Strona 1 z 2

the part i couldn't leave behind

: ndz lip 05, 2026 1:09 pm
autor: gavin calloway
Kilka wiadomości wymienionych po tamtym wieczorze, kilka żartów, które z każdym kolejnym dniem stawały się coraz rzadsze, aż w końcu ich rozmowa po prostu umarła.
Wmawiał sobie, że nic nie znaczyła, że zaspokoił swoją ciekawość, że poza tym Ally Aldridge była kobietą z którą przyszło mu wypić kawę w warsztacie i kilka dni później spotkać się ponownie w barze. N i c więcej. Oszukiwanie samego siebie przychodziło mu znacznie łatwiej, kiedy kilka dni później wrócił do Thunder Bay.
Pauline przestała prosić i zaczęła stawiać ultimatum. Najpierw pytała, kiedy wróci. Później pytała, dlaczego wciąż go nie ma. W końcu oznajmiła, że jeśli on nie potrafi podjąć decyzji, zrobi to za niego - wsiądzie w samochód, przejedzie kilkanaście godzin i sama pojawi się w Toronto, a na to nie mógł jej pozwolić.
Wrócił więc i już pierwszego wieczoru zrozumiał, że dom od dawna przestał być domem. Nie zmieniły się ściany, ulice, po których jeździł od nastoletnich lat. Nie zmienił się zapach jeziora ani znajome twarze mijane w sklepie. Zmienił się wyłącznie o n. Thunder Bay nadal należało do chłopaka, który wyjeżdżał stamtąd wiele lat wcześniej z przekonaniem, że wróci silniejszy, mądrzejszy i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Tamtego chłopaka już nie było, został po nim tylko adres zameldowania.
Próbował jednak, bo wiedział że tak trzeba, że tego od niego wymagano. Nauczył się przez lata służby zawsze sprostać oczekiwaniom innych. Spotkał się z Pauline, odwiedził rodziców, poszedł na mecz lokalnej drużyny, nawet uśmiechał się wtedy, kiedy wypadało. Wytrzymał kilka dni, a później nie mówiąc nikomu ani słowa, spakował torbę, wrzucił ją do bagażnika i wyjechał. Nie zostawił ani jednej wiadomości, jakby ucieczka była jedyną rzeczą, którą nadal potrafił robić naprawdę dobrze.
Powód znalazł błyskawicznie, bo któregoś dnia Ally mimochodem wspomniała o Mustangu stojącym od tygodni na podnośniku. Brakowało jednej części. Małej, głupiej, irytującej, której nie dało się dostać praktycznie nigdzie. Dla większości ludzi był to koniec tematu, on znał jednak kogoś, kto znał jeszcze kogoś, a ten ktoś mieszkał właśnie w Thunder Bay. Przywiezienie tej jednej, pieprzonej części stało się idealną wymówką. Mógł przecież wmówić sobie, że wracał wyłącznie po to, że nie miało to nic wspólnego z kobietą, której twarz z uporem wracała do niego każdego wieczoru.
Kiedy zaparkował pod warsztatem, przez moment naprawdę rozważał zostawienie paczki przy wejściu i odjechanie. Ally nie było, mógł więc wycofać się jeszcze bez konsekwencji. Zamiast tego wszedł do środka, odnalazł dobrze znany ekspres, zrobił sobie kawę, oczywiście we własnym kubku i rozgościł się tuż obok Hanka, który tylko pozornie zajmował się pracą, bo znacznie większą przyjemność sprawiała mu rozmowa.
Najpierw o futbolu i o tym jak ich drużyna koncertowo zawaliła playoffy. Później o trwającym mundialu, o którym obaj, jako Kanadyjczycy, mieli raczej mizerne pojęcie. Gavin nawet nie próbował udawać eksperta. Owszem, uwielbiał sport, ale jego świat od zawsze kręcił się przede wszystkim wokół hokeja. Dopiero później Hank, zupełnie mimochodem, zaczął mówić o Ally. O tym, że od śmierci Garry'ego nie była już tą samą kobietą. Że więcej pracowała, rzadziej się śmiała i chyba próbowała zagłuszyć ciszę kolejnymi godzinami spędzonymi w warsztacie. - Sądzę, że nie będzie zachwycona, że mi to wszystko mówisz - wiedział o tej żałobie wszystko. Nie potrzebował słuchać o niej po raz kolejny, zwłaszcza z ust kogoś kto widział wyłącznie jej skutki, nie znając przyczyny.
Na szczęście dostrzegł kobiecą sylwetkę przekraczającą próg budynku. Bez zastanowienia złapał Hanka za ramię, skutecznie go uciszając. Zauważył również niezadowolenie, zmieszane z zaskoczeniem i podejrzliwością, które pojawiły się na jej twarzy, gdy tylko go dostrzegła. On w odpowiedzi wykrzywił usta w swoim złośliwym uśmiechu, unosząc kubek do góry, jakby właśnie spotkali się w najzwyklejszych okolicznościach świata.
- Poczęstowałem się sam - ta nędzna kawa, smakiem przypominająca najgorszą lurę z przydrożnej stacji benzynowej stała się dla niego czymś więcej niż t y l k o kawą. Była nową kotwicą, jedyną rzeczą, która utrzymywała go na powierzchni. Albo kolejną wymówką, żeby znowu znaleźć się dokładnie tam gdzie znajdowała się ona.

Ally Aldridge

the part i couldn't leave behind

: ndz lip 05, 2026 1:55 pm
autor: Ally Aldridge
Dla niej to był k o n i e c.
Nie w mściwym, nienawistnym sensie. Najzwyczajniej: wszystkie relacje kiedyś się kończyły. Jedne wcześniej, inne później. Przybierały różne kształty ale i tak prędzej czy później rozmywały w powietrzu. Niektóre zostawiały ślady na dłużej - Ally wciąż w rodzinnych stronach wpadała na rodzinę Johnny’ego bądź wspólnych znajomych z lat szkolnych; inne znikały bez dowodu, że kiedykolwiek były prawdziwe.
Jak Reid. Teraz już tylko cyfrowy ciąg cyferek gdzieś na wyświetlaczu, dopóki historia czatów nie przesunęła go na sam dół, poza zasięg wzroku kobiety. Jego miejsce zajęły bieżące rozmowy z przyjaciółmi, współpracownikami czy Brianem.
Tak po prostu.
Czas płynął, a wspomnienie o mężczyźnie rozmywało w niewyraźny kształt jakim Ally nie chciała zaprzątać sobie głowy.
Dopóki nie została do tego zmuszona.
Dlatego powitała mężczyzn spojrzeniem dezaprobaty i konsternacji; buźką wykrzywioną w twór na pograniczu poirytowanego pytania i zmęczonych twierdzeń, których jednak nie wygłosiła. Jeśli mężczyźni nagle urwali prowadzoną rozmowę musieli mieć ku temu powody.
A Ally nie miała na to cierpliwości.
Widzę, że poznałeś Reida — zwróciła się do Hanka, stając przy jego zgarbionych plecach i ogrodowym krzesełku. — To ten facet, który nie mógł mnie przelecieć bo jest dżentelmenem, ale zadbał o to by zrobił to ktoś inny — blefowała; nie opowiadała staremu chłopu z warsztatu o krótkiej i niejasnej historii z Reidem. Z Hankiem znali się jednak jak łyse konie i wiedziała, że wyczuje ją na tyle, by podtrzymywać narzuconą przez nią narrację.
Tylko d e b i l nie zauważyłby, że Ally była podkurwiona. Nie tym, że ostatni wieczór zakończył się tak - tym, że Reid rościł sobie prawo do wysyłania jej smsów i pojawiania się w jej miejscu pracy tak, jakby coś ich łączyło.
Przecież ustalili, że nic - ani koleżeństwo (sam odradzał), ani romans (nie mógł), ani naprawy samochodu (ponieważ magicznie naprawiał się sam). Nie było żadnego powodu, by wciąż się spotykali a branie jej z zaskoczenia odwiedzinami w warsztacie było, zdaniem Aldridge, bezczelne.
Smacznego nie rozgaszczaj się. — Nie zapomnij umyć po sobie kubka.
Dawała tylko tyle; nie udawała że go nie widzi, nie milczała obrażona jak dzieciuch - po prostu nie angażowała się już w budowanie kontaktu. Byłoby to bezcelowe, ponieważ nie prowadziło do niczego. Reid wykluczył szanse na fajną znajomość (w jakimkolwiek charakterze), w dodatku dobitnie dał jej do zrozumienia, że nie podobała mu się jako kobieta.
Dobrze - tę wersję dorobiła sobie sama, ale to wciąż była jego wina. Gdyby powiedział jej prawdę, nie musiałaby się domyślać i nie wyciągnęłaby błędnych wniosków.
Nie poświęciła im ani pół sekundy uwagi więcej. — Rod jest u siebie? — nawet nie czekała, aż Hank jej odpowie. Żywym krokiem już zmierzała w stronę drzwi ze starych palet, pokrytych nierozszyfrowanymi dotąd napisami. — Rod, muszę dzisiaj wcześniej wyjść! — zawołała wiedząc, że ją usłyszy. To był normalny tryb warsztatowej komunikacji. — Wrócę później i dokończę tego Harleya, ok?
Nie pytała szefa o zgodę.
Informowała.
Nie robiła tego często - więc jeśli takie słowa padały we wspólnej przestrzeni, wszyscy panowie instynktownie stawali na baczność.
Jak Hank, który zyskał drugie potwierdzenie tezy, którą wysnuł minutę wcześniej.
Solidnie zjebałeś, stary.
No i po co ci to było?
Tymczasem Ally, niewzruszona towarzystwem (które nie miało już z nią nic wspólnego), brała za realną robotę.

gavin calloway

the part i couldn't leave behind

: ndz lip 05, 2026 4:14 pm
autor: gavin calloway
W całym spektrum rzeczy, które odróżniały Ally Aldridge od innych kobiet, miała tę jedną, cholernie irytującą cechę wspólną z całą swoją płcią. Zakładała, że coś wiedziała lepiej. Dopowiadała sobie rzeczy, których nigdy nie powiedział, wkładając mu w usta słowa, które ani razu przez nie nie przeszły i które, jeśli wszystko potoczyłoby się zgodnie z jego planem, nigdy paść nie miały.
Nie powiedział przecież ani tamtego wieczoru w barze, ani później, w żadnej z wymienionych wiadomości, że mu się n i e podobała. Nie nazwał jej nieatrakcyjną, nie dał jej do zrozumienia, że nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Dobrze więc, że nie miał pojęcia, co działo się w jej głowie i jakie scenariusze zdążyła już tam zbudować. Prostowanie ich zajęłoby mu znacznie więcej czasu niż był gotów jej poświęcić. A raczej więcej odwagi, której od dawna w sobie nie znajdował.
Od samego początku nie ukrywał, że to ją wolał. Chyba jaśniej nie potrafił tego pokazać niż tamtego wieczoru, kiedy z premedytacją ignorował blondynkę, która aż nazbyt otwarcie proponowała mu nie tylko wspólną noc, ale prawdopodobnie również śniadanie następnego dnia. Później powiedział Ally wprost, że chciałby zrobić z nią bardzo wiele rzeczy, ale nie mógł. Czy dla niej nie móc naprawdę było tym samym, co nie chcieć? Czy każdą odmowę odbierała jak odrzucenie, jeśli pomiędzy jednym a drugim rozciągała się przepaść tak wielka, że nie sposób było jej przeskoczyć?
Łapał ją za nadgarstek. Zupełnie nieświadomie opuszką kciuka śledził puls wyczuwalny pod jej skórą, patrzył na nią dłużej niż wypadało, a zapach perfum drażnił jego nozdrza jeszcze długo po tym, jak się rozstali. Do dziś potrafił go sobie przypomnieć z absurdalną dokładnością.
To w s z y s t k o według niej miało oznaczać, że nie była dla niego atrakcyjna? W takim razie, jak, kurwa, traktowali ją faceci, którym faktycznie nie przypadała do gustu?
Westchnął cicho pod nosem, dostrzegając jej nastrój jeszcze zanim zdążyła się odezwać. Przeniósł wzrok na Hanka, unosząc ramiona, jakby właśnie został niesłusznie oskarżony o największą zbrodnię świata. Nie przestraszył się, nie poczuł się speszony, zaś jeśli chciała z nim pograć, mógł usiąść z nią do tego stołu jeszcze raz. - To chyba na plus dla mnie, że nie pieprzyłem cię, kiedy wlałaś w siebie mocnych siedem drinków? - rzucił to niby do niej, ale jednocześnie zerknął na Hanka, szukając u niego potwierdzenia własnej logiki. Starszy mężczyzna tylko parsknął pod nosem, kręcąc głową z rozbawieniem, a Gavin pożegnał go krótkim skinieniem.
Mógł odpuścić, a zamiast tego zupełnie niezrażony jej pozorną niechęcią, ruszył za nią. Oparł się o ścianę, wcześniej odstawiając pusty kubek na blat i przez dłuższą chwilę po prostu ją obserwował. Zastanawiał się czy rzeczywiście miała aż tyle pracy, czy może z premedytacją znajdowała sobie kolejne zajęcia tylko po to, żeby nie musieć z nim rozmawiać. Każde przejście obok niego trwało zaledwie kilka sekund i kończyło się dokładnie tak samo - odwróconym spojrzeniem i kolejnym krokiem wykonanym w przeciwną stronę. - Przywiozłem coś dla ciebie, ale jeśli się nie zatrzymasz, to nie będę miał szansy ci tego dać, Ally.
Powiedział to mimochodem, odprowadzając ją wzrokiem, gdy po raz kolejny przemknęła obok niego niczym ciężka, deszczowa chmura. Ignorowała jego obecność wystarczająco skutecznie, by poczuł znajomy dyskomfort, ale jeszcze nie na tyle duży, żeby odwrócić się i wyjść.

Ally Aldridge

the part i couldn't leave behind

: ndz lip 05, 2026 4:57 pm
autor: Ally Aldridge
Tym razem był powód.
Rozdrażnienia i braku cierpliwości, za który dostawało się wszystkim wokół - Hankowi, Rodowi i Reidowi jednakowo. Każdego innego dnia zniosłaby niezapowiedzianą wizytę lepiej. Każdego innego dnia jej próg bólu był wyższy i zamiast pokonywania kilometrów po warsztacie niczym śmiertelny sztorm morze, pożartowałaby chwilę z niezręczności spotkania i zarzuciła dowolny gównotemat dla odwrócenia uwagi.
Nie dzisiaj.
Dzisiaj Ally mierzyła się z czymś realnie katastrofalnym i nie radziła sobie z tym zupełnie. Była naładowana całą masą negatywnych emocji, źle nastawiona do wszystkich i wszystkiego - szczególnie siebie. Jedynym, co mogło ją uratować, był warsztat. A w warsztacie czekał facet który - jej zdaniem - nie miał już powodu by przebywać w jej przestrzeni. Ba, twierdził że nie zapisałby nawet jej numeru, więc i pisać nie powinien.
Wszystkiego naraz było teraz dla Aldridge za dużo. Myśli kotłowały się gdzieś w czaszce bez pomysłu na ujście - nie chciała i nie potrafiła nikomu zwierzyć się z wiadomości, która wytrącała ją z równowagi do tego stopnia i wymuszała wczesne urwanie się z pracy.
Dlatego kiedy Reid zwrócił się do niej ponownie i przystanęła na pół sekundy rozchylając wargi, przestrzeń między nimi wypełnił niespodziewany i niekontrolowany potok słów zupełnie nie na temat.
Nie pieprzyliśmy się — stała przed nim pierwszy raz tak konfrontacyjnie, niczym uzbrojona bomba z ramionami założonymi na klatce. Buńczucznie, wrogo, z oczami wielkimi jak to przerażenie, które nie mieściło w jej małym ciele. — Z Brianem. To znaczy - chcieliśmy. Byłam na górze, ale kręciło mi się w głowie, więc potem on był na górze, ale w pościeli był pilot i obcierał moje udo, więc wyszłam na papierosa, a potem… — bez przerwy na oddech, bez przecinków, bez szansy na jakąkolwiek odpowiedź rozmówcy. Od wczorajszego wieczoru i telefonu, który odebrała trzymała w sobie taką ilość przytłaczających informacji, że teraz opuszczały jej usta jak lawina bzdur. Zaczęła przy tym machać rękami - co w niczym nie przypominało jej zazwyczaj spokojnego usposobienia - i jąkać się, głośno przełykać ślinę i drapać się po głowie, i było w tym więcej rozpaczy niż w smutnej, barowej posiadówce.
Więcej i n n e j rozpaczy.
Tamta dotyczyła zmarłego brata.
Ta - jej samej.
Brian był w tym wszystkim kompletnie nieistotny - nie sądziła, z całą powagą, że Reida rzeczywiście interesował finał wieczoru. A mógł być tylko jeden: pijanej dziewczynie robiło się mdło od rytmicznego bujania, każda pozycja wydawała niewygodna, aż rozstrojona wymaszerowała na papierosa. Takie noce kończyły się udanym seksem tylko w serialach dla nastolatek, a najzabawniejsze było to, że rozgoryczenie Ally nie miało z tym nic wspólnego.
Reid był tylko katalizatorem, mózg wyrzucał wszystko czego miał za dużo, a niejasność między nimi prowokowała do żywszych reakcji.
Wyjaśniała więc po swojemu, potykając się o sylaby i gorączkując z przyczyn kompletnie mu nieznanych.
Czekaj, co? — mogło minąć kilka minut zanim zamknęła się i przeprocesowała to, co mówił on. Nie ignorowała go wcześniej - obciążony mózg nie przetworzył bodźca i dopiero z opóźnieniem rozumiała, co się działo. — Słuchaj, na pewno chcesz być miły. Jestem wdzięczna, serio, ale nie oczekuję od ciebie żadnych prezentów i niespodzianek. Nie musisz. Nie mam żalu. Nic z tego nie rozumiem — był w tej chwili jedną niewiadomą za dużo.
Nie miała już w sobie zmieścić ani kawałka więcej strachu i niepewności.
Całą przestrzeń zabierało pytanie o to, co w jej życiu zmieni ośmiocentymetrowa torbiel na jajniku.

gavin calloway

the part i couldn't leave behind

: ndz lip 05, 2026 5:59 pm
autor: gavin calloway
Pod tym jednym względem, co słusznie zauważył, przypominała wszystkie inne kobiety. Nie było to ani komplementem, ani zniewagą rzuconą wyłącznie po to, żeby ją obrazić.
Pod innym zaś on sam nie odbiegał niczym od wszystkich mężczyzn chodzących po ziemi. Nie rozumiał nagłych, emocjonalnych wybuchów kobiet, choć w domu miał trzy młodsze siostry i matkę, którym miesiączki niejednokrotnie się synchronizowały, zamieniając ich codzienność w jedną, wielką burzę hormonów. Nigdy nie nauczył się za nimi nadążać, broń Boże. I, co chyba najistotniejsze, kompletnie nie potrafił też na nie reagować.
Kiedy któraś z jego sióstr wpadała w potok niezrozumiałego dla niego bełkotu, po prostu przytakiwał i wychodził. Kiedy robiła to jego matka, postępował bardzo podobnie, tylko na koniec zwykle jeszcze ją przytulał, w tym geście zarezerwowanym wyłącznie dla pierworodnych synów. W przypadku Pauline, niefortunnie, zdarzało mu się jedynie zaogniać konflikt i niestety wiedział, że z Ally byłoby jeszcze gorzej. Kobieta była chodzącym huraganem, wariatką, a jemu się to p o d o b a ł o.
Na język cisnęło mu się wiele słów. Od tych, w których chciał zaproponować jej wizytę w kościele albo na terapii, aż po pytanie, czy bardziej była opętana czy jebnięta. Zamiast tego po prostu się zamknął, połknął każde stwierdzenie, które za wszelką cenę chciało zamienić się w pytanie i tylko na nią patrzył. Zaciskając dłonie w pięści, powstrzymał się przed wyciągnięciem ich przed siebie, przed przesunięciem nimi po jej ramionach w tym pozornie uspokajającym geście, który bardziej potrzebny był zaspokojeniu jego własnej niecierpliwości niż faktycznie jej.
- A potem Brian zniknął? - dopowiedział sam finał tamtego wieczoru, który faktycznie, tak jak sądziła, niespecjalnie go interesował. Nie dlatego, że nie obchodziła go ona. Wręcz przeciwnie. Dlatego, że bardzo nie chciał wyobrażać sobie jej w objęciach kogoś innego, jakkolwiek irracjonalne by to nie było. I jakkolwiek bardzo nie miał do tego najmniejszego, kurwa, prawa. - Moje ego musi to wiedzieć.
Pomiędzy swoim pytaniem a jej odpowiedzią, która miała lub nie miała nadejść, wsunął dłoń do kieszeni dżinsów, wyciągając z niej niewielki strunowy woreczek, w którym zmieściłoby się pięć gramów towaru z czarnego rynku, zaręczynowy pierścionek kupiony w lombardzie albo ta jedna, mała część, która, jak sądził, od tygodni spędzała sen z powiek brunetce.
Pokręcił głową, bo z n o w u zapędzała się we własnych wnioskach. - Nie chcę być miły - nie potrzebował tego robić, bo nie musiał niczego udawać. - Mówiłaś, że nie możesz naprawić Mustanga bez tego modułu zapłonowego - uniósł w górę część tak niewielką, że niemal całkowicie ginęła w jego zaciśniętej dłoni. - Tak się składa, że znam kogoś, kto zna kogoś... - wyjaśnił, czując, że tym razem naprawdę powinien to zrobić. Kolejna słowna potyczka, następne przeciąganie liny tylko jeszcze bardziej wywindowałyby poziom niedopowiedzeń między nimi, a tych i tak zdążyło nazbierać się zdecydowanie za dużo.
- I to nie jest żadna forma przeprosin. Nie jest też niespodzianką ani prezentem - zaznaczył od razu, co było jego kolejnym kłamstwem. Koncertowo uciszał właśnie wyrzuty sumienia, oszukując siebie samego, że dobrym uczynkiem, wymazuje jeden zły.

Ally Aldridge

the part i couldn't leave behind

: ndz lip 05, 2026 7:24 pm
autor: Ally Aldridge
Widocznie rozumiała jeszcze mniej, niż jej się wydawało. Absurd pytania wybił ją z tego przedpanicznego amoku, w którym wypowiadane zdania nie miały ani celu ani składu, a płuca powoli przestawały nadążać z pompowaniem tlenu. Dlaczego akurat to miało znaczenie? Dlaczego potem go interesowało, skoro on sam nie był zainteresowany?
Gdyby był, powiedziałby przecież: nie dzisiaj, jesteś pijana; mam kogoś, ale chciałbym być twoim kolegą. Zamiast tego znikał, potem zaś pojawiał się nieproszony i pytał o rzeczy, które obojętnemu mężczyźnie nie robiłyby żadnej różnicy.
Zgłupiała.
Brian nie opanował jeszcze sztuki teleportacji — krótka pauza dała Ally szansę na przynajmniej nikły jak trzepot skrzydeł motyla powrót do siebie. Do kąśliwej uwagi, przechylenia głowy i wreszcie ciężkiego westchnienia. Siedem mocnych drinków nie usprawiedliwiało dalszej części historii - trzeźwa Ally była nią widocznie zażenowana. A Reid czekał na rzeczową odpowiedź, którą z oporem, ale wreszcie z siebie wydusiła. — A potem nieopatrznie pokazałam cycki sąsiadowi z balkonu obok, co doprowadziło do awantury z jego - domyślam się - żoną. Pruła się, jakbym zrobiła to specjalnie więc rozbolała mnie głowa. Brian próbował załagodzić sytuację, a ja wróciłam do domu taksówką — zatem jeśli któreś z nich zniknęło, była to nawalona dziewczyna próbująca wydukać swój adres kierowcy. Jazda windą jeszcze nigdy aż tak nie przypominała walki o życie w rollercoasterze, ale - dumnie - nie zarzygała korytarza. — Rano proponował przyniesienie mi śniadania, więc… Niech będzie, że fenomenalny z ciebie skrzydłowy. Czy tego potrzebowało twoje ego?
Czy nie o to chodziło? To musiał wiedzieć, o to pytał? Już niczego nie wiedziała, a jej mózg zdawał nie radzić ze spięciami na kablach. Elektrykę trzeba było poddać rzetelnej kontroli i serii napraw, ale Ally była mistrzynią unikania próśb o pomoc. Nawet teraz, gdy mówiła za szybko, mieszała wątki i machała rękami - jak ktoś, kto zaraz się rozsypie - stała pewnie na nogach i w przekonaniu, że jak zajmie się robotą to wszystko będzie dobrze.
Ze spychologii powinna dostać medal olimpijski.
Więc o co chodzi? — był jej to winien i powinien być wdzięczny, że dawała mu szansę to wyjaśnić. Obracała małą część w dłoni - znalezienie jej i dostarczenie do Toronto było czymś obiektywnie miłym, dlaczego więc zaprzeczał temu przymiotnikowi? — Po co szukałeś i po co przywiozłeś część, która nie jest ani niespodzianką, ani prezentem? — absolutnie nic w tej historii się nie zgadzało.
Poza tym, że Ally nie mogła bez niej ruszyć z Mustangiem i - jakkolwiek nie chciałaby tego okazać - tym maleńkim woreczkiem ułatwił jej życie.
Te przeklęte czyny punktowały jak nic innego, ale skarciła się w myślach za te dywagacje. Wszak znaleźli się w nierozwiązywalnym konflikcie, w którym oboje mieli rację: ona twierdziła, że rozdział zamknięto a on, że jeszcze nie otwarto (co kosztowało resztkę samozaparcia).
Oboje wierzyli, że ich podejście jest najbardziej logicznym.
Poproszę Roda, żeby wypisał ci czek.
Części kosztowały pieniądze. Nierzadko duże. A skoro nie prezentował jej tego woreczka, uczciwość Ally nakazała się rozliczyć kwotą za część plus górką za pośrednictwo - dokładnie tak, jak zrobiłaby to z każdym innym kontrahentem w swojej branży.

gavin calloway

the part i couldn't leave behind

: pn lip 06, 2026 2:34 pm
autor: gavin calloway
Słuchał jej opowieści, wiedząc już, że po Ally, którą poznał tamtego dnia w warsztacie, nie zostało praktycznie n i c. W jej miejsce pojawiła się zupełnie inna kobieta, która wciąż była dla niego atrakcyjna, a problem polegał wyłącznie na tym, że kompletnie nie potrafił się z nią obchodzić.
Żałował więc, że w ogóle zadał to pytanie. Rzucone od niechcenia, w formie żartu, miało być próbą powrotu do tej swobody, którą jeszcze niedawno pomiędzy sobą dzielili i którą, bardzo błędnie, uznał za coś, co nadal istniało. Tak naprawdę nie obchodziło go przecież nic z tego o czym opowiadała.
Liczył wyłącznie na tę zaczepkę. Na zabawną odpowiedź, pomiędzy którą mógłby lawirować z dotychczasową wprawą, odbijając kolejne piłeczki i pozwalając tej rozmowie płynąć dokładnie tak, jak robiła to do tej pory. Tymczasem zamiast niej dostał coś, czego nie potrafił obrócić ani w żart, ani w kolejną uszczypliwość. Jedyne, co przychodziło mu do głowy, to całkowicie zignorować ten potok słów i po prostu zapytać, co się stało, choć również do tego, podobnie jak do wielu innych pytań, nie miał najmniejszego prawa. Patrząc na nią - chciał wiedzieć. Chciał zapytać o to bardziej niż o cokolwiek innego, samemu nie odpowiadając jednocześnie na nic czego od dawna próbowała dowiedzieć się ona.
Nie mógł być bardziej nie w porządku, bo nie dość, że kształtował rzeczywistość wyłącznie pod siebie, zmuszając ją, zupełnie nieświadomie, do życia w kłamstwach, które sam stworzył, to jeszcze odbierał jej możliwość poznania go choćby w najbardziej prozaicznych aspektach. Musiał być świadomy za nich dwoje, skoro sam pozbawiał ją możliwości podejmowania decyzji na podstawie prawdy, a mimo to coraz częściej zachowywał się tak, jakby zapominał o własnych zasadach.
- Bo tego potrzebowałaś. Nie ma w tym niczego więcej, żadnej dodatkowej historii - przełknął własną ciekawość, udzielając jej wreszcie j a k i e j k o l w i e k odpowiedzi. Wiedział, że prawdopodobnie jeszcze jej pożałuje, ale wiedziony impulsem zdobył się na odrobinę szczerości, która w ostatnich miesiącach stała się dla niego towarem znacznie cenniejszym niż wszystkie składane wcześniej obietnice. - Lubię cię, Ally. A jeśli kogoś lubię i ten ktoś ma problem, który mogę rozwiązać, to po prostu to robię. To powszechnie nazywa się chyba przyzwoitością? - wbrew jej nastrojowi próbował przeforsować swój własny, przywołując na usta ten charakterystyczny, niedbały uśmiech. Nie silił się na niego, był jego naturalną maską, za którą od dawna chował wszystko to, czego nie chciał pokazywać światu.
Pokręcił głową, kiedy wspomniała o pieniądzach, jakby sama propozycja była czymś kompletnie absurdalnym, a gdy ruszyła, najwyraźniej uznając rozmowę za zakończoną, po raz kolejny złapał ją za nadgarstek. Dokładnie tak samo jak wtedy w barze. Mocno, ale nie na tyle, by sprawić jej ból, ale jednocześnie zatrzymać ją w miejscu. - Przestań, kurwa. Wyglądam, jakbym chciał od ciebie pieniądze? - być może właśnie tak wyglądało to w jej świecie. Wymieniało się przysługi na kolejne przysługi, pieniądze na następne części, a każdy gest prędzej czy później trzeba było wyrównać rachunkiem.
On do tego świata nie należał.
Nie puszczał jej przez kilka długich, ciągnących się w n i e s k o ń c z o n o ś ć sekund, bo dopiero teraz dotarło do niego, że nie dość, że zatrzymał ją w miejscu, to wyhamował także ich rozmowę, te zwyczajowe przepychanki. - Co się stało?

Ally Aldridge

the part i couldn't leave behind

: pn lip 06, 2026 3:44 pm
autor: Ally Aldridge
Pewnego dnia tajemniczy mężczyzna teleportował się w okolice Rexdale ze sprawnym-niesprawnym samochodem. Pojawił się znikąd; nic o sobie nie zdradzał, trzymał blisko a z kieszeni wyciągał niemożliwe do znalezienia cuda. Mała, srebrna część w woreczku przypominała Kamień Filozoficzny - znaleźć ją mógł tylko ktoś godzien zaszczytu, a los splotem niefortunnych zdarzeń doprowadził ją właśnie do świątyni Ally Aldridge. To samo w sobie było historią której istnienia zaprzeczał Reid - może posłaniec, może zły omen, a może anioł stróż? Niczego już nie była pewna, gdy na zmianę uciekał od niej i szukał ponownie, unikał deklaracji i sam je wygłaszał.
Rozwiązywanie problemów o b c y c h ludzi nie było przyzwoitym minimum i dlatego doszukiwała drugiego dna, które wreszcie przed nią odsłonił.
Zatem chodziło o sympatię i oboje mieli do siebie jakąś słabość, a to generowało jeszcze więceń pytań.
Jednak Ally milczała na każdy z tematów. Milczała uparcie, skupiona na geście takim samym i kompletnie innym od poprzedniego.
Jego dłoń i jej nadgarstek - kiedyś łączone elektryzującym pożądaniem; teraz gestem troski. Wcześniej Reida interesowały sytuacje - teraz pytał o nią. Nie grał - był prawdziwie oburzony; nie manipulował dwuznacznością - mówił wprost.
Ta nagła zmiana reguł gry wymagała od Aldridge długiej pauzy na uporządkowanie myśli i uspokojenie walącego serca na tyle, by biedny Hank nie musiał dzwonić po pogotowie.
Nie szarpała się z nim; nie próbowała odejść ani unikać jego wzroku. Czuła się boleśnie bezradna - nie mogła kontrolować swojego zdrowia, zrozumieć relacji z Reidem ani samej siebie w świecie bez Garry'ego. I może właśnie z braku pomysłu jak rozwiązać piętrzące się problemy - obiektywnie nierozwiązywalne, zatem jej histeria nie była aż tak nie na miejscu - zrobiła parę drobnych kroków w stronę konesera warsztatowej lury.
Bez pytania o pozwolenie oparła zmęczone czoło o jego klatkę, dłońmi objąwszy w pasie - na społecznie akceptowalnej wysokości.
Platonicznie, bez podtekstu, bez jakichkolwiek oczekiwań. Tylko na chwilę, gdy próbowała ukraść mu trochę jego własnego spokoju.
Dotykowo skalibrować się do jego parametrów, bo ewidentnie obojgu służyłyby bardziej.
Nie próbowała go uwodzić. Nie chciała być zalotna i przekraczać granic romansu, który wykluczył. Szukała bezpieczeństwa, a on wydawał mężczyzną, który to zrozumie. Wystarczyła chwila oparcia - tak dosłownego, bez zaczepek i prowokacji.
Jednak mimo tego szokującego rozwoju zdarzeń Ally brakowało słów, a duma nie pozwalała tak po prostu zwierzać z trudności. Nie z tych, które realnie ją bolały i zawstydzały istnieniem słabości. Dlatego wymamrotała tylko jedno: prosto w materiał jego ubrania, tonem pełnym rezygnacji i obciążonym pytaniem, czy w jej oczach już nie zbierały się łzy.
Strachu, smutku, żałoby, wściekłości, poruszenia i wzruszenia jednakowo.
Mam bardzo zły dzień.
Chociaż w tej chwili, gdy czuła na sobie bicie jego serca i otulał ją zapach proszku do prania, świat zdejmował jej nóż z gardła.

gavin calloway

the part i couldn't leave behind

: wt lip 07, 2026 9:53 am
autor: gavin calloway
Był przygotowany na wszystko. Na kolejną uszczypliwość, na kłótnię, na trzask drzwiami, na to, że każe mu wypierdalać i nigdy więcej nie przekraczać progu warsztatu. Był nawet gotów przyjąć obojętność, ale nie przygotował się wyłącznie na to.
Przez pierwszą sekundę nie zareagował w ż a d e n sposób. Stał nieruchomo, czując ciężar jej czoła oparty o własną klatkę piersiową i dłonie obejmujące go w pasie, jakby mózg uparcie próbował nadrobić to, co wydarzyło się kilka uderzeń serca wcześniej. Nie wiedział, co powinien zrobić, bo ta bliskość była zupełnie inna od każdej, którą znał dotychczas. Nie było w niej prowokacji, żadnego z tych dwuznacznych uśmiechów, którymi obrzucali się od pierwszego spotkania. Żadnego flirtu, przeciągania liny, sprawdzania, kto pierwszy odpuści.
Ally Aldridge szukała miejsca, w którym mogłaby przez chwilę przestać wszystko dźwigać sama, a on doskonale wiedział, że wybrała niewłaściwego człowieka.
Przez krótką chwilę pozwolił dłoniom bezradnie zwisać wzdłuż ciała nadal dając sobie ostatnią szansę na wycofanie się. Jeszcze mógł odsunąć się o krok, przypomnieć jej, że przekraczali granicę, którą sam wyznaczył. Granicę, o której ona nie miała pojęcia, bo żyła w świecie zbudowanym z połowy prawdy i wszystkich kłamstw, jakie z taką łatwością serwował jej od pierwszego dnia.
Dopiero po dłuższej chwili powoli uniósł ręce. Ostrożnie, jakby każdy gwałtowniejszy ruch mógł ją spłoszyć, objął ją lekko, jedną dłoń zatrzymując pomiędzy jej łopatkami, drugą opierając na ramieniu. Nie przyciągnął jej do siebie i na wszelki wypadek dawał możliwość odsunięcia, nie zatrzymując jej przy sobie, bo nie wiedział czego tak naprawdę potrzebowała chciała.
Pozwolił jej zostać dokładnie tam, gdzie przed chwilą sama stanęła.
Kolejny raz nie miał do tego najmniejszego prawa, a jednak wszystkie zasady, których tak kurczowo próbował trzymać się od dnia śmierci Garry'ego, pękały jedna po drugiej z zadziwiającą łatwością. Za każdym razem, kiedy robił kolejny krok w jej stronę coraz bardziej przyzwyczajał ją do swojej obecności. Coraz mocniej pozwalał jej wierzyć, że był kimś kim w rzeczywistości nie był. Ślepy na konsekwencje, uparcie szedł dalej, naiwnie licząc, że prawda zrobi wyjątek i nigdy ich nie dogoni. - Co się stało? - powtórzył ciszej niż poprzednio.
Nie próbował zgadywać. Nie zapytał czy chodziło o Garry'ego, o warsztat, o rodzinę czy o niego samego. Był oszczędny w słowach dokładnie tak jak przez większość swojego życia. Lepiej od mówienia wychodziło mu słuchanie i cierpliwe czekanie, aż drugi człowiek sam zdecyduje ile chciał mu przekazać, o ile w o g ó l e chciał.
Nie poganiał jej, bo po Ally spodziewał się w s z y s t k i e go, również tego, że za chwilę odsunie się, dumnie wyprostuje plecy i odwracając się na pięcie, wróci do swoich zajęć, które śmiał jej przerwać pojawiając się znowu w miejscu jej pracy.

Ally Aldridge

the part i couldn't leave behind

: wt lip 07, 2026 11:55 am
autor: Ally Aldridge
Pierwszy raz ich role się odwróciły.
Ona wiedziała wszystko, on nie wiedział niczego.
Ona mogła powiedzieć lub nie powiedzieć, skłamać, przeinaczyć, zataić i zmienić temat - a on nie miał na to żadnego wpływu.
Na początku Reid miał kontrolę - teraz musiał przyznać przed sobą, że to iluzja. Nie kontrolował ani siebie, ani pokusy odwiedzenia Aldridge raz jeszcze, ani tego co mogła z nim zrobić - mógł albo poddać się temu uczciwie, albo zniknąć. Z jakiegoś powodu zdawał się skreślać tę drugą opcję.
A ona wyczuła zawahanie pierwszych sekund. W tamtej chwili niczego z tym nie zrobiła - egoistycznie zajmując własną potrzebą wyciszenia przy jego ciele. Nie potrafiła ustalić czy był zaskoczony czy przerażony jej gestem, zanim wreszcie objął w wyrazie zgody.
Może jednorazowej, a może dopuszczał jakieś pole do negocjacji.
Bo Ally Aldridge nie miałaby nic przeciwko temu, by kiedyś to powtórzyć.
Na razie jednak zmieszanie i kurtuazja nakazywały okazanie skruchy za tę napaść na jego przestrzeń, dlatego gdy już nacieszyła się ciężarem jego dłoni na swoim ciele, odchrząknęła i nieznacznie cofnęła.
Przepraszam — uznawszy, że jego reakcja mogła wynikać z zakłopotania - a jej zachowanie przekraczać pewne granice, postanowiła się wytłumaczyć - z typowym dla siebie zdjęciem powagi z tematu. — Nie chciałam stawiać cię w niezręcznej sytuacji, ale nie mogłam się powstrzymać. Ładnie pachniesz.
Ale za te dwie warsztatowe kawy c o ś jej się przecież należało, więc skoro uparcie pojawiał przy niej - mógł jednocześnie przydać do czegoś, prawda?
Stało się jasnym, że nadmiar emocji ulewa się Ally niekontrolowanie i z tym musiała coś zrobić błyskawicznie - w przeciwnym razie uleje jej się przy kimś bliskim, a tych nie chciała martwić. Przed ludźmi zajmującymi ważne miejsca w jej życiu miała całą tę tragedię zatajać bardzo skutecznie - wówczas okazało się, że Reid jest idealnym kandydatem do wygadania się.
Miała nieodparte poczucie, że pewnego dnia zniknie niczym specjalista ds. ghostingu i więcej się nie pojawi, więc wtajemniczanie go w jej bolączki nie mogło odbić jej czkawką w przyszłości.
Olśniona tym odkryciem przysiadła tyłkiem na masce jednego z samochodów.
Muszę iść dzisiaj do lekarza.
Nie miała jeszcze odpowiednich słów na zgrabne przekazanie tych wieści - nie rozumiała większości tych, które używał specjalista po drugiej stronie słuchawki, nie była też przyzwyczajona do opowiadania komukolwiek o tak osobistych sprawach.
Powikłania endometriozy mogły oznaczać, że Ally na dobre pożegna się z marzeniem o macierzyństwie. — Miałam… Mam torbiel na jajniku. Lekarze mówili że to jedno z typowych powikłań endometriozy i że wystarczy obserwować, ale od ostatniego badania urosła dwukrotnie. Więc… Jest za ciężka. Może pęknąć albo obrócić jajnik — poczuła się tym tak obnażona, że ciało spięło w panice, a umysł podpowiadał najbardziej sprawdzony sposób ucieczki: ironię. — A ja naprawdę nie mam teraz czasu na laparoskopię. Może w trzecim kwartale 2027 będę miała szansę na kilka dni urlopu - ale wolałabym spędzić je na śródziemnomorskim rejsie — co najmniej tak, jakby była poirytowana tym uniedogodnieniem które nie pasowało jej kalendarzowi; łatwiej było zamaskować strach i żal i wściekłość, które tego dnia sprawiały, że jej cierpliwość była bliska zeru.
Podniosła wzrok na Reida - niepewny, pytający - czy już zniechęciła go tym wysrywem beznadziejnej życiozy, jakiego mężczyźni nie chcieli słuchać od pięknych kobiet? Nie zamierzała zostawić tego jako znaku zapytania.
Powiedziałeś, że „z przyjemnością zrobiłbyś wszystko, o co poproszę”. To aktualne?

gavin calloway