beyond every problem lies a solution
: ndz lip 05, 2026 3:47 pm
Oddział pediatryczny z całą pewnością wyróżniał się na tle pozostałych dzięki malunkom pokrywającym ściany korytarzy. Jasne kolory, raczej pastelowe, momentami intensywniejsze, budowały tło pod wykonturowane wizerunki superbohaterów i księżniczek, ale można było natknąć się także na pejzaże wypełnione bujną roślinnością i zwierzęcymi sylwetkami. Ktoś stworzył leśny zagajnik obok Królewny Śnieżki, nieopodal Arielki prezentowała się błękitna morska toń, a po drugiej stronie czuwał Aquaman. Intencja tych artystycznych zabiegów była oczywista, próbowano wcisnąć w tę konkretną część szpitalnej przestrzeni jak najwięcej radości, aby z ramion najmłodszych pacjentów zdjąć niepotrzebny stres.
Prawdopodobnie Thomas był jedynym człowiekiem, który najbardziej w tym miejscu doceniał białe sufity. Widok nienaruszonej sztuką przestrzeni pozwalał mu przypomnieć sobie kolejne szczegóły na temat budynku, w którym właśnie się znajdował. Podczas studiów Mount Sinai Hospital kilkukrotnie bywał obiektem jego wzmożonej uwagi jako przykład kluczowej infrastruktury Toronto. Szpital należał do tych budynków, których nie chwali się za fasadę, ale za funkcjonalność, dlatego każde z dwudziestu pięter było rozplanowane z myślą o maksymalnym wykorzystaniu przestrzeni. Budynek został oddany do użytku w 1974 roku, za plany architektoniczne odpowiadała firma Bregman + Hamann Architects, jednak głównym wykonawcą była spółka Ironcrest Construction. Kolejny dowód na potwierdzenie tezy, że Bedardowie zbudowali to miasto.
Ewidentnie nie pasował do szpitalnego krajobrazu, a już tym bardziej do pediatrii. Zawsze cenił sobie elegancką prezencję, jednak w ciemnogranatowym garniturze i czarnych oxfordach wyglądał prawie niedorzecznie, jakby całą swą powagą stał w całkowitym kontraście wobec wesołej kolorystyki. Nie minął nawet kwadrans, od kiedy stanął przed drzwiami gabinetu E4.15, a już zdążył spotkać się z kilkoma dociekliwymi spojrzeniami. Pierwsze należało do matki z dzieckiem czekającej na swoją kolej do sąsiedniego pokoju zabiegowego, drugie do przechodzącego dziecka w piżamie, a trzecie do pielęgniarki, która z każdą minutą coraz bardziej była skora podejść do niego z pytaniem czy nie pomylił pięter. Na tym oddziale dorośli rzadko pojawiają się bez dzieci.
Spojrzał na zegarek przelotnie, niby niedbale, jednak wiele go kosztowało, aby nie zmarszczyć brwi w wyraźnym przejawie niezadowolenia. Zjawił się kilka minut przed zakończeniem pracy poradni, ale najwidoczniej musiało być jakieś opóźnienie w przyjmowaniu kolejnych małych pacjentów, skoro doktor Callahan wciąż nie opuściła gabinetu. Może inaczej podchodziłby do czasu oczekiwania, gdyby wcześniej zapowiedział swoje przybycie. Jego wizyta mogła wywołać różne reakcje.
Drzwi w końcu się rozwarły, stanęła w nich matka z kilkuletnim synem, jeszcze u progu zadając jakieś pytanie o dawkowanie leku. Thomas był na tyle cierpliwy, aby uprzejmie poczekać aż kobieta otrzyma zadowalającą ją odpowiedź i w końcu oddali się o kilka metrów, zanim sam stanął w progu, aby zajrzeć do środka. Szybko spojrzeniem zlokalizował kobiecą sylwetkę, z premedytacją czekając z zamknięciem za sobą drzwi. Miał prawo przypuszczać, że jego obecność nie będzie w najmniejszym stopniu pożądana.
– Cześć – przywitał się spokojnie, z uprzejmym uśmiechem. – Przepraszam, że przychodzę bez zapowiedzi. Jeśli nie masz już innych pacjentów, znajdziesz dla mnie chwilę?
Być może nie powinien nachodzić jej w pracy, jednak paradoksalnie szpital był dla nich najbardziej neutralnym gruntem do przeprowadzenia jakiejkolwiek rozmowy. Przed podjęciem działania Thomas dokładnie przeanalizował sytuację Very oraz jej problem z otrzymaniem rozwodu. To nie mogła być sprawiedliwa walka, kiedy miała przeciwko sobie Elliota i całą jego znamienitą rodzinę. Doskonale znał jej męża, pojmował tok jego rozumowania, tym bardziej wiedział, że ten nie da jej tak po prostu odejść.
Chciał jej pomóc. Na pewno nie z powodu szczerej troski o jej szczęście, ale samym przybyciem do szpitala ujawniał cień dobrej woli.