Strona 1 z 1

sweet little fox

: ndz lip 05, 2026 1:00 am
autor: Caleb Fairchild
Caleb nie miał żadnych granic.

Może nie potrafił tak do końca, pożegnać się ze swoim życiem sportowca; wszystkim tym, co było mu tak dobrze znane, gdy grał jeszcze w piłkę nożną. Może brakowało mu tego cholernego luzu i braku presji, że musi szukać nowych kontaktów, dobrze się prezentować i nie robić nic, co mogłoby zaszkodzić jego karierze. Będąc licealistą mógł robić wszystko, co mu się żywnie podobało — bez żadnych konsekwencji. Wybierając ścieżkę prawniczą, Fairchild doskonale wiedział na co się pisze, ale czując całą tę niesprawiedliwość, związaną ze śmiercią jego siostry, nie mógł zdecydować się na cokolwiek innego, nawet gdyby chciał. Nie zmieniało to jednak faktu, że zdarzały mu się chwile, gdy brakowało mu… zabawy i wolności. W każdej możliwej formie, która mogłaby dostarczyć mu jak największych emocji, których przecież tak bardzo łaknął. Wydawało mu się, że na studiach znalazł balans, między życiem imprezowicza, a sądem. Nie miał wówczas tak wiele zobowiązań i nie było to tak trudne, bo nauka nie wchodziła mu aż tak bardzo w drogę, jednak w dorosłym życiu, było mu po prostu ze wszystkim ciężej. Sprawy, które prowadził, otwierały mu oczy na wiele rzeczy, ale też dobijały go, bo denerwowała go ta cała powtarzalność kryminalistów. Nie mógł przestać o tym myśleć, dlatego zaczął znajdywać inne sposoby na rozerwanie się od tej całej analizy.

Na trzecim roku studiów zaczął pić i imprezować znacznie regularniej. Relaksowała go głośna muzyka i tłum, który otaczał go z każdej strony. Drink w ręce, liczne rozmowy i zawieszanie spojrzenia na ładnych twarzach, przypominało mu czasy, gdy nie musiał wybierać czy ratuje karierę czy swoje zdrowie psychiczne. Wydawało mu się, że pomimo zlepiania tych dwóch światów, wszystko ma pod doskonałą kontrolą. No, bo przecież nie przesadzał z alkoholem i wyjściami, racja? Nawet, jeśli jutro, siedząc w prokuratorze, będzie walczył z ogromnym bólem głowy, to na pewno sobie poradzi! Najważniejsze, że pojawi się w pracy z odnowioną energią.

Caleb często zmieniał swoje towarzystwo, jednak od pewnego czasu, notorycznie wpadał na pewną, ładną dziewczynę. Tak ładną, że nie potrafił przejść obok niej obojętnie, ilekroć rzucała mu się w oczy, czyli niemal za każdym razem. Tak było i tym razem, gdy zauważył znajomą sylwetkę w tłumie, rozmawiającą z jakimiś ludźmi; chłopak od razu ruszył w jej stronę, przesuwając spojrzeniem po jej ciele, zanim pochylił się nad ramieniem do jej ucha. — Cześć, lisku — rzucił, stukając ją łagodnie palcami w ramię, żeby czym prędzej go dostrzegła. — Powinienem dać ci chyba w końcu mój numer, żeby zamiast wpadać na siebie na tych imprezach, po prostu się na nie razem umawiać — stwierdził, unosząc kącik ust, jednocześnie subtelnie oscylując wzrokiem wokół jej pięknej twarzy.

Fairchild kochał piękne kobiety. Szczególnie takie, które potrafiły z nim rozmawiać i nie nużyły go po dłuższej wymianie zdań. Eleanor była wyjątkiem w każdej z tych dziedzin, bo zamiast go od siebie odpychać, jedynie przyciągała jeszcze bardziej; była urocza i miała wszystko, czego potrzebował. Ale hej, czy to nie idealna kandydatka na kompana do imprezowania? Wykorzystując okazję, by oderwać ją od innych ludzi, prokurator objął ją ramieniem, muskając palcem wskazującym jej policzek. — Dobrze się dziś bawisz? — zapytał, w wolnej dłoni, obracając swojego ulubionego drinka.

eleanor o'cahallan

sweet little fox

: ndz lip 05, 2026 11:40 pm
autor: eleanor o'cahallan
outfit

Nareszcie smakowała prawdziwej wolności.

Niedawno zaczęła studia i wyprowadziła się z domu rodzinnego do mieszkania, które wynajęli jej rodzice, co oznaczało tylko jedno - koniec z meldowaniem powrotów i grzecznym życiem pod linijkę. Nareszcie świat stał przed nią otworem i mogła zacząć korzystać z niego w stu procentach, bez surowych rodziców nad głową. Mogła przekraczać granice, rozkochać się w nocnym życiu i niezobowiązujących flirtach, mogła… mogła robić to, co tylko chciała. Bez żadnych konsekwencji.

Książki? Studia? Hah, przecież od czegoś istniały tabletki na skupienie, dzięki nim mogła balować do trzeciej w nocy, pijąc szampana prosto z butelki, a o siódmej rano stać pod salą wykładową, wyglądając świeżo i nienagannie. Zresztą, to wcale nie było takie trudne. Aiden - jej kochany starszy braciszek - studiował rok wyżej i zawsze miał dla niej komplet notatek, dzięki czemu Ruda mogła bezkarnie korzystać z uroków młodości i skupić się na tym, co w tamtym momencie kręciło ją najbardziej. Na zabawie.

Dzisiejszy wieczór zapowiadał się wyjątkowo dobrze - zwłaszcza w momencie, gdy poczuła dotyk na ramieniu i niski szept tuż przy swoim uchu. Po jej plecach przeszedł natychmiastowy, przyjemny dreszcz. Cześć, lisku. Ahh. Odwróciła głowę powoli, a jej rude kosmyki niemal otarły się o policzek (nie)znajomego. Spojrzała w oczy Calebowi Fairchildowi i uśmiechnęła się uroczo, zanim upiła łyk swojego martini.

Doskonale wiedziała, kim był. Prokurator, były piłkarz i… bliski znajomy jej brata, Aidena, o czym prawdopodobnie Pan Przystojny nie miał zielonego pojęcia. Dla niego była prawdopodobnie jedynie intrygującą, rudowłosą dziewczyną z klubu, na którą przypadkowo wpadał od jakiegoś czasu - Leanor włożyła naprawdę sporo wysiłku w to, by wszystkie spotkania wyglądały na zbieg okoliczności, ale hej, cel uświęcał środki, prawda? A Caleb był celem, dla którego zdecydowanie warto było zaryzykować. Podobał jej się od dawna, mimo że nie miał pojęcia o jej istnieniu. Zabawne.

Powinienem dać ci chyba w końcu mój numer, żeby zamiast wpadać na siebie na tych imprezach, po prostu się na nie razem umawiać. Meow, w końcu jakaś propozycja nie do odrzucenia. Posłała mu spojrzenie pełne figlarnych iskierek i uśmiechnęła się lekko. - Już myślałam, że nigdy o to nie poprosisz - odpowiedziała, stając przy tym na palcach, aby wyszeptać te słowa prosto do jego ucha. Nawet oparła dłoń o klatkę piersiową bruneta, tak na wszelki wypadek, gdyby miała się zachwiać albo przewrócić, a bardzo tego nie chciała. A gdy po chwili objął ją ramieniem, zerknęła kątem oka na jego ramię i uśmiechnęła się pod nosem, znowu sącząc drinka. Już zapomniała, z kim rozmawiała jeszcze minutę temu, ups.

Teraz musiała tylko uważać, żeby nie wpaść na Aidena, ale dziś chyba miał się uczyć? Hm… a tak w sumie, czy to było dzisiaj ważne? Przecież ważniejsze było na przykład to, że Caleb właśnie musnął palcem jej policzek, przez co na moment przymknęła oczy i przygryzła policzek od środka. Oparła głowę o jego ramię, którym ją objął i zadarła głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Dobrze się dziś bawisz? W jej brzuchu zaczęły tańczyć motylki, a raczej całe ich cholerne stado. - Teraz, kiedy w końcu raczyłeś do mnie podejść? O wiele lepiej - rzuciła niespiesznie, po czym wyślizgnęła się z jego uścisku tylko po to, żeby złapać go za rękę i spleść jego palce ze swoimi. - Zatańcz ze mną - zaproponowała po chwili, posyłając mu wyzywające spojrzenie. Nawet odstawiła niedopitego drinka na blat najbliższego stolika i cierpliwie czekała, aż Caleb zaprowadzi ją na parkiet, bo… po prostu uwielbiała, kiedy mężczyźni przejmowali inicjatywę. Przystojniak właśnie dostał szansę od losu i powinien ją wykorzystać.

Caleb

sweet little fox

: pn lip 06, 2026 9:25 pm
autor: Caleb Fairchild
Czy Caleb Fairchild zachowywałby się inaczej, gdyby od początku wiedział, że lisek, do którego tak chętnie lgnął na każdej imprezie studenckiej, był siostrą jego przyjaciela? Może zawahałby się przez ułamek sekundy, a potem machnął lekceważąco ręką, bo przecież nie była nieletnia, a on nie złamał żadnego prawa (nawet tego przyjacielskiego), kręcąc się w jej pobliżu. To, że pan prokurator nie był do końca stabilny w swoich uczuciach, to już podrzędna kwestia, nad którą nie panował. Miał w sobie jednak wystarczająco dużo klasy, by flirtując z jedną dziewczyną, nie robić tego z drugą; no miał jakieś reguły, tak? Poza tym… Boże, był tylko mężczyzną, który na tego typu imprezach myślał prostolinijnie. Jeśli widział ładną dziewczynę, z którą dobrze mu się rozmawiało i z którą mógłby zabawić się tak dobrze, że kolejnego dnia myślał o powtórce, to czemu miałby odmawiać? Musiałby kompletnie zwariować. Szkoda marnować życie na granice, które tak łatwo przekroczyć.

Spoglądając w jej oczy, Caleb prędko odwzajemnił jej uśmiech. Była prześliczna; tak śliczna, że miał ochotę schować się z nią w odosobnieniu, by móc samemu podziwiać jej urodę. Fairchild rzadko kiedy parokrotnie wracał do tej samej dziewczyny, ale w przypadku Eleanor, było to całkowicie normalnie i niekontrolowane. Widział ją i od razu chciał być blisko, jakby z marszu mógł uznać tę imprezę za udaną. Jej głos przy jego uchu sprawił, że Fairchild zagryzł wargę, by nie roześmiać się na jej słowa. Chwycił ją łagodnie w talii, żeby ją przytrzymać; oczywiście, tylko po to, żeby nie straciła równowagi. Broń boże, nie kryły się za tym inne, ukryte motywy. Bez pacierza ani rusz.

Skup się, Caleb. Prokurator zerknął, jak rudowłosa oparła głowę na jego ramieniu i uśmiechnął się pod nosem, nie potrafiąc odkleić od niej swoich rąk. Poza tym, że wcale nie musiał tego robić, więc nie starał się aż za bardzo. Zaśmiał się przelotnie, szybko dopijając swojego drinka, by pustą już szklankę odłożyć w przypadkowe miejsce, choć gdy tylko Eleanor rzuciła swoją propozycję, mógłby upuścić szkło nawet na podłogę. Nie zamierzał protestować.

— Nie potrafiłbym ci niczego odmówić — powiedział, pochylając się nad jej uchem, zanim pociągnął ją w stronę parkietu, na którym już i tak tańczyło bardzo dużo osób. — Nie jestem pewien, czy dorównasz moim umiejętnościom — zaśmiał się, układając palce na jej talii. — Ale wszystkiego cię nauczę — dodał złośliwie, unosząc przy tym brew, zanim zaczął poruszać się w rytm muzyki, subtelnie przysuwając ją bliżej siebie. Zerkał na jej buzię, czując przyjemne ciepło, spowodowane jej obecnością, jak i paroma drinkami, które zdążył już wypić tej nocy. — Tęskniłaś? — rzucił kąśliwie, muskając palcami jej delikatnie odkrytą skórę w miejscu, gdzie ułożył swoje dłonie. Ciężko było trzymać je z dala, kiedy poruszała się w tak niewielkiej odległości od niego. — Ostatnim razem obiecałaś, że szybciej się znajdziemy — parsknął, wciąż poruszając się do jednej z szybszych piosenek. Zero stresu. Zero zmartwień. Kochał ten klimat, gdy nie musiał o niczym myśleć choć przez chwilę.

lisek