej celem, bo następnie podwinęła ołówkową spódnicę wysoką na biodra, aby móc usiąść okrakiem na kolanach Dominica. Nie przejmowała się tym, że gra i ma pada w ręku - po prostu szła po swoje jak zakochana i stęskniona kobieta, która wiedziała, że musi go trochę pogłaskać za dzisiejszą pomyłkę. - Czy jest szansa na deser, jeżeli opuściłam kolację?- spytała zarzucając mu ręce na szyję i próbując złapać z nim kontakt wzrokowy, uśmiechając się przy tym delikatnie. Czy uda się jej?


Dominic Reyes

Another side, another level

: czw lip 09, 2026 4:19 pm
autor: Dominic Reyes
Był zły. A nawet wkurwiony, że mimo planów z nim tak bardzo pochłonęło ją towarzystwo Thomasa, iż całkowicie zapomniała o kolacji. Najwyraźniej miała nieco inne priorytety, niż początkowo mu się wydawało. Wiedział, że praca była ważna i sam poświęcał jej najwięcej czasu, kiedy wiódł życie kawalera, ale nawet wtedy dla bliskich potrafił wygospodarować swój czas i jeśli się do czegoś zobowiązywał, to to robił. A nawet, kiedy działo się coś niespodziewanego, to po prostu uprzedzał, żeby nie marnować czyjegoś czasu i nie czekać jak debil w restauracji tylko po to, żeby wyjść z niej kompletnie rozczarowany. Nie znosił spóźnień, ani ze swojej strony, ani z drugiej. A już tym bardziej, kiedy tak bezczelnie był wystawiany.
Cholera, przecież zawsze, kiedy Skye potrzebowała pomocy, miała gorszy dzień albo chciała się czymś pochwalić to rzucał wszystko, żeby się z nią zobaczyć. Bolało go, że ciemnowłosa miała do tego inne podejście i wcale nie doceniała jego poświęcenia. Podczas, gdy on myślał tylko o niej, tęsknił i cieszył się na wspólne wyjście do restauracji, ona myślami nie wybiegała poza ściany biura. Miał wrażenie, że zachowanie Skye było czystą hipokryzją, bo to ona dotychczas zarzucała mu pracoholizm i obawiała się o to, czy on będzie w stanie wytrwać w związku. Wyglądało na to, że miał zupełnie inne oczekiwania wobec tej relacji. Dla niego rzeczywiście było to zobowiązaniem, a nie zabawą. Chciał być w tym na sto procent i tego samego oczekiwał od ukochanej. Strasznie się na niej dzisiaj zawiódł.
Kątem oka widział, jak szła w jego stronę po to, by stanąć naprzeciwko niego. W innych okolicznościach podwinięcie spódnicy wydałoby mu się bardzo zachęcającym początkiem wspólnego wieczoru, przez który niemal natychmiast rzuciłby pada na kanapę i zająłby się ciemnowłosą jak należy. Tymczasem pod wpływem jej zuchwałego ruchu z ciężkim westchnieniem oparł się o sofę, rozkładając ręce po obu stronach kobiety. Po raz kolejny przywołał się do rozsądku i zacisnął ręce w pięści, byle tylko nie przesunąć nimi po oplatających go udach.
Gram — przypomniał jej przez zaciśnięte zęby, w przelocie spoglądając na nią poważnie, zanim uchylił się przed nią, żeby wyjrzeć na ekran. Mało skutecznie. Na jej słowa parsknął śmiechem, który nie miał nic wspólnego z rozbawieniem. — Nie opuściłaś kolacji. Po prostu zjadłaś ją wcześniej — zauważył, a w jego głosie dało się słyszeć lekką irytację, którą jeszcze próbował tłumić. — To Twój nowy kolega powinien postawić Ci deser. — Mówiąc to, rozplótł dłonie ze swojego karku, po czym złapał ją za biodra, żeby łagodnym, acz zdecydowanym gestem ją z siebie ściągnąć na bok. Jeśli myślała, że ta sytuacja rozejdzie się po kościach to była w błędzie.

Skye Mercier

Another side, another level

: sob lip 11, 2026 12:50 am
autor: Skye Mercier
Nie była idealna, ale tak naprawdę nikt nie był. Nawet Dominic Reyes popełniał błędy mimo tego, że nigdy się nie spóźniał i zawsze pamiętał o spotkaniach. Pomimo tego, że potrafił każdego oczarować swoim urokiem i zdobyć wszystko, co sobie postanowi. Nawet dziewczynę najlepszego przyjaciela, czyli Skye. A ona popełniała błędy i się z tym nie kryła. Zdradziła chłopaka i nie próbowała ukryć tego faktu, a od razu sama do wszystkiego się przyznała, nie uchylając się od jakichkolwiek konsekwencji.
Tak jak i teraz - całkowicie poświęciła się pracy i to mogło nie być do końca dobre ani sprawiedliwe wobec niego i jej dawnych zarzutów. Lecz wydawało jej się, że mężczyzna to rozumie i szanuje, bo przecież sam w jej wieku większość czasu spędzał w pracy. Tak jak ona szanowała tego, czego on potrzebuje, nie naciskając i dając mu przestrzeń, by nie czuł się osaczony w nowej roli. Tak i liczyła na zrozumienie z jego strony.
Przede wszystkim liczyła na wybaczenie zwykłego potknięcia. Zapomniała. Zdarza się każdemu. Nie była perfekcyjna, miała dużo na głowie i zapomniała o kolacji oraz o powodzie, jaki mieli świętować. Miała dużo na głowie i mimo najszczerszych chęci, ta informacja jej wyleciała z głowy. Była jednak teraz u niego. Siadając na jego kolanach, kusząc go i starając się, aby ten wieczór zakończyli w swoich ramionach kochając się namiętnie. Jednak jego zachowanie całkowicie ją zaskoczyło, a z każdą kolejną minutą, szok zamieniał się w czyste wkurwienie i zranienie.
Nie protestowała, gdy złapał ją za dłonie, a następnie biodra, aby zdjąć ją z siebie. Skoro jej nie chciał, nie zamierzała się narzucać, ale to było niczym policzek prosto w twarz. Dominic, którego znała jeszcze nigdy nie potraktował jej w taki sposób. Odrzucenie to jedno, ale jad i zazdrość wylewająca się z jego ust były najgorsze. Nie, najgorsze było to, że tymi słowami udowodnił jej, że jej nie ufał. Zastygła w pozycji, w której ją zostawił, wpatrując się w niego głucho. Jak mogła wcześniej o tym nie pomyśleć? Ich związek zbudowany był na ZDRADZIE. Oboje zdradzili - ona partnera, on przyjaciela. Nie widział w niej zakochanej kobiety, a tą, która już raz zdradziła. Tylko, że rzecz w tym, że i on nie był idealny. Nie tylko zdradził przyjaciela, ale również jego piękne słowa o tym jak to Logan jej nie doceniał były właśnie tylko tym - pięknymi słowami. Bo czy teraz nie zachowywał się jak swój przyjaciel? Nie biorąc pod uwagę jej jasnych oczekiwań. Zamiast porozmawiać z nią na spokojnie o swoich uczuciach, od razu zaczynał z grubej rury nawet nie odrywając wzroku od pieprzonej gry. Czuła się jakby miała deja vu, ale z tą różnicą, że Logan nie robił jej awantur o Dominica.
- Naprawdę tego chcesz?- odezwała się w końcu, ale nawet nie czekała na odpowiedź, bo gdy tylko usłyszała własny głos, to było niczym pobudka. - To było chamskie Dom- syknęła wkurzona i wstała, aby szybko poprawić spódnicę i nawet nie patrząc na niego, minąć go i podejść do drzwi wejściowych. - Gdybym wiedziała, że znowu związałam się z facetem, który woli grać, aniżeli spędzić czas z dziewczyną, to bym wróciła po pracy do domu, a nie się tutaj fatygowała- rzuciła jeszcze nachylając się po buty, które z powrotem musiała założyć na zmęczone stopy. Liczyła na odpoczynek, a nie na kłótnię i długi powrót do domu. Do swojego domu. Skoro jednak Dominic tak chciał to rozegrać, to ona nie zamierzała się o nic prosić. Już nie.


my love <3

Another side, another level

: ndz lip 12, 2026 1:29 pm
autor: Dominic Reyes
Zazdrość była bardzo silnym, ciężkim do opanowania uczuciem. Dominic nigdy dotąd nie miał z nią takich problemów, bo też nigdy nie zależało mu na kimś tak, jak na Skye. Niestety, w przypadku ciemnowłosej nie był w stanie pozostać obojętnym na długie godziny, jakie spędzała w firmie w towarzystwie Thomasa. Ilekroć o tym myślał, przez jego głowę przebiegały fragmenty ich wspólnych długich wieczorów w Forward, domyślał się więc, jak wyglądało to teraz, kiedy nie był już ich częścią, a tworzyła wspomnienia z kimś innym. Gra na konsoli miała zdusić jego emocje, ale te i tak przejmowały górę, gdy tylko wróciła do domu i jak gdyby nigdy nic udawała, że nic się nie stało.
Przez te ostatnie kilka miesięcy był cierpliwy. Znosił fakt, że nie widywali się tak często, jak tego by chciał, i czasem odwoływali swoje spotkania, kiedy coś im wypadało. Rozumiał to, w końcu oboje zajmowali się karierą. Ale jemu przestawał już wystarczać sposób, w jaki utrzymywali tę relację. A fakt, że kobieta była zbyt zajęta, żeby go chociaż uprzedzić, zanim pojechał do tej restauracji, przelał czarę goryczy. Ten wieczór mógł wyglądać zupełnie inaczej. Skye swoim zachowaniem zdecydowała za nich oboje.
Tak samo chamskie, jak wystawienie mnie po to, by posiedzieć dłużej w pracy z typem, który najwyraźniej na Ciebie leci — prychnął w odpowiedzi, nie kryjąc już dłużej poirytowania. Znał ten schemat. Wiedział, jak wyglądały dalsze kroki. A ona robiła dokładnie to samo, co wcześniej. Czy nie dostrzegała powtarzalności wydarzeń? Z tym, że nie był Loganem. Dlatego wzmianka o nim sprawiła, że zacisnął mocniej ręce na trzymanym padzie, który następnie cisnął na kanapę. — No tak, oczywiście. Obraź się i ucieknij, zamiast wyjaśnić sprawę. Dzięki temu złamiesz kolejną obietnicę — zauważył lekceważąco, choć zajebiście bolało go, że za nic miała sobie to, o czym mówili podczas ich wyjazdu. Nie sądził, że te reguły miały nie być brane na poważnie, bo on się do nich dostosowywał. Poza tym dziwiło go, że była zła, skoro to on miał prawdziwe powody, żeby być urażonym. Gniew szalejący w jego żyłach wraz z nieco szumiącym mu w głowie alkoholem przesłaniał mu w tym momencie trzeźwy obraz sytuacji. Nie zastanawiał się nad tym, co mówił i jakie konsekwencje mógł mieć nieodpowiedni dobór słów. Po prostu mówił dokładnie to, co myślał, właściwie chyba po raz pierwszy pokazując przed nią tę niezbyt szlachetną stronę. — Tylko kurwa, nie porównuj mnie do Logana. Ja nie dam siebie traktować jak gówno i udawać, że nic się nie dzieje. — Bez namysłu poderwał się z miejsca i spojrzał na nią z zacięciem w oczach. Kiedy to z nim przesiadywała w biurze, wiedział, jak wyglądała relacja między nią, a Loganem. Tej parze ewidentnie czegoś brakowało, nie dogadywali się tak, jak na początku, mijali się w oczekiwaniach. Logan nie był konfliktowy, unikał trudnych tematów, a nawet starał się ich nie dostrzegać. Nie miała prawa porównywać mężczyzn do siebie, bo byli zupełnie inni.
Czekałem na Ciebie, Skye. Zrobiłem z siebie durnia w tej restauracji — zauważył, a w tonie jego głosu było słychać czysty chłód. Podszedł do niej, zatrzymując się na korytarzu na odległość kilku kroków. — Ty też pewnie byłabyś kurewsko szczęśliwa, gdybym przesiadywał tak z Syd, zamiast spieszyć się do Ciebie za każdym razem, kiedy dajesz znać, że akurat masz wolny wieczór. — Był na każde jej zawołanie. Wystarczyło, że napisała, a wykorzystywał każdą chwilę, żeby się z nią zobaczyć. To nigdy się nie zmieniło. Najwyraźniej jednak było to naiwne i bezcelowe, bo i tak go nie doceniała. Oczekiwała od niego stałości i oddania, a on czuł się jak debil.

Skye Mercier

Another side, another level

: pn lip 13, 2026 11:16 pm
autor: Skye Mercier
Skye bywała już w związkach z typowymi zazdrośnikami. Jednak Dominic sprawiał wrażenie wyjątkowego i wyrozumiałego również pod tym względem. W końcu sam się z nią zaprzyjaźnił w pracy i przecież początkowo nie chodziło o nic więcej… Przynajmniej tak sądziła do czasu, aż właśnie usłyszała słowa ukochanego. Spojrzała na niego spod byka, gdy pochylona poprawiała spódnicę. - Niby skąd przeświadczenie, że na mnie leci? - spytała zadziwiająco spokojnie. Spokojnie, bo podejrzewała już, co siedzi w jego głowie i to ją bolało. Nie wierzył w to, że ktoś chciał z nią pracować po godzinach z czystymi intencjami z uwagi na jej wiedzę i kompetencję. Liczyła się tylko jej aparycja, a nie inteligencja.
To bolało.
Cholernie bolało.
Nie mogła dłużej tutaj zostać, więc skierowała się do drzwi, co go najwyraźniej wkurzyło jeszcze bardziej. Ale czego innego on teraz oczekiwał? - A mam siedzieć i się gapić jak grasz? Przyszłam, zagadałam i to ty mnie odrzuciłeś! Ty nie chciałeś rozmawiać- zwróciła uwagę, bo przecież dopiero widmo jej wyjścia z domu sprawiło, że oderwał głowę od ekranu. Czy liczył na to, że będzie klęczała i błagała go o wybaczenie? Miała nadzieję, że nie, bo nie miała o co go tak przepraszać.
Za to on za kolejne swoje słowa powinien ją błagać. Była w szoku. Otworzyła szeroko oczy, mimowolnie rozchyliła wargi i wpatrywała się w niego z nieukrywanym zaskoczeniem. Jego słowa były niczym policzek. Jeżeli wcześniej ją zranił, to teraz był to nóż wbity prosto w serce. Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. - Słucham?!- uniosła głos dopytując się i licząc na to, że się przesłyszała. Jednak niestety doskonale usłyszała słowa Reyesa. Człowieka, którego kochała. Który zawsze ją szanował i traktował niczym największy skarb. Teraz ten sam mężczyzna posyłał jej groźne spojrzenie i bez mrugnięcia okiem zadawał coraz to kolejne ciosy w serce. - Uważasz, że traktowałam Logana jak gówno?!- dopytała i zmniejszyła dzielącą ich odległość, aby wbić palec wskazujący prosto w jego pierś. Jej oczy płonęły złością i bólem. Bólem, że jej ukochany miał takie o niej zdanie, więc musiała się bronić.- A przypomnieć ci z kim się przyjaźnił pół życia? Kto przez rok podrywał jego dziewczynę, a na koniec się z nią przespał i jeszcze na dodatek go pobił? Pamiętasz kto mu zrobił takie świństwo? - nie pozwoli mu na zrzucenie na nią całej winy. Oboje zawinili i nie było sensu określać, kto bardziej, a kto mniej. Jednak skoro Dominic miał takie o niej zdanie, zamierzała mu przypomnieć, że sama ze sobą nie zdradziła Logana.- Następnym razem zastanów się, co mówisz, bo każde słowa mają swoje konsekwencje- dorzuciła posyłając mu znaczące spojrzenie świadczące o tym, że nie wyobrażała sobie teraz, że kiedykolwiek zapomni o tym jak ją teraz zranił. Jej zapomnienie o kolacji było niczym w porównaniu do słów, których użył wobec niej.
I każde kolejne nie były wcale pocieszające. Dawały jej tylko sygnał ostrzegawczy, że może powinni przeanalizować swój związek i swoje oczekiwania względem drugiej osoby? - Oh o to chodzi. Nie o to, że tęsknisz za mną, a o to, że według ciebie wyszedłeś na durnia w restauracji, bo zapomniałam kolacji. Ok, oczywiście najważniejszy jest prestiż dla ciebie. Będę pamiętać na przyszłość- przewróciła oczami będąc już nieco tym zażenowana do czego to się sprowadzało. Nie była ukochaną, a jedynie ładną figurką obok. - I błagam cię, nie porównuj Syd do Thomasa. Laska bezczelnie cię podrywała od samego początku, sam to przyznałeś! - wyrzuciła jeszcze z siebie cofając się o krok, by złapać obcasa i próbować go założyć na stopę. Nie zamierzała dłużej zostać w tym mieszkaniu.


Dominic Reyes

Another side, another level

: śr lip 15, 2026 11:33 pm
autor: Dominic Reyes
Skye za bardzo go przeceniała. Dominic nigdy nie udawał, że był wzorem do naśladowania. Nigdy nie robił z siebie bohatera i nie chciał, by go za takiego uważano. Miał swoje wady, z których najgorsze było chyba dawanie złudnej nadziei kobietom, z którymi się spotykał. Nie robił tego świadomie, ale prędzej czy później łamał im serca, zanim pozwolił innym złamać je sobie. Chociaż nie. Najgorsze, co mógł zrobić i co mimo przebaczenia nadal będzie wisiało cieniem nad nim, to flirt, a następnie zdrada przyjaciela z jego kobietą.
Wiedział, że to, co robili w firmie po godzinach, gdy w jej związku pojawiały się pierwsze zgrzyty, nie do końca było właściwe. Z tym, że wtedy zbywał te wyrzuty sumienia, wmawiając sobie, że między nimi nic się nie działo i nie miało prawa się dziać. Dopuszczenie do siebie myśli, że pragnął posiąść to, co nie było mu przeznaczone, było skrajnie niebezpieczne, a mimo to testował granice, sycąc się jej towarzystwem. Nie wierzył więc w zupełnie czyste intencje faceta, który robił z nią dokładnie to samo. — Bo to jest facet. Myślisz, że nie dostrzega tego, jak cholernie piękna i inteligentna jesteś? — uniósł brew w zwątpieniu. Dominic widział w niej znacznie więcej, niż wygląd i tylko głupi nie dostrzegłby w niej wszystkich tych cech, które pozwoliły mu się w niej rozkochać.
Bo tak.
Nadal ją kochał.
I kto tu mówi o odrzuceniu? A co mam powiedzieć po tym, jak zapomniałaś o tym, że się ze mną umówiłaś? — zapytał z wyrzutem, bo to też cholernie bolało. Bolało, że wolała spędzać ten i wiele innych wieczorów w towarzystwie jakiegoś dupka, niż z nim. Zwłaszcza, że akurat dziś naprawdę na nią liczył i cieszył się, że w końcu gdzieś razem wyjdą. Tęsknił za nią, ale najwyraźniej ona za nim niewystarczająco.
Najgorsze było to, że Skye słyszała tylko wybiórcze fragmenty tego, co do niej mówił. Z drugiej strony był wkurwiony, a złość zdecydowanie nie było sprzymierzeńcem w trakcie wymiany zdań, która stawała się coraz bardziej burzliwa. Widział w jej oczach to samo, co płonęło w jego żyłach, nadal próbując znaleźć gdzieś ujście. Prychnął lekceważąco na wspomnienie o Loganie, bo nie pierwszy raz przekręcała jego słowa. — Na pewno mnie tak traktujesz — odparł z nutą kpiny w głosie, po czym zacisnął mocno szczęki. Odkąd znalazła się tak blisko niego, patrzył w jej niebieskie oczy, czując, że wszystko było nie tak. Miał dziwne przeczucie, że jego wyznanie nie dotrze do niej tak, jakby tego oczekiwał. Ale dopiero następne zarzuty uderzyły go najbardziej. Mimowolnie skrzywił się z bólu. Był świnią. Pierdolonym chujem. — A myślisz, że chciałem zjebać tę przyjaźń?! To Ty zawróciłaś mi w głowie tak, że zapomniałem o całym bożym świecie. I dobrze o tym wiedziałaś! — wypomniał jej stanowczym głosem. Inaczej nie pozwoliłaby mu się do siebie zbliżyć aż tak. — Mogłem po wszystkim wyjechać i miałabyś w końcu upragniony spokój — rozłożył ręce w bezradnym geście, po czym opuścił je ciężko. Skoro mu wypomniała zachowanie względem Logana to chyba zaczynała czegoś żałować. Oczywiście, że był winny, brał to na siebie. Już wtedy, gdy po przerwie wróciła do biura. Wtedy upierała się, że niczego nie żałowała. Ale jak widać, bardzo szybko mogło się to wszystko zmienić. — No, właśnie. Radzę Ci zrobić to samo. Bo chyba nie pamiętasz już o naszej rozmowie podczas wyjazdu — rzucił jej w odpowiedzi na groźbę. On miał wiecznie zważać na konsekwencje, ale ona zupełnie nie poczuwała się do winy? To było niesprawiedliwe.
Przewrócił oczami. — Jaki kurwa prestiż? Dobrze wiesz, że w dupie mam takie sprawy. Po prostu mogłaś uprzedzić mnie wcześniej, a nie zapominasz o całym świecie. O mnie, zawisło w powietrzu niewypowiedziane. Parsknął zdegustowany. Prestiż. Doszła do naprawdę zajebistych wniosków. To, co ludzie o nim mówili, nigdy się dla niego nie liczyło. Gdyby tak było, nie zyskałby miana kobieciarza, a i z tym nie zamierzał się spierać i wyprowadzać ludzi z błędu. — A Ty pewnie nawet niczego nie zauważasz. — Znowu. — Powiedz mi, czy on w ogóle jest w związku? — Uniósł wysoko brew z oczekiwaniem na odpowiedź. Skoro tak dobrze się znali, musiała to wiedzieć. Blondyn postanowił dowieść, że pomoc tamtego typa nie była tak bezinteresowna, jak myślała.


Skye Mercier

Another side, another level

: ndz lip 19, 2026 1:07 am
autor: Skye Mercier
Skye przez długi czas wierzyła w czyste intencje Dominica. Wierzyła w przyjaźń damsko-męską. Wierzyła, że chce jej pomóc, bo ją lubi jako przyjaciółkę, a nie ewentualną kobietę do odbicia. Najwidoczniej w porównaniu do niego, bardzo późno się zorientowała, że ich przyjaźń zaszła o wiele za daleko. Jednak do dzisiaj uważała, że gdyby nie mieli problemów z Loganem i byliby sobie przeznaczeni, niezależnie od tego jakby Reyes się starał, nic między nimi by nie zaszło. Dlatego teraz nie zwracała uwagi na Thomasa, bo była w szczęśliwym związku z blondynem. Po co miałaby poszukiwać wrażeń na mieście, skoro ma je w domu. A raczej miała zważając na to jak ich związek wyglądał w ostatnim czasie.- I teraz będziesz zakładał, że każdy facet na mnie leci?- spytała przewracając oczami, bo przecież nie może być zazdrosny o każdego. Oczywiście jego słowa miło połechtały jej ego. Zaraz jednak przykrył je oskarżeniami, z którymi próbowała walczyć, chociaż się czuła jakby odbijała się od ściany. Kochała go. Kochała go najmocniej na świecie i naprawdę wierzyła, że to ten jedyny, ale była w szoku jak bardzo potrafili się rozminąć w tak krótkim czasie.
- Właśnie w tym rzecz - z a p o m n i a ł a m- podkreśliła ostatnie słowo, akcentując je odpowiednio. - A Ty z kolei z pełną świadomością mnie odtrąciłeś. I to dosłownie- jasne, mogła od razu wyjść po jego smsie, ale to i tak by spowodowało, że musiałby czekać na nią co najmniej godzinę, zanim dojechałaby na miejsce. Czy nie lepiej już było się spotkać w zaciszu domowym? Mogła też wrócić do własnego mieszkania, które było znacznie bliżej jej firmy, ale wybrała jego. Wybrała jego dom. Po co? By zostać zrzuconą z jego kolan.
Uderzyło ją stwierdzenie, że traktuje go jak gówno. Zaczęła się zastanawiać, którymi zachowaniami dała mu tak to odczuć, więc na jej twarzy malowało się zmieszanie i konsternacja. - Teraz nagle mówisz o sobie , a wcześniej powiedziałeś, że Logana tak traktowałam- zwróciła mu uwagę , wyraźnie łagodniejszym tonem głosu. Nie chciała mu nigdy sprawiać przykrości. Ani jemu, ani Loganowi. Czy naprawdę tak to wszystko wyglądało z jego perspektywy? Obraz jej osoby, który właśnie przedstawił, brzmiał okrutnie. Stworzył jej wizję zapatrzonej w siebie kobiety, która ani przez chwilę nie waha się dążąc do celu i będąc przy tym niezwykle bezwględna. Do tego jeszcze brzmiał tak, jakby cała odpowiedzialność przypisywał jej. Wkurzało ją i bolało, jak jedno zapomnienie o randce, sprawiło, że teraz oskarżał ją o wszystko co złe na tym świecie.- Oh no tak. Zwal całą winę na kobietę! Ty jesteś biedny, pokrzywdzony, to ja Cię zbajerowałam i wykorzystałam- zaczęło żwawo przy tym gestykulować , aby podkreślić jak absurdalnie to brzmiało. Przynajmniej według niej. - Jaki spokój i wyjazd?! O czym teraz w ogóle mówisz??- zmarszczyła brwi wyraźnie zaskoczona tym sformułowaniem. Nigdy nie chciała, żeby wyjeżdżał. A już na pewno nie żałowała niczego. Żałowała, że zranili Logana, ale nie że ze soba spali i związali się razem. Nic takiego nie padło z jej ust, więc była zaskoczona tym, jakie wnioski wysnuł.
Gdy zaczął tłumaczyć co miał na myśli, pomału docierało do niej, jak mógł się poczuć. Ok, sprawiła mu przykrość. Zapomniała i nie dała mu znać wcześniej. Każdy popełniał błędy, ale Skye teraz bardziej się przejmowała tym, że nie potrafili rozmawiać o problemach. Dominic nie potrafił rozmawiać o uczuciach. Skupiał się na mniej istotnych kwestiach, zamiast się przed nią otworzyć. Uświadomienie sobie tego sprawiło, że głośno wypuściła powietrze i przetarła twarz wolną dłonią . Zanim ponownie się odezwała, wzięła głęboki wdech. - Tak, prestiż. Bo zamiast powiedzieć jak Ty się czujesz w kontekście tej sytuacji. Jak to może wpłynąć na nasz związek, to zarzucasz mi traktowanie Logana jak gówno i zwracasz uwagę na to, co inni mogli o Tobie pomyśleć , gdy siedziałeś sam w restauracji. Nie dostałam informacji o Twoich uczuciach względem mnie- spróbowała mu to wyjaśnić, ale i tak powróciła do próby założenia buta, aż usłyszała jego pytanie, które ją całkowicie zaskoczyło .- A co to ma do tego?- spytała i wtedy dotarło do niej coś jeszcze . Coś strasznego. Coś najgorszego. - Dominic… Ty mi nie ufasz, prawda?- niby pytanie, ale czuła, że jej ukochany jej nie ufa. Już nie, chociaż nigdy go nie zdradziła.



Dominic Reyes

Another side, another level

: ndz lip 19, 2026 2:34 pm
autor: Dominic Reyes
Dominic miał przeczucie, że ich przyjaźń w pewnym momencie przybrała dla niego większe znaczenie, niż powinna, ale zupełnie ignorował sygnały dawane mu przez własne sumienie. I brnął w to dalej, chcąc tylko znaleźć się bliżej niej. Z perspektywy czasu wiedział, jak bardzo naiwne było to zachowanie, bo wykorzystywał niczego nieświadomą dziewczynę, żeby po prostu przy niej być. Zakładanie, że od początku wiedział, co robił, było bardzo krzywdzące, niemniej nie mógł mieć pewności, jakie w obecnej sytuacji intencje miał Thomas.
Ty chyba sobie nie zdajesz sprawy z własnej wartości. Tylko ślepi albo głupcy nie zwracają na Ciebie uwagi — stwierdził, przekrzywiając nieco głowę na bok. Tak, był zazdrosny o nią i będzie zazdrosny o każdego w jej otoczeniu, bo mu na niej zależało tak, jak na żadnej innej. I choć nie powiedział tego na głos, cała jego postawa, od zaciśniętych pięści po spięte mięśnie i szczękę, właśnie to jej krzyczała. A sposób, w jaki cała kłótnia w jednej chwili eskalowała do rozmiarów całej Kanady, zupełnie w niczym nie pomagał.
Bo jak długo jeszcze mam znosić to ciągłe przekładanie planów i spóźnienia? Zawsze dla Ciebie byłem. Zawsze mogłaś na mnie liczyć. W drugą stronę to chyba jednak nie działa — zauważył urażonym tonem. Dla żadnej nie poświęcał się tak, jak dla niej, jeszcze tego nie dostrzegała? A ona uważała, że wchodząc mu na kolana naprawi całe napięcie, które przez jej wybory budowało się w ciągu ostatnich tygodni. Prędzej czy później musiało w nim coś pęknąć. Czuł się oszukany, a ona uderzała w jego dumę. Na wiele spraw potrafił zacisnąć zęby, ale nie mógł robić tego już dłużej. Właściwie nawet nie dziwiło go jej zaskoczenie, kiedy wreszcie wyraził własne, niekoniecznie wygodne dla niej zdanie. Tylko szkoda mu było, że nie potrafiła go wysłuchać.
To Ty wyciągnęłaś temat Logana, porównując go do mnie — westchnął ciężko. Męczyła go ta kłótnia, a wspomnienie o jej byłym nawet, jeśli był jego przyjacielem, niesamowicie go drażniło. Nie zamierzał tłumaczyć swoich słów, bo powoli sam zaczynał się w tym wszystkim gubić. Wiedział, że krew buzowała mu z powodu gniewu i urażonej dumy, a sądząc po tym, co zdążyło już paść, to nie wróżyło niczego dobrego. I chyba nie miało być lepiej, gdy wyrzuciła mu to, co zrobił. Z nią, ale jakie to miało znaczenie? Już wtedy wziął na siebie całą winę. Pokręcił głową na jej kolejny wytyk. — Masz rację. To była tylko i wyłącznie moja wina. Zaciągnąłem Cię do mojego mieszkania, wykorzystałem i namieszałem w głowie — przyznał chłodno, bo przecież należało mu się. Stąd te myśli o wyjeździe, do którego nie doszło. — Do pracy dla Syd. Odzyskałabyś spokój, bo najwidoczniej przysłaniałem Ci rozsądek — jego pewny siebie głos świadczył o tym, że naprawdę tak uważał. Że gdyby nie jego egoistyczne podejście, jakim była potrzeba jej nie tyle fizycznej, co duchowej obecności w trudnych chwilach, zgodziłby się na propozycję Sydney. Gdyby tylko wiedział, jak to wszystko będzie wyglądać…
Był tylko mężczyzną. Nie miał doświadczenia w związkach, wkurwiał się na każdą możliwość pozostawania Skye sam na sam ze swoim współpracownikiem, ale i na inne spojrzenia, jakie przyciągała jej piękna osoba. Nie rozmawiał o uczuciach, a właściwie sam nie wiedział, co tak naprawdę go triggerowało bardziej. A cała ta horrendalna sytuacja strasznie go przytłaczała.
Bo jestem błaznem — skwitował krótko, tym razem już bez gniewu w głosie, a raczej oswajając się z tym faktem. Jej łagodniejszy ton również na niego wpłynął trochę łagodniej, nieco uspokajając napięcie w jego mięśniach. — Kocham Cię i zależy mi na Tobie. Czy to nie jest oczywiste? — dodał zaraz, nie bardzo wiedząc, co miała na myśli. Czy to nie znaczyło, że oczekiwał od niej traktowania z szacunkiem? Na jej następne pytanie ściągnął brwi. — To nie Tobie nie ufam, tylko jemu — stwierdził oczywistą oczywistość. — To ma kogoś czy nie ma? — zapytał, bo dziwnie migała się od tej odpowiedzi.

Skye Mercier