Strona 1 z 1

Another side, another level

: ndz lip 05, 2026 12:53 am
autor: Skye Mercier
Odkąd opuściła szeregi Forward Interiors, rozpoczynając pracę w firmie konkurencyjnej, czas nagle przyspieszył jeszcze bardziej. Dominic wykazywał się na dyrektorskim stanowisku i Skye starała się go wspierać w tym, wiedząc ile pracy go kosztowało, aby znaleźć się właśnie tam. Ona również chciała odnosić sukcesy tak jak i on, ale jeszcze spora droga przed nią. Miała mniejsze doświadczenie, ale i w jej mniemaniu - mniejsze umiejętności. Mimo, że jako jego asystentka miała możliwość nauki od mistrza, to potrzebowała ćwiczyć jeszcze więcej. W dodatku miała poczucie, że musi się wykazać nie tylko w nowej firmie, ale przede wszystkim na stanowisku samodzielnego architekta. Dotychczas pracowała jako asystentka i mimo, że awansowała już w Forward Interiors, to dosyć krótko była na tym stanowisku w tamtym miejscu.
Dlatego godziny spędzane w biurze wcale się nie skracały z biegiem czasu, a wręcz przeciwnie - wydłużały. Dostawała kolejne zlecenia i bardziej skomplikowane projekty, które wymagały współpracy z innymi. Otrzymała nawet swojego mentora, który tak jak dawniej Dominic, miał jej pomóc nabrać wiedzy i doświadczenia. Była więc zmuszona przesiadywać do wieczora przy monitorze komputera i nad kartką papieru, gdy rozważali różne rozwiązania techniczne. Thomas dobijał już czterdziestki i miał naprawdę wysokie kompetencje, więc Skye starała się czerpać od niego jak najwięcej. Współpraca z nim była dla niej dużą szansą. W dodatku zależało jej też na zgraniu się z zespołem, bo przecież są to ludzie, z którymi spędza większość dnia, więc nie chciała się zamykać na nowe znajomości. Zawsze była otwarta, aby poznawać nowych ludzi, a w obecnym miejscu pracy mogła zacząć od zera bez łatki „tej, która sypiała z nowym szefem”.
I niestety z owym szefem spędzała już znacznie mniej czasu niż kiedykolwiek. Dawniej to z nim przesiadywała większość dnia w biurze. Kiedyś to z nim jadała każdy lunch i nie raz kolację, gdy zasiedzieli się w pracy. Teraz bywały dni, że nawet się nie widywali, bo była tak zmęczona, że wracała do swojego mieszkania, gdzie miała bliżej. Kiedyś to z nim odkrywała nowe restauracje, a teraz sobie nawzajem polecali miejscówki, które znaleźli z innymi. To bolało - Skye tęskniła za Dominicem. Tęskniła za jego ciepłym uśmiechem, który zawsze jej posyłał ilekroć mijali się na korytarzu. Tęskniła za podjadaniem z jego talerza każdego dnia. Tęskniła za jego ramionami, gdy zasypiała i ciepłymi pocałunkami, którymi ją obsypywał z samego rana. Starali się oboje spędzać więcej czasu razem, ale przecież Murray nie przeskoczy pewnych rzeczy, prawda? Reyes musiał to zrozumieć. Dlatego mimo, że tęskniła za nim, to nie dostrzegała ciemnych chmur , które pomału zaczęły się zbierać nad ich związkiem. Przecież kiedy on zaczynał na rynku pracy, to też spędzał większość dnia w biurze, więc nie mógł oczekiwać od niej, że będzie inaczej.
Tego dnia mieli się spotkać na mieście na kolacji , o czym niestety brunetka całkowicie zapomniała. Zasiedziała się z Thomasem nad projektem, więc zamówili sushi, które podjadali podczas burzy mózgów.
Słońce ☀️
Przepraszam, zapomniałam o spotkaniu, a muszę zostać w biurze
Spotkajmy się u Ciebie, już jadłam
Wiadomość...
my love <3

Odpisała na jego pytanie o to za ile będzie w restauracji . Była pochłonięta pracą i odpisała na szybko. Wyszła dopiero po jakiejś godzinie, więc ostatecznie do Dominica trafiła po dwóch godzinach od ostatniej wiadomości, którą mu wysłała. Użyła kluczyka, który dał jej jakiś czas temu i który przydał się, kiedy organizowała w maju jego urodziny. Wciąż jej było głupio z niego korzystać, więc powoli przekręciła zamek w drzwiach wchodząc po cichu do mieszkania.

Another side, another level

: wt lip 07, 2026 11:48 pm
autor: Dominic Reyes
Dominic nie tak wyobrażał sobie pierwsze miesiące związku. Czas ulatywał mu zdecydowanie zbyt szybko, ale spędzał go głównie na pracy i krótkich, intensywnych spotkaniach ze Skye, które jednak z biegiem czasu stawały się coraz rzadsze. Nie przypuszczał, że pogoń za karierą wpłynie aż tak na ich relację. Ani nie spodziewał się, że to Mercier porwie ten świat.
Oczywiście, rozumiał jej ambicje dotyczące wykazania się w nowym miejscu pracy, ale z każdym późniejszym powrotem Skye albo odwołanym spotkaniem odnosił coraz większe wrażenie, że zaczynali się od siebie oddalać. I to w momencie, w którym nadal powinni chwytać każdą wolną chwilę razem.
Poza tym miała nie znajdować sobie dla niego zastępstwa, tymczasem nawet, kiedy udawało im się zobaczyć, w trakcie rozmowy przemykało imię mężczyzny, który stał się jej nowym mentorem. Thomas. Wspominała o nim często, gdy opowiadała o swoim dniu czy tygodniu, bo i często spędzała z nim czas w trakcie pracy. Oraz długie godziny po pracy, kiedy ślęczeli nad projektem, nie rzadko wychodząc z firmy jako ostatni. Na samą myśl o tym Dominic nerwowo zaciskał szczęki, próbując jednak nie dać po sobie poznać tej gniewnej iskry, która podsycała w jego żyłach ogień. Przecież sam dokładnie wiedział, jak to działało. Żaden facet nie miał zupełnie czystych intencji, zostając z kobietą sam na sam do późna w pracy. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodziło wspólne zamawianie jedzenia, na które Skye zawsze była bardzo łasa.
Nie chciał psuć sobie głowy głupimi myślami, które nie dawały mu spokoju za każdym razem, gdy myślał o tym, jak ciemnowłosa spędzała dzień. Wolał zająć się czymś pożytecznym, dlatego sam zaczął brać na siebie więcej, przyjmując nowe oferty i skupiając na nich całą uwagę. W międzyczasie jego grafik obejmowały liczne spotkania z klientami i lunche biznesowe. Jedynym pozytywem, jaki wyciągał z pracowitego dnia, oraz chwilą oddechu, były od czasu do czasu wizyty Sydney w biurze. Czasem wyciągała go z pracy na lunch albo późniejsze spotkanie z inwestorami. I choć jej towarzystwo było przyjemną odskocznią od wiecznie poważnych spraw i ludzi, z którymi musiał współpracować na co dzień, tak trzymał stosowny dystans i wyznaczał granice, kiedy próbowała go nakłonić do pozostania dłużej.
Tego wieczoru również uprzejmie odmówił jej propozycji uczczenia podpisania umowy z cholernie ważnym deweloperem. Taki sukces chciał świętować wyłącznie z jedną osobą. Która najwyraźniej zapomniała o kolacji. Ujrzawszy wiadomości na telefonie mimowolnie zacisnął mocniej zęby i rozejrzał się po lokalu w poszukiwaniu kelnerki. Kiedy młoda dziewczyna w końcu podeszła i poprosił o rachunek, starał się nie dostrzegać cienia współczucia rysującego się na jej twarzy. W końcu w ciągu ostatnich dwudziestu minut, odkąd pojawił się w restauracji, kilkukrotnie podchodziła do niego z pytaniem, czy coś podać. Nienawidził wychodzić na ofiarę, a został wystawiony przez osobę, po której się tego nie spodziewał.
Kiedy Skye cicho weszła do mieszkania, już dawno siedział w dresach przed telewizorem z padem w ręku, grając w drugą część Kingdom Come Deliverance. Na stoliku leżało puste opakowanie po jedzeniu na wynos i dwie butelki piwa - jedna całkiem pusta, a druga opróżniona do połowy. Słyszał ją, mimo to nie oderwał wzroku od ekranu, starając skupić się na fabule gry, choć jedyne, co teraz zajmowało jego umysł to próba zachowania spokoju dla nerwów, jakie kołatały się w nim przez obrazy, które podpowiadała mu wyobraźnia. W dodatku skradała się, jakby była czemuś winna.
Hej - mruknął, kiedy ciemnowłosa weszła do salonu, siląc się na neutralny ton. Wciąż pilnował się, żeby nie spuścić wzroku od gry.

Skye Mercier

Another side, another level

: śr lip 08, 2026 1:24 am
autor: Skye Mercier
Była winna i zdawała sobie z tego sprawę, stąd to skradanie się do mieszkania. W końcu zapomniała o ich wspólnej kolacji i to nie była dla niej nic nieznacząca błahostka, bo przecież kochała Dominica. To on był jej miłością życia i najchętniej spędzałaby każdy wieczór z nim. Jednak wiedziała już, że nie można mieć wszystkiego, a życie nie jest czarno-białe. Miało wiele odcieni szarości i z pewnych rzeczy człowiek musiał zrezygnować, a żeby niektóre osiągnąć, musiał włożyć w nie wiele wysiłku. Nie było możliwości, aby zrobiła karierę zawodową nie siedząc po godzinach i nie poświęcając nieco swojego wolnego czasu. Takie były zasady gry i nie znała żadnego człowieka sukcesu, który na początku swojej drogi siedział równo osiem godzin w biurze. Sukces wymagał ciężkiej pracy i Skye zdawała sobie z tego sprawę. Była pewna, że Dominic również. Chociaż podskórnie czuła, że nie do końca jest z tego faktu zadowolony. Teraz, oczywiście. W końcu jak przesiadywała z nim po godzinach, to było wszystko w porządku, prawda?
Ale to też nie dlatego Skye się skradała po cichu do mieszkania. Był jeszcze jeden, kluczowy powód tego zachowania - to nie było jej mieszkanie. Była tutaj gościem, a nie lokatorem. Nawet jeśli bywały momentami okresy, że większość tygodnia nocowała u niego, niż u siebie. To jednak to było jego mieszkanie, a nie jej czy co ważniejsze - ich wspólne. Nawet jeśli nie dawał jej tego odczuć, to cały wystrój mieszkania krzyczał, że to jaskinia samotnego mężczyzny- i to bez względu na kilka dodatków, które wprowadziła. To on wybierał lokalizację, wygląd, narzutę do sypialni czy kanapę. Ona po prostu tutaj nocowała od czasu do czasu, więc nie czuła się na tyle pewnie, aby teraz wchodzić jak do siebie, bo nie była u siebie.
Nie poruszała jednak tego tematu. Pamiętała ich rozmowę podczas pierwszego wspólnego wyjazdu, kiedy wprost zakomunikowała mu, jakie ma oczekiwania wobec związku. Ona nie szukała przelotnych romansów, a mężczyzny, z którym może założyć rodzinę i zestarzeć się u boku. Natomiast od Dominica usłyszała wtedy, że chce się nią nacieszyć. Nie dopytywała, nie naciskała- ani wtedy ani kiedykolwiek po powrocie. Dawała mu przestrzeń i czas, aby mógł się odnaleźć w nowej dla siebie sytuacji i zweryfikować swoje priorytety życiowe. Czekała na jego ruch.
W oczekiwaniu nie zamierzała jednak siedzieć zamknięta w czterech ścianach przez cały ten czas. Nie szukała żadnego zastępstwa dla niego, bo żaden mężczyzna i tak nie potrafił choć w połowie wzbudzić w niej takiego zainteresowania co Dominic. Nie wspominając o przyspieszonym biciu serca za każdym razem, gdy był obok bądź o nim myślała. Jednak skupiła się na sobie i swojej karierze zawodowej, która najwyraźniej teraz się odbijała na ich związku. Związku, który narodził się z romansu w pracy.
Skye nie dostrzegała ani obecnych zależności ani nadciągających ciemnych chmur. Była pochłonięta pracą, starając się łapać wolne chwile na przyjemnościach z Dominicem. Dzisiaj miał być jeden z takich właśnie wieczorów, ale wypadło jej z głowy, że miał się zacząć od wspólnej kolacji w restauracji. Pod tym względem zawaliła i zdawała sobie z tego sprawę, ale przecież wieczór się jeszcze nie skończył, prawda?
Zamknęła za sobą drzwi słysząc za plecami głos mężczyzny. Odwróciła się i posłała mu lekki uśmiech, chociaż nawet na nią nie spojrzał. - Hej- rzuciła luźno swobodnym tonem. Czuła, że coś jest nie tak. Czuła to w kościach. Cholera, był zły, że zapomniała. Wiedziała, że to dzisiaj zawaliła. Ponadto, zrzucając z siebie buty i żakiet, czuła jeszcze jedno - tęsknotę. Tęsknotę za swoim mężczyzną. Dlatego podeszła do kanapy i mimo, że zauważyła, że jest zajęty graniem, to stanęła przed nim zasłaniając mu ekran swoim ciałem. Jednak nie tylko to było jej celem, bo następnie podwinęła ołówkową spódnicę wysoką na biodra, aby móc usiąść okrakiem na kolanach Dominica. Nie przejmowała się tym, że gra i ma pada w ręku - po prostu szła po swoje jak zakochana i stęskniona kobieta, która wiedziała, że musi go trochę pogłaskać za dzisiejszą pomyłkę. - Czy jest szansa na deser, jeżeli opuściłam kolację?- spytała zarzucając mu ręce na szyję i próbując złapać z nim kontakt wzrokowy, uśmiechając się przy tym delikatnie. Czy uda się jej?


Dominic Reyes

Another side, another level

: czw lip 09, 2026 4:19 pm
autor: Dominic Reyes
Był zły. A nawet wkurwiony, że mimo planów z nim tak bardzo pochłonęło ją towarzystwo Thomasa, iż całkowicie zapomniała o kolacji. Najwyraźniej miała nieco inne priorytety, niż początkowo mu się wydawało. Wiedział, że praca była ważna i sam poświęcał jej najwięcej czasu, kiedy wiódł życie kawalera, ale nawet wtedy dla bliskich potrafił wygospodarować swój czas i jeśli się do czegoś zobowiązywał, to to robił. A nawet, kiedy działo się coś niespodziewanego, to po prostu uprzedzał, żeby nie marnować czyjegoś czasu i nie czekać jak debil w restauracji tylko po to, żeby wyjść z niej kompletnie rozczarowany. Nie znosił spóźnień, ani ze swojej strony, ani z drugiej. A już tym bardziej, kiedy tak bezczelnie był wystawiany.
Cholera, przecież zawsze, kiedy Skye potrzebowała pomocy, miała gorszy dzień albo chciała się czymś pochwalić to rzucał wszystko, żeby się z nią zobaczyć. Bolało go, że ciemnowłosa miała do tego inne podejście i wcale nie doceniała jego poświęcenia. Podczas, gdy on myślał tylko o niej, tęsknił i cieszył się na wspólne wyjście do restauracji, ona myślami nie wybiegała poza ściany biura. Miał wrażenie, że zachowanie Skye było czystą hipokryzją, bo to ona dotychczas zarzucała mu pracoholizm i obawiała się o to, czy on będzie w stanie wytrwać w związku. Wyglądało na to, że miał zupełnie inne oczekiwania wobec tej relacji. Dla niego rzeczywiście było to zobowiązaniem, a nie zabawą. Chciał być w tym na sto procent i tego samego oczekiwał od ukochanej. Strasznie się na niej dzisiaj zawiódł.
Kątem oka widział, jak szła w jego stronę po to, by stanąć naprzeciwko niego. W innych okolicznościach podwinięcie spódnicy wydałoby mu się bardzo zachęcającym początkiem wspólnego wieczoru, przez który niemal natychmiast rzuciłby pada na kanapę i zająłby się ciemnowłosą jak należy. Tymczasem pod wpływem jej zuchwałego ruchu z ciężkim westchnieniem oparł się o sofę, rozkładając ręce po obu stronach kobiety. Po raz kolejny przywołał się do rozsądku i zacisnął ręce w pięści, byle tylko nie przesunąć nimi po oplatających go udach.
Gram — przypomniał jej przez zaciśnięte zęby, w przelocie spoglądając na nią poważnie, zanim uchylił się przed nią, żeby wyjrzeć na ekran. Mało skutecznie. Na jej słowa parsknął śmiechem, który nie miał nic wspólnego z rozbawieniem. — Nie opuściłaś kolacji. Po prostu zjadłaś ją wcześniej — zauważył, a w jego głosie dało się słyszeć lekką irytację, którą jeszcze próbował tłumić. — To Twój nowy kolega powinien postawić Ci deser. — Mówiąc to, rozplótł dłonie ze swojego karku, po czym złapał ją za biodra, żeby łagodnym, acz zdecydowanym gestem ją z siebie ściągnąć na bok. Jeśli myślała, że ta sytuacja rozejdzie się po kościach to była w błędzie.

Skye Mercier